gekkon6
19.06.09, 11:05
Rodzic po ludzku to dla mnie interesujacy temat.
Bedac pierwszy raz w ciazy wiezylam ze w 21 wieku porod nie jest
taki straszny jak sie o nim kiedy slyszalo, w dodatku w szpitalu
ktory zostal odznaczony.
No moje wyobrazenie bylo bledne i rzeczywistosc je skorygowala.
W moim szpitalu nie ma (tzn 3 lata temu nie bylo, w styczniu sie
dowiem bo znow jestem w ciazy) mozliwosci wziecia prysznica, pilki.
O znieczuleniu nie ma mowy bo nie beda anestezjologa specjalnie
sciagac - dziwne bo do cesarki zjawil sie momentalnie.
O jedzeniu i piciu mozna calkowice zapomniec - wiec wyobrazcie sobie
jak sie czulam po kilkunastu godzinach meki, potem cesarka i
dowiaduje sie ze pic i jesc dostane w niedziele a to byl piatek i od
czwartku wieczorem nic nie pilam i nie jadlam.
No dobrze maz mogl byc ze mna.
Po kilkunastu niepostepujacego porodu, zaczeto sie naradzac czy juz
cc czy moze jeszcze poczekamy - na moja wyrazna prosbe i interwencje
znajomej pielegniarki i zdecydowao ze dobrze za pol godziny.
CC bylo super.
Koszmar zaczal sie juz w izolatce kiedy dostalam dziecko zaraz jak
tylko zainstalowali mnie w sali. Nie bylo mowy o jakiejs
regeneracji, snie czy odpoczynku. Coreczka byla ze mna 6 dni.
Pokarmu nie mialam, polozna przychodzila sciskala piers wyciskala
malenka krople i krzywo patrzac mowila ze przeciez jest pokarm.
Kiedy zmeczona i niewyspana z wiecznie placzacym dzieckiem dostalam
3 dnia histerii to zaszczycila mnie sama pani Ordynator i wrzeszczac
na mnie kazala sie bardziej starac. Dopiero jak mala zaczela leciec
w dol na wadze zaczely ja lekko dokarmiac. W domu sprawdzilam i
odciagaczem udalo mi sie z obu piersi sciagnac lyzeczke do herbaty
mleka.
Powiedzcie mi w takim razie gdzie to rodzenie po ludzku???