Do prorodu mam jeszcze sporo czasu, bo prawie 4 mce, ale nie daje mi
spokoju jedna sprawa - odwiedziny w szpitalu. Czy jest cos zlego w
tym, ze sie ma niechec do przyjmowania gosci w szpitalu po porodzie.
Nie wiem jak to bedzie praktycznie wygladalo, ale na sama mysl o
tym, iz na drugi dzien po urodzeniu dziecka nawiedzi cie gromada
rodziny powoduje u mnie niesmak. Po slubie zamieszkalam u meza, 400
km od domu rodzinnego. Wiem, ze moja mama i siostry nie przyjada,
ale juz wstepnie zapowiada sie tesciowa i ciotki, ktore sa na
miejscu. U nich jest to normalne. Ale mi sie to nie podoba i nie
wiem jak im to powiedziec aby ich nie urazic. Kiedys rozmawialam z
kolezanka o tym, kiedy ona wybierala w odwiedziny do szpitala. Byla
obuzona moja niechecia. Maz jest bardzo zzyty ze swoja rodzina i
zapewne bedzie sam ich zapraszal do szpitala. Dla mnie porod to cos
intymnego. Nie wiem jak bedzie po porodzie, ale zapewne bede chciala
odpoczac, a nie przyjmowac kolejne ciotki.
Jakis czas temu bylam w szpitalu przez 4 dni. Odwiedzala mnie tylko
siostra (maz byl daleko)i to mi odpowiadalo. NIe lubie jak ktos sie
lituje nade mna i udziele stu rad i ciagle pyta czy cos potrzebne.
To jest moja sprawa. A w szpitalu po i przed porodem to widzialabym
tylko meza bez dodoatkowej obstawy.
Zazdroszcze swojej kuzynce, ktora mieszka z mezem za granica - tam
urodzila a po powrocie do domu dzieckiem zajmowali sie tylko sami.
Nie bylo stada odwiedzajacych i udzielajacych rad. To byl czas dla
nich - taki na wprawienie sie. Rodzicow i rodzenstwo zaprosili, gdy
dziecko mialo prawie 2 mce. Taki uklad mi bardzo odpowiada. Ja
mieszkam z tesciowa w bardzo malym mieszkaniu... a maz jest bardzo
zwiazany z matka. To jest nasze mieszkanie, ale z pewnych wzgledow
ona musi mieszkac z nami przez pewien czas. Zapewne powiecie abym
porozmawiala z mezem i mu powiedziala o tym. Jego odpowiedzia
zapewne bedzie - "przesadzasz, jeszcze nie wiesz jak to bedzie a juz
masz jakies problemy" Czy on ma racje?
Alez sie rozpisalam....