tak sobie czytam wypowiedzi młodych matek o tym, że to, co dzieje sie po
urodzeniu dziecka, to istna katorga. Bieganina non stop, dramatyczne,
przytłaczające zmęczenie, brak czasu an cokolwiek (np. umycie włosów) itd.,
itp. Trochę trudno mi w to wszystko uwierzyć (bo dziwnym trafem te mamy
znajdują czas na czytanie i wypowiadanie się na forum...). Sama mam wokół
siebie dwa bardzo budujące przykłady: jedna przyjaciółka ma roczną córkę.
pamiętam, gdy jej dziecko miało niespełna miesiąc - ta koleżanka wyglądała
normalnie, dbała o dom, męza i przy tym wszystkim zajmowała się Małą. Druga
sytuacja: znajoma blisko trzy miesiące temu urodziła córę. byłam u niej trzy
tygodnie po tym fakcie. I co zastałam? Duże mieszkanie pieknie wysprzątane,
Anię śliczną i zadbaną jak zawsze, obiad na kuchni, dziecko wypielęgnowane
chociaż dość marudne (czytaj płaczliwe). Ani nikt nie pomaga - jej mąż całe
dnie spędza w pracy, a rodzina została dość daleko. Mimo to, jesli się chce,
to można. Wiem, że są sytuacje wyjątkowe (np. chore dziecko) i do nich się tu
nie odnoszę. Ale proszę doświadczone dziewczyny o wypowiedź: naprawdę jest
tak źle, jak piszą niektóre bywalczynie tego forum? Pytam, bo sama niedługo
zetknę się z tą nową sytuacją - jestem w 33 tc