aniesia26
10.05.08, 11:52
Wszystko bym oddała by móc cieszyć się ciążą i macierzyństwem. Po prosty
kocham dzieciaczki - macierzyństwo to moje największe marzenie.
Mam 27 lat, a od prawie 3 lat jestem mężatką.
Przed ślubem obiecaliśmy sobie, że ok. rok po ślubie będziemy starali się o
dziecko, niestety mija prawie 3ci rok a tu nic ... nie chodzi o to że nie
mogę, ale o to że nawet nie próbowaliśmy.
Odczuwam, że mój mąż broni się przed tym. Ciągle słyszę jakieś powody przeciw.
W 2006 roku powiedział, że w 2007 roku postaramy się, a jak nadszedł ten 2007
rok to znowu usłyszałam że w kolejnym roku na pewno, a jak nastał ten 2008 rok
to powiedział, że najpierw mam sobie znaleźć stałą pracę to wtedy pomyślimy,
bo jego na dziecko nie będzie stać, ponieważ wybiera się na 6 letnie studia. A
dodam, że całkiem nie źle nam się żyje, mąż prowadzi własną działalność.
I ja mam czekać aż on skończy za 6 lat studia - to wtedy będę miała prawie 34
lata !! Czuję się oszukana, zawiedziona ... bo nie tak miało być ... przykro
mi, że mąż tak zwleka z decyzją o dziecku. Zasłania się studiami i tym, że nie
będzie go stać na dziecko, bo ja nie pracuję. A dodam, że mój mąż odziedziczył
działalność po swoim ojcu, z tym że teść z tej działalności potrafił otrzymać
żonę i 4 dzieci !! Nasz wspólny znajomy również prowadzi taką samą działalność
usługową jak mój mąż, mają zbliżone dochody i jego jakoś stać na utrzymanie
żony i dziecka mało tego wybudował nie dawno duży dom.
Próbowałam jakoś porozmawiać z mężem ale on zawsze ma jakieś argumenty
przeciw. Niby mówi że chce dzieci ale nie teraz - a na moje pytanie jak nie
teraz to kiedy - to odpowiada że nie wie. Moje najbliższe koleżanki mają już
dzieci, czasem nawet nie mama ochoty ich odwiedzać - bo jak spojrzę na ich
radość z macierzyństwa to mi się przykro robi. Wdaje mi się że mąż nie chce
tej odpowiedzialności, bo jeszcze teraz lubi sobie bardzo często wyskoczyć do
kolegów, na piwo i zdaje sobie z tego sprawę, że jakby było dziecko musiałby
te swoje wyskoki ograniczyć. A mi jest przykro, że woli zrezygnować z póki co
z dziecka aniżeli z tych wyskoków.
Czy któraś z Was miała podobnie?
Ja już nie wiem co mam o tym myśleć i co robić, a nie chcę go przymuszać.