baazzylia
08.05.06, 10:23
Kochane dziewczęta. Przyszło mi opuścić forum i zacząć zerkać na
inne "niemowlę i dziecko". Zanim jednak tam sobie odpłynę to chciałabym się z
wami pożegnać i jako świeżo upieczona mamuśka udzielić kilku rad i natchnąć
jak najbardziej optymistycznie. Ponieważ mam jak już zacznę pisać, to mogę
nie skończyć, to z trudem ale spróbuję uporządkować wszystko w punktach.
1. Po pierwsze i przede wszystkim pamietajcie czytając to forum, że każda z
nas jest inna, każda inaczej odczuwa ból, przeżywa problemy, jest odporna na
stres itd. bierzcie to pod uwagę, gdy czytacie o strasznych bólach porodowych
innych kobiet i zadajcie sobie wtedy pytanie "dobra, to ta pani, a może u
mnie będzie inaczej?"
2. Pod koniec ciąży lekarz zaczął sugerować cesarkę w sumie bez powodu, potem
chciał mnie wziąć wcześniej do szpitala, też bez przyczyny. Odmówiłam.
Zdecydowaliśmy z mężem, że zapłacimy położnej. Decyzja nie była łatwa, bo mąż
jest zdania, że nie należy rozpieszczać służby zdrowia. Położna, miła, ciepła
osoba dokładnie powiedziała nam co jak i za ile i zaprosiła nas do porodu na
2 dni przed terminem. Trochę dziwnie się z tym czuliśmy, tym bardziej, że
naczytałam się o oksytocynie, o wywoływaniu porodu, że skurcze są nie do
wytrzymania i bardzo boli.
3. Zdecydowaliśmy, że stawimy się ranitko tak jak połozna przykazała. Zaczęło
się od golenia, które wcale nie było jakieś uwłaczające godności, a potem
lewatywka, po której uwaga!!! byłam 12 razy w ubikacji, ponoć pobiłam rekord
oddziału. Potem kroplóweczka, spacer korytarzem, piłka, podskoki na piłce to
chyba największa frajda, wanna, gdzie miałam stać i polewać się pod
prysznicem, ale co tu okłamywać, leżałam w niej jak wieloryb wyrzucony na
brzeg i polewałam się po bęcuszku. W miedzyczasie sprawdzanie rozwarcia, co
początkowo nie jest przyjemne, ale dziwnym trafem w miarę jak nasilają się
bóle, staje się delikatniejsze...Po kilku godzinach rozwarcie na 3 cm. Cały
czas kroplówka puszczona bardzo powoli, znowu piłka, bóle częste, krzyżowe i
tylko krzyżowe, innych nie doświadczałam do końca. Potem połozna przebiła
pęcherz płodowy i zaczęłam się bać, że teraz to już muszę urodzić żeby nie
wiem co. Następnie piłka, zastrzyk "głupi jaś" przy czym nie jest to taki
typowy jasiek jak do operacji, tylko coś w tym stylu, co rozluźnia mięśnie.
Po 20 minutach od podania zastrzyku rozwarcie na 8 cm, wanna - parcie w
wannie jakieś 15 minut i na fotel, poród trwał 10 minut. Byliśmy z mężem
zaszokowani, że nagle tak szybko wszystko się potoczyło. W trakcie porodu
lekarka żartowała "mogę ci zostawić pępowinę, jak chcesz tak chodzić po
plaży, może w tym roku będzie taka moda" lub "teraz będzie szycie rodem z
milczenia owiec" "łożysko to dziewczyno urodzisz za 2 minutki, bo nam się
kończy zmiana i mi drzwi do szpitala zamkną, będę musiała zostać na noc".
4. A teraz nasz synek : uczucie jak synuś wyskakuje, wylatuje czy jak to
nawać to najprzyjemniejsze uczucie jakiego doznałam w życiu, widok męża
przecinającego drżącą reką pępowinę tak samo i my w dwójeczkę z dzidziusiem
to są chwile, których nie zapomnę do końca życia.
5. Teraz jak opisuję poród czy opowiadam to mówię, że było do wytrzymania,
ale mąż się śmieje "trzeba było sobie przypomnieć jak siedziałaś w wannie i
klęłaś "kurde, głupia byłam, trzeba sobie było wziąć cesarkę na życzenie,
człowiek był skąpy, nie wiedział co robi, że to tak boli..."
6. Sam ból opiszę tak jak idzie skurcz to sobie myślałam "o cholera, idzie ta
małpa wredna....potem miałam piłeczkę kauczukową zaciskałam ją mocno, raz czy
dwa przytuliłam się do położnej, kilka razy opieprzyłam męża, że np: mówi do
mnie na skurczu...a potem jak skurcz odchodzi do myślisz sobie "łoooo,
przeszło, chwila spokoju i próbujesz się rozglądać, coś powiedzieć, no
różnie...
7. Jeszcze o synku: duży 4100, 60 cm, najpiękniejszy bo mój, tego nie muszę
tłumaczyć, miłość przychodzi szybciutko i pojawia się strach o maleństwo, czy
dam radę, że nic nie umiem itd. To chyba przechodzi nie wiem, na razie mam
taką fazę..., ale powoli się wprawiamy...
8. Połóg-hmmm ...same zobaczycie..."nici w życi" jednym słowem...
9. Szpital - jak szkoła trzeba się w nim odnaleźć - chcociaż muszę przyznać,
że trafiłam na super dziewczynę na sali i zawiązałam przyjaźń, bez niej
byłoby trudniej, ale do przeżycia. trzeba się tylko wpasować w pewien rytm
szpitalny.
10. Na koniec bo napłodziłam tego jak szalona, chcę wam kochane życzyć dużo,
dużo optymizmu, uśmiechu, żeby lęk porodu szybko minął, żeby udało się wam
przejść jak najłatwiej te wszystkie trudne chwile i żeby zostały nagrodzone
DZIDZIUSIAMI.
11. Przyziemne, ale ważne, weżcie sobie 4 paczki podkładów, 3 paczki majtoli
wentylujących tych z siatką i 3 paczki podpasek dla położnicy.
Pa, pa, w razie pytań pytajcie...
Buziaki
ode mnie i synusia.