W czerwcu mieliśmy się z mężem starać o dziecko... Niestety, nie zawsze jest
tak, jakbyśmy tego chcieli. Kiedy przeglądam to forum to chce mi się wyć, tak
zazdroszczę Waszych starań, nawet tych, które trwają już długi czas. Ale
bynajmniej żyjecie z tą myślą, że może będzie dzidziuś i to życie jest takie
pogodniejsze. Mój mąż uważa, że mało zarabia, ja mam problemy ze znalezieniem
pracy - najlepszym rozwiązaniem byłoby macierzyńskie... Uważam, że inni mają
gorzej, a maja dzieci - może to głupie myślenie, wiem... Jednak kiedy
usłyszałam od męża, że może być tak, iż w ogóle nie będziemy mieć dziecka -
załamałam się. To straszne, po co mi taki związek, takie małżeństwo. Czuję, że
przez to moje relacje z nim pogorszyły się, myślę o przyszłości... Czasem
nawet mam ochotę wymazać całe to nasze małżeństwo z życia... Durnowacie piszę,
jednak myślałam, że moje - NASZE życie inne, mieliśmy plany, chcieliśmy
dziecka, chcieliśmy więcej niż dwójkę, a tu... Jego męska duma nie pozwala na
cokolwiek, on musi być najlepszy, a mnie szlag trafia. Też chce dziecka -
widzę to, mówi mi o tym... Tylko wszystko to tłumione jest przez pieniądze...
Macie jakiś złoty srodek? Długo tak nie wytrzymam... Tysiąc razy rozmawialiśmy
o tym... Zawsze kończy się na tym samym... Pozdrawiam