Dodaj do ulubionych

Mój poród ...

11.11.06, 19:51
Witam,
Przez całą ciążę zaglądałam na forum, czytając notki innych kobiet i teraz
postanowiłam podzielić się własnym doświdczeniem.
Termin porodu - 14.10.
Skurcze - bardzo dziwna sprawa, zaczęły się o 8 rano 13.10, były regularne co
8 min, niebolesne, tak trwały do 16-ej; potem kontrolne ktg w szpitalu -
godz. 17, ja skurcze odczuwam co 5 min, a położna mówi, że aparat nie
wykazuje i nie wyglądam na rodzącą smile; wracamy do domu - ja z przeczuciem, że
jeszcze dziś wrócę do szpitala, ale spokojna i opanowana robię obiad w domu
(bo przecież na porodowce nic mi jeść nie dadzą); skurcze odczuwalne mają
częstotliwość co 3 min; dzwonię do szpitala, a pani, że jak czop nie odszedł,
ani wody to mam poczekać jeszcze z godzinę - czekam, między skurczami siadam
w ciemnym pomieszczeniu, ściskam poduszkę, głęboko oddycham i ... mam totalny
mętlik w głowie; jest godzina 21 - zaczyna odchodzić czop, szykujemy się,
skurcze coraz bardziej odczuwalne, jeszcze tylko depilacja (przy pomocy męża)
i jedziemy do szpitala (na miejscu jesteśmy o 22), a tam:
Lewatywa - zgadzam się, wykonana delikatnie, zero skrępowania, komfort
psychiczny,
Sala porodowa - super warunki, zacisznie, spokojnie, tylko leżenie pod ktg
mnie denerwuje (ale poród po terminie, więc muszę częściej leżeć),
Prysznic i piłka - dla mnie super sprawa, ale tylko między skurczami, podczas
skurczów ciepła woda nasilała mi odczucia, więc wówczas zamiast brzucha
polewałam sobie nogi - 40 minut pod prysznicem rozwarcie skoczyło z 4 cm (z
takim przyjechałam) do 8 cm,
Ostatki I fazy porodu - skurcze praktycznie nie ustają, pomaga mi: płytkie
oddychanie (od glębokich wdechów kręci mi się w głowie), pozycje stojąca i
kręcenie biodrami i zajęcie myśli czymś innymi niż skupianiem się na bólu (ja
liczyłam kafelki na ścianie - absurdalne, ale pomogło),
Bóle parte - było tylko 5 serii i maleństwo było na świecie, ale one to mnie
totalnie zaskoczyły, to nie był największy ból odczuwalny przeze mnie
dotychczas, ale najdziwniejszy, jakby ktoś powoli rozłupywał mnie jak
orzecha; gdy poczułam pierwszy to spanikowłam i w myślach chciałam uciekać,
ale rewelacyjna położna zadziała mobilizująco i zdeterminowana postanowiłam
skończyć tak szybko jak tylko możliwe - urodziłam o 1:40 (po 3,5 godz. pobytu
na sali),
Nacięcie krocza - najbardziej traumatyczne przeżycie, od początku ciąży bałam
się tego i cały czas kontrolowałam położną, czy zamierza to zrobić (wyraziłam
zgodę) i gdy przy jednym z partych zobaczyłam ja bierze nozyczki to
przestałam przeć i zacisnęłam nogi i oczywiście poczułam wszystko - dla mnie
gorsze od porodu, potem pani lekarz nie poczekawszy aż znieczulenie zacznie
działać zabrała się do szycia - najgorsze 10 minut, nie z powodu bólu,
ale ... (patrz niżej)
Lekarz ginekolog - tragedia, przyszła zmęczona, bo to jej 6 poród, gdy
parłam, to siadła naprzeciwko ze znudzoną miną, podparta na łokciu i patrzyła
smętnym wzrokiem na mnie (szlag mnie trafiał, ale co tam), potem to
nieszczęsne szycie w jej wykonaniu i oględziny łożyska - orzekła,że jest
kompletne, ja szczęśliwa - tyle się nasłuchałam o łyżeczkowaniu / no i w 10
dniu połogu, będąc już w domu, dostałam temperatury (tylko stan
pogorączkowy), zauważyłam też niezbyt przykemny zapach odchodów poprodowych,
zgłosiłam to położnej, która stwierdziła, że to od nawału pokarmu, a odchody
są ok - w nocy dostałam krwotoku i znowu ... szpital, izba przyjęć, oddział
ginekologiczny, badanie i atmosfera tajemniczości wśród lekarzy - chyba
trzeba będzie zrobić łyżeczkowanie, doktor, która przyjmowała porod też nic
nie mówi, tylko się niewyraźnie uśmiecha ; zostawili mnie na oddziale,
dopiero po interwencji dowiedziałam się, że wdał się stan zapalny bo ta
partaczka zostawiła fragmnet łożyska i że gdyby nie krwotok to byłoby
znacznie gorzej, bo infekcja rozwijałaby się dalej; po narkozie miałam
problemy z laktacją, mały przeniesiony na butelkę płakał z bólu brzucha,
dostałam antybiotyk, który jak się dowiedziałam nie może być podawany matkom
karmiącym (nikt mnie nie poinformował), dziecko mi się totalnie rozbiło nie
mówiąc o mnie ; a wśód lekarzy widziałam tylko mordy z półuśmiechem
zażenowania,że coś spieprzyli - najgorsze, że swym partactwem zepsuli mi całe
wspomnienie porodu, który z odpowiednim nastwieniem, przy obecności bliskiej
osoby (u mnie był mąż, nie chciałam żadnych masażów, tylko jego obecności),
jest do przeżycia,
Pozdrawiam
Obserwuj wątek
    • dracenka11 Re: Mój poród ... 11.11.06, 20:01
      serdeczne gratulacje!!!!!! a zdradzisz nam gdzie rodziłaś?
      • csk2 Re: Mój poród ... 11.11.06, 20:54
        Dziękuję,
        Rodziłam w Wejherowie. Warunki super, położne i pielęgniarki życzliwe i
        pomocne, tylko do lekarzy mam duuuży uraz.
        A i jeszcze jedno - mój syn - gdy mi go pokazali pierwsze co pomyślałam to "po
        kim on ma taki krzywy nos"smile (okazało się, że to efekt przeciskania się przez
        kanał rodny smile
        • aneczka805 Re: Mój poród ... 11.11.06, 21:49
          Gratuluje dzidziusia, zazdroszczę dobrego porodu i współczuję traumatycznej
          końcówki i wydarzeń "po".
          Ja też rodziłam w Wejherowie 3,5 roku temu. Ból porodowy przerósł wszelkie moje
          oczekiwania i obawy, choć szłam z pozytywnym nastawieniem.
          Ale nie o tym chciałam napisać.
          Do dziś jestem bardzo, bardzo wdzięczna za opiekę w czasie i po porodzie. Pani
          położna na porodówce, wspaniała babka, pomocna, wyrozumiała i naprawdę ludzka.
          Pani doktor, która mnie szyła- rewelacja. Opisywała na głos wszystko co robi
          (teraz podam pani znieczulenie miejscowe do szycia, poczuje pani lekkie
          ukłucie... itd)Potem tylko słyszałam jak mam dobrze szew założony. Ogólnie to
          nawet jak szklanka szpitalna mi się stłukła, to panie skakały wokół mnie "niech
          pani się położy, nic się nie stało, my pozmiatamy"- byłam w szoku.
          Wielokrotnie byłam pytana, czy radzę sobie z karmieniem, jak samopoczucie
          fizyczne i psychiczne. Środki przeciwbólowe na bolące szycie- prosze bardzo...
          Było to jak wspomniałam pare lat temu i od tego czasu zrobiono już ponoć
          remont, więc tym bardziej sie utwierdziłam w decyzji rodzenia tam po raz drugi.
          Tylko że tym razem raczej ze znieczuleniem smile
          • csk2 Uzupełnienie... 12.11.06, 11:43
            Hej,
            Ja mimo takich przeżyć także zdecydowałabym się jeszcze raz na Wejherowo.
            Uściślając - nie kwestionuję fachowości wszystkich lekarzy tam pracujących,
            jedynie konkretne przypadki z których niekompetencją zetknęłam się obecnie, jak
            i kilka lat temu (ale to już osobna historia). Poza nimi reszta personelu
            lekarskiego - duży pozytyw, szczególnie od momentu zmiany ordynatora oddziału
            jakość świadczonych usług wzrosła - takie jest zarówno moje zdanie, jak i
            pacjentek z którymi rozmawiałam.
            To tak gwoli uściślenia - nie chciałabym, żeby ktoś poczuł się urażony moją
            wypowiedzią. Jedna czy dwie czarne (lub szare smile owce nie świadczą, iż całe
            stado jest zarażone smile.
            Pozdrawiam
    • kania_kania Re: Mój poród ... 11.11.06, 21:52
      Przykro mi, ze tak rozpoczela sie Twoja przygoda z maluszkiem...

      I nie ukrywam, ze kazdy taki post coraz bardziej utwierdza mnie w decyzji, zeby
      nie rodzic w szpitalu. W szpitalu, to lekarz gra pierwsze skrzypce, choc powinna
      polozna. A lekarze czesto sa przemeczeni (kolejny dyzur, bieganie ze szpitala do
      przychodni a poznien z powrotem do szpitala).

      Kania
      • bibi234 Re: Mój poród ... 12.11.06, 11:35
        przecież lekarka naraziła się jej znudzoną miną i smętnym wzrokiem, a łożysko
        ogląda też położna, mogła mówić, że coś nie tak !!!
        • csk2 Re: Mój poród ... 12.11.06, 11:53
          Uściślając - choć wiem, że takich postów może być więcej (więc nie będę ich
          komentować) - moje stanowisko nie wynika absolutnie z mimiki lekarki, która
          przyjmowała poród. Jednakże gwarantuję wszystkim sceptycznie nastawionym, że
          gdyby one były w takiej sytuacji - po trudnej ciąży rodzi się długo oczekiwane
          dziecko - nie chciałyby widzieć między swoimi nogami takiego wyrazu twarzy
          osoby, w której rękach leży ich los. Jestem pełna zrozumienia co do długich
          dyżurów, niskich płac itd., ale gdy dzieje się coś niesamowitego jak poród, gdy
          w grę wchodzi ludzki wysiłek i cierpienie, to oczekuję choć przez te kilka
          minut (bo tyle wynosiła obecność lekarza przy porodzie) choćby neutralnego
          wyrazu twarzy.
          Co do położnej - fakt, ja też się nad tym zastanawiałam. Tłumaczę sobie to tym,
          że lekarz ma decydujące zdanie, ot co.
          I jeszcze na koniec - celem postu nie było jakiekolwiek żalenie się - po prostu
          chciałam opisać swoje przeżycia, a emocje i tak zostawiam dla siebie i swoich
          bliskich (nie wdając się w szczegóły - te kilka tygodni to był dla nas
          prawdziwy koszmar - a zwłaszcza dla mojego niewinnego synka).
          Pozdrawiam
          • juleg Re: Mój poród ... 12.11.06, 14:13
            Bardzo mi przykro, nacierpiałaś się straszniesad ale napisz, czy udało Ci się uratować laktację? karmisz synka?
            Uściski!
            • csk2 Re: Mój poród ... 12.11.06, 18:23
              Dzięki za słowa otuchy. Udało mi się uratować laktację, choć było naprawdę
              ciężko. Przez mój okres pobytu w szpitalu - 3 doby mały był na butli z mlekiem
              modyfikowanym. Pozwolili mi go raz nakarmić po zabiegu, ale to była porażka -
              nawał pokarmu, ale jak lichego jakościowo (narkoza, stres, antybiotyk) no i
              mały strasznie się rozregulował (okropne bóle brzucha - łykał powietrze, bo nie
              wiedział co jest - raz butla, raz pierś; nie mógł się wypróżnić - musiał być
              cewnikowany - koszmar dla tego maleństwa - on płakał, a ja razem z nim). Po
              powrocie do domu i zmianie antybiotyku zaczęłam go przystawiac do piersi, ale
              miałam mało pokarmu i nie mógł się najeść, więc znów karmienie mieszane. W
              trakcie mojej antybiotykoterapii dostał pleśniawek i mimo że miałam antybiotyk,
              przy którym karmienie piersią jest raczej dozwolone (zdania pediatrów
              podzielone) to nadal były kłopoty z brzuszkiem. Płakał niemal bez przerwy, a ja
              byłam tak osłabiona po stracie krwi, że nie mogłam go nosić. Taka sytuacja
              utrzymywała się przez ok. 2 tygodnie. Teraz wychodzimy na prostą. Pokarmu mam
              dużo, więc karmię już wyłącznie piersią.
              Pozdrawiam
              • mmadzik1 Kiedy rodzilas w wejherowie? 14.12.06, 14:37
                ja rodzilam 8 listopada a lezalam tam od 5 listopada. moze sie poznalysmy???
                Ja wspominam pobyt w szpitalu bardzo dobrze porod takze. Niestety moje
                samopoczucie po porodzie nadal jest nienajlepsze. Nie milo jedynie wspominam
                kwestie karmienia. ja nie mialam pokarmu w co nie wierzyly mi polozne i kazda
                sicnela sie do moich cyckow aby je dusic i mietolic po czym odchodzila
                stwierdzajac na faktycznie nie ma mleka i przychodzila nastepna sad to bylo
                straszne az wkoncu powiedzialam dosc ! wara od moich cyckow!
    • agunia1616 Re: Mój poród ... 13.11.06, 23:05
      Witam cię ja miałam podobny problem.Po porodzie nie wyszło łożysko w całości i
      od razu zrobiono mi zabieg.Niestety nie sprawdzono( nie zrobiono mi USG) czy po
      wyłyżeczkowaniu nic nie zostało.Miałam straszną anemię i nie chciano wypuścić
      mnie ze szpitala.W końcu wyszłam na własną prośbę.Bardzo długo krwawiłam i
      dokładnie dwa miesiące po porodzie znów trafiłam do szpitala i miałam kolejny
      zabieg bo okazało się że mam spory kawałek łożyska w macicy.Pomimo wszystkich
      komplikacji które niestety jeszcze trwają chciałabym mieć drugie
      dziecko.Pozdrawiam

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka