Dodaj do ulubionych

Inflancka raz jeszcze....

30.11.04, 17:40
Hej. Wczoraj moj gin polecił mi Inflancką. więc jeszcze raz przejrzałam posty
o tym szpitalu, ale wiekszosc z nich jest sprzed kilku miesięcy. Może ktoś
rodził tam niedawno??? Jakie wrażenia? Interesuje mnie szczególnie sala
ogólna, bo na takiej się pewnie skończy. U mnie jest też prawdopodobna cc,
napiszcie więc, czy po cesarce pielęgnmiarki pomagają przy dziecku. Po
ostatnim porodzie ciągle mdlałam i nie mogłam wstawać, więc pomoc była
konieczna. Pozdrawiam
Obserwuj wątek
    • joasia20 Re: Inflancka raz jeszcze.... 30.11.04, 21:48
      podciągam wątek bo też jestem zainteresowana, mój ginekolog też mi poleciła
      Inflandzką i na pewno będę mieć cesarke w tym szpitalu między 10 a 13 grudnia,
      w najbliższy weekend udam się tam na "ziedzanie" ale wiadomo, że sami o sobie
      to powiedzą wszystko co najlepsze, więc też chętnie dowiedziałabym się czegoś
      od dziewczyn, które tam rodziły.
      pozdrawiam
      asia
      • mkg76 Re: Inflancka raz jeszcze.... 01.12.04, 10:51
        Mogę się wypowiedzieć o Inflanckiej, ale sprzed ponad 1,5 roku. Mam nadzieję,
        że niewiele się od tego czasu zmieniło. Ja miałam dość nietypową sytuację, bo w
        izbie przyjęć okazało się, że muszą mi zrobić ekspresowo cesarkę.
        Do "wyciągnięcia" Kasi cała akcja trwała 3 minuty, łącznie z zawiezieniem mnie
        na salę i uśpieniem. Dzięki temu, że lekarze nie byli formalistami i wykazali
        się ogromnym refleksem moje dziecko żyje.
        A teraz coś o warunkach na Inflanckiej: lekarze są profesjonalistami, kilka
        razy odwiedzał mnie anestezjolog, kilka razy dziennie panie doktor, które
        zajmowały się dzieckiem (mąż mógł zadzwonić do nich w każdej chwili). Był też
        lekarz, który mnie ciął, przyszedł po prostu zobaczyć jak się czuję, chociaż
        nie musiał, bo obchody były przecież codziennie.
        pielęgniarki są rożne, przewaznie miłe i chętne do pomocy, ale jak wszędzie
        zdarzają się wyjątki. Ważne jest to, że robią to, co do nich należy, nauczyły
        mnie karmić i ubierać dziecko, przychhodziły je kąpać, a co najważniejsze nie
        stwarzały niepotrzebnego chaosu, nie udawały, że pracują, tylko na prawdę to
        robiły.

        pozdrawiam całą Inflancką. Uważam, że jest ok.

        Magda

    • joasia20 Re: Inflancka raz jeszcze.... 01.12.04, 12:02
      znalazłam stronę szpitala: www.szpital-inflancka.internetdsl.pl/index.htm
      jest tam kilka ciekawych informacji.
    • marhab13 Re: Inflancka raz jeszcze.... 01.12.04, 16:14
      Podciągam,

      PS. Dzięki Joasiu, przydatna stronka. Ja rodze dopiero w lutym, ale już czuje
      presję. Pa
      • joasia20 Re: Inflancka raz jeszcze.... 01.12.04, 21:51
        o to do lutego, to będziesz miała informację!!! bo ja Ci dokładnie opiszę jak
        był, ja już w następnym tygodniu (cc ma być między 10 a 13 grudnia) wszystkiego
        w tym szpitalu doświadczę na własnej skórze smile) i obiecuję, że jak tylko dojdę
        do siebie to zaraz wszystko dokładnie opiszę jak tam było.
        pozdrawiam
        asia
        • marhab13 Re: Inflancka raz jeszcze.... 02.12.04, 17:44
          To juz całkiem niedługooo!!!! Trzymam kciuki, pewnie bedzie ok. A jak sie
          czujesz? Pozdrawiam
          • joasia20 Re: Inflancka raz jeszcze.... 02.12.04, 21:13
            Bardzo się denerwuję, boje się i samego pobytu w szpitalu i tego jak sobie
            poradzę... w sobotę będę znała dokładny termin cc, napiszę Ci to mniejwięcej
            będziesz wiedziała kiedy spodziewać się jakigoś mojego komentarza po pobycie w
            szpitalu.
            pozdrawiam
            asia
    • macinino Re: Inflancka raz jeszcze.... 03.12.04, 14:31
      czesc
      22.11. mialam cesarke na Inflanckiej. Na porodowce wyladowalam dzien wczesniej
      o godz.19, bo wszystko wskazywalo na to, ze porod bedzie naturalny. Ale
      wszystko sie pozmienialo. 22.11. o godz. 11 zapadla decyzja o cesarskim cieciu,
      poniewaz Marysia miala noge oplatana pepowina i sama nie byla w stanie wyjsc.
      Samo ciecie trwalo chyba z 15 min. Po 2 godzinach przyniesli mi dzieciaczka,
      zeby przystawic ja do piersi.
      Opieka na sali pooperacyjnej byla naprawde super. Cala noc ktos byl i czuwal,
      czy wszystko jest okej. Nastepnego dnia o 6 rano juz powiedzieli, zebym
      sprobowala wstac i troszke pochodzic.
      Od godz. 15 zaczely sie "schody", poniewaz przeniesli mnie na 4-osobowa sale.
      Jednym wielkim koszmarem sa lozka - sa strasznie wysokie(a ja nie naleze do
      gigantow). I troche problemow mialam ze wstawaniem i kladzeniem sie, ale jak
      dziecko placze, to zeby sie zagryza i wstaje.
      Generalnie opieka pielegniarek jest bardzo dobra. O wszystko mozna sie dopytac
      Pania Małgosie - pielegniarke laktacyjna. Jest strasznie zabiegana, ale zawsze
      znajdzie chwilke.
      A w nocy bywalo roznie. Raz ekipa fantastyczna a drugim razem siostra byla
      mocno nie w humorze. Faktem jest, ze porodow jest strasznie duzo, poniewaz
      zamkniete sa chyba ze 3 szpitale i maja rece pelne roboty.
      Ale generalnie atmosfera jest bardzo sympatyczna.
      Pozdrawiam
      • joasia20 Re: do macinino 03.12.04, 19:36
        Proszę powiedz w jakim znieczuleniu miałaś cc i czy rzeczywiście trzeba leżeć
        jak kłoda w łóżku przez te pierwsze godziny i jak w tej sytuacji poradziłaś
        sobie z karmieniem dziecka?? i jeszcze czy ta pierwsza doba po cc nie jest
        bardzo upokarzająca dla nas rodzących, jak to jest kto sie nami zajmuje
        (przecież po porodzie dostaje się odrazu krwawienia) jak to wygląda. Bardzo Cie
        proszę napisz jak to było, ja za kilka dni właśnie na Inflanckiej będę miała cc
        i jestem strasznie przerażona i bardzo sie boję.... Będę wdzięczna za wszystkie
        informacje, napis wszystko co tylko Ci sie przypomni..Oczywiście gratuluję
        Marysi smile)
        pozdrawiam
        asia 38 t.c.
        asia
        • macinino Re: do macinino 03.12.04, 21:07
          Mialam znieczulenie ZO, poniewaz wczesniej wszyscy mysleli, ze bede rodzila
          naturalnie. Nie usypiali mnie, tylko dorzucili jeszcze znieczulenia. Caly czas
          sobie z nimi gawedzilam i czulam jak mi Marysie wyciagali z brzucha
          (niezapomniane przezycie).
          Cesarke mialam o 11.45 w poniedzialek i dopiero moglam wstac we wtorek o 6
          rano. Opieka jest cala noc, poniewaz siostra spi w pokoju i jest na kazde
          zawolanie - wymieni podklad, poprawi poduszke, rano podmyje (bo pozniej w ciagu
          dnia mozna isc pod prysznic). Dziewczyny sa naprawde fajne i nie odczuwa sie
          dyskomfortu psychicznego. Okolo 9 jest obchod, pan doktor sprawdza jak szew
          wyglada i czy wszystko jest oki, a nastepnie jest obchod pediatryczny.
          A co do karmienia, to przynosza dziecko i pomagaja przystawic do piersi. Mnie
          musialy pomagac, poniewaz nie mam chwytnych brodawek i Marysia kiepsko sobie
          radzila. Zjadla tyle, ile mialam pokarmu a pozniej ja dokarmialy.
          Dla mnie bylo pozniej gorzej - te wysokie lozka i problem z laktacja, poniewaz
          po cesarce troszke pozniej sie to wszystko uruchamia. Musialysmy chodzic na
          dokarmianie - a dzidzia potrafi zjesc, oj potrafi. Zwlaszcza w nocy ma napady
          wilczego apetytu. No i spacerowalysmy do pan pielegniarek. I wszystko zalezalo
          na ktora sie trafi, bo czasami byly takie mile...
          Jak jest wszystko w porzadku, to w 4 dobie wypisuja do domu.
          Trzymaj sie dzielnie smile
          Pozdrawiam serdecznie
          Jak cos mi sie jeszcze przypomni, to napisze.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka