Dodaj do ulubionych

Poród - jak ja to przeżyję? ;)

IP: *.* 13.11.02, 09:15
No właśnie :). To moja pierwsza ciąża. Początek 7 miesiąca. I nagle do mnie dotarło, że przecież ten maluch jakoś będzie się musiał wydostać na świat ;). No i zaczęłam się bać. Nie wiem, czego się spodziewać, jak wygląda poród. Oczywiście, mogę czytać mnóstwo pism i książek, ale dopóki sama tego nie przeżyję, nie będę wiedziała jak to jest.Kochane, pomóżcie. Jak przeżyłyście swój poród? Naprawdę jest się czego bać? Staram się sobie wytłumaczyć, że to nie takie straszne. Ale wiadomo, nieznanego boimy się najbardziej.Pozdrawiam,Iwka(iwona)
Obserwuj wątek
    • Gość: sylwiakrol Re: Poród - jak ja to przeżyję? ;) IP: *.* 13.11.02, 10:19
      Witaj Iwka!Naprawdę nie powinnaś sugerować się opowieściami innych mam o swoich porodach.Każdy poród jest inny,każdy ma inny próg odporności na ból.Przede wszystkim musisz mieć pozytywne nastawienie.Musisz sobie wyobrazić jak chciałabyś aby Twój poród wyglądał i ile trwał.I mieć przekonanie że sobie poradzisz.Ja tak sobie wyobrażałam.Chciałam żeby poród nie trwał więcej niż 7 godzin.Trwał 8 i właściewie tylko ostatnia godzina była trudna do zniesienia.Wcześniej w domu spisałam sobie na kartce różne pozytywne myśli które miałam sobie czytać w trudnych momentach.Czyli np.że poród nie trwa wiecznie,każdy się kiedyś kończy(o czym można zapomnieć),że nie długo zobaczę dziecko i inne.Co do technicznych spraw to bardzo dokładnie są opisane poszczególne fazy porodu i połóg w książce "W oczekiwaniu na dziecko"(w księgarniach lub w Geant-ie).Super książka,polecam!Możesz zapisać się tez do szkoły rodzenia,gdzie nauczysz sie relaksować i prawidłowo oddychać.Dla niektórych taka szkoła okazuje sie zbędna,ale przynajmniej będziesz spokojniejsza że zrobiłas wszystko żeby się dobrze przygotować.Ja oczywiście w czasie porodu zapomniałam o mojej kartce,a co do oddychania to na szkole rodzenia uczą tak,a na porodówce kazali mi inaczej.I też było dobrze.Musisz też się nastawić że będzie bolało,bo będzie,ale wszystko jest do zniesienia.Mi w czasie juz bardzo silnych skurczów bardzo pomagało ziajanie jak piesek.Mówili o tym w szkole rodz.ale dopiero gdy położna mi o tym powiedziała to zastosowałam.Życzę Ci Iwonko krótkiego i pomyślnego porodu.Dasz sobie radę!
    • Gość: Magula Re: Poród - jak ja to przeżyję? ;) IP: *.* 13.11.02, 11:41
      Iwka, nawet nie wiesz, jak dobrze Cie rozumiem... Ja jestem juz w ósmym miesiacu i strach jest coraz wiekszy. Zalatwilam sobie cesarke, bo porodu naturalnego wcale sobie nie wyobrazam, ale teraz ciagle sie boje, ze zacznie sie wczesniej, nie zdaza mnie pociac i bede zmuszona rodzic naturalnie. Ten strach jest potworny! Boje sie w ciagu dnia, a w nocy koszmar powraca w snach :( Boje sie tego potwornego bólu, ale przede wszystkim tego, ze cos stanie mi sie z psychika, ze bede miala depresje, nie bede w stanie pokochac dziecka itp. Wiem, ze jestem okropna histeryczka i naprawde zazdroszcze dziewczynom, dla których ten okres to radosne oczekiwanie. Najbardziej przeraza mnie to, ze przede mna jeszcze ponad póltora miesiaca tych strachów :( Chcialabym miec to juz za soba...Przepraszam, bo chyba nie pocieszylam, ale chociaz sie wygadalam.
      • Gość: sugar Re: Poród - jak ja to przeżyję? ;) IP: *.* 13.11.02, 12:27
        Mój mały będzie się pchał na ten świat też za jakieś półtora miesiąca i ja, może zbyt naiwnie, myślę sobię, że tak żle to być nie może...A tak właściwie to chyba zwariowałam, bo nie mogę się doczekać by poczuć ten ból i wreszcie dowiedzieć się co to znaczy rodzić... :crazy: Iwka - to prawda, że z książek to człowiek może sobie nie wiele wyobrazić. Magda
    • Gość: Lua28 Re: Poród - jak ja to przeżyję? ;) IP: *.* 13.11.02, 12:39
      Witaj!!!!Ja urodziłam córeczkę 21.05.02.Przed porodem miałam takie same rozterki co Ty.Panicznie bałam się porodu i nie wiedziałam jak to zniosę.Ale jak widzisz żyje mam się dobrze i kocham moją córeczkę nad życie.Jedno jest pewne - nie możesz panikować i wmawiać sobie że tego nie przeżyjesz.Przeżyjesz i to spokojnie.Nastawić się musisz na to że będzie bolało ale wszystko da się przeżyć.W czasie samego porodu nie będziesz miała czasu na myślenie co będzie zaraz.Skuoisz się wyłącznie na tym żeby jak najszybciej urodzić dzidziusia i głupie myśli nie bedą Ci chodzić po głowie.Ja jestem straszną panikarą ale w momencie dgy zaczął się poród wszelkie wątpliwości spłynęly po mnie jak po przysłowiowej kaczce.Nie słuchaj opowiadań o porodach koleżanek bo i tak przeżyjesz to inaczej i po swojemu. A uwierz mi każda kobieta dla dziecka zrobi wszystko szczególnie w takim momencie jakim jest poród.Nie staraj się za wszelką cene doprowadzić do cesarki bo to nie ma sensu (chyba że będzie to konieczność). Ja będąc jeszcze w ciązy wielokrotnie myślałam nad tym że jednak wolałabym chyba cesarkę.A teraz cieszę się bardzo że rodziłam naturalnie.Uczucie w którym kładą Ci TWOJE DZIECIĄTKO na brzuchu jest czymś niepowtarzalnym i z niczym nie da się porównać.Niestety cesarka według mnie tego nie zapewnia.Jest to chwila w której zapominasz o wszystkim co przeszłaś o bólu i zmęczeniu.Naprawdę warto to przeżyć.Nie ukrywam że chciałabym przeżyć to jeszcze raz.A wracając do cesarki to samo dojście do siebie po cc jest dużo dłuzsze i bardziej bolesne.Wiem bo widziałam mamy po cc i rozmawiałam z nimi.One leżały w szpitalu tydzień nie mogły na początku chodzić a ja już trzy dni po porodzie byłam w domu.Oczywiście nie mówię o sytuacjach kiedy cc jest konieczna.Wtedy musisz zgodzić się na wszystko żeby urodzić maluszka jak najszybciej.Ale się rozpisałam, nie będę już nudzić ale jak masz jakieś pytania chętnie jeszcze z Toba porozmawiam.Na razie głowa do góry nie bój się,wszystko bedzie dobrze.Pozdrawiam Ciebie i Twojego maluszka w brzuszku. Lua
    • Gość: AsiaCh Re: Poród - jak ja to przeżyję? ;) IP: *.* 13.11.02, 13:45
      Myślę, że jakoś to będzie, zreszta tak samo myślę o sobie i jestem przy nadziei, że nam się uda. To juz mój drugi porod. Nie będę pisać, ze poprzednio bylo super bo nie bylo. Dla mnie bylo to ciężkie przeżycie, ale jednocześnie cudowne i niezapomniane. teraz chodzę do szkoly rodzenia i wierzę, że wszystko będzie dobrze. Przede wszystkim zamierzam się dużo poruszać podczas porodu. Głównie pozycje wertykalne jak mówi położna ze szkoly rodzenia. No i oddechy przeponą. Głowa do góry. Asia
    • Gość: MonikaW Re: Poród - jak ja to przeżyję? ;) IP: *.* 13.11.02, 15:11
      Cześć, Iwona,przeżyjesz, a pod koniec ciąży wręcz nie będziesz się mogła doczekać KIEDY WRESZCIE! jest już wtedy naprawdę tak ciężko i niewygodnie, że człowiek mniej boi sie porodu, a dużo bardziej wyczekuje tego momentu :)Ja rodziłam do tej pory raz (sama), teraz czekam na drugiego maluszka. Termin mam na koniec lutego, także też już powoli się szykuję ;) Mi osobiście bardzo pomogła świadomość, że mam koło siebie zaufanego lekarza i położną. Bardzo też pomógł mi Mąż (spisał się super!) oraz nieocenione znieczulenie zewnątrzoponowe. Jak już się zaczyna, dostajesz taką dawkę adrenaliny, że przez jakiś czas nie bardzo myślisz o bólu, jesteś podekscytowana tym, co się dzieje. Są oczywiście trudniejsze momenty, kiedy masz wrażenie, ze nie dasz rady - ale zwykle zaraz po takiej myśli ma się malucha na brzuszku ;) Zdecydowanie nie polecam cesarki - chyba że jest konieczna. Dwie moje znajome przez to przeszły i były ledwo ciepłe, ja biegałam po szpitalu nastepnego dnia po porodzie :)Trzymaj się ciepło, jak moge Ci w czymś pomóc, napiszPozdrawiamMonika i Dzidzia 26,5 tyg (no i Kuba 2,5 roku)
    • Gość: AaniaM Re: Poród - jak ja to przeżyję? ;) IP: *.* 13.11.02, 15:57
      W czasie ciąży wyrobiłam sobie bardzo pozytywne nastawienie do porodu. Chociaż leżałam w ciąży w szpitalu, a tam różne opowieści krążą, a i koleżanki opowiadały różne rzeczy, ale jakoś nie udało im sie mnie nastraszyć.Dedukowałam, że skoro moja mama szybko i gładko mnie urodziła to mi się na pewno też uda, myślałam , że skoro tyle kobiet to przeszło to i ja dam radę. Byłam przekonana , że wszystko pójdzie gładko, szybko i w ogóle, oczywiście trochę chojrakowałam. Jednym słowem sama siebie przekonałam, że będzie super. Postaraj się tak do tego podejść. Różne przedporodowe zabiegi mnie nie przerażały: "fryzurę" i tak mi zrobili przy zakładaniu i zdejmowaniu szwu- podeszłam do tego z humorem, a po miesiącach zaparć o lewatywie wręcz marzyłam.Fakt, że w ciąży miałam problemy i moim głównym zmartwieniem było jej donoszenie, a nie sam poród. Przestudiowałam tony literatury i analizowałam wszystko bardzo "naukowo" w ten sposób nie zastanawiałam się czy się boję czy nie. Mi akurat brzuch nie przeszkadzał - ciążę mogłabym ukrywać do końca, ale znałam parę 9 miesięcznych ledwo pełzających słonic, które o niczym innym jak o porodzie nie marzyły. Natura to chyba tak sprytnie urządziła.Niestety mimo , że chętna byłam do rodzenia jak żadko kto, spotkała mnie nagła, niespodziewana i zupełnie niezapalnowana CC, po której stęakałam i kwękałam baardzo długo i oczywiście zazdrościłam tym które urodziły normalnie i śmigały po korytarzach szpitalnych.Życzę ci pozytywnego nastawienia i dużo optymizmu. Zobacz ile kobiet chodzi po ulicach, większość z nich rodziła i żyją dalej - czyli sprawa na pewno jest do przeżycia, a nagroda najwspanialsza.Pozdrawiam Ania
      • Gość: dyziak Re: Poród - jak ja to przeżyję? ;) IP: *.* 13.11.02, 18:56
        Iwcia,też jestem już z siedmiomiesięcznym brzusiem, Czy się boję? Sama nie wiem. Na razie zastanawiam się nad szkołą rodzenia i, choć dziewczyny mnie przekonały, że warto, moja przekorna natura podszeptuje "spróbuj bez". Dlaczego? Licho wie! Ja już nie mogę sie doczekac momentu porodu. wiem jedno - mam wysoki próg odporności na ból. Swego czasu kamieni, ba! głazy na nerkach. Wtedu chodziłam po ścianach. Mówili mi wszyscy, że ból porodowy przy tym to pestka. Więc czekam na ta pesteczkę. A zawsze jest w zanadrzu ZZO. Tyle kobitek przeżyło (a bo to raz?!) to i my przeżyjemy! Głowka do góry, a brzusio do przodu. Trzymajmy się razem.dyziak i 25,5 tyg. Fasolka
    • Gość: tekila Głowa do góry ! IP: *.* 13.11.02, 19:55
      Ja jestem już 2 dni po terminie porodu i faktycznie jak któraś wcześniej napisała, na tych ostatnich nogach człowiek nie może się doczekać porodu.Ale jestem wesoła i przede wszystkim POZYTYWNIE nastawiona do całego zamieszania.Przecież musi być O.K.Uwierz mi , że 7 miesiąc to jest czas największych rozterek - ja wtedy potrafiłam się popłakać myśląc o bólu porodowym ( nie mówiąc o tym , że umrę przy porodzie czy coś stanie się z dzieckiem )wszystko minie, czekaj tylko cierpliwie - ja sobie tłumaczę, że gdyby to naprawdę mialo tak mocno boleć to większość kobiet albo my umierała przy porodzie z bólu albo miała tylko 1 dziecko. Weź kogoś fajnego na poród rodzinny i ....głowa do góry !madziap.s. na pocieszenie ... wolę poród bez znieczulenia niż rwanie zębowego, spróchniałego korzenia na żywca. brrrr.....a ty co myślisz, hahahahah?
    • Gość: KamilaS. Re: Poród - jak ja to przeżyję? ;) IP: *.* 14.11.02, 23:53
      Kochane mamy spodziewające się dzidziusia po raz pierwszy! Nie bójcie się! Szkoda marnować czas na takie lęki już podczas ciąży, cieszcie się np. z kupowania maleńkich ciuszków, zabaweczek, pieluszek, łóżeczek itp. To naprawdę wspaniały okres w życiu kobiety, kiedy ma świadomość, że spotkanie z jej kochanym dzidziusiem nastąpi już wkrótce, dajcie ponieść się chwili. Uwierzcie, że poród to najpiękniejsza część waszego życia, jedyna, niepowtarzalna.Mam dwoje dzieci, co za tym idzie, dwa różne, (ale naturalne) porody. Opowiem Wam jak to było. Przy pierwszym dziecku również (o zgrozo!) bardzo bałam się porodu. Strach paraliżował mnie przez pół ciąży do tego stopnia, że nie mogłam jeść ani spać. Swoje okropne niepokoje przekazywałam dziecku. Okazało się, że rodzenie boli, ale są to skurcze porodowe i tak to trzeba odbierać (jako skurcze a nie bóle).Świadomość tego, co przeżywamy jest nam bardzo potrzebna! Podczas tego porodu panikowałam i płakałam, nie myślałam w ogóle o dziecku, rodziłam bez świadomości tego, co się dzieje i co będzie! Naprawdę byłam okropna. Dopiero po kilku godzinach od porodu (było to około 4godz., mój mąż widział dziecko pierwszy ode mnie!!), gdy przywieziono je na karmienie, uświadomiłam sobie, że przecież urodziłam człowieka, naprawdę prześlicznego synka, wspaniałą kruszynkę, która bardzo mnie potrzebowała. Mój pierwszy poród odbywał się 11 lat temu, zaraz po urodzeniu się synka, pokazano mi siusiaczka, a nie całe dziecko, naprawdę przez długi czas nie wiedziałam jak wygląda, ale nie przeszkadzało mi to, bo zbytnio przejmowałam się sobą. Na zakończenie mojego pierwszego porodu muszę z przykrością stwierdzić, że rodziłam egoistycznie bez utożsamiania się z dzidziusiem, które przez 9 mieś. nosiłam w sobie. To wszystko działo się dzięki mojemu strachowi, który odebrał mi wszystko, na którym niepotrzebnie się skupiałam, dziecko przecież też cierpiało.Gdy chodziłam w ciąży z drugim dzieckiem (mając świadomość swojego pierwszego porodu) zapisałam się do szkoły rodzenia. Do tej pory nie uważam, że jest to konieczne, ale wiem, że dzięki niej uświadomiłam sobie wiele spraw(nie tylko związanymi z fazami porodu i fizycznego podejścia do niego).Teraz wiem, że rodzi się nowe, piękne życie. Życie człowieka, który jest odrębny, inny niż my wszyscy, bo tak naprawdę nie ma na świecie człowieka, który byłby identyczny z innym człowiekiem (nawet bliźniaki czymś zawsze będą się różnić) i to jest prawdziwy cud. W tym cudzie, my jako kobiety możemy uczestniczyć, gdy wydajemy nowe życie na świat. To jest najpiękniejsza chwila w naszym życiu, nie wolno nam jej źle przeżyć, a przecież wszystko zależy od nastawienia się do tego, co ma nastąpić. Moje drugie dziecko (chociaż było znów chłopczykiem, wiedzieliśmy o tym wcześniej, a marzyliśmy o córci) rodziłam z wielką radością i nadzieją. Przed porodem nie odbierałam sobie żadnej radości, myśląc tylko i wyłącznie ze strachem o czekającym mnie porodzie. Tak bardzo cieszyłam się tą chwilą, że nawet ból (przy którym tak panikowałam podczas pierwszego rodzenia) był dla mnie tylko skurczami porodowymi, które wraz z nasilaniem się zbliżały mnie do mojego cudu, jakim było to dziecko. Tak, doświadczyłam nawet bardzo wstydliwej przykrości podczas tego porodu, ale nic nie było w stanie przyćmić tej radości i szczęścia, jakim był dla mnie poród (przede wszystkim mojego nastawienia się do niego). A więc tak przyszedł na świat mój drugi chłopczyk, ale jakże inny od pierwszego (obecnie w lutym skończy 4 lata). Do dzisiaj największą moją radością i szczęściem jest obserwowanie tej inności, są to dwa różne cudy tego świata. Sama nie wiem jak mam wyrazić to, co teraz czuję słowami, po prostu brak mi słów. To jest naprawdę bardzo piękne.Teraz oczekuję swojego trzeciego dziecka (jest to 27 tydzień ciąży), jest ono nieplanowanym i niechcianym dzieckiem (post” Moja trzecia ciąża”wink i teraz, gdy to piszę, znów uświadamiam sobie wiele spraw dotyczących mojej jakże niechcianej ciąży, mojego niechcianego naturalnego porodu (uważałam, że obecnie lepszym wyjściem jest dla mnie cesarskie cięcie na życzenie). Poprzez Twój post uświadomiłam sobie wiele spraw i Tobie chcę za to podziękować (nieświadomie bardzo mi pomogłaś). Po prostu dotarło do mnie, czym jest dla mnie poród, gdy zaczęłam wspominać narodzenie moich dzieci. Będę uczestniczyć w tym cudzie po raz trzeci. Znów będę rodzić dziecko! Jest to dla mnie tak wzniosłe i piękne, że postanowiłam nie odbierać sobie tej radości, jakim jest naturalny poród. Nie wiem jeszcze jaki on będzie, ale na pewno warto zmobilizować wszystkie siły i pozytywne myślenie na ten piękny dzień. To, co nas czeka jest nie tylko bólem fizycznym, ale przede wszystkim cudem narodzin nowego człowieka. Wiem teraz, że będę (jeśli nawet nie teraz, nie od zaraz) na pewno kochać mój trzeci cud. Wprost płacze ze szczęścia, kiedy o tym pomyślę, a jeszcze tak niedawno było to dla mnie katastrofą i życiową tragedią. Dziękuję Wam wszystkie mamy, które pomogłyście mi to odkryć, przemyśleć wiele spraw. Teraz wiem, że moje problemy i troski rozwiążą się, gdy przyjdzie na to czas. Nie będę sobie odbierała tego szczęścia i radości, jakim jest dla mnie ten trzeci człowiek, którego mam urodzić. Wiem, że kiedy zobaczę jaki jest inny i cudowny wszystko inne straci na wyrazistości, a dziecko będzie dla mnie najważniejsze. Urodzić dziecko! To będzie Wasza najpiękniejsza, najcudowniejsza droga, jaką my kobiety mamy wyznaczoną. Trzeba pamiętać również o tym, że poród jest tylko jedną małą chwilką w porównaniu z trudem wychowania tego maleńkiego człowieczka. Być mamą to nie łatwe zadanie, którego też trzeba się nauczyć.Cieszcie się tą chwilą, jaka jest, a więc z ciąży, a później z cudu narodzin, obserwacji rozwoju dzidziusia. Nie odbierajcie jej sobie, bo ona jest jedyna i niepowtarzalna, nigdy już nie będzie taka sama. Trzy ciąże, każda inna, na razie dwa porody, jakże różniące się od siebie i dwoje cudownych ludzi, jakże różniących się od siebie.Ps. Moje kochane, głowa do góry, nie bójcie się! O przykrościach porodowych szybko się zapomina, a pozostaje nam nasz Cud, który jest w tym wszystkim najważniejszy. Nie zamartwiajcie się na zapas. Szkoda tego, co można przeżyć pięknie, bo to jest, uwierzcie mi, najpiękniejsze. Pozdrawiam serdecznie.
    • Gość: Iw Re: Poród - jak ja to przeżyję? ;) IP: *.* 15.11.02, 07:38
      Dziękuję Wam wszystkim! Podniosłyście mnie na duchu.W ogóle nie biorę pod uwagę cesarki, chyba że będzie to konieczność. Bądź co bądź to operacja. Aż tak się nie boję ;). Chodzi o to, że pewnego dnia po prostu sobie uświadomiłam, że to już niedługo i tak naprawdę nie wiem, co mnie czeka. Myślę jednak, że każda z nas musi przez to przejść i rzeczywiście jest to najpiękniejsze co może nas spotkać: cud narodzin. Trzymam za wszystkie przyszłe mamusie kciuki i Was proszę o to samo :). Będzie dobrze :) :).Kamila, bardzo się cieszę, że jakoś Ci pomogłyśmy :). Na pewno wszystko będzie dobrze, poradzisz sobie. Tak pięknie napisałaś o swoich przeżyciach. Trzymaj się, kochana.Pozdrawiam,Iwka (iwona)
      • Gość: dyziak Re: Poród - jak ja to przeżyję? ;)do kamiliS IP: *.* 15.11.02, 18:53
        Kamilko,baaardzo Ci dziękuję. To najpiękniej opisany, przekazany moment narodzin i okres noszenia tej maleńskiej kruszynki w sobie, jaki czytałam do tej pory. Łzy wzruszenia jeszcze płyną mi po twarzy (wzruszam się jeszcze szybciej i łatwiej niż kiedyś - wszak prawie 26 tyg. maleństwo daje mi swoje kopniaczki). Potrafie powiedzieć tylko dziękuje ale czuję znacznie więcej.dyziak
    • Gość: AgnieszkaLO Re: Poród - jak ja to przeżyję? ;) IP: *.* 18.11.02, 14:17
      Cześć, Postanowiłam odpowiedzieć jak to jest, bo pamiętam, że sama chciałam, żeby ktoś powiedział bez ogródek, ale krępowałam sie pytać.Też targały mna wątpliwości ale byłam b. pozytywnie nastawiona. Chciałam mieć tylko męża na podorędziu (gdzieś tam na korytarzu). I bardzo sie przydał - masował plecy !!Ale do rzeczy. W sobotę ok. 1 w nocy poczułam coś jakby ból miesiączkowy i ... położyłam się spać. Co godzinę budziłam się z takim właśnie bólem, ale sen zwyciężał i znowu zasypiałam. To już był poród!!! Wreszcie wstałam ok. 6:00 rano, bo bolało jak w czasie miesiączki, no może ciut mocniej. Wzięłam zegarek ze stoperem i jeszcze do dzisiaj mam tę karteczkę : 6:07:47; 6:28:04; itd, och te sekundy!!!Około 7 wstał mąż i spojrzał na karteczkę. Ja po cichu zajadałam sie w kuchni, bo wiedziałam, że to juz to i strasznie bałam sie, że będę głodna i nie będę miała siły, ale czas notowałam skrupulatnie. Acha nie należy sie najadać na wypadek cesarki lub innego znieczulenia ogólnego, ale ja wiedziałam swoje i banana w toalecie jeszcze zjadłam, w uklryciu przed jego karcącym wzrokiem (jest lekarzem). O ósmej zawyrokował, jedziemy masz skurcze co 5/7 minut. Po drodze już bolało mocniej ,ale w szpitalu tak się przestraszyłam, że nic nie czułam. Na porodówce wylądowałam o 9:30. Położna stwierdziła ocho o 12:00 powitamy małego człowieczka! Wtedy dopiero się przestraszyłam. Jak to już, tak krótko a ja czytałam ,ze 16 godzin, albo dwie doby! Zaczęły się silniejsze skurcze, piłka mnie wkurzała i najlepiej się czułam na kolanach i łokciach i jak mąż masował "krzyż". Potem on poszedł na kawke i papieroska a ja urodziłam o 12:55 mojego Marcinka. O mały włos a byłaby cesarka, bo mój Szkrab owinął się wokół szyjki pępowiną, ale udało się szybko urodzić i odpowiednio pooddychać. Tak naprawde bolało przez dwie ostatnie godzinki, a bóle parte, to żaden ból. Wiem, jestem szczęściarą, że tak gładko, ale dlaczego Ty nie masz nią być. Myśl o Maleństwie, jak radziła Kamila, zapomnij na chwilkę o sobie, to sie przyda na kolejnych wiele miesięcy :) ! Będzie dobrze. Poród to nic ładnego, ale oni tam w szpitalu są do tego przyzwyczajeni, ból największy w końcu mija, a Ty masz swój Skarb. Życzę powodzenia i równie gładkiego przebiegu, TO SIĘ NAPRAWDĘ ZDARZA i to nawet często! A jak będzie ciężko, to też to przejdziesz, bo poród ma to do siebie, że się kończy.Pozdrawiam Wasze fasolki i te większe już dzidzie brzuszkowe.Ag i 12 m-czny Marcinek
      • Gość: Rosa* Re: Poród - jak ja to przeżyję? ;) IP: *.* 19.11.02, 00:09
        Przeżyjecie, przeżyjecie :lol:A potem zachce Wam się więcej, hi hi!Powyższe rady (myśleć o maleństwie) są bardzo mądre. Ja ich jednak nie stosowałam, bo działo się ze mną to, co z Kamillą S. podczes pierwszego porodu- strach. Zapomniałam o wszystkim ze szkoły rodzenia, a tak ją wszystkim polecalam, że wydawało mi się, że bez niej to w ogóle nie można urodzić :crazy:Mamom, które się STRASZNIE boją (bólu, tego, że nie dadzą rady, itp.) polecam rozważenie ZZO zamiast cesarki. Uwierzcie, znieczulenie naprawdę znieczula! Będziecie czuły tylko skurcze parte ( a to w sumie pestka, mam rację doświadczone mamy?) a ból skurczy rozwierających szyjkę zostanie Wam oszczędzony. Alternatywa: cesarka- zewnątrzoponowe (nie rozpatruję tu cesarki ze wskazań medycznych) powinna przeważyć wątpliwości na rzecz ZZO.Przykład: Dzwoni do mnie Kalina (moja przyjaciółka, termin na 20 kwietnia, a jest już 23 kwiecień. Ja w ósmym miesiącu).-Cześć Anka, co tam słychać?- CZeśc Kalina. Wszystko OK. A nie wybierasz się przypadkiem do szpitala, bo to już trzy dni po terminie?- Dzwonię ze szpitala!- no co Ty!!! Co się dzieje, jesteś na kontroli?-Jestem na porodówce, rozwarcie na sześć centymetrów...Dziewczyny! Rozmawiala ze mną spokojnie i miała silę na żarty! Kalina wzięła znieczulenie zewnątrzoponowe- to chyba daje jakieś pojęcie, jak ono działa...Druga sytuacja- ja już po porodzie siłami natury (tego akurat żałuję, bo bylam u kresu wytrzymałości. Szkoda, że nie zdecydowałam się na ZZO). Dzwoni do mnie inna koleżanka, ktora właśnie urodziła. Pełna obaw pytam:-No i jak Karola? Wzięłaś znieczulenie, jak radzilam?-Nie.-I co? nie bolało, przezyłaś?-Owszem, bolało, ale przy każdym skurczu powtarzałam sobie:" Karola, spokojnie. Ten skurcz to fala bólu, która przybliża mnie do dziecka"Widzicie- można i tak. Wszystko zależy od podejścia :)Będzie dobrze- wsłuchajcie się w głos intuicji, ona podpowie Wam, co jest najlepsze dla Was i Dziecka. Jeśli będziecie czuły, że chcecie rodzić "naturalnie" choć wszyscy wokół trąbią o znieczuleniach- rodźcie naturalnie i nie przejmujcie się radami. Jeśli- odwrotnie- czujecie, że nie podołacie i że poród zamieni się w stres i strach przed bólem, lepiej oszczędźcie tego sobie i dziecku biorąc ZZO.pozdrawiam i życzę jak najpiękniejszego przezycia tego cudownego momentu :)rosa

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka