od poczatku ciazy mam anemie. raz hemoglobina 10 raz 11 i tak w kolko.
oczywiscie jadlam zelazo jak ginekolog przykazal. tylko w chalupie mam
interniste, ktoremu spokoju nie dawal fakt, ze z morfologii wynika, ze moja
krwinka jest duuuuza co podobno swiadczy o tym, ze zelazo powinno byc ok.
zatem wczoraj maz przy okazji badan kontrolnych dopisal mi na kartce do
oznaczenia jeszcze zelazo i witamine b12. i co? piekniuskie wyniki!
a moja anemia to wynik "rozwodnieia" czy jak to sie mowi krwi w ciazy. moge
sobie leki ODSTAWIC

huuraaaaa! nienawidze prochow.