.... po prostu aż mi dech zaparło czytając ten artykuł!! To tak,jakbym pisała
o swoim własnym porodzie- i to w kilku miejscach jest podobny do mojego. Po
pierwsze - podobny wiek- ja będac w ciaży miałam skonczone 19 lat. Po drugie-
ja również zaczęłam rodzić w nocy , i to też o podobnej godzinie ( różnicą
jest to, że mi najpierw odeszły wody). Oczywiście mój nocny przyjazd spotkał
sie z oburzeniem personelu, który leniwie wypełniał wszelkie formalności,
podczas gdy ja cichutko postękiwałam z bólu... Po trzecie- ja też nie mogłam
wybrać sobie pozycji, w jakiej chcę rodzić> Jedyne co wywalczyłam to to, że
dopóki nie położono mnie aby wysłuchać tętna dzidziusia spacerowałam z mężem,
co znacznie przyspieszyło poród (rodziłam 3 i pół godz). Potem niestety
KAZANO mi się położyć "..tylko na chwilkę.." lecz już nie wstałam z tego
cholernego fotela bo zaczęły się skurcze parte i po 10 minutach było już po
wszystkim. Jednak nie obeszło się bez złośliwych docinków, jakobym była -
podobnie jak ta młoda dziewczyna- nieprzygotowana i niekompetenta bo MłODA!!!!
Jakby to o czy świadczyło. A już po porodzie sam ginekolog stwierdził ze
uczestnictwo w szkole rodznia dużo dało i świetnie mi poszło... Po czwarte-
ja również miałam problemy z hemoglobiną i anemię, co było
min.przeciwwskazaniem do podania znieczulenia ,które zresztą było w tym
szpitalu płatne

Wieć nie dostałam go. Kolejnym podobieństwem było to, że
ja również miałam łyżeczkowaną jamę macicy ze wzgledu na krwotok ( rozważano
też możliwosć podania mi krwi ,której znacznie mi ubyło). No i jeszcze szycie
- oczywiście bez znieczulenia miejscowego... Po prosto koszmar. Dlatego
szczerze rozumiem tę młodą dziewczynę ,która tyle się nacierpiała. Rozumiem i
współczuję.