Witam! W sobotę 29.07.2006r. o godz. 18.45 przyszła na świat moja córeczka
Emilka. Zaczęło się niewinnie - od upławów. Przyszło mi do głowy , że mogą to
być sączące się wody płodowe. Skonsultowałam się z moją gin., która poradziła
abym pojechała do szpitala to sprawdzić. Niestety ona akurat nie miała dyżuru
w tym dniu

Byłam z nią umówiona na drugi dzień na kroplówkę i... nie
doczekałam. To jednak były wody płodowe. Przebili mi pęcherz, podłączyli KTG
i po 40 minutach przyszły skórcze. Od 15.00 do ok. 18.00 miałam rególarne
skurcze co 3 minuty, tyle, że coraz silniejsze. Byłam w kontakcie tel. z
mężem, który niestety był w trasie. Na bierząco mu opowiadałam, co się
dzieje. Około 18.00 zaczęły się skórcze tzw. z krzyża (!). Myślałam, że mi
kręgosłup rozerwie. Teraz wiem do cego przydałby się maż na porodówce... Po
kilku bólach partych przyszła na swiat moja córeczka . waga 3050, 53 dł, 10
pkt APGAR. Poród trwał tylko 4 godziny, ale w porównaniu z pierwszym moim
porodem był ciezszy. Ale kiedy dostaje sie dziecko na brzuch, zapomina sie o
całym bólu. TO PIEKNA CHWILA! Zycze Wam wszystkim lekkich porodów i zdrowych
bobasów!