Moj synek od połowy września chodzi do przedszkola, po tygodniu
chodzenia był chory pochodził 2 tygodnie i znowu chory 2 tyg. Jutro
ide po chorobie i już dziś od rana gdy tylko usłyszał że jutro idze
do przedszkola on płacze udaje że kaszle i ogólnie chce sie
wykręcić. Ja od listopada zaczynam pracei mały będzie musiał w
przedszkolu być od od 7 do 16.30

. Nie wyobrażam sobie tego bo
teraz gdy chodził odbierałam go po obiedzie lub czasem po 14.Za
każdym razem gdy go zostawiam jest ogromny płacz, jest dzieckiem
niekomunikatywnym jest pod nadzorem logopedy jednak nadal nie mówi.
Dlatego martwie sie podwójnie bo niestety panie w przedszkolu nie są
sympatyczne i jakby wrogo nastawione. Nie histeryzuje to fakt... one
myślą że jak nie mówi to sie nie poskarży i jest tam olewany.Mamy
gadających dzieci pewnie nie zrozumieją moich obaw, synek i
ja "dogadujemy" sie tzn. ja zadeje mu pytania a on mi pokazuje- wiem
kosmos totalny. Mały pokazywał że chłopiec w przedszkolu go uderzył-
zdarza sie,ale zaniepokoiła mnie ta sytuacja: przyszłam troche
wcześnie po małego a że dzieci jadły nie wchodziłam na sale bo
chciałam żeby dzieci zjadły spokojnie i przez szybke w drzwiach
widze moje dziecie które wstało od stolika mówi sisi tupie nogami i
zmierza w strone toalety na to babka podnosi go sadza przy stoliku i
krzyczy "teraz masz jeść" ten znowu wstał trzymajać sie za krocze :p
i znowu biegł do toalet ta go złapała za ręke i posadziła. Ten sie
posikał a ta krzyk że nie mówi a czas najwyższy aby sie nauczył itp.
U Was panie też tak traktują niemówiących???? Ja nie wymagam żeby
one uczyły sie jego języka, ale to mnie przeraża a jak słysze
narzekające mamusie że dziecko je wkur*** bo ciągle mówi to mama
ochote rozszarpać