Witam,
Przez całą ciążę zaglądałam na forum, czytając notki innych kobiet i teraz
postanowiłam podzielić się własnym doświdczeniem.
Termin porodu - 14.10.
Skurcze - bardzo dziwna sprawa, zaczęły się o 8 rano 13.10, były regularne co
8 min, niebolesne, tak trwały do 16-ej; potem kontrolne ktg w szpitalu -
godz. 17, ja skurcze odczuwam co 5 min, a położna mówi, że aparat nie
wykazuje i nie wyglądam na rodzącą

; wracamy do domu - ja z przeczuciem, że
jeszcze dziś wrócę do szpitala, ale spokojna i opanowana robię obiad w domu
(bo przecież na porodowce nic mi jeść nie dadzą); skurcze odczuwalne mają
częstotliwość co 3 min; dzwonię do szpitala, a pani, że jak czop nie odszedł,
ani wody to mam poczekać jeszcze z godzinę - czekam, między skurczami siadam
w ciemnym pomieszczeniu, ściskam poduszkę, głęboko oddycham i ... mam totalny
mętlik w głowie; jest godzina 21 - zaczyna odchodzić czop, szykujemy się,
skurcze coraz bardziej odczuwalne, jeszcze tylko depilacja (przy pomocy męża)
i jedziemy do szpitala (na miejscu jesteśmy o 22), a tam:
Lewatywa - zgadzam się, wykonana delikatnie, zero skrępowania, komfort
psychiczny,
Sala porodowa - super warunki, zacisznie, spokojnie, tylko leżenie pod ktg
mnie denerwuje (ale poród po terminie, więc muszę częściej leżeć),
Prysznic i piłka - dla mnie super sprawa, ale tylko między skurczami, podczas
skurczów ciepła woda nasilała mi odczucia, więc wówczas zamiast brzucha
polewałam sobie nogi - 40 minut pod prysznicem rozwarcie skoczyło z 4 cm (z
takim przyjechałam) do 8 cm,
Ostatki I fazy porodu - skurcze praktycznie nie ustają, pomaga mi: płytkie
oddychanie (od glębokich wdechów kręci mi się w głowie), pozycje stojąca i
kręcenie biodrami i zajęcie myśli czymś innymi niż skupianiem się na bólu (ja
liczyłam kafelki na ścianie - absurdalne, ale pomogło),
Bóle parte - było tylko 5 serii i maleństwo było na świecie, ale one to mnie
totalnie zaskoczyły, to nie był największy ból odczuwalny przeze mnie
dotychczas, ale najdziwniejszy, jakby ktoś powoli rozłupywał mnie jak
orzecha; gdy poczułam pierwszy to spanikowłam i w myślach chciałam uciekać,
ale rewelacyjna położna zadziała mobilizująco i zdeterminowana postanowiłam
skończyć tak szybko jak tylko możliwe - urodziłam o 1:40 (po 3,5 godz. pobytu
na sali),
Nacięcie krocza - najbardziej traumatyczne przeżycie, od początku ciąży bałam
się tego i cały czas kontrolowałam położną, czy zamierza to zrobić (wyraziłam
zgodę) i gdy przy jednym z partych zobaczyłam ja bierze nozyczki to
przestałam przeć i zacisnęłam nogi i oczywiście poczułam wszystko - dla mnie
gorsze od porodu, potem pani lekarz nie poczekawszy aż znieczulenie zacznie
działać zabrała się do szycia - najgorsze 10 minut, nie z powodu bólu,
ale ... (patrz niżej)
Lekarz ginekolog - tragedia, przyszła zmęczona, bo to jej 6 poród, gdy
parłam, to siadła naprzeciwko ze znudzoną miną, podparta na łokciu i patrzyła
smętnym wzrokiem na mnie (szlag mnie trafiał, ale co tam), potem to
nieszczęsne szycie w jej wykonaniu i oględziny łożyska - orzekła,że jest
kompletne, ja szczęśliwa - tyle się nasłuchałam o łyżeczkowaniu / no i w 10
dniu połogu, będąc już w domu, dostałam temperatury (tylko stan
pogorączkowy), zauważyłam też niezbyt przykemny zapach odchodów poprodowych,
zgłosiłam to położnej, która stwierdziła, że to od nawału pokarmu, a odchody
są ok - w nocy dostałam krwotoku i znowu ... szpital, izba przyjęć, oddział
ginekologiczny, badanie i atmosfera tajemniczości wśród lekarzy - chyba
trzeba będzie zrobić łyżeczkowanie, doktor, która przyjmowała porod też nic
nie mówi, tylko się niewyraźnie uśmiecha ; zostawili mnie na oddziale,
dopiero po interwencji dowiedziałam się, że wdał się stan zapalny bo ta
partaczka zostawiła fragmnet łożyska i że gdyby nie krwotok to byłoby
znacznie gorzej, bo infekcja rozwijałaby się dalej; po narkozie miałam
problemy z laktacją, mały przeniesiony na butelkę płakał z bólu brzucha,
dostałam antybiotyk, który jak się dowiedziałam nie może być podawany matkom
karmiącym (nikt mnie nie poinformował), dziecko mi się totalnie rozbiło nie
mówiąc o mnie ; a wśód lekarzy widziałam tylko mordy z półuśmiechem
zażenowania,że coś spieprzyli - najgorsze, że swym partactwem zepsuli mi całe
wspomnienie porodu, który z odpowiednim nastwieniem, przy obecności bliskiej
osoby (u mnie był mąż, nie chciałam żadnych masażów, tylko jego obecności),
jest do przeżycia,
Pozdrawiam