krolewna2006
10.12.10, 12:56
Dziewczyny, zdecydowalam sie tutaj napisac, bo nie wiem za bardzo co robic. Od kilku miesiecy staram sie o dziecko i w zwiazku z tym robie rozne badania. Niestety w posiewie z pochwy wyszla mi bakteria streptococcus agalactiae. Moj ginekolog calkowicie to zlekcewazyl i twierdzi, ze absolutnie przed ciaza nie wymaga ona leczenia. Dodam, ze objawow nie mam zadnych. Czytam w necie o tym, ze przed porodem podaje sie antybiotyk, bo to paciorkowiec niebezpieczny dla plodu. Wydaje mi sie absurdem nie leczyc tej bakterii teraz i czekac do porodu. Mam do Was pytanie: isc do innego ginekologa i poprosic o antybiotyk wg antybiogramu (czytam, ze antbiotyki sa jednak malo skuteczne). Czy ta bakteria moze miec wplyw na to, ze nie udaje mi sie zajsc w ciaze? (USG i cytologie mam ok, cykle super regularne, bez wiekszych problemow) Czy maz powinnien rowniez zrobic badanie na obecnosc tej bakterii w nasieniu i czy jesli jest ona w nasieniu "zabija" plemniki i dlatego nie zachodze? Jestem nieco podlamana, bo lekarze zupelnie to ignoruja i chyba traktuja mnie jak histeryczke. Jesli twierdzicie, ze faktycznie histeryzuje to powiedzcie, nie obraze sie. Dzieki za rady!