Jestem matka prawie 3 letniego malucha,od wrześniahce poslac swoja
pocieche na caly dzien do przedszkola,dlatego od jakiegos czasu
zaczelam interesowac sie przedszkolami na Ususie...trafilam do
Mikolajka,slyszalam tyle dobrego o tym przedszkolu...glownie o
kadrze pedagogicznej pracujacej w tym przedszkolu...podejscie do
dzieci,kladziony nacisk na prace indywidualna z dzieckiem...okazalo
sie ze warunkiem abym mogla poslac swoje dziecko do tego przedszkola
byly zajecia adaptacyjne odbywajace sie 2 razy w tyg po 2
godz,zgodzilam sie nie patrzac na kwestie finansowa(zajecia
oczywiscie platne)bo w sumie zajecia mialy pomoc mojemu dziecku do
adaptacji,zapoznaniem sie z przedszkolem,paniami i calym tym swiatem
przedszkolnym...jaktoczyla sie nasza adaptacja?

wypisalismy sie z
zajec...czar prysl mojego obrazu o tym przedszkolu kiedy doslownie
co "5minut"zmienialy sie panie prowadzace zajecia,grupy zaczely sie
robic coraz mniejsze,az w koncu zajecia zaczela prowadzic sama pani
dyrektor...czyz to nie dziwne?czy tak zacheca sie malego malucha do
pojscia do przedszkola?jakim sposobem moje dziecko mialo sie
zaadoptowac kiedy co zajecia widzialo nowe twarze...kiedy zaczela
zajecia prowadzic pani dyrektor(nawet nie wiem czy ma wykształcenie
pedagogiczne?)moje dziecko czekalo na rozpoczecie zabawy conajmniej
godzine bo nigdy pani dyrektor nie zdazala na czas...wydaje mi sie
ze podjelam trafna decyzje,bo jaki sens mialo dalsze uczestnictwo
mojego dziecka w tych zajeciach???teraz jestem na etapie szukania
przeszkola od wrzesnia dla mojego dziecka na nowo,a taka pokladalam
nadzieje na Mikolajka,nauczka na przyszlosc...szukamy dalej...