Dodaj do ulubionych

Mezowie obcojezyczni

24.03.10, 15:12
To pan z mezami nie mowiacymi po polsku.

Po jakiemu mowicie do dziecka? U mnie w domostwie, mowi sie
jezykiem angielskim. Moj parnter nie mowi po mojemu, ani ja w jego
jezyku. Mowie do dziecka po angielsku (ma 4 miesiace), bo po polsku
mi jakos dziwnie. Czuje, ze mnie nie zrozumie... wiem, ze to
glupota, bo przeciez i tak mnie nie rozumie, a chce zeby sie
nauczyla polskiego. Ale nie umiem sie przemodz.

Jak to wyglada u was?
Obserwuj wątek
    • glasscraft Re: Mezowie obcojezyczni 24.03.10, 15:19
      Moj jest Szkotem, rozmawiamy po angielsku smile
    • kingaolsz Re: Mezowie obcojezyczni 24.03.10, 15:27
      To zalezy czy chcesz, zeby dziecko znalo Twoj jezyk.
      Jesli tak to wtedy trzeba dziecku "wszczepic" dziecku, ze mama mowi po polsku i
      tylko tak do niego mowic. Jest duzo plusow z bycia bilingualnym, wiec wg. mnie
      warto.

      Jesli nie chcesz, zeby dziecko od dziecka uczylo sie dwuch jezykow to mow tylko
      po angielsku.
      • embeel Re: Mezowie obcojezyczni 24.03.10, 18:13
        polecam forum:
        forum.gazeta.pl/forum/f,37229,Wielojezycznosc_w_rodzinie.html
        moj maz jest Francuzem, rozmawiamy w jego jezyku, bo polski zna tylko na
        poziomie komunikatywnym ale do corki mowie wylacznie po polsku. Nie wyobrazam
        sobie inaczej, to jest moj ojczysty jezyk, ktory znam najlepiej, poza tym, mimo,
        ze francuski znam dobrze, to nie jestem na tyle dwujezyczna, aby nie przekazac
        dziecku bledow, chocby znikomych.
        Nie wspomne juz o kwestii kontaktow z Twoja rodzina. Jesli chesz, aby twoje
        dziecko mialao szanse porozmawiac kiedys z polskimi dziadkami, kuzynami itd, mow
        do niego w swoim jezyku.
        Dla mnie dwujezycznosc jest szansa, a nie kula u nogi, choc znam osoby, ktore
        zrezygnowaly z mowienia do dzieci w ojczystym jezyku. Moim zdaniem szkoda, ale
        oczywiscie kazdy ma prawo wyboru.
        • byakhee Re: Mezowie obcojezyczni 24.03.10, 20:42
          Dziekuje za Twoja wypowiedz, ale doczytaj prosze. Ja CHCE nauczyc
          dziecko mowic po polsku, ale sama uzywam przede wszystkim
          angielskiego. Polski stal sie dla mnie jezykiem drugim, zadko
          uzywanym (na macierzynskim czesciej, bo codziennie rozmawiam z
          rodzina). Mysle, licze etc. najczesciej po angielsku. I ciezko mi
          jest przelamac ten zwyczaj, nie wiem jak.
          • glasscraft Re: Mezowie obcojezyczni 24.03.10, 21:10
            A ja Cie rozumiem w 100% - po polsku rozmawiam z rodzicami przez
            telefon, poza tym wszystko po angielsku. I bez wzgledu na to, ile
            osob sie do mnie przyczepi za brak patriotyzmu, odbierania szansy
            dzieciom itp, itd - tak po prostu jest, bez szukania wykretow i
            usprawiedliwien.
          • embeel Re: Mezowie obcojezyczni 25.03.10, 13:20
            Rozumiem Cie, bo mieszkajac od 10 lat z "Zabka" , a szczegolnie odkad
            zamieszkalismy we Francji tez zdarzy mi sie mowic do siebie samej po francusku,
            snic, liczyc i tak dalej.
            Ale z mowieniem do malej nigdy nie mialam problemu, przyszlo to zupelnie
            naturalnie, moze dlatego, ze od poczatku ciazu gadalam do brzucha po polsku,
            wrecz bylam szczesliwa,ze wreszcie mam do kogo mowic na codzien w swoim jezyku wink.

            Zajrzyj na forum, ktore Ci podalam, tam jest wiele osob, ktorych dzieci sa kilku
            jezyczne, na pewno cos poradza.
            • byakhee Re: Mezowie obcojezyczni 25.03.10, 17:33
              Dzieki, na pewno zajrze.
          • princesswhitewolf Re: Mezowie obcojezyczni 25.03.10, 17:10
            byakhee, mow do dziecka po polsku kiedy jestescie razem. Poza tym wyslij je do polskiej szkoly, chocby tylko sobotniej ( lekcje historii Polski i j. polski). na wakacje niech jezdzi do babci i do ciocismile

            Moj ex- byl perfectly bilingual dzieki takiej metodzie wychowywania. Zazdroszcze mu ze nie ma ani cienia obcego akcentu w polskim czy w angielskim.

            Dac dziecku mozliwosc bycia idealnym dwujezycznym to wielki prezentsmile
            • byakhee Re: Mezowie obcojezyczni 25.03.10, 17:32
              To w niedziele musialabym ja wyslac do szkoly szwedzkiej. A do
              drugich babc i cioc kiedy? W przerwie zimowej? big_grin

              Wiem, probuje mowic do niej po polsku, ale ciezko mi to idzie.
              Na razie po polsku mowi do niej prawie codziennie babcia przez
              Skypa smile
            • nana_c Re: Mezowie obcojezyczni 30.03.10, 23:48
              princesswhitewolf napisała:

              > Poza tym wyslij je do
              > polskiej szkoly, chocby tylko sobotniej ( lekcje historii Polski i j. polski).
              > na wakacje niech jezdzi do babci i do ciocismile
              >


              A jesli nie ma sie w promieniu kilkudziesieciu km polskich szkólek, ani babc i
              cioc w Polsce?

              (swoja droga, troche tupetowate, zwalic komus dziecko na wakacje)
          • michalina36 Re: Mezowie obcojezyczni 16.05.10, 18:28
            Dzien dobry!

            Ja z kolei jestem mama 8 letniej dziewczynki i mialam podobny
            problem, z tym ze w innym jezyku.

            Jezyka polskiego zapomnialam, bo na codzien uzywalam innego, ale
            postanowilam wychowac corke tez dwujezycznie, wiec poprosilam
            kolezanke z Polski o pomoc, ktora poprzysylala mi mnostwo ksiazeczek
            po polsku. Bralam moja mala na kolana i zaczelam opowiadac obrazki
            po polsku, mimo ze ciezko mi to na poczatku szlo i wciaz mieszalam
            jezyki. Ponadto na codzen wciaz staralam sie na glos gadac po polsku
            i opowiadac co akurat robie/robimy , co z wielkim trudem mi sie
            udalo, bo wciaz brakowalo mi slow.

            Ale ja rowniaz zaczelam czytac jakas ksiazke po polsku i jezyk
            bardzo szybko wrocil. Chyba ten nasz pierwszy, ojczysty jezyk zawsze
            jest zarejestrowany najglebiej i nie utraci sie go.

            Nasza corka jest trzyjezyczna, choc jezyk polski jest naturalna
            koleja rzeczy tym slabszym jezykiem.


            Najwazniejsza rzecza jest by dana osoba zawsze mowila w danym
            jezyku. Wtedy bedzie ona ta osoba odniesienia jezykowego i nauka
            bedzie funkcjonwacsmile nie mieszac dwoch jezykow! Ja chwilowo to
            zrobilam i jezyk polski bardzo ucierpial w tym czasie , czego do tej
            pory ciezko mi jest nadrobic.

            zycze powodzenia!!!!
            • princesia Re: Mezowie obcojezyczni 16.05.10, 23:40
              i otot kolejny przyklad ze jesli sie chce to sie potrafi! smile
              • princesia Re: Mezowie obcojezyczni 16.05.10, 23:45
                i oto kolejny dowodna to ze jesli sie chce to sie potrafi smile
          • opty-mist51 Re: Mezowie obcojezyczni a dzieci? Wszystko zależy 01.08.10, 16:02
            od matki. 3-letnie dziecko, ojciec Irlandczyk a mama Polka i
            dwujęzyczne dziecko. W zależności od tego kto prowadził rozmowę to
            dziecko mówiło albo po polsku albo po angielsku.Zero problemu w
            porozumieniu się z polskimi dziadkami, rodziną. Matka dziecka od
            malutkiego uczy dziecko polskiego, dziesiątki książek polskich, uczy
            też po angielsku bo ojciec zdecydowanie ma mniej czasu od
            niej.Zbawienny skype - prawie każdego dnia kontakt z Polską,
            dziadkami, znajomymi, przyjaciółmi mamy w Polsce, dziecko od małego
            słyszy dwa języki i wspaniale sobie je przyswaja...bajki w języku
            polskim i angielskim i wielka, wielka praca mamy...Jak się chce to
            można ale kosztuje to więcej pracy z dzieckiem ale opłaca
            się.Podczas pobytu w Polsce zostawiliśmy małą na pół godziny w
            marketowym przedszkolu zabaw, pani nawet nie zorientowała się, że to
            dziecko z Irlandii dopiero przy odbiorze i kontakcie z ojcem mała
            zaczęła do niego mówić po angielsku. Trzeba była widzieć wielkie
            zdziwienie pani opiekunki jak usłyszała małą.Ucz swoje dziecko
            języka polskiego, ucz bo będzie tak jak z wnukami moich sąsiadów ze
            Stanów, nie znają polskiego, zero kontaktu z dziadkami i rodziną z
            Polski...
            • princesia Re: Mezowie obcojezyczni a dzieci? Wszystko zależ 01.08.10, 16:17
              a wiecie co sobie ostatnio usmwiadomilam? to budujemy kolejne pokolenie polskie
              ktore bedzie jednym z najinteligentiejszych w swiecie smile wiekszosc dzieci
              mixrace to z korzeni polskich<noi polska bedzie kolejny raz uznana za
              najinteligetniejszy kraj smile
              naze dzieci beda poslugiwaly sie min dwoma jezykami plus szkola zapewni min
              trzeci czyli dzieci "mixrac" min 3jezyki maja zapewnione,niejedna matka bylabyby
              dumna z tak umijetnego dziecka dlaczego wiec niewalczyc z sama soba o to?
              https://lb2f.lilypie.com/50uZp1.png
    • redona Re: Mezowie obcojezyczni 24.03.10, 19:52
      U nas wyglada to tak ze do malego mowimy po angielsku, i maly biegle
      juz w tym jezyku mowi, Ja zawsze wychodzilam z zalozenia ze
      polskiego bede go uczyla jak maly pojdzie do szkoly.

      Taka decyzje podjelam po opowiesciach mojego meza siostry jak to jej
      znajomej dziecko plakalo caly dzien o szklankie wody w przeczkolu.
      owszem prosilo panie w przeczkolu o wode ale one nie rozumialy. Ja
      stwierdzilam ze nie chce aby moj maly musial przechodzic takie meki
      tymbardziej ze wiem ze tutaj bedzie chodzil do szkoly. teraz po malu
      bede uczyla go polskiego, naprzyklad juz teraz wie czesci ciala w
      obu jezykach i tak po trochu bede wprowadzala mu inne zwroty
      polskie. moj maly ma juz 2 lata i 8 miesiecy.
      • alessia27 Re: Mezowie obcojezyczni 24.03.10, 20:18
        nie mam takich problemow.Mowie do dziecka raz po polsku raz
        po niemiecku od urodzenia.Zna biegle oba jezyki w pismie i mowie zna niemiecki
        polski tylko w mowie ale narazie starczy.
      • byakhee Re: Mezowie obcojezyczni 24.03.10, 20:45
        Angielski bedzie zdecydowanie pierwszym jezykiem corki. Ale bedzie
        sie rowniez musiala nauczyc dwoch jezykow obcych i ciezko jest
        znalesc jakis patern.
        • doso1 Re: Mezowie obcojezyczni 24.03.10, 21:08
          Moj maz jest Niemcem, mieszkamy w Austrii, zna doslownie kilka slow
          i zwrotow po polsku. Mamy dwojke dzieci. Wiekszosc dnia spedzam z
          dziecmi sama i wtedy obowiazuje polski. Staram sie tez, ile moge,
          polskiej TV, ksiazeczek, muzyki zapewnic. Wiem, ze ta ilosc
          polskiego jaka teraz zapewnie moim dzieciom zaprocentuje w
          przyszlosci. I tak w kolo wszedzie maja niemiecki. Jak maz jest w
          domu, to raczej po niemiecku mowie (no chyba, ze musze dzieci do
          porzadku doprowadzic, to latwiej mi po polsku smile )Starszy juz do
          przedszkola poszedl i pelen luz z jezykiem. Z ojcem po niemiecku
          mowi, powoli do siostry tez juz po niemiecku startuje. Oboje (syn -
          4,5, corka 3 lata) jeszcze czasami mieszaja jezyki i czasami zdarza
          im sie np. niemiecka gramatyke do polkich wyrazow stosowac, ale
          geberalnie im starsze tym bardziej rozrozniaja. Oboje rozumieja
          perfekt w obu jezykach, na razie (zwlaszcza mlodsza) uzywaja tego,
          ktory akurat latwiejszy. Ale zarowno Polacy, jak i Niemcy, w sumie
          bez problemu, sa w stanie ich zrozumiec i sie z nimi dogadac.
          Mialam okazje spotkac tu Polke z mezem austriakiem i jej dzieci
          prawie nic nie rozumialy po polsku. i przyznam szczerze, ze uwazam
          to za co najmniej dziwne. przeciez szkoda zmarnowac taka szanse. ile
          ja bam dala za dwujezycznosc... No i nie wyobrazam sobie, ze moje
          dzieci mialyby sie nie moc dogadac ze swoja babcia smile
          • green-chmurka Re: Mezowie obcojezyczni 24.03.10, 23:04
            Madra odpowiedz doso1.
          • majenkir Re: Mezowie obcojezyczni 25.03.10, 21:12

            doso1 napisała:
            > Mialam okazje spotkac tu Polke z mezem austriakiem i jej dzieci
            > prawie nic nie rozumialy po polsku.

            To jeszcze nic - znalam pare Polakow mieszkajacych w Stanach,
            ktorych dzieci w ogole nie mowily/nie rozumialy po polsku...
          • kafeterianka Re: Mezowie obcojezyczni 30.04.10, 23:30
            doso1 napisała:
            No i nie wyobrazam sobie, ze moje
            > dzieci mialyby sie nie moc dogadac ze swoja babcia smile


            Hm, przy babci dwujezycznej, problem i wyobrazenia odpadaja wink
          • ponponka1 Re: Mezowie obcojezyczni 14.05.10, 10:04
            doso1 napisała:

            No i nie wyobrazam sobie, ze moje
            > dzieci mialyby sie nie moc dogadac ze swoja babcia smile

            Moj M nie jest Polakiem i tez sobie nie wyobrza, zeby jego corka nie
            dogadala sie z mama sowjej mamy i w ogole rodzina w Polsce. Zatem ja
            mowie do malej po polsku. Z M rozmawiam po norwesku.

            Slyszalam, ze dzieci majace kontakt z wieloma jezykami do 9 miesiaca
            beda tymi jezykami poslugiwaly sie jak ojczystym jezykiem.
            Oczywiscie wazne by ten kontakt trwal caly czas i po 9 miesiacach.

            Mam znajomych - ona Rosjanka, on Hiszpan, mala od mamy slyszy
            rosyjski, od taty hiszpanski w przedszkolu norweski. Dla dzieci to
            rzedn problem smile
      • dee.angel Re: Mezowie obcojezyczni 26.03.10, 08:10
        redona napisała:

        > U nas wyglada to tak ze do malego mowimy po angielsku, i maly biegle
        > juz w tym jezyku mowi, Ja zawsze wychodzilam z zalozenia ze
        > polskiego bede go uczyla jak maly pojdzie do szkoly.

        Wszystko pieknie, tylko ze w ten sposob on sie bedzie musial uczyc polskiego jak
        jezyka OBCEGO. I po co utrudniac dziecku zycie?

        Mam meza Niemca, mieszkalismy w kilku krajach z dziecmi. Z mezem rozmawiam tylko
        po angielsku. Dzieci odkad zaczely mowic, mowily w obu jezykach, niemieckim i
        polskim. Czasem jeden przewazal, czasem drugi. Teraz niemiecki jest pierwszy,
        ale plynnie przechodza na polski kiedy mowia do mnie, a nie miedzy soba czy do
        taty. Od 2 lat sa w 2-jezycznym przedszkolu (niemiecko-angielskim) i teraz mowia
        juz w 3 jezykach (sila rzeczy w angielskim najslabiej, bo to nauka jezyka obcego
        wlasnie).

        Nie maja z tym ZADNEGO problemu. Jezeli stosuje sie kosekwentnie metode mowienia
        tylko w jednym jezyku do dziecka (czyli tata w swoim, mama w swoim) to nie ma
        mozliwosci, zeby mu sie mieszalo, albo zeby w jednym nie umial sie wyslowic.

        Kazdy robi jak chce, ale mnie by bylo wstyd zwyczajnie przy odwiedzinach w
        Polsce, gdyby moje dziecko slowa nie umialo powiedziec. W ten sposob odbiera im
        sie mozliwosc poznania polskiej rodziny nie mowiacej w obcym jezyku (a niewiele
        osob z pokolenia naszych mam, nie mowiac o dziedkach zna obcy jezyk). I jestem
        pewna, ze chlopcy gdy dorosna, mieliby o to do mnie duzy zal.

        Tym bardziej, ze nie uczac polskiego nie zyskuje sie dokladnie NIC. Przyznam, ze
        nigdy nie zrozumiem takiego postepowania.
        • byakhee Re: Mezowie obcojezyczni 26.03.10, 10:00
          Rozumiem takie podejscie, jesli mieszkacie w Niemczech. Ale jesli
          ja bede mowic po swojemu, ojciec po swojemu, to dziecko sie
          angielskiego nie nauczy!! I jak pojdzie wtedy do szkoly? Dlatego tez
          mam problem, bo nie wiem, jak mieszac jezyki, zeby wyraznie nauczyc
          roznice pomieedzy jednym a drugim.
          • glorcia Re: Mezowie obcojezyczni 26.03.10, 13:04
            Maz Anglik, mieszkamy w Londynie. Maz slabo mowi po polsku. Staram
            sie mowic do synka po polsku, czytam mu po polsku, sluchamy polskich
            piosenek dla dzieci itp. Maz do niego po angielsku.
            Jezyka kraju w ktorym mieszkacie, dziecko sie nauczy bez problemu...
            wystarczy ze przed pojsciem do przedszkola nauczysz go kilku zwrotow
            np. chce mi sie pic, chce do toalety. Po miesiacu bedzie mowic
            plynnie.
            Wiem, ze czasem trudno sie przemoc, mi tez latwiej po angielsku juz
            mowic, ale dla dobra dziecka (by mowilo w 2 jezykach) sie pilnuje. I
            sam maz przyznal, ze sie duzo przy nas uczy, pyta co oznaczaja
            slowka, ktorych uzywam itp. Takze smile (bo do meza mowie po angielsku).
          • mruwa9 Re: Mezowie obcojezyczni 26.03.10, 14:50
            nauczy sie, nauczy, w przedszkolu, z telewizji, i jesli mieszkacie w
            kraju anglojezycznym to na 100% angielski stanie sie pierwszym
            jezykiem dziecka, a o polski/szwedzki (tak wnioskuje z Twoich
            wypowiedzi) trzeba bedzie naprawde walczyc, o ile Wam zalezy.
            Wielojezycznosc w takiej rodzinie, jak twoja, dziecko ma szanse
            zyskac zupelnie gratis, i to zupelnie naturalna wielojezycznosc, o
            ile Ty bedziesz do dziecka mowic po polsku (i tylko po polsku),
            ojciec po swojemu, a angielskiego dziecko i tak nauczy sie przy
            okazji.
          • charlircharlie Re: Mezowie obcojezyczni 16.05.10, 13:44
            Moj maz jest grekiem, mieszkamy na cyprze, maly (3 lat) chodzi do
            greckiego przedszkola, ja do malego mowie tylko i wylacznie po
            polsku od urodzenia, moj maz mowi do niego po angielsku (sam jest
            dwujezyczny bo urodzony i wychowany i anglii) i po grecku, ze soba
            rozmawiamy po angielsku. maly mowi plynnie po polsku angielku i
            grecku i nigdy nie bylo z tym zadnego problemu.
        • redona Re: Mezowie obcojezyczni 26.03.10, 20:55
          tylko ze w ten sposob on sie bedzie musial uczyc polskiego ja
          > k
          > jezyka OBCEGO.

          Prawda jest taka czy chcemy czy nie ze to bedzie obcy drugorzedny
          jezyk, chyba ze bedzie chodzil do polskiej szkoly i bawils ie tylko
          z polskimi dziecmi, i ogladal tylko polska telewizje i z tata tylko
          rozmawial po polsku. niestety ale wybierajac mieszkanie za granica,
          wiaze sie to z jezykiem polskim jako drugorzednym jezykiem, a
          angielski zawsze bedzie ten bardziej stosowany.
      • princesia Re: Mezowie obcojezyczni 13.05.10, 22:36
        a niemyslisz ze jak dziecko pojdzie juz do szkoly to bedzie "leniwe" na uczenie
        sie drugiego jezyka w domu z Toba gdzie wokol wszyscy mowia w jezyku ktore zna?
        to tak jak my sie uczylysmy w szkolach drugiego jezyka i dzieciom to raczej
        ciezej idzie.
        Znam dzieci ktore przyjechaly do angielskich juz szkol wieku +5 i pomimo ze
        dopiero poznaly ang jezyk to przechodzily na niego bo koledzy i inni wokol nim
        sie poluguja,niektore matki na sile mowia po polsku aby niezapomnialy.

        • princesia Re: Mezowie obcojezyczni 13.05.10, 23:05
          a najlepsze jest jeszcze jak matka kaleszy jezyk obcy i ma typowy dla polakow
          akcent,wtedy napeno dziecko ma wzorca do nauki hihi

          jezyk polski jest trudnym jezykiem i gramatyka jest bardziej skomplikowana
          dlatego mysle ze pod wzgledem trudnosci jezykow najlepiej zaczac od
          trudniejszych,im dziecko starsze tym cwansze i leniwsze.Mieszkajac w kraju
          drugiego innego jezyka niebedzie chcialo sie uczyc polskiego chyba ze bedzie to
          dziecko bardzo ambitne smile
    • simonkapl Re: Mezowie obcojezyczni 26.03.10, 22:01
      Wylacznie po polsku, dzieci sa dwujezyczne.
    • magda_ewa Re: Mezowie obcojezyczni 27.03.10, 22:11
      Moj maz mowi po francusku, natomiast ja, kiedy tylko jestem sama z
      corka, to mowie do niej po polsku bo... po prostu naturalniej mi
      przychodzi mowienie do malego dziecka w moim wlasnym jezyku.Nie
      wyobrazam sobie mowienia do niej ciagle po francusku.I chce, zeby
      ona mowila po polsku w przyszlosci.
      Dzieci im mlodsze tym latwiej im przychodzi uczenie sie jezykow a
      dwujezycznosc to prawdziwy dar. Znam trzylatke, ktora porozumiewa
      sie w trzech jezykach: rodzice miedzy soba mowia po angielsku,
      ojciec mowi po niemiecku, a mieszkaja we francuskojezycznym kraju
      (dziewczynka chodzi do przedszkola)- ona z tym nie ma zadnego
      problemu.
      Wydaje mi sie, ze warto pielegnowac ojczysty jezyk we wlasnym domu.
      Nie wiem jak sie "przemoc", ale... jest tyle pieknych wyrazen w
      jezyku polskim. A moze polskie piosenki dla dzieci?
    • syswia Re: Mezowie obcojezyczni 10.04.10, 01:38
      Ja mowie do dziecka po polsku, jego tata w punjabi, dziadkowie -
      troche po angielsku, troche w punjabi. Z mezem rozmawiam po
      angielsku.
      Odkad urodzil sie syn ja mowie wiecej w punjabi, a moj maz duuuzo
      wiecej po polsku. Nam sie ten uklad bardzo podoba. Zwlaszcza mojemu
      mezowi - zawsze z duma podkresla, ze mowie do dziecka po polsku.

      Mieszkamy w Kanadzie. Zupelnie sie nie martwie o angielski. Slyszy
      go codziennie - w rozmowach miedzy nami, od dziadkow, w telewizji i
      od innych dzieciakow i ich mam (chodze na rozne zajecia, w ktorych
      uczestnicza lokalne mamy).

      Na codzien funkcjonowalam wylacznie po angielsku i troche dziwnie
      bylo mi sie przestawic na polski, ale po kilku miesiacach idzie jak
      z platka. Bardzo pomaga wsparcie meza i jego rodzicow oraz
      akceptacja i zrozumienie anglojezycznych znajomych.
      • bi_scotti Re: Mezowie obcojezyczni 10.04.10, 03:33
        W swiecie pelnym mieszanych malzenstw mieszkajacych w dziesiatkach
        krajow swiata zastanawiajace sa pary, ktore nie dbaja o utrzymanie
        swoich jezykow ojczystych u wlasnych dzieci. To takie wstecznie-
        staroswieckie podejscie. Czy tak trudno znalezc info na temat OPOL?
        Google najlepszym przyjacielem czlowieka wink kazdo-jezycznego!
        • byakhee Re: Mezowie obcojezyczni 11.04.10, 14:49
          Czy tak trudno znalezc info na temat OPOL?
          > Google najlepszym przyjacielem czlowieka wink kazdo-jezycznego!

          Ale co info pomoze?

          Ja juz odkrylam powod, dla ktorego dziwnie sie mi mowi do dziecka po
          polsku. TO po prostu juz nie moj jezyk! Stal sie dla mnie jezykiem
          drugim. Nawet jesli probuje mowic do dziecka po polsku najczesciej
          przydarza sie:
          A) w ktoryms momencie mechanicznie przelaczam sie na angielski,
          nawet nie wiek kiedy
          B) musze minutami zastanawiac sie "jak to slowo bylo po polsku"
          C) w ogole zatrzymuje sie w polowie zdania, bo chce urzyc zwrot,
          ktory w polskim po prostu nie istnieje

          Traktuje pisanie na tym forum jako swoistego rodzaju praktyke, ale
          czasem bardzo ciezko mi to idzie...
          • grazynanowa Re: Mezowie obcojezyczni 21.04.10, 17:37
            Byakhee czy moge zapytac jak dlugo mieszkasz poza Polska ? pytam, bo
            ja ponad 23 lata ,ale do dziecka mowie tylko i wylacznie po
            polsku,mala jest trzyjezyczna , mowi bez akcentu,uwazam ze kazda
            nauka jezyka,to wielki dar dla Twojego dziecka smile
            • aka10 Re: Mezowie obcojezyczni 21.04.10, 18:47
              O to samo chcialam zapytac, bo takie bledy ortograficzne robi np.moj
              kuzyn, ktory wyjechal z Polski w pierwszych latach podstawowki.
              Jesli zna sie tak slabo j.polski, to rzeczywiscie, nie dziwie sie,
              ze po angielsku latwiej.
              • grazynanowa Re: Mezowie obcojezyczni 21.04.10, 19:09
                Dla mnie niezrozumiale ,jak mozna zapomniec jezyk ojczysty ???
                pytanie dotyczy osob ,ktore wyjechaly z Polski jako osoby dorosle.
                • glasscraft Re: Mezowie obcojezyczni 21.04.10, 20:30
                  grazynanowa napisała:

                  > Dla mnie niezrozumiale ,jak mozna zapomniec jezyk ojczysty
                  ???
                  pytanie dotyczy osob ,ktore wyjechaly z Polski jako osoby dorosle.

                  Jezyka ojczystego - jak widac smile mozna zapomniec dosyc latwo.
                  • grazynanowa Re: Mezowie obcojezyczni 22.04.10, 08:47
                    Glasscraft jesli chodzi o''jezyk'',pisze na tureckiej klawiaturze sad
                    mi chodzilo o mowe ,nie o pisownie ,mowie po polsku bez
                    akcentu ,chociaz od 23 lat na codzien rozmawiam tylko i wylacznie
                    po niemiecku i dlatego nie pojmuje sad
                    • glasscraft Re: Mezowie obcojezyczni 22.04.10, 10:21
                      smile
                      • grazynanowa Re: Do glasscraft 22.04.10, 10:44
                        2:1 dla Ciebie smile
                        • grazynanowa Re: Do glasscraft 22.04.10, 10:48
                          Zalapalam smile
                          • glasscraft Re: Do glasscraft 22.04.10, 11:53
                            smile
                • aka10 Re: Mezowie obcojezyczni 21.04.10, 22:47
                  Dla mnie rowniez, Grazyna.Z bardzo dlugiego doswiadczenia wiem, ze
                  nie mozna.
                  • glasscraft Re: Mezowie obcojezyczni 21.04.10, 23:14
                    Tekst linka
                • byakhee Re: Mezowie obcojezyczni 25.04.10, 12:48
                  Nikt tu nie mowi o zapominaniu jezyka ojczystego; jedynie
                  o "zagrzebywaniu" go gdzies z tylu pamieci. Kiedys nazwalam dzbanek
                  sloikiem, bo za nic nie moglam sobie przypomniec co to jest (jar-
                  jug). To nie znaczy, ze juz nie pamietam slowa "dzbanek". Nadal
                  wiem, co to jest, ale w danej chwili nie bylo takiej sily, ktora by
                  ze mnie to slowo wyciagnela.
                  Ostatnio rodzina mnie odwiedzila i gralismy w karty (gram od 20
                  lat). Dame nazywalam Krolowa, bo tak jest po angielsku, nie
                  zajarzylam, czemu sie smieja, az mi matka nie przypomniala, ze to
                  przeciez jest Dama. sama raczej bym na to nie wpadla, mimo, ze karty
                  mam we krwi.
                  Po prostu nie jestem dwujezyczna i bardzo ciezko sie mi ;rzestawiac
                  pomiedy dwoma jezykami. Kiedy musze cos tlumaczyc pomiedzy partnerem
                  a rodzina, to najczesciej konczy sie tym, ze do niego mowie po
                  polsku, do nich po anglielsku i w ogole wiecej by zrozumieli bez
                  mojej "pomocy" big_grin
            • byakhee Re: Mezowie obcojezyczni 25.04.10, 12:19
              grazynanowa napisała:

              > Byakhee czy moge zapytac jak dlugo mieszkasz poza Polska ? pytam,
              bo
              > ja ponad 23 lata
              ja w porownaniu z Toba, to swierza emigrantka, bo dopiero 5 lat smile

              uwazam ze kazda
              > nauka jezyka,to wielki dar dla Twojego dziecka smile
              Oczywiscie; mam nadzieje, ze mala bedzie trzyjezyczna
          • wamika Re: Mezowie obcojezyczni 22.04.10, 13:01
            jezeli urodzialas sie w Polsce to polski zawsze bedzie Twoim
            pierwszym jezykiem.
            i nic tego nie zmieni.
            ja tez mysle po angielsku, albo po szwedzku co nie degreduje mojego
            jezyka ojczystego.

            kiedys mieszkalam w kraju anglojezycznym...poznalam dziewuszke 18
            letnia, ktora powiedziala, ze ona bidulka juz po polsku nie umiem
            czytac, bo zapomniala, bo jej jezyk ojczysty to teraz angielski.
            spytalam sie dziewuszki ile lat juz tutaj mieszka...odp: rok
            bez komentarza
            • bi_scotti Re: Mezowie obcojezyczni 23.04.10, 21:11
              Malo, ze tak naprawde zaponniec sie nie da, to na dodatek jest wiele
              udokumentowanych przypadkow ludzi z demencja, Alzhaimerem lub po
              wylewach, ktorzy na pewnym etapie sa w stanie porozumiewac sie
              WYLACZNIE w jezyku ojczystym chocby w kraju imigracji spedzili 50 i
              wiecej lat zycia poslugujac sie na codzien WYLACZNIE jezykiego tego
              nowego kraju. Mozg ludzki jest fascynujacy smile
              Mnie tez jest wielokrotnie (najczesciej?) latwiej wyrazac wiele
              mysli i pogladow po angielsku, co zreszta od czasu do czasu ktos tu
              na forum mi wypomina, gdy bezwiednie wtracam angielskie slowa,
              ktorych polskie odpowiedniki akurat nie przychodza mi do glowy, ALE
              gdy moje dzieci potrzebuja mnie najbardziej, gdy jest Im zle i
              parchato albo czuja sie w siodmym niebie (on the cloud nine wink ), to
              mnie sie utomatycznie wlacza polski. Bo jak splakanej nastolatce,
              ktora wlasnie rzucil pierwszy ukochany wyrazic wszystkie matczyne
              uczucia bez "misia, borsuczka, kuleczki, pieszczoszka" i calej
              reszty arsenalu zdrobnien i czulosci, ktore mam dla mojej trojki?
              Zadne tam "tigers, bunnies, honey, precious" nie obejma dziecka tak
              jak to, co ja sama dostalam od moich rodzicow i nosze w ciemnych
              zakamarkach pamieci na chwile gdy tych okruchow potrzebuja moje
              dzieci.
              Jezyk to przeciez nie tylko same dzwieki i slowa ale przede
              wszystkim uczucia, atmosfera, nastroje, konktacje, wspomnienia...
              ktore ze soba niosa! I dlatego nawet jesli angielski jest
              wygodniejszym narzedziem komunikacji, to wciaz dla mnie osobiscie
              pozostaje (i bedzie zawsze) ubozszy o te poklady polskiego, ktore we
              mnie powstaly w "zamierzchlej" przeszlosci smile
            • byakhee Re: Mezowie obcojezyczni 25.04.10, 12:23
              wamika napisała:

              > jezeli urodzialas sie w Polsce to polski zawsze bedzie Twoim
              > pierwszym jezykiem.
              > i nic tego nie zmieni.
              > ja tez mysle po angielsku, albo po szwedzku co nie degreduje
              mojego
              > jezyka ojczystego.

              I na prawde nie masz problemow z niepamietaniem slow, lub uzywaniem
              zlych? Ja oczywiscie nie mowie, ze nie potrafie sklecic zdania, ale
              jedno slowo tu, jedno slowo tam.
          • landora Re: Mezowie obcojezyczni 08.06.10, 23:58
            Wiesz, spotkałam kiedyś w Londynie Polaka, który walczył w bitwie o Anglię i
            potem już nie mógł wrócić do powojennej Polski. Mówił przepięknie po polsku. Na
            pewno był tam dużo dłużej, niż Ty. Jak można zapomnieć ojczystego języka? Wstyd!
        • simonkapl biscotti-podpisuje sie pod toba :) 06.05.10, 00:14

    • magdziol18 Re: Mezowie obcojezyczni 25.04.10, 16:44

      nie masz zadnych znajomych Polakow????

      Zosia 20.XI.2005
      Ania 22.XI.2008
      • elen-80 Re: Mezowie obcojezyczni 25.04.10, 17:33
        wg mnie to robisz krzywde swojemu dziecku.przeczytalam ze nie
        mowienie do dziecka w jezyku ojczystym to tak jakby uczenie go ze
        powinno sie wstydzic swoich korzeni.tym samym rosnie czlowiek
        niepewny siebie. moj maz jest wlochem. on i wszyscy jego krewni
        mowia do dziecka po wlosku, dziadek w tutejszym dialekcie, a ja po
        polsku.dziecko mowi swietnie w obu jezykach i w dialekcie.
        a tak szczeze mowiac to glupoty wygadujesz.ja tez nie snie po polsku
        i czasami brakuje mi slow po polsku,ale wlasnie to jest swietny
        trening, zeby nie zapominac.bo pewnie ze nie mozna zapomniec jezyka
        ojczysego bedac doroslym, ale moze doprowadzic do tego, ze bardzo
        zubozeje.pewnie zdajesz sobie sprawe ze nigdy nie bedziesz mowic w
        100 procentach jak prawdziwy anglik! co chcesz przekazac swojemu
        dziecku?jezyk ubogi, z bledami...a bedzie to zawsze jezyk,ktory zna
        najlepij. szceze mowiac, masz mo0zliwosc dac twojemu dziecku o wiele
        wiecej niz inne mamy (2 jezyki ojczyste) a tymczasem dajesz mu mniej
        niz inni...
      • byakhee Re: Mezowie obcojezyczni 25.04.10, 18:36
        Nie.
    • sunvillfloyd Re: Mezowie obcojezyczni 26.04.10, 18:10
      U nas mowi sie glownie po angielsku, jak jestem sama z dziecmi mowie
      po polsku
    • boo-boo Re: Mezowie obcojezyczni 29.04.10, 21:42
      Tylko po polsku do dziecka mowie.
    • byakhee Do mam mowiacych "wylacznie" po polsku 02.05.10, 09:42
      Ale jesli mieszkacie za granica, to nie czytacie dzieciom ksiazek w
      tym jezyku? (o ile wasze dzieci sa w odpowiednim wieku)
      • bi_scotti Re: Do mam mowiacych "wylacznie" po polsku 02.05.10, 15:19
        Nie. Nigdy nie czytalam dzieciom ksiazek ani po angielsku, ani po francusku, ani
        po hiszpansku (jezyki znane przez moje dzieci). Po co? Lektury szkolne czytali
        sobie sami, poki byli mali czytalam wylacznie po polsku jak rowniez wylacznie po
        polsku spiewalam piosenki, opowiadalam bajki. W imie czego mialabym czytac
        dzieciom po angielsku czy francusku?
        • byakhee Re: Do mam mowiacych "wylacznie" po polsku 02.05.10, 17:05
          bi_scotti napisała:
          W imie czego mialabym czytac
          > dzieciom po angielsku czy francusku?

          A czemu to musi byc w imie czegos. Nakupowalismy malej pelno
          ksiazek, oczywiscie wszystkie po angielsku, bo nie ma w ksiegarniach
          innych jezykow. Duh!
          Jestem rowniez w klubie ksiazkowym online dla dzieci i tam rowniez,
          o zgrozo, maja ksiazki po angielsku.
          To czemu mam ich nie czytac? Oboje z ojcem mamy odmowic czytania po
          angielsku, bo bedziemy czytac tylko i wylacznie w ojczystych
          jezykach?
          • bi_scotti Re: Do mam mowiacych "wylacznie" po polsku 02.05.10, 17:34
            Easy - robisz, na co masz ochote. Zapytalas o zdanie, dostalas odpowiedz. I tak,
            ja uwazam (i nie tylko ja, bo tak uwazaja wlasciwie wszyscy wspolczesni
            pedagodzy zajmujacy sie dziecmi z malzenstw mieszanych), ze poslugiwanie sie
            przez rodzicow ich jezykami pierwszymi jest wyraznym benefitem dla dziecka i ze
            np. czytanie w jezyku ojczystym przyspiesza i ulatwia dzieciom czytanie i
            pisanie w jezyku kraju, w ktorym mieszkaja. Gdzies tu jest forum o
            wielojezycznosci, tam spotkasz ludzi, ktorzy Ci zacytuja wszelkie mozliwe linki
            i artykuly w tym temacie.
            Zawodowo pracuje w szkolach i mam do czynienia rowniez z dziecmi i mlodzieza
            imigrancka - prawidlowosc jest prosta: rodzice kladacy nacisk na utrzymanie i
            rozwoj pierwszego jezyka maja bez porownania mniej i rzadsze problemy
            akademickie i wychowawcze u swoich dzieci niz ci, ktorzy (czesto za wszelka
            cene) probuja ten pierwszy jezyk z domu wyeliminowac. Dlatego np. gdy newcomers
            sa przyjmowani do naszych szkol, standartem jest "uswiadamiajaca" rozmowa z
            rodzicami kladaca nacisk na koniecznosc utrzymywania pierwszego jezyka, czytania
            i pisania w nim itd.
            Ja wiem, ze zycie bywa wymagajace - malo czasu, malo czasu z dziecmi, czasem
            trudno sie zmobilizowac zeby byc w 100% konsekwentnym lingwistycznie ale kto
            powiedzial, ze bedzie latwo? wink Jak wspomnialam wczesniej jezyk to nie tylko
            jezyk - jezyk to cala sfera emocjonalna, sentymentalna, przynaleznosciowa,
            muzyczna, kwestia wrazliwosci, ciekawosci, otwarcia na kulture i tysiace innyych
            detali, ktore dziecku mozna podarowac jakby mimochodem albo zwyczajnie nie
            podarowac.
            Czytanie dziecku po angielsku czy po mandarynsku, czy w jakimkolwiek innym
            jezyku jest wyborem. Sprowadzenie polskich ksiazeczek dla dzieci jest w
            dzisiejszych czasach problemem zerowym - jesli sie chce, to sie je ma i z nich
            korzysta. Ksiazeczki po angielsku czy w jakim tam jezyku dziecko pojdzie do
            szkoly, i tak dziecko cztac bedzie, ale ksiazeczki po polsku moze poznac
            WYLACZNIE dzieki rodzicom. Dlatego pytam: w imie czego czytac w domu ksiazeczki
            po angielsku? Bo czytanie po polsku jest jak najbardziej uzasadnione - dla
            wspomnianego wyzej dobra wlasnego dziecka smile Dodam jeszcze, ze sami sobie nie
            zdajemy sprawy jak bardzo nasze dzieci sa otoczone, bombardowane jezykiem kraju,
            w ktorym zyjemy - naprawde nie jest im potrzebny dodatkowy zastrzyk tego jezyka
            jeszcze w domu.
            Szczerze mowiac jestem zaskoczona, ze mlode matki maja takie staroswieckie
            poglady. To w latach 60-70tych (jeszcze w niektorych miejscach i nieco pozniej)
            pokutowalo przekonanie, ze dzieci z rodzin dwu-lub-wiecej-jezycznych maja
            trudniej w szkole i inne tego typu poglady. Szczesliwie minely lata i pojawily
            sie obiektywne badania, obserwacje, statystyki, ktore kompletnie zaprzeczaja
            tamtym pogladom wiec jesli chce sie korzystac z wiedzy publicznie dostepnej, to
            pierwszym krokiem musi byc obudzenie w sobie szacunku dla tego pierwszego
            jezyka, ktory jest bogactwem jakie mozemy dac naszemu dziecku. A skoro mozemy,
            to czemu tego nie zrobic?
            • byakhee Re: Do mam mowiacych "wylacznie" po polsku 02.05.10, 18:29
              bi_scotti napisała:

              Dodam jeszcze, ze sami sobie nie
              > zdajemy sprawy jak bardzo nasze dzieci sa otoczone, bombardowane
              jezykiem kraju
              > ,
              > w ktorym zyjemy - naprawde nie jest im potrzebny dodatkowy
              zastrzyk tego jezyka
              > jeszcze w domu.

              To jak rodzice maja sie ze soba porozumiewac? Na migi?

              > Szczerze mowiac jestem zaskoczona, ze mlode matki maja takie
              staroswieckie
              > poglady.

              Ale jakie poglady? Ze moge czytac i uczyc mala wierszykow po
              angielsku? Nie widze problemu. Wole, zeby mala poszla do szkolu juz
              imiejac czytac po angielsku i zeby byla do przodu z lekturami i
              nauka, a nie do tylu, to chyba tez normalne?
              Co mi przeszkadza czytanie i po angielsku i po polsku. Mala ma juz
              ksiazki do nauki slow po polsku, ale na to jeszcze czas, chwilowo
              czytamy wierszyki, a te mamy po angielsku. I dzieki temu czytanie
              wierszykow moze byc rodzinnym zajeciem, a nie tylko mama-dziecko,
              tata-dziecko.

              . A skoro mozemy,
              > to czemu tego nie zrobic?

              Jakbys przeczytala moj oryginalny post, to bys wiedziala, ze staram
              sie mowic do dziecka po polsku jak najwiecej.
              • bi_scotti Re: Do mam mowiacych "wylacznie" po polsku 02.05.10, 20:50
                byakhee napisała:

                > Jakbys przeczytala moj oryginalny post, to bys wiedziala, ze
                staram
                > sie mowic do dziecka po polsku jak najwiecej.

                Przeczytalam Twoj post smile I odpowiem Ci tak jak mowil pewien
                rehabilitant mojemu synowi przez lata. Moj sredni syn urodzil sie z
                calym kompleksem wad, jest czesciowo niepelnosprawny i cale zycie
                ciezko pracuje na to by to byla wlasnie tylko czesc. Gdy mial jakies
                4-5 lat wsciekal sie strasznie gdy rehabilitant Mu mowil zeby jakies
                cwiczenie zrobil dokladniej, bo inaczej nic z tego nie bedzie. Mlody
                sie ciskal i krzyczal "but I'm trying!" (przeciez probuje!), na co
                zawsze slyszal "don't try, just do it!" (nie probuj, po prostu to
                zrob!). To brzmi prosto i naiwnie ale faktem jest, ze to jest taki
                troche wewnetrzny "excuse" dla wielu z nas - owo "probowanie" - ja
                tez w tym momencie "probuje" pisac po polsku a jednak wtracam slowa
                angielskie - zamiast probowac, musze po prostu zaczac pisac! Lekarzu
                lecz sie sam wink
                • byakhee Re: Do mam mowiacych "wylacznie" po polsku 02.05.10, 22:28
                  "don't try, just do it!"
                  Widze, ze rehabilitant byl fanem Yody smile

                  Masz racje oczywiscie. Ale np. inaczej jest z pisaniem, gdzie mozesz
                  poczekac, pomyslec, przestawic zdanie jak trzeba. Co innego jak
                  mowie do dziecka, a sie zatrzymuje w polowie zdania i nie wiem co
                  dalej powiedziec smile oczywiscie z praktyka wroci mi latwosc mowienia,
                  ale czuje sie glupio. Ktostam wspomnial o przekazywaniu dziecku
                  jezyka z wadami - nie chce przekazac oryginalnego jezyka z wadami
                  przeciez smile

                  Co do czasow "zamieszchlych". Pracowalam kiedys z trojka, po 40
                  kazdy. Dwoch z polskimi rodzicami - mowili po polsku, nie jakos
                  super, ale mozna spokojnie sie do gadac; jedna z ukrainskim tata -
                  ona nie mowila po unkrainsku ani slowa. Zawsze wdawalo sie mi to
                  przykre i jaknajbbardziej nie chce, zeby moje dziecko tak wyroslo.
            • kafeterianka Re: Do mam mowiacych "wylacznie" po polsku 02.05.10, 18:48
              bi_scotti napisała:

              > Sprowadzenie polskich ksiazeczek dla dzieci jest w
              > dzisiejszych czasach problemem zerowym -

              Wlasnie, w dzisiejszych czasach. 20 i wiecej lat temu, sprowadzanie takowych
              bylo niemozliwe, internetu tez nie mielismy, aby licytowac na merlinie. Jezdzilo
              sie rzadko, bo to byl kosztowny interes, poczynajac od wyrobienia paszportu
              poprzez wysoko wyceniona wize w polskiej ambasadzie, do wykupywania idiotycznych
              sum zlotówek "na utrzymanie sie w Polsce". A rodzina w Polsce nie kwapila sie z
              prezentami w formie ksiazeczek w paczuszkach uncertain
              • jan.kran Re: Do mam mowiacych "wylacznie" po polsku 02.05.10, 19:08
                Bi scotti dziekuję za mądry postsmile))
                Jestem współmoderatorką forum o wielojęzyczności , bardzo chętnie bym Cię tam
                widziała.
                Zglaszają się tam rodzice majacy bardzo różne konstelacje jezykowe , pytąjacy
                radzący , wspierający się nawzajem.
                Jedna rodzina pięciojezyczna , sporo z czterem i trzema językami ,
                dwujęzyczność to norma i żadna sensacja.
                pozdrawiam .
                Ula

              • jan.kran Re: Do mam mowiacych "wylacznie" po polsku 02.05.10, 19:38

                > Wlasnie, w dzisiejszych czasach. 20 i wiecej lat temu, sprowadzanie takowych
                > bylo niemozliwe, internetu tez nie mielismy, aby licytowac na merlinie. Jezdzil
                > o
                > sie rzadko, bo to byl kosztowny interes, poczynajac od wyrobienia paszportu
                > poprzez wysoko wyceniona wize w polskiej ambasadzie, do wykupywania idiotycznyc
                > h
                > sum zlotówek "na utrzymanie sie w Polsce". A rodzina w Polsce nie kwapila sie z
                > prezentami w formie ksiazeczek w paczuszkach uncertain

                -------------> Wyjechalam z PL w 1983 roku a kraj mogłam odwiedzić dopiero po
                siedmiu latach w 1990 roku.

                Moje dzieci urodziły się w DE w 1986 i 1989.
                Kiedy się urodziły miałam świadomość że może nigdy nie będę mogła pojechać do
                Polski albo po wielu latach.
                Ale od pierwszego dnia mówiłam do Nich wyłącznie po polsku.
                Odwiedziły po raz pierwszy Polskę w mając lat 4,5 i rok.

                Mój ex jest Polakiem ale z racji zawodu w zasadzie nie wychowywał dzieci , w
                domu bywał rzadko i wtedy pisał doktorat albo przygotowywał się do
                specjalizacji więc ja byłam jedynym źródłem języka.
                Otoczenie 100 % niemieckie.
                Moje dzieci mówią piszą i czytają po polsku , w życiu Im książki w innym jezyku
                niż polski nie przeczytałam.
                Do dziś mamy sporo polskich książek dla dzieci bo moje wnuki podobno mają
                mówic po polsku , niezależnie z kim moja młodziez się zwiążetongue_outPP
                Tak dzieci moje planująsmile)

                Moja rodzina która nas regularnie odwiedzała przywoziła wiele książek :
                klasykę literatury polskiej i obcej.
                Na początku byl Tuwim i Brzechwa, potem Pan Tadeusz, Muminki, Mikołajek , bajki
                Disneya , Andersen, Musierowicz, Lem.

                Wszystko po polsku i przywiezione z Polski ponad 20 lat temu...
                Rodzina spełniała każdą moją prośbę i sami zawsze przywozili jako główny
                prezent książki z tym że u mnie w domu wszyscy czytają bez przerwy i książki to
                podstawa.

                Nie było polskiej TV , netu , telefony do PL to byla klęska żywiołowa.
                Paszport i wiza też wymagały wysiłku.
                Mówię o czasie sprzed 1989 roku.

                Dzieci dostawały też wiele kaset magnetofonowych , bardzo pomagały w nauce
                polskiego.
                Na dziś mimo że nigdy nie mieszkały w PL znają kabaret Dudek , Tey , uwielbiaja
                Kabaret Starszych Panów , znają polski jazz i rok.
                Historię i literaturę Polski też nieźle, wspólczesną też.
                Ale ja włożylam w to energię i wysilek.
                O kiedy jeździliśmy do Polski to każde wakacje były atrakcją.
                Muzea, koncerty , knajpy , kino , Rodzina , przyjaciele.
                I dla wszystkich było oczywiste że dzieci mówią po polsku.
                A one były zadowolone że wszyscy dookoła się cieszą że one umieją po polsku.
                Nie zmuszam i nie namawiam nikogo do nauki dzieci języka polskiego.
                Wychowanie wielojęzyczne to ogromna , ciężka , codzienna , żmudna , wieloletnia
                praca.
                Ale kiedy dzieci są dorosłe , wielojęzyczne i wielokulturowe to wtedy
                satysfakcja jest nie do opisaniasmile))
                Poza tym z każdym kolejnym językiem perspektywa Im sie poszerza.
                Znaja cztery języki , kazdy z innej grupy językowej i dzięki temu stykając sie
                z np.rosyjskim , holenderskim czy szwedzkim nawet nie ucząc się ich coś tam
                zrozumieją i widzą jak te języki funkcjonują.
                Kran.

                • kafeterianka Re: Do mam mowiacych "wylacznie" po polsku 03.05.10, 19:50
                  Jan.kran,

                  ja tez pisalam o czasach sprzed 1989. Niestety nie mialam i nie mam w Polsce
                  tak bliskiej rodziny, abym mogla wysylac im dzieci badz goscic sie u kogos,
                  wychodzac stamtad do kabaretu Starszych panów, których tak na marginesie znam
                  jedynie jako pojecie.
                  Logiczna koleja rzeczy, z Polski nikt mnie nie odwiedzal, po prostu nie mial
                  kto. I dlatego nie bylo prezentów, kaset, bajek, itp.
                  Nie kazdy ma tak samo, jak inni, jak ty.
                  • magdziol18 Re: Do mam mowiacych "wylacznie" po polsku 04.05.10, 00:53

                    a dlaczego nie masz znajomych Polakow? od tego bym zaczela -
                    spotkala sie z Polakami, z ktorymi mozna pogadac
                    ja czytam glownie po polsku, czasami po ang ale rzadko,moja corka
                    mowi pieknie po pol i a

                    Zosia 20.XI.2005
                    Ania 22.XI.2008
                    • byakhee Re: magdziol18 04.05.10, 09:58
                      Poniewaz dlatego wyjechalam z Polski, by zaznajomic sie z
                      tybulcami, ludzmi z innych krajow. Mam polskich znajomych w Polsce i
                      to mi wystarczy.
                      Rowniez czytam tylko po angielsku, chyba, ze akurat rodzina
                      przywiezie mi jakas ciekawa ksiazke po polsku. To pomaga mi rozwijac
                      jezyk angielski, poznawac nowe slowa, mowic poprawnie.

                      Nie rozumiem Polakow, ktorzy wyjazdzaja, a potem poruszaja sie w
                      kregach Polonii, pracuja z Polakami, mowia po polsku, maja polska
                      telewizje, czytaja polskie gazety, kupuja w polskich sklepach i
                      ciagle wspominaja jaka ta Polska jest fajna, a Ci z *** (wstaw
                      odpowiedni kraj) sa tacy i smiacy, i w ogole szkoda dla nich czasu.
                      To po co wyjezdzali? W/g mnie jesli sie wyjezdza, to trzeba sie
                      integrowac!
                      Nie mowie, ze wszyscy sa tacy, czy nawet wiekszosc, ale niestety
                      widac ich naokolo.
                    • kafeterianka Re: Do mam mowiacych "wylacznie" po polsku 04.05.10, 15:10
                      magdziol18 napisała:

                      >
                      > a dlaczego nie masz znajomych Polakow? od tego bym zaczela -
                      > spotkala sie z Polakami, z ktorymi mozna pogadac
                      >

                      Dobre pytanie, odpowiedz moja: mieszkam w srodowisku tubylczym, Polaków u nas na
                      lekarstwo- w sumie ze mna jeszcze 2 rodziny z Polski, wiekiem nie podpasowali mi
                      juz 20 lat temu, po prostu nie to pokolenie, nie ma wspólnego tematu.
                      Mówie perfekcyjnie w jezyku tubylczym, nie jestem zdana na pogadanie sobie po
                      polsku tylko po to aby sie "wygadac od serca". Pozatym w niektórych tematach,
                      latwiej mi wyrazic pewne uczucia wlasnie w tubylczym jezyku, bo w nim wrastalam
                      w pewne uczucia- nie po polsku, ze tak to wyraze.
                      Pozatym... chodze od ponad 2 dziesiecioleci do pracy, nigdy nie siedzialam w
                      domu, oprócz paru tygodni urlopu macierzynskiego, tam nawiazuje znajomosci,
                      przyjaznie, czasami przychodze na tyle zmeczona, ze nie mam juz ochoty udawac
                      sie na poszukiwanie Polaków- czy to jest naprawde niezrozumiale?
                      A rodzina- jak juz pisalam- w Polsce mam prawie nikogo, pare starych
                      ciociobabciów z jednej strony, to wszystko.
                  • jan.kran Re: Do mam mowiacych "wylacznie" po polsku 04.05.10, 09:13
                    Kafeterianko , ja Ci napiszę więcejsmile
                    Poznałam kilkoro dzieci powojennej polskiej emigracji których rodzice z racji
                    współpracy z RWE lub paryską Kulturą mieli absolutny szlaban na kontakty z
                    komunistyczną Polską.
                    Dzieci urodzone i wychowane za granicą , wielojęzyczne i wielokulturowe
                    zarazem mówiące idealnie po polsku, piękną literacką polszczyzną.

                    Jak się chce i ma motywację można wszystko ...
                    I nikt mnie nie przekona że można zapomnieć polskiego kiedykolwiek.
                    Po prostu to jest lenistwo i wygoda.
                    Ja i moi znajomi mieszkamy blisko 30 lat poza PL i mówimy i piszemy po polsku
                    bdb mimo mieszkania od wielu lat poza krajem i przebywania w środowisku
                    obcojęzycznym.

                    Przypoina mi sie Joanna Pacuła która po kilku latach w na emigracji przyjechała
                    do PL i miała problemy zmówieniem po polsku ...
                    Oraz ostatni wywiad z Alicją Bachledą która używa slowa flexible bo Jej
                    polskiego słowa brakuje...
                    Żenada i tyle.

                    Kran

                    • byakhee Jan.kran 04.05.10, 10:03
                      Dlaczego zalezalo Ci by nauczyc dzieci polskiego?

                      Dla mnie motywacje sa dwie:
                      1) by potrafila rozmawiac z rodzina
                      2) uwazam, ze naturalna wielojezycznosc, to duzy plus w pozniejszy,m
                      zyciu
                      i to wszystko.

                      Nie czuje sie emocjonalnie zwiazana z jezykiem polskim.
                      • jan.kran Re: Jan.kran 04.05.10, 11:21
                        byakhee napisała:

                        > Dlaczego zalezalo Ci by nauczyc dzieci polskiego?
                        >
                        > Dla mnie motywacje sa dwie:
                        > 1) by potrafila rozmawiac z rodzina
                        > 2) uwazam, ze naturalna wielojezycznosc, to duzy plus w pozniejszy,m
                        > zyciu
                        > i to wszystko.
                        >
                        > Nie czuje sie emocjonalnie zwiazana z jezykiem polskim.

                        *** W zasadzie na dziś jak sie skupię to mogę moje emocje i uczucia oddać w
                        trzech językach oprócz polskiego i to robię.
                        Natomiast moje dzieci mają polskie i ukraińskie korzenie choć Ich podstawowym
                        językiem i tym który jest Im najbliższy jest niemiecki.
                        I to jest dla Nich istotne.
                        Świadomość funkcjonowania w wielu językach i kulturach.

                        Ja się czuję bardzo emocjonalnie związana z językiem polskim i Polską.
                        Moje dzieci też.
                        Naturalna wielojęzyczność jest nieocenionym darem , nigdy nie będę umiała tak
                        dokładnie prztłumaczyć z języka na język jak moje dzieci choć znam polski
                        lepiej niż onesmile
                        Najlepsi tłumacze kabinowi to osoby wielojęzyczne...
                        Moje dzieci działają jak automat , jeden język im wchodzi jednym uchem a
                        wychodzi doskonale drugim.
                        Język to nie tylko gramatyka i słówka ale emocje i znajomość realiów danego kraju.

                        Moje dzieci same wybrały polski , choć nie jest Im łatwo.
                        Ale to co Im oferuje Polska jest nieocenione , Rodzina na czele oczywiście ale
                        też znajomość polskich realiów.
                        Przez wiele lat ostro pracowałam nad Ich polskim językiem ale dziś One same
                        chcą i mówią po polsku.

                        Oboje korzystają w swoim wyksztalceniu ze znajomości języka i historii i
                        kultury Polski.
                        A poza tym kiedy widzą jaka jestem zadowolona kiedy mowią po polsku i rozumieją
                        mój świat staraja się jeszcze bardziej.
                        Podobnie ja staram się wchodzić w Ich norweskie i niemieckie spektrumsmile




                        • glasscraft Re: Jan.kran 04.05.10, 13:44
                          jan.kran napisała:

                          > Język to nie tylko gramatyka i słówka ale emocje i znajomość
                          realiów danego kraju.


                          ... ktora to znajomosc dziecko nabywa - naturalnie - po tygodniowym
                          pobycie u polskich dziadkow raz na kilka lat...
                          • kafeterianka Re: Jan.kran 04.05.10, 15:15
                            glasscraft napisała:

                            > jan.kran napisała:
                            >
                            > > Język to nie tylko gramatyka i słówka ale emocje i znajomość
                            > realiów danego kraju.

                            >
                            > ... ktora to znajomosc dziecko nabywa - naturalnie - po tygodniowym
                            > pobycie u polskich dziadkow raz na kilka lat...


                            Ja nie znam wcale realii polskiego zycia- bo mi ta znajomosc w sumie do niczego
                            niepotrzebna jest.
                            Zyje w kraju, tu sie znam na zyciu, nic mnie nie zaskakuje, i to sie liczy,
                            przynajmniej w moim osobisto- zawodowo- politycznym zyciu.
                            Acha, nie przeliczam tez zlotówek na euro i odwrotnie.
                            Zeby bylo ciekawiej, nie posiadam ani jednego ciuszka czy pary butów nabytych w
                            Polsce.
                            Jestem przez to jakims dziwoloagiem? big_grin
                          • jan.kran Re: Jan.kran 04.05.10, 16:21
                            glasscraft napisała:

                            > jan.kran napisała:
                            >
                            > > Język to nie tylko gramatyka i słówka ale emocje i znajomość
                            > realiów danego kraju.

                            >
                            > ... ktora to znajomosc dziecko nabywa - naturalnie - po tygodniowym
                            > pobycie u polskich dziadkow raz na kilka lat...


                            -----------> Podaruj sobie złośliwość.
                            Skąd wiesz o tym jak często moja mlodzież bywa w PL ?
                            Muszę iść do pracy i nie mogę rozwinąć ale zapewniam Cie że moje dzieci były
                            częściej w PL niż tydzień raz na kilka lat, o wiele wiele więcejsmile)))
                            • byakhee Re: Jan.kran 04.05.10, 16:35
                              jan.kran napisała:

                              > glasscraft napisała:
                              >
                              > > jan.kran napisała:
                              > >
                              > > > Język to nie tylko gramatyka i słówka ale emocje i
                              znajomość
                              > > realiów danego kraju.

                              > >
                              > > ... ktora to znajomosc dziecko nabywa - naturalnie - po
                              tygodniowym
                              > > pobycie u polskich dziadkow raz na kilka lat...
                              >
                              >
                              > -----------> Podaruj sobie złośliwość.
                              > Skąd wiesz o tym jak często moja mlodzież bywa w PL ?
                              > Muszę iść do pracy i nie mogę rozwinąć ale zapewniam Cie że moje
                              dzieci były
                              > częściej w PL niż tydzień raz na kilka lat, o wiele wiele
                              więcejsmile)))

                              Nie wydaje sie mi, zeby to byla specjalna zlosliwosc, raczej realia.
                              Kilka tygodni urlopu w roku. Jeden trzeba spedzic u jednej rodziny,
                              czyli w jednym kraju; kolejny u drugiej, w innym. Potem oczywiscie
                              spedzic jakies wakacje osobno, pojechac gdzies, gdzie dzieci chca.
                              Bo nie powiesz mi, ze male dzieci chca spedzic wakacje z rodzina.
                              Chyba jednak wola pojechac do Disneylandu smile
                              Wiec tydzien, w Polsce co rok moze jak dobrze pojdze.
                            • glasscraft Re: Jan.kran 04.05.10, 16:39
                              Twoje stwierdzenie bylo generalne na temat jezyka a nie jezyka
                              Twojej mlodziezy.
                              Nie interesuje mnie, jak czesto Twoje dzieci bywaly i bywaja w
                              Polsce. Nie wszystkie dzieci rodzicow "mieszanych" jezykowo bywaja w
                              Polsce czesto i na dlugo - z roznych powodow, niekoniecznie lenistwa
                              rodzicow. Z tej i innych dyskucji wynika, ze Twoim zdaniem caly
                              swiat dziala na zasadach wymyslonych przez jan.kran & Co. Zapewniam
                              Cie, ze nie dziala. I jak zwykle dorabiasz teorie do
                              rzeczywistosci...
                              • bi_scotti To "cos" 04.05.10, 17:20
                                Emocje to ja np. mam w stosunku do kazdego z 4 jezykow, ktorymi
                                wladam. I mam tez emocje w stosunku do krajow, w ktorych tymi
                                jezykami sie mowi, ludzi/nacji z tych roznych krajow, ich kultur,
                                tradycji, historii. Dotyczy to tez, oczywiscie, Polski i polskiego
                                wiec nie bardzo moge sobie wyobrazic poslugiwanie sie jakimkolwiek
                                jezykiem "bez emocji".
                                Kazda z nas jest tu z powodu tego jakiegos "czegos", ktore nas
                                jednak do polskiego pisma, na polskie forum ciagnie. I nie ma sie co
                                tak tego "czegos" wypierac. Nie wiem w jakim wieku sa dzieci osob tu
                                piszacych. Ja mam troje w przedziale 26-19, zadne sie nie urodzilo w
                                Polsce, wszystkie mowia biegle po polsku i w paru innych jezykach
                                tez. To byla (i wciaz bywa) ciezka praca nas rodzicow. Zachecanie,
                                wspieranie, wymaganie, egzekwowanie poslugiwania sie wiecej niz
                                jezykiem swiata wokol nas. Ale uznalismy, ze jest to czesc
                                wychowania jakie chcemy w nasze dzieci wlozyc. I to jest zapewne
                                to "cos", o czym tu sie toczy rozmowa - decyzja rodzicow.
                                Oczywiscie, nikt nie musi nauczyc swojego dziecka 2,3,4 jezyka tak
                                jak nikt nie musi nauczyc dziecka gotowac, jezdzic na rowerze,
                                mowic "prosze" i "dziekuje", myc podloge, prowadzic samochod ... To
                                sa kolejne decyzje, ktore czesto podejmujemy bez zastanowienia, a
                                czesto klocimy sie o nie latami smile Z mojego punktu widzenia, nie
                                uczenie dzieci jezyka rodzicow jest lenistwem, pojsciem na latwizne
                                i ewidentna krzywda dla dziecka tak jak nie nauczenie dziecka mycia
                                zebow, wiazania butow, przyszywania guzikow - calej masy
                                umiejetnosci, bez ktorych swobodnie mozna zyc. Ale wedlug mnie
                                ustalanie sobie planu minimum jest nie fair wobec dziecka i swiadczy
                                w sumie o ograniczonej wyobrazni rodzicow. Kazdy, oczywiscie, ma do
                                tego prawo tylko jak wskazuje zycie, z wielu praw zwyczajnie nie
                                warto korzystac! Dodam, ze ja ogolnie oczekuje, ze moje dzieci beda
                                lepiej wyksztalcone, lepiej przygotowane do zycia, bogatsze o wiecej
                                umiejetnosci niz bylam i jestem ja. Mam szczescie, ze moje dzieci sa
                                inteligentne (w miare wink ) i ze intelektualnie dla calej trojki "sky
                                is the limit" wiec nie widze powodu zeby nie mialy posiasc
                                umiejetnosci poslugiwania sie co najmniej tyloma jezykami, co ja -
                                skoro ja moge czterema, to dlaczego moje madre, inteligentne,
                                blyskotliwe (i dosc pewne siebie wink )dzieci mialyby znac mniej?
                                Lingwistyka nie jest moim zawodem, znajomosc jezykow, jak
                                umiejetnosc radzenia sobie z samochodem czy komputerem, to te
                                dodatkowe mozliwosci swobodniejszego/bezpieczniejszego
                                funkcjonowania w swiecie.
                                A tu cos z mojego wlasngo otoczenia:
                                moja najlepsza przyjaciolka przyjechala do Kanady z Azorow gdy miala
                                niecale 2 latka; Jej matka wdowa zadbala o to by dzieci poslugiowaly
                                sie biegle portugalskim choc pracowala calymi dniami i w weekendy a
                                mieszkali w okolicy wybitnie wloskiej, gdzie ludzi mowiacych po
                                portugalsku bylo jak na lekarstwo. Moja przyjaciolka, inzynier
                                chemik z zawodu, wlasnie opublikowala piekny zbior wierszy po
                                portugalsku i angielsku. Jak sie domyslacie, zadedykowala je swojej
                                mamie smile Aha, na Azorach byla po raz pierwszy chyba 2 lata temu gdy
                                Jej wlasny syn skonczyl 8 klase i to byl prezent na graduation. I
                                dla mnie to jest inspiracja, bo wrazliwosc, postrzeganie swiata,
                                komunikacja z ludzmi i wszystkie te tzw. "soft skills", ktore kwitna
                                w mojej przyjaciolce sa prosta konsekwencja wczesnego uwrazliwienia
                                na dodatkowy jezyk, poczucia, ze swiat jest wielowarstwowy, ze warto
                                wlozyc wysilek w ksztaltowanie i kultywowanie tych kolejnych warstw
                                w swoim wlasnym zyciu. Ta super-ciezko-i-samotnie pracujaca mama
                                dala swoim dzieciom taki "wiekszy kawalek swiata", wiec skoro Ona
                                mogla, to dlaczegoz nie moglabym ja?
                                • byakhee Re: To "cos" 04.05.10, 19:56
                                  bi_scotti napisała:


                                  > Kazda z nas jest tu z powodu tego jakiegos "czegos", ktore nas
                                  > jednak do polskiego pisma, na polskie forum ciagnie. I nie ma sie
                                  co
                                  > tak tego "czegos" wypierac.

                                  Jedna z przyczyn, dla ktorych nie pisze na anglojezycznych forach,
                                  jest tym samym powodem, dla ktorego my (rodzice) chcemy przekazac
                                  corce "porzadny" angielski, a nie taki jak jest popularny teraz
                                  wsrod mlodziezy. Te wszytstkie "o'right mate" "r u l8?" "whatever" -
                                  mieszkajacy w UK wiedza o co mi chodzi.

                                  Ostatnio spotkalam dziewczyne, ktora sie wychowala w Essex, czyli
                                  wszyscy jej rowiesnicy, cale otoczenie mowilo w ten sposob, ale
                                  dzieki nakladowi matki na jej mowe, teraz mowi bez glupiego akcentu
                                  i jest bardzo elokwentna.

                                  Moze my jako emigranci, nie jestetsmy idealni to tej roli, ale to
                                  wlasnie ten wybow, o ktorym mowilas. Jesli bedzie trzeba, to lepiej,
                                  zeby ktos mowil poprawnie w jednym jezyku, niz beznadziejnie w
                                  trzech. Co nie znaczy, ze nie bedziemy probowac z naszymi
                                  oczywiscie. W czasie dnia ciagle sie lapie na mowieniu do malej po
                                  angielsku, wiec przestawiam sie na polski jak sie tylko zorientuje.
                                  Ale kiedy tata wraca do domu, to wracamy do angielskiego, bo nie
                                  wyobrazam sobie, zebym mowila do corki w jezyku, ktorym jej wlasny
                                  ojciec nie bedzie rozumial (w jego obecnosci to jest). W pozniejszym
                                  czasie, kiedy mala bedzie czytac ksiazeczki uczace slow, tata moze
                                  jej towarzyszyc, beda sie uczyc razem.
                                  • yuka66 Re: To "cos" 05.05.10, 09:03
                                    Wiesz, nie probuje cie przekonac, bo widze, ze juz jestes przekonana do
                                    wlasnych racji, ale o czym tak istotnym rozmawiasz z niemowlakiem, ze
                                    jej tata musi to koniecznie rozumiec?
                                    • byakhee Re: To "cos" 05.05.10, 10:32
                                      A czy to musi byc cos istotnego? Jestesmy rodzina. A to chyba tylko
                                      narmalne, ze rodzina sie rozumie. Zacznie sie od niemowlaka, potem
                                      przejdzie do dziecka...
                                      I to nie chodzi o przekonanie do zadnych racji. Nie sadze, zeby w
                                      takiej sytuacji byla jakas "racja", bo wszystko bedzie mialo swoje
                                      plusy i minusy. Raczej o to, zebby przyzwyczaic dziecko, by nie
                                      mowic po polsku do mamy, gdy tata jest z nami, bo to jest
                                      niegrzeczne i sprawi tacie przykrosc.
                                      • karolkowa1 Re: To "cos" 05.05.10, 15:50
                                        byakhee napisała:

                                        > A czy to musi byc cos istotnego? Jestesmy rodzina. A to chyba
                                        tylko
                                        > narmalne, ze rodzina sie rozumie. Zacznie sie od niemowlaka, potem
                                        > przejdzie do dziecka...
                                        > I to nie chodzi o przekonanie do zadnych racji. Nie sadze, zeby w
                                        > takiej sytuacji byla jakas "racja", bo wszystko bedzie mialo swoje
                                        > plusy i minusy. Raczej o to, zebby przyzwyczaic dziecko, by nie
                                        > mowic po polsku do mamy, gdy tata jest z nami, bo to jest
                                        > niegrzeczne i sprawi tacie przykrosc.


                                        Ha,ha a Tata chyba nie jest w ciemie bity,juz duzy z niego chlopiec
                                        i powinien zrozumiec ze Mamusi zalezy(albo nie zalezy) zeby dziecko
                                        znalo tez jej ojczysty jezyk.Chyba,ze w Waszej rodzinie brakuje
                                        zaufania i obawia sie,ze mozesz cos brzydkiego mowic na Tatusia.To
                                        juz jest problem.
                                        • byakhee Re: To "cos" 05.05.10, 19:33
                                          Uwazam, ze to zle wychowanie, jesli sie uzywa jezyka, ktorego ktos
                                          nie rozumie, jesli mozna rozumiany przez wszystkich. Juz zwlaszcza,
                                          jesli chodzi o rodzicow. Co to za rodzina jesli mama z corka sobie i
                                          tata z corka sobie? Jak mamy sie razem bawic, razem czytac wierszyki?
                                      • aka10 Re: To "cos" 05.05.10, 17:25
                                        byakhee napisała:

                                        > A czy to musi byc cos istotnego? Jestesmy rodzina. A to chyba
                                        tylko
                                        > narmalne, ze rodzina sie rozumie. Zacznie sie od niemowlaka, potem
                                        > przejdzie do dziecka...
                                        > I to nie chodzi o przekonanie do zadnych racji. Nie sadze, zeby w
                                        > takiej sytuacji byla jakas "racja", bo wszystko bedzie mialo swoje
                                        > plusy i minusy. [b]Raczej o to, zebby przyzwyczaic dziecko, by nie
                                        > mowic po polsku do mamy, gdy tata jest z nami, bo to jest
                                        > niegrzeczne i sprawi tacie przykrosc.

                                        Dawno czego bardziej infantylnego nie czytalam.

                                        No, ale jak Ty po 5-ciu latach pobytu za granica piszesz w innym
                                        poscie:
                                        Cytat:"Ja juz odkrylam powod, dla ktorego dziwnie sie mi mowi do
                                        dziecka po
                                        polsku. TO po prostu juz nie moj jezyk! Stal sie dla mnie jezykiem
                                        drugim. Nawet jesli probuje mowic do dziecka po polsku najczesciej
                                        przydarza sie:
                                        A) w ktoryms momencie mechanicznie przelaczam sie na angielski,
                                        nawet nie wiek kiedy
                                        B) musze minutami zastanawiac sie "jak to slowo bylo po polsku"
                                        C) w ogole zatrzymuje sie w polowie zdania, bo chce urzyc zwrot,
                                        ktory w polskim po prostu nie istnieje",
                                        to juz w zasadzie nic mnie nie dziwi...
                                        • byakhee Re: To "cos" 05.05.10, 19:39
                                          aka10 napisała:

                                          > Dawno czego bardziej infantylnego nie czytalam.

                                          Oj wybacz. A czemu to dokladnie? Poniewaz chce by rodzina byla
                                          blisko i bysmy robili rzeczy razem?


                                          > No, ale jak Ty po 5-ciu latach pobytu za granica piszesz w innym
                                          > poscie:

                                          Jesli w/g Ciebie trzeba o wielu wiecej lat z ciaglym mowieniem,
                                          czytaniem i mysleniem po angielsku, do tego z niewielkim kontaktem z
                                          polskim, by czasem zapomniec slowa, czy uzyc automatycznie jezyka,
                                          ktorego uzywam o wiele wiecej przez kilka lat,to przepraszam, ze
                                          zachwialam Twoj swiat.
                                      • simonkapl Re: To "cos" 06.05.10, 00:13
                                        byakhee napisała:

                                        > plusy i minusy. Raczej o to, zebby przyzwyczaic dziecko, by nie
                                        > mowic po polsku do mamy, gdy tata jest z nami, bo to jest
                                        > niegrzeczne i sprawi tacie przykrosc.

                                        Zenada!
                                      • kamelia04.08.2007 Re: To "cos" 13.07.10, 00:30
                                        byakhee napisała:

                                        > Raczej o to, zebby przyzwyczaic dziecko, by nie
                                        > mowic po polsku do mamy, gdy tata jest z nami, bo to jest
                                        > niegrzeczne i sprawi tacie przykrosc.


                                        przepraszam cie bardzo, ale brednie wypisujesz i szukasz usprawiedliwienia.

                                        Tata jak jest inteligentny, to zrozumie, jak jest nieinteligentny, to mu przetłumaczysz.
                                        Jesli mówienie po polsku do dziecka uważasz za niegrzeczne, to sorry, ale cos tu jest nie tak.

                                        Zdaje sie, ze dla twojego meza angielski jest tez jezykiem obcym , skoro wiec jego rodzina mówi do dziecka w swoim jezyku - niezrozumiałym dla ciebie, to tez to jest niegrzeczne???? A jesli nie znaja angielskiego, to w ogóle nie powinni sie odzywac, bo inaczej bedzie ci przykro????
                                • grazynanowa Re: Do bi_scotti 05.05.10, 09:26
                                  Podpisuje sie pod tym co napisalas ,brawo!!! smile
                                  • himilke Re: Do bi_scotti 05.05.10, 16:01
                                    Ja nie mam w Polsce juz prawie zadnej rodziny, w miejscu, w ktorym mieszkam nie
                                    udalo mi sie poznac nikogo z Polski, i nie jestem w stanie zapewnic dziecku
                                    dostepu ani do polskiej szkoly, ani do kontaktu z polskojezycznymi rowiesnikami.
                                    Studiowalam w obcym jezyku, w tym jezyku pisalam prace magisterska i doktorat,
                                    nie rozmawiam po polsku nawet z nikim przez telefon. Nigdy jednak nie zdarza mi
                                    sie, by brakowalo mi polskiego slowa, jezykiem moich uczuc jest zawsze polski,
                                    wiec naturalne jest dla mnie mowienie do dziecka w moimjezyku .A mysle zawsze po
                                    polsku. Jest dla mnie niewyobrazalne, by moje dziecko moglo nie mowic po polsku.
                                    W wakacje istotnie jest niewiele czasu, wiec trudno, zamiast nad cieple morze
                                    pojedziemy do Polski, bo musze zapewnic dziecku chocby krotki kontakt z jezykiem.
                                    • kafeterianka Re: Do bi_scotti 05.05.10, 20:46
                                      himilke napisała:


                                      > W wakacje istotnie jest niewiele czasu, wiec trudno, zamiast nad cieple morze
                                      > pojedziemy do Polski, bo musze zapewnic dziecku chocby krotki kontakt z jezykie
                                      > m.


                                      Nie kazdy ma sentyment do wakacji w Polsce- ja osobiscie wole cieple i
                                      podchodzace cenowo mi cieple morze na poludniu Europy, bo m. in. nie widze
                                      powidu, aby za pokój w stylu gierkowskim i marna obsluge (calymi dniami nie
                                      uwidzialam pokojówki, co znaczylo dniami niezmoieniane reczniki, pogon za
                                      papierem toaletowym, pierogi byly fabryczne, i pare innych nieciekawych spraw)
                                      placic jak za francuska Riwiere. Przezyte w Kolobrzegu, Dworek Familijny.
                                      • im.everyone.i.feel.used Re: Do bi_scotti 06.05.10, 10:35
                                        ales "ty" malo-pomyslowa.

                                        a to tak trudno wynajac auto, wziac gotowke i objechac np cala wschodnio-poludniowo-polnocna polske, az po mazury i polwysep ?

                                        no tak... wiem, ze to "ciezko" i najlepiej jakby "ktos za mnie kierowal i prowadzil".


                                        do mnie bodaj 15 lat temu przyleciala jakas dalsza rodzinka z USA to piersze co zrobili to jakiegos RŻĘCHA wynajeli i zaczeli zwiedziac przez 2-5 tygodni wszystko co sie da....

                                        dodam, ze byli to "grubi amerykanie", a jednak nie tak pszenno-buraczani jak wiekszosc polakow smile
                                        • wamika Re: Do bi_scotti 06.05.10, 23:34
                                          ja dobrze zrozumialam, ze jestes dopiero 5 lat poza Polska?
                                          i polski juz jest Twoim drugim jezykiem?
                                          bardzo szybka przemiana
                                          moi Rodzice mieszkaja poza Polska prawie 30 lat i jakims cudem
                                          polski pozostal ich jezykiem...
                                          hmmmm....

                                          ...u mnie w domu sa trzy jezyki...
                                          kiedy przyjechalam tutaj, nie znalam tutejszego jezyka i nikt sie
                                          nie przejmowal moim nierozumieniem... a najmniej ojciec moich
                                          dzieci, ktory zamiast mowic do nich po polsku /ktorego nauczyl sie
                                          mieszkajac w Polsce/ mowil do nich po szwedzku...bardzo
                                          niekulturanie, bo ja nic nie rozumialam

                                          rozumiem, ze gdybys teraz nagle miala sie przeniesc ze swoja rodzina
                                          do Polski to Twoj maz uznalby polski za swoj jezyk ojczysty, a
                                          angielski za drugi i w domu uzywalibyscie polskiego tak ? bo inaczej
                                          to swiadczyloby o zlym wychowaniu tak?

                                          z takim podejsciem daj sobie spokoj z polskim i nakaz rodznie nauke
                                          angielskiego, zeby sie mogli z Twoim dzieckiem porozumiec w
                                          przyszlosci
                                          • jan.kran Re: Wamika :) 07.05.10, 03:20
                                            Sądzę że Twój post miał być do byakhee co po pięciu latach emigracji ma problemy
                                            z jezykiem polskim.
                                            Nawet nie będę komentować tego stwierdzeniasmile
                                            A Bi Scoti pisze bardzo mądrze i rzeczowo , całkowicie się z Nią zgadzamsmile
                                            Ula
                                          • byakhee Re: Do bi_scotti 07.05.10, 10:08

                                            wamika napisała:

                                            > ja dobrze zrozumialam, ze jestes dopiero 5 lat poza Polska?
                                            > i polski juz jest Twoim drugim jezykiem?
                                            > bardzo szybka przemiana
                                            > moi Rodzice mieszkaja poza Polska prawie 30 lat i jakims cudem
                                            > polski pozostal ich jezykiem...
                                            > hmmmm....

                                            Domyslam sie, ze chcieli by polski pozostal ich jezykiem, no i w
                                            domu mowili po polsku. Mama mojej ponad 40-letniej znajomej (ktora
                                            sie urodzila za granica), nadal nie potrafi mowic po angielsku!
                                            Byc moze moja szybka przemiana wziela sie z checi asymilacji. Nie
                                            szkoda mi moich "polskich korzeni".


                                            mowil do nich po szwedzku...bardzo
                                            > niekulturanie, bo ja nic nie rozumialam
                                            >
                                            To jak sie bawiliscie?


                                            > rozumiem, ze gdybys teraz nagle miala sie przeniesc ze swoja
                                            rodzina
                                            > do Polski to Twoj maz uznalby polski za swoj jezyk ojczysty, a
                                            > angielski za drugi i w domu uzywalibyscie polskiego tak ? bo
                                            inaczej
                                            > to swiadczyloby o zlym wychowaniu tak

                                            - nie po to wyjezdzalam z Polski by tam kiedykolwiek worcic smile
                                            - moj "maz" nie mogl by uznac polskiego za ojczysty jezyk z prostej
                                            przyczyny, ze go nie zna
                                            - bedac razem, bawiac sie razem, czuje, ze powinnismy uzywac jezyka,
                                            ktory potrafia zrozumiec wszyscy

                                            Dlatego zalozylam ten watek i czytam uwaznie wszystkie posty (te
                                            konkretne przynajmniej), i dyskutuje, zeby sie moze czegos
                                            dowiedziec, badz nauczyc. To ze dyskutuje i pisze jak czuje wcale
                                            nie znaczy, ze chce na sile przekazac, ze ja mam racje, ale byc moze
                                            ktos skomentuje to jakos konstruktywnie.

                                            Widzisz, np. wczoraj czytalam malej wierszyki (w/g bi scott to
                                            absolutnie niedopuszczalne), a tata pokazywal akcje z tych
                                            wierszykow. Jak moglibysmy sie tak bawic, nie uzywajac naszego
                                            wspolnego jezyka?
                                            • simonkapl Re: Do bi_scotti 07.05.10, 13:40
                                              A mnie sie wydaje, ze ty opinii innych i tak pod uwage nie
                                              wezmiesz , bo juz podjelas decyzje.Twoja sprawa, twoj wybor.
                                              Tylko nie placz pozniej, ze dziecko nie nauczylo sie polskiego, a
                                              twoja rodzina nie zna go, bo nie potrafia sie porozumiec.
                                              I strasznie szkoda ze marnujesz taka szanse dziecku.
                                              • bi_scotti Od bi_scotti :) 07.05.10, 14:53
                                                Nie chce sie powtarzac ale wydaje mi sie, ze istotne jest
                                                porozumienie miedzy rodzicami. Wlasciwie we wszystkich sprawach
                                                wychowawczych, a coz dopiero w kwestii nauki i uzywania jezykow.
                                                Domyslam sie, ze maz autorki watki tez nie uzywa swojego rodzimego
                                                jezyka w kontaktach z Ich dzieckiem. Tym sposobem oboje rodzice po
                                                rowno pozbawiaja swoje dziecko mozliwosci, ktore z wiekiem zawsze
                                                trudniej odrobic. Ale skoro podjeli taka decyzje (nalezy miec
                                                nadzieje, ze swiadomie), to mozna tylko nad tym ubolewac ale tak
                                                bedzie i kropka wink
                                                Uklad OPOL w rodzinach wielojezycznych nie ma nic wspolnego z
                                                kulturalnym (badz nie) zachowaniem sie w towarzystwie osob
                                                wladajacych innym jezykiem. Jesli szwedzko-jezyczna mama i swahili-
                                                jezyczny tata decyduja sie miec dziecko w np. Mongolii, maja
                                                mozliwosc jezykowego wychowywania dziecka na kilka sposobow. Tylko
                                                mongolski, bo to jezyk swiata dookola. OPOL - kazde z rodzicow mowi
                                                do dziecka w swoim jezyku wylacznie i oczekuje takich odpowiedzi,
                                                pomiedzy soba mowia jezykiem lokalnym - mongolskim; jedno z rodzicow
                                                sprawujace opieke nad dzieckiem (najczesciej jest to matka choc
                                                akurat dla moich dzieci byl to tata) wprowadza konsekwentnie swoj
                                                jezyk, drugi rodzic z racji mniejszej ilosci czasu spedzanej z
                                                dzieckiem, odpuszcza swoj jezyk i komunikuje sie z dzieckiem
                                                wylacznie jezykiem lokalnym; jedno z rodzicow podejmuje wysilek
                                                nauczenia sie choc w stopniu podstawowym jezyka wspolmalzonka i
                                                rozszerzaja OPOL; oboje rodzice ucza sie wzajemnie swoich jezykow.
                                                Wybor komunikacji wylacznie po mongolsku jest, oczywiscie, pojsciem
                                                na latwizne i jeszcze kilkanascie lat temu uwazany byl za najlepszy
                                                (jedyny?) sposob skutecznej adaptacji calej rodziny w nowym kraju.
                                                Na szczescie "czasy ciemnoty lingwistycznej" wink minely i dzis wiemy,
                                                ze rozwoj i wspieranie dziecka w uzywaniu jezyka ojczystego
                                                ktoregokolwiek, badz lepiej obojga, rodzicow, to ogromna pomoc w
                                                rozwoju intelektualnym, emocjonalnym i socjalnym umacniajaca (a nie
                                                jak dawniej myslano, oslabiajaca) wzrastanie w nowym kraju. Wynika
                                                to z prostego przelozenia poczucia przynaleznosci rodzicow na
                                                poczucie przynaleznosci dziecka. Jesli rodzice dobrze czuja sie w
                                                swoich skorach, szanuja i utrzymuja swoje korzenie kulturowe,
                                                dziecko wzrasta w podobnym duchu i samo zaczyna tworzyc wlasne,
                                                trwale korzenie. Natomiast rodzice sami nie do konca pewni skad sa i
                                                nie szanujacy podstaw kulturowych swoich krajow/jezykow pochodzenia
                                                czesto nieswiadomie lub podswiadomie przekazuja takie poczucie
                                                niepewnosci swoim dzieciom. To miewa bardzo przykre skutki nawet
                                                wiele lat pozniej.
                                                Bardzo ciekawe badania przeprowadzili zaraz na poczatku lat 2000
                                                pedagodzy, psycholodzy i psychiatrzy w Vancouver (nie mam link, mam
                                                tylko kopie na papierze, sorry) wsrod tzw. drugiego i trzeciego
                                                pokolenia dzieci imigrantow glownie z Chin i Indii. Wiekszosc z
                                                badanych mowi wylacznie po angielsku, ich rodzice i dziadkowie mowia
                                                po angielsku w roznym stopniu zaawansowania ale z dziecmi w domu
                                                rozmawiali TYLKO po angielsku, bo duzo pracowali, chcieli zeby
                                                dzieci sie szybko asymilowaly itd. Teraz, gdy te dzieci maja po 30-
                                                40-50 lat, duzy procent (62%) cierpi na roznego rodzaju depresje
                                                wynikajace u wiekszosci z poczucia braku przynaleznosci, braku
                                                emocjonalnego kontaktu z rodzina wynikajacego z nie posiadania
                                                wspolnego jezyka (syndrom imigranta przesuniety o pokolenie).
                                                Oczywiscie, wazne sa tu elementy kulturowe i tradycje tych akurat
                                                grup badanych - np. oczekiwania rodzin, ze dzieci beda wiazac sie z
                                                przedstawicielami ich nacji bez jednoczesnego podtrzymywania
                                                poczucia wspolnoty czy przynaleznosci to tej nacji; wyrazna niechec
                                                do "obcych" przy jednoczesnym uznaniu angielskiego i otaczajacej
                                                rzeczywistosci za "lepsze" dla tych dzieci. Ogolnie, bardzo duzo
                                                wewnetrznych sprzecznosci kulturowo/jezykowych w wychowaniu,
                                                najczesciej przez tych rodzicow nieuswiadomionych i
                                                niewerbalizowanych a jednak przekazanych dzieciom, ktore jako
                                                dorosli nie potrafia sobie znalezc miejsca w swiecie, ktory mial byc
                                                dla nich latwiejszy do zycia, bo mial byc juz ich wlasny. To
                                                taki "food for thought" smile na marginesie.
                                                Wychowanie dziecka to ogromne ryzyko, podejmujemy super-wazne
                                                decyzje kazdego dnia wielokrotnie bez pelnej swiadomosci
                                                konsekwencji, ale tam gdzie te swiadomosc mozna miec w oparciu o
                                                doswiadczenia innych, naprawde warto korzystac z takiej wiedzy. Dla
                                                dobra dziecka wlasnie!
                                      • princesia Re: Do bi_scotti 15.05.10, 16:38
                                        kafeterianka napisała:

                                        > himilke napisała:
                                        >
                                        >
                                        > > W wakacje istotnie jest niewiele czasu, wiec trudno, zamiast nad cieple m
                                        > orze
                                        > > pojedziemy do Polski, bo musze zapewnic dziecku chocby krotki kontakt z j
                                        > ezykie
                                        > > m.
                                        >
                                        >
                                        > Nie kazdy ma sentyment do wakacji w Polsce- ja osobiscie wole

                                        ales ty czepialska.
                                        niby "niechce cie sie szukac znajomych polakow bo niepotrzebujesz kontaktu z
                                        "polskoscia" a czepiaz sie kazdego zdania aby tylko kontynuowac konwersacje.

                                        Jesli chcesz aby aby twoje dziecko mowilo w twoim jezuku, to robisz wszystko aby
                                        to jemu zapewnic. Aby podazyc do celu to omijaj przeszkody a ja tu widze ze
                                        ciagle doszukujesz sie nowej wymowki,nie masz znajomych polakow aby jezyk
                                        "odkurzyc" to szukasz albo ludzi albo innego wyjscia.
                                        dla chcacego nic trudnego.

                                        tez zylam w swiecie obcokrajowcow. Niechcialam miec kontaktu z "polskoscia" ale
                                        gdy corcia sie urodzila zrozumialam jak wazne jest dla nas abysmy byly siebie
                                        jak najblzej. jesli J.polski jest moim ojczystym dlaczego nie moze tez byc i
                                        jej,jesli ja umiem gotowac dlaczego mam jej tego nieuczyc (porownanie) Aby
                                        zapewnic jej "polskosc" przebilam sie wyszlam w polskie rejony poznalam inne
                                        mamy z dziecmi aby moje dziecko mialo sie z kim bawic i rozwijac. dla mnie tez
                                        jest to nauka bo np niepotrafilam gotowac polskich potraw a smakowanie ich
                                        przypominalo mi dziecinstwo,niezaleznie jakie ono bylo to i tak to jest
                                        swietne uczucie tak samo jest z poslkimi piosenkami tradycjami itd

                                        • kafeterianka raczej do mnie sie pije tutaj ;-) 15.05.10, 16:57
                                          princesia napisała:

                                          >
                                          > niby "niechce cie sie szukac znajomych polakow bo niepotrzebujesz kontaktu z
                                          > "polskoscia"
                                          > Jesli chcesz aby aby twoje dziecko mowilo w twoim jezuku, to robisz wszystko ab
                                          > y
                                          > to jemu zapewnic. Aby podazyc do celu to omijaj przeszkody a ja tu widze ze
                                          > ciagle doszukujesz sie nowej wymowki,nie masz znajomych polakow aby jezyk
                                          > "odkurzyc" to szukasz albo ludzi albo innego wyjscia.
                                          > dla chcacego nic trudnego.
                                          >
                                          >
                                          >
                                          Zgadnij, dlaczego nie lubie, gdy przypisuje mi sie cos, czego nie powiedzialam
                                          ani nie napisalam.
                                          Gdzie ja tutaj niby napisalam, ze unikam "polskosci"???
                                          Nie unikam- po prostu nie mam okazji, w moim regionie spotkac polskomówiacego,
                                          którego interesy i zainteresowania mniej wiecej z moimi sie pokrywaja.
                                          Tylko na poczatku emigracji czlek kamraci sie z "bylekim", bo on mówi po polsku.
                                          W Polsce tez przeciez nie z kazdym sie koleguje, tylko dlatego, ze mieszka
                                          pietro nizej- tez sie dobiera krag znajomych. Oczywiscie, mialam pare takich
                                          znajomosci, które jednak nie przetrwaly próby czasu, z powodów wyzej wymienionych.
                                          Nie widze tez powodu, na sile kolegowac sie ze starszym panstwem, notorycznie
                                          narzekajacych na reaumatyzm czy inne dolegliwosci, tylko dlatego, zeby wlasna
                                          latorosl nudzac sie w ich towarzystwie, jezyka polskiego wciagala.
                                          O czym my wlasciwie piszemy?
                                          Pozwolilam sobie jedynie na stwierdzenie, ze z powodów cienko wyliczonego
                                          wolnego czasu, takze ludzkiego zmeczenia po dlugim dniu pracy, nie mam sily na
                                          ekspedycje poszukiwawcze nowych znajomych z Polski, i tam, gdzie przebywam 12
                                          godzin/ dzien, spotykam jedynie tubylców, z którymi oczywiscie lacza mnie jakies
                                          wiezy przyjacielsko- przyjazne.

                                          Jesli ktos ma czelnosc nazywac to unikaniem przeze mnie polskosci, to ja z takim
                                          filozofem naprawde nie mam tematu.
                                          • kafeterianka Re: raczej do mnie sie pije tutaj ;-) 15.05.10, 17:01
                                            Co do zlych wrazen z urlopu nad Baltykiem, kazdy logicznie myslacy i nie majacy
                                            powodu gloryfikacji polskich pensjonatów przyzna mi w wiekszej czesci racje.
                                            Drogo, chlodno, i w ogóle, w porównaniu do europejskich standartów, zaden w nim
                                            byl standart.
                                          • princesia Re: raczej do mnie sie pije tutaj ;-) 15.05.10, 17:20
                                            czytaj uwaznie bo tylko przy pierwszy epitecie jest twoj cytat
                                            drugi epitet jak sama zauwazylas ciebie niedotyczy
                                            • kafeterianka Re: raczej do mnie sie pije tutaj ;-) 15.05.10, 17:28
                                              Po co mój cytat, jesli nie dotyczy mojej osoby badz mojego osobistego podejscia
                                              do sprawy, to jest to pytanie @princesia
                                              • princesia Re: raczej do mnie sie pije tutaj ;-) 15.05.10, 17:35
                                                jak krowie na rowie....
                                                czy ktos napisal ze unikasz polskosci??????

                                                oto twoj cytat
                                                "Ja nie znam wcale realii polskiego zycia- bo mi ta znajomosc w sumie do niczego
                                                niepotrzebna jest
                                                .
                                                Zyje w kraju, tu sie znam na zyciu, nic mnie nie zaskakuje, i to sie liczy,
                                                przynajmniej w moim osobisto- zawodowo- politycznym zyciu."

                                                a o to moj
                                                "
                                                ales ty czepialska.
                                                niby "niechce cie sie szukac znajomych polakow bo niepotrzebujesz kontaktu z
                                                "polskoscia" a czepiaz sie kazdego zdania aby tylko kontynuowac konwersacje. "

                                                i przestan szukac zaczepki
                                                • kafeterianka Re: raczej do mnie sie pije tutaj ;-) 15.05.10, 17:47
                                                  princesia napisala:
                                                  >
                                                  > a o to moj
                                                  > "
                                                  > ales ty czepialska.
                                                  > niby "niechce cie sie szukac znajomych polakow bo niepotrzebujesz kontaktu z
                                                  > "polskoscia" a czepiaz sie kazdego zdania aby tylko kontynuowac konwersacje. "
                                                  >
                                                  > i przestan szukac zaczepki


                                                  To jest dokladnie to zdanie, które ja odczuwam jako zaczepianie mnie przez ciebie.
                                                  Bo nie chodzi o to, i jest nieprawda, ze "nie chce mi sie szukac znajomych-
                                                  Polaków" i nie jest tak, ze unikam polskosci.
                                                  Tlumaczylam to juz pare postów wczesniej, co jest powodem, bo nawet problemem
                                                  tego nie nazywam, ale nawzajem z ta krowa przy rowie uncertain

                                                  Skad od razu tyle agresji? Szczerze mówiac, z agresja polskich znajomych na inne
                                                  niz ich poglady i ich wszystkolepiejwiedzeniem mam osobisty problem, i byc moze
                                                  dlatego nie szukam sobie starc na sile w ramach "przyjazni narodowej". Tubylcy
                                                  sa bardziej tolerancyjni, to mi sie podoba, bo i ja mam duzo tolerancji dla
                                                  innych. Ale czepiania sie i przekrecania czyichs slów na wlasne potrzeby nie
                                                  lubie...
                                                  • princesia Re: raczej do mnie sie pije tutaj ;-) 15.05.10, 17:58
                                                    ale mnie nieobchodzi czy tobie sie chce czy niechce szukac

                                                    podsumowuje ze skoro ci niepotrzeba polskich realii to po co sie czepiasz
                                                    kazdego zdania napisanego jako przyglad/przenosnia przez co oddalasz sie od tematu.
                                                  • kafeterianka po raz x- ty... 15.05.10, 19:15
                                                    polskie realia to nie sa realia zycia na emigracji!
                                                • kafeterianka Re: raczej do mnie sie pije tutaj ;-) 15.05.10, 17:55

                                                  princesia napisała:

                                                  > jak krowie na rowie....
                                                  > czy ktos napisal ze unikasz polskosci??????
                                                  >
                                                  > oto twoj cytat
                                                  > "Ja nie znam wcale realii polskiego zycia- bo mi ta znajomosc w sumie do nic
                                                  > zego
                                                  > niepotrzebna jest
                                                  .
                                                  > Zyje w kraju, tu sie znam na zyciu, nic mnie nie zaskakuje, i to sie liczy,
                                                  > przynajmniej w moim osobisto- zawodowo- politycznym zyciu."
                                                  >
                                                  > a o to moj
                                                  > "
                                                  > ales ty czepialska.
                                                  > niby "niechce cie sie szukac znajomych polakow bo niepotrzebujesz kontaktu z
                                                  > "polskoscia" a czepiaz sie kazdego zdania aby tylko kontynuowac konwersacje. "
                                                  >
                                                  > i przestan szukac zaczepki


                                                  Piszac o realiach polskiego zycia mam oczywiscie na mysli doslownie zycie w Polsce- Polacy na emigracji maja inne, niepolskie realie zycia. Trzeba mi wiecej tlumaczyc?
                                        • kafeterianka Re: Do bi_scotti 15.05.10, 17:12
                                          princesia napisała:

                                          >
                                          >
                                          > Jesli chcesz aby aby twoje dziecko mowilo w twoim jezuku, to robisz wszystko ab
                                          > y
                                          > to jemu zapewnic.
                                          >
                                          I w ten sposób zaczynamy od Adama i Ewy- ktos nieznajacy mnie, wie dokladnie,
                                          który jezyk jest "moim" jezykiem.
                                          Ja mam dwa jezyki, przy czym jak juz nieraz wspomnialam, wlasnie w tym
                                          "niepolskim" latwiej przychodzi mi wyrazanie uczuc.
                                          Ale widze, ze nie ma sensu naswietlac sprawy- zawsze znajdzie sie ktos, kto w
                                          mniemaniu uszczesliwiania mnie na sile, wszystko wie lepiej, i ze swoich
                                          doswiadczen i zycia reflektuje na moje, bo przeciez jak to moze byc, ze ktos
                                          moze cos odczuwac kompletnie inaczej, niz ja, a moja racja jest najmojsza i
                                          najwalsciwasza, prawda? wink
                                          To taka mala polska choroba... na szczescie jestem na nia odporna. Biore ludzi,
                                          jakomi sa, i nie przekonuje ich do moich racji poprzez pryncypia i osobiste emocje.
                • princesia Re: Do mam mowiacych "wylacznie" po polsku 13.05.10, 23:25
                  i to mi sie wlasnie podoba
                  Spotkalam pana polaka 101lat przyjechal do angli za czasow wojny, byl ze swoja
                  corka w sklepie mowili po polsku chociaz corka juz kaleczyla jezyk dalej mowila
                  do ojca w ojczystym jego jezyku,jej dzieci jak mowila znaja biegle jezyk polski
                  (pomimo ojca anglika) a nawet corka studiowala w krakowie. Chociaz dziadek do PL
                  nigdy niewrocil to korzenie swojej polskosci na obcej ziemi rozpuscil. Jednak
                  pomimo tylu lat wokol obcokrajowcow mozna zachowac i NIEZAPOMNIEC ojczystego
                  jezyka a nawet przekazac na kolejne pokolenia.












        • princesia Re: Do mam mowiacych "wylacznie" po polsku 13.05.10, 23:10
          U nas leca bajki po angielsku,gdy ogladamy razem z corka to komentujemy po
          polsku. Juz zauwazylam ze rozumie o co chodzi tlumaczy mi np supernianie ze
          dzieci sa niegrzeczne bo bija i mama placze smile smile na dobranoc ja czytam bajke po
          polsku a tatus jak ja usypia to po swojemu. po angielsku pani bedzie czytac lub
          sama lektury.
          mysle ze gdybym przeczytala bajke po angielsku lub po "tatusiowemu" juz dziecko
          by mialo mentlik w glowie bo przeciez mama ma mowic po polsku.
      • princesia Re: Do mam mowiacych "wylacznie" po polsku 13.05.10, 22:49
        Byakhee
        im czesciej bedziesz rozmawiac po polsku tym lepiej bedziesz pamietac
        slowka,tezmialam problem z pamietaniem co to jest pietruszka np i mysleniem w
        jezyku ang.od kad przestalam pracowac i rozmawiac po polsku miedzy innymi do
        dziecka problem sam zniknal a nawet sie odwrocil w druga strone bo to juz 2lata
        2/3 dnia po polsku mowie smile
        Takze otworz sie i mo do malej w swoim jezyku a jak juz dzidzia bedzie bardziej
        komunikatywna to bedzie ci latwiej bo bedziesz widziec ze ona juz rozumie a
        potem powtarza i odpowiada smile
        powodzenia smile
        • byakhee Re: Do mam mowiacych "wylacznie" po polsku 14.05.10, 11:48
          princesia napisała:

          > .od kad przestalam pracowac i rozmawiac po polsku miedzy innymi do
          > dziecka problem sam zniknal a nawet sie odwrocil w druga strone bo
          to juz 2lata
          > 2/3 dnia po polsku mowie smile
          >

          big_grin tego sie wlasnie spodziewam u siebie; juz zaczelam sie do
          partnera po polsku zwracac
          powiem wrecz, ze sie tego obawiam, poniewaz ja nie rezygnuje z
          pracy, a moja praca ZALEZY od komunikacji, w dodatku z ludzmi,
          ktorzy sami maja problem z komunikacja, wiec jest to niezbedne,
          zebym ja sie potrafila porozumiec

          Ale dziekuje za cieple slowa. To naprawde robi roznice, jesli ktos
          pisze "Dasz sobie rade", zamiast "Tobie nie zalezy". Dzieki temu
          czuje, ze ... no dam sobie rade big_grin, a nie ze jestem okropna matka.
    • thorgalla Re: Mezowie obcojezyczni 07.05.10, 17:44
      Powiem krótko.
      Niewyobrażam sobie mówienie w innym jezyku niż polski do mojego
      dziecka.Małżonek to akceptuje,zresztą on mówi po swojemu.
      Opinia osób z otoczenia,którzy ewentualnie poczują się obrażeni "bo
      nie rozumieją" zupełnie mnie nie interesuje.Mam w nosie czy uznają
      mnie za niewychowaną.

      Acha,do swoich kotów i zwierząt obcych też po polsku mówię wink
      • ponponka1 Re: Mezowie obcojezyczni 14.05.10, 10:34
        thorgalla napisała:

        > Powiem krótko.
        > Niewyobrażam sobie mówienie w innym jezyku niż polski do mojego
        > dziecka.Małżonek to akceptuje,zresztą on mówi po swojemu.
        > Opinia osób z otoczenia,którzy ewentualnie poczują się
        obrażeni "bo
        > nie rozumieją" zupełnie mnie nie interesuje.Mam w nosie czy uznają
        > mnie za niewychowaną.
        >
        > Acha,do swoich kotów i zwierząt obcych też po polsku mówię wink

        Podpisuje sie smile
        • ponponka1 I jeszcze ;) 14.05.10, 10:43
          dla anglomyslacych

          The loss of a native language is often experienced as something
          profoundly moving, disturbing or shocking, both by those who
          experience it and by those who witness it in others: “To lose your
          own language was like forgetting your mother, and as sad, in a way”,
          because it is “like losing part of one’s soul” is how Alexander
          McCall Smith puts it.

          www.hanen.org/web/Home/AboutHanen/NewsViews/OneLanguageorTwo/tabid/220/Default.aspx
      • kamelia04.08.2007 Re: Mezowie obcojezyczni 13.07.10, 00:42
        thorgalla napisała:


        > Niewyobrażam sobie mówienie w innym jezyku niż polski do mojego
        > dziecka.Małżonek to akceptuje,zresztą on mówi po swojemu.
        > Opinia osób z otoczenia,którzy ewentualnie poczują się obrażeni "bo
        > nie rozumieją" zupełnie mnie nie interesuje.Mam w nosie czy uznają
        > mnie za niewychowaną.
        >
        > Acha,do swoich kotów i zwierząt obcych też po polsku mówię wink


        tak jakbym sama to napisała, zwłaszcza podoba mi się to o poobrażanych osobach
        postronnych
    • abejita Re: Mezowie obcojezyczni 07.05.10, 18:59
      sledze ta dyskusje od poczatku wiec dodam tez cos od siebie smile Moj
      m. jest obcokrajowcem i mieszkamy w "jego" kraju. Od poczatku mowie
      do dziecka tylko po polsku, tak planowalam jak maly byl jeszcze w
      brzuszku a wtedy nawet nie slyszalam o OPOL - taka intuicja smile. Moj
      m. nie zna polskiego ale jest b. zadowolony ze syn na starcie bedzie
      dwujezyczny. co wiecej chwali sie przed znajomymi ze mowie do synka
      po polsku! Ja widze same plusy takiej sytuacji. ponadto zauwazylam
      ze m. zalapal dzieki temu pare slow po polsku i "uczy sie" dalej smile
      z drugiej strony tak sobie mysle, ze gdybym nie znala jezyka meza a
      ten zdecydowal sie mowic do naszego dziecka w swoim jezyku to
      bylabym przeszczesliwa ze dzieko na starcie juz bedzie min. 2-
      jezyczne... pozdrawiam
    • kulju Re: Mezowie obcojezyczni 11.05.10, 04:42
      Moj maz nie mowi po polsku, mieszkam poza Polska 9 lat i mam 3 chlopcow (6,4 i
      2), ktorzy urodzili sie poza Polska, ale mowia miedzy soba po polsku. Mowie do
      nich po polsku, chociaz czasami zdazy mi sie powiedziec cos po angielsku.
      Chlopaki miedzy soba rozmawiaja po polsku. Sa dwujezyczni (chociaz 2 latek
      niewiele mowi).
      Czytam im duzo ksizek po polsku, ale duzo tez po angielsku - tak wiele jest
      dobrych ksiazek po angielsku i juz dawno zdecydowalam sie na ich nie tlumaczenie.
      Znam kilkoro rodzin polskich, w ktorych dzieci nie mowia po polsku, to jest ich
      wybor, ale wydaje mi sie, ze szkoda. Nigdy nie wiadomo, czy dzieci nie beda
      chcialy wrocic do Polski.
      Sama jestem patriotka i wychowuje tak moje dzieci. Na pytanie kto Ty jestes,
      odpowiadaja Polak maly wink). Pamietam, ze przy jakiejs rozmowie moj 6 latek
      opowiadal swojemu koledze, ze jest Polakiem. Ucieszylo mi sie serce.
      Pozdr,
      Magda
    • princesia Re: Mezowie obcojezyczni 13.05.10, 22:27
      ja on poczatku mowilam do dziecka po polsku a maz po swojemu,nawet jak bylismy
      razem w domu. mniej iecej rozumiemy swoje jezyki ale do siebie moimy po
      angielsku . dzis nasza corka ma 20mies i mowi obu jezykach oczywiscie polski
      wiecej ale automatycznie sie przestawia gdy zwraca sie do taty. Wiadomo ze
      jeszcze wszystkich slowek nie zna to mowi w tym jezyku ktory poprawi ale jak
      wiemy o co jej chodzi to odrazu ja poprawiamy.smiejemy sie ze niedlugo bedzie
      nam tlumaczyc rozmowy tel smileAngielskiego zna tylko kilka slowek z podworka np
      hello,see u,bye itd reszte zalapie w szkole kiedy te juz bedzie znac perfect smile
      dzieci sa bardzo madre,moze ci sie wydaje ze Cie nierozumie ale one koduja.
      nasza mala w ostatnich dniach strasznie nbas zaskakuje slowkami ktorych
      nieuzywalismy od tyg a ona je pamieta i akurat dzis je wymawia.
      Nieyobrazam sobie mowic do dziecka w obcym jezyku,pomysl o przyszlosci gdy
      bedzie wiek dojrzewania,buntu jak wytlumaczysz mu wszystkie sprawy w jezyku
      ktoiry ciagle bedzie dla ciebie obcy.
      • kafeterianka jezyk "obcy" 14.05.10, 01:19
        princesia napisała:
        > Nieyobrazam sobie mowic do dziecka w obcym jezyku,pomysl o przyszlosci gdy
        > bedzie wiek dojrzewania,buntu jak wytlumaczysz mu wszystkie sprawy w jezyku
        > ktoiry ciagle bedzie dla ciebie obcy.

        Czy na serio wychodzisz z zalozenia, ze dorosla kobieta, matka, zona, pomimu x
        lat emigracji, nigdy nie bedzie stanie opanowac jezyka kraju dobrowolnie przez
        nia wybranego do stopnia swobodnej pogawedki z wlasnym dzieckiem badz sasiadem???
        Dlaczego nazywasz to obcoscia?




        • princesia Re: jezyk "obcy" 14.05.10, 10:39
          Tak to moje zalozenie.
          znam wiele rodzin na emigracji,mowiacych tylko obcym jezyku inne ucza swojego
          ojczystego. z moich obserwacji jestem pewna ze jezyk nabyty w latach dorolych
          zawsze bedzie obcy.
          z dziecmi trzeba duuuzo rozmawiac i tlumaczyc od poczatku i ja nie chce i
          niejestem w stanie przekazac mojej corce wszystkiego na temat zycia,swiata itd w
          jezyku ktorego nie znam perfekcyjnie.
          • byakhee Re: jezyk "obcy" 14.05.10, 11:41
            Jesli chodzi o angielski, nie jest on dla mnie tak obcy - ucze sie
            go od 6 roku zycia, wiec jest dosc integralna czescia mnie smile
          • kafeterianka Re: jezyk "obcy" 15.05.10, 13:08
            princesia napisała:

            >
            > ja nie chce i
            > niejestem w stanie przekazac mojej corce wszystkiego na temat zycia,swiata itd
            > w
            > jezyku ktorego nie znam perfekcyjnie.
            >
            To jest faktyczbie inny problem, który jednakze nie jest problemem wszystkich
            emigracyjnych rodziców.
            • princesia Re: jezyk "obcy" 15.05.10, 13:43
              tu chodzi o wychowanie dziecka o relacje z nim i watpie aby porozumiewanie sie w
              jezyku ktorego nieznamy perfekcyjnie pomoglo nam jaknajlepiej wychowac nasze
              pociechy. Z dzieckiem rozmawiamy,tlumaczymi,zartujemy od malenkosci. czyli
              niebede dziecku wierszykow mowic bo nieznam ich jeszcze w jezyku angielskim
              niech poczeka az nadrobie luke. dlamnie to jest bez sensu a mieszanie
              jezykow,slowek to robienie "mix".
              czy zadna mama mowiaca do dziecka jezyku obcym nie powiedzia "a kuku"?
              jak juz moimiy po polsku to tylko po polsku
              jak po innemu to tylkopo innemu
              w ten sposob pomagamy dziecku.
              • byakhee Re: jezyk "obcy" 15.05.10, 14:50
                princesia napisała:

                czyli
                > niebede dziecku wierszykow mowic bo nieznam ich jeszcze w jezyku
                angielskim
                > niech poczeka az nadrobie luke.

                Widzisz, ja na przyklad znam wierszyki po angielsku, ktorych sie
                nauczylam m.in. w bibliotece na spotkaniach "wierszykowych". Czemu
                mialam bym dziecka nie zabierac, skoro mam taka szanse? A na tych
                spotkaniach musze mowic po angielsku, bo oczywiscie wierszyki sa po
                angielsku. Gdybym zdecydowala, ze nie chce, dziecko nie mialo by
                integrancji z zadnymi innymi dziecmi.
                Poskich wierszykow z czasow dziecinstwa nie pamietam, wiec dziecko
                musialo by tez poczekac, az sie naucze.
                • princesia Re: jezyk "obcy" 15.05.10, 15:46
                  wierszyk to akurat przyklad
                  jesli chodzi o kontakt z innymi dziecmi to teraz jest wiele spotkan polskich
                  matek a jak nie to bardzo latwo i bez wielkich zobowiazan mozna je zalozyc.
                  jesli sie czegos chce to naprawde mozna to osiagnac.
                  mowienie w grupie w obcym jezyku to inna rzecz. wazne aby do dziecka zwracac
                  sie w jednym jezyku. dziecko jest w stanie wyczuc ze mowisz "wierszyk" czy co
                  innego do niego w innym jezyku bo np jestescie w gronie innych ludzi.

                  kazda matka robi dla dziecka co uwaza za najlepsze i niema co sie wymadrzac kto
                  robi zle kto nie.
                  ja wybralam ze bede mowic do dziecka po swojemu,maz po swojemu a "na zewnatrz"
                  bedzie angielski. znam siebie,soje otoczenie i mysle ze to jest najlepsze
                  wyjscie aby moja corka wyrosla na madra,grzeczna dziewczynke i aby jej relacje
                  z rodzicami byly jak nalepsze bo to jest podstawa wychowania.
                  • kafeterianka bylam nastolatka, 15.05.10, 16:29
                    bardzo oczytana i zainteresowana róznymi sferami zycia, stad moja forumowa
                    gadatliwosc i stosunkowa bezblednosc ortograficzna big_grin

                    Oczywiscie zdaje sobie sprawe, ze prawie czasami jak Metuzalem wink
                • ponponka1 Re: jezyk "obcy" 21.05.10, 15:46
                  byakhee napisała:


                  >
                  > Widzisz, ja na przyklad znam wierszyki po angielsku, ktorych sie
                  > nauczylam m.in. w bibliotece na spotkaniach "wierszykowych". Czemu
                  > mialam bym dziecka nie zabierac, skoro mam taka szanse?

                  Ja tez chodz ena takie spotkania w Norwegii smile

                  A na tych
                  > spotkaniach musze mowic po angielsku, bo oczywiscie wierszyki sa
                  po
                  > angielsku.

                  Na tych spotkaniach nie musze mowic po norwesku. Wierszyki czyta
                  Pani bibliotekarka po norwesku ale ja mowie caly czas do moje corki
                  po polsku (np. "a teraz Pani przeczyta wierszyk")

                  Gdybym zdecydowala, ze nie chce, dziecko nie mialo by
                  > integrancji z zadnymi innymi dziecmi.


                  W tym wieku nie ma mowy o inegracji. Wspolne zabawy dzieci zaczynaja
                  sie ok 2 roku zycia....Do tego czasu Ty jestes centrum zabaw i nauki
                  (jezyka tez) dla Twojego dziecka

                  > Poskich wierszykow z czasow dziecinstwa nie pamietam, wiec dziecko
                  > musialo by tez poczekac, az sie naucze.

                  Ja tez nie pamietalam. Kupilam wiersze Brzechwy w wersji ksiazkowej
                  i na plycie przez Merlina.... Kaczke Dziwaczke i inne wiersze juz
                  znam na pamiec - tyle razy czytalam wink

                  • michalina36 Re: jezyk "obcy" 23.05.10, 03:20
                    Ja tez pamietam te kaczke dziwaczkesmile Mojej malej spiewalam piosenke
                    o niej. Nie pamietam, ale chyba pochodzi z filmu "Akademia Pana
                    Kleksa". Zreszta chyba spiewajac dzieck onabiera ochoty na to, bo w
                    tym wczesnym okresie reaguje mocno na spiew.

                    Moja uwielbiala tez wierszyk o zimie. Chyba zaczynal sie jakos tak:"
                    hu hu ha, nasza zima zla, szczypie w oczy, szczypie w uszy...." i to
                    jej tez podspiewywalam. Rybka wziela przynetesmile

                    Wiecie, ze u nas tez sa takie spotkania w bibliotece w US? Ale to po
                    angielsku.

                    Jesli chodzi o nauke tego jezyka ja wypozyczam ksiazki z biblioteki
                    i jednoczesnie CD z lektura tej ksiazki. W ten sposob moja cora
                    czyta w ksiazce sluchajac lektora. To tez fajny sposob na nauke
                    jezykasmile
          • byakhee Re: jezyk "obcy" 15.05.10, 14:52
            princesia napisała:

            > Tak to moje zalozenie.
            > znam wiele rodzin na emigracji,mowiacych tylko obcym jezyku inne
            ucza swojego
            > ojczystego. z moich obserwacji jestem pewna ze jezyk nabyty w
            latach dorolych
            > zawsze bedzie obcy.
            > z dziecmi trzeba duuuzo rozmawiac i tlumaczyc od poczatku i ja nie
            chce i
            > niejestem w stanie przekazac mojej corce wszystkiego na temat
            zycia,swiata itd
            > w
            > jezyku ktorego nie znam perfekcyjnie.
            >
            Niestety sa ludzie, ktorzy i ojczystego jezyka nie znaja
            perfektyjnie uncertain
    • byakhee Dziekuje wszystkim :) 14.05.10, 11:32
      Staram sie do molej mowic jak nawiecej po polsku i idzie mi
      plynniej, choc czasem sie zajakne. Przyklad z przed kilku dni "Mama
      tylko pojdzie po towel" smile
      Ale kiedy jestesmy z tata, ciagle mowimy razem po angielsku i nie
      wyobrazam sobie, by bylo inaczej. Zeby w rodzinnym momencie, kiedy
      razem sie bawimy/czytamy/karmimy/jemy mowic w trzech roznych
      jezykach, jest to troche ponad moja wyobraznie. Byc moze mamy mogly
      by napisac jak sobie z tym radza?
      Owszem, bi_scotti chyba napisala, ze jeden rodzic moglby sie zajac
      dzieckiem, w obec czego mowic po swojemu. Ale dla mnie rodzinna wiec
      i integranca, oraz wspolne momenty sa wazniejsze niz jezyk.
      Rowniez wiele z was pisze o dumie/patriotyzmie/wiezi z Polska. To
      widac bardzo pomaga.
      • simonkapl Re: Dziekuje wszystkim :) 14.05.10, 11:43
        My co prawda mamy 2 jezyki, nie trzy w domu, ale bawimy sie razem
        bardzo czesto i kazde z nas mowi w swoim jezyku, a synek 4 letni
        odpowiada do kazdego z nas w odpowiednim jezyku, plynie zongluje
        pomiedzy jezykami.Nie wiem jak to moze byc problemem dla dziecka
        wielojezycznego.
        Moj drugi synek , 22 miesieczny bawiac sie ze mna i mezem, odpowiada
        rowniez do kazdego z nas w odpowiednim jezyku.
        Moim zdaniem, to ty sie blokujesz niepotrzebnie, bo dla dziecka to
        pewnie problemem nie bedziesmile
        I jak to sie dzieje, ze ty polskich slow zapominasz?
        • byakhee Re: Dziekuje wszystkim :) 14.05.10, 11:52
          simonkapl napisała:

          > I jak to sie dzieje, ze ty polskich slow zapominasz?

          Tak sie dzieje, jesli uzywam jednego jezyka wiecej niz drugiego. A
          polskiego uzywalam bardzo malo przed ciaza. Teraz wiecej, bo mowie
          do malej i prawie codziennie rozmawiam z rodzina na Skypie, wiec juz
          zapominam coraz mniej.

          Zreszta to dziala tez w druga strone, jak odwiedzamy Polske, to
          momentalnie zaczynam kaleczyc angielski.
        • kafeterianka Re: Dziekuje wszystkim :) 15.05.10, 13:24
          simonkapl napisała:

          >
          > I jak to sie dzieje, ze ty polskich slow zapominasz?


          Z jezykiem to jak z jazda na rowerze, jak sie raz nauczy, to sie teoretycznie
          nie zapomni, jak to dziala smile
          Jednakze brak treningu moze spowodowac pewne problemy kondycyjne, czy inne
          problemy z ta jazda na rowerze, np poprzez nabyte poprzez jakies schorzenie
          problemy z równowaga. I juz praktycznie ma sie problem z ta jazda na rowerze.

          Podobnie z jezykiem, szumnie zwanym ojczystym. Nie zapomina sie, ale
          karlowacieje, nieuzywany. Brak bodzców faktycznie powoduje pewne zapomnienie.
          Dla przykladu- zdalas mature z matematyki na 5, czy po 20 latach niezajmowania
          sie tematem, umiesz z glowy kazdy prosty wzór?

          Moja polszczyzna równiez karlowacieje, wielu slów nie znam, bo po prostu w
          Polsce ich sie nie nauczylam, jako dziecko nie byly mi potrzebne, badz
          przerastaly moje mozliwosci intelektualne. Calkowicie normalna sprawa.
          Nazewnictwo zawodowe, nie umiem przelozyc na polski, bo skad?

          Inny przyklad. 2 siostry, mlodsza jako dziecko, wyemigrowala z rodzicami za
          granice, poszla tam do szkoly, kompletna integracja jezykowa. Starsza siostra z
          powodu milosci pozostala w Polsce, dojechala po paru latach, z mezem i w
          wysokiej ciazy, po urodzeniu dziecka obiecywala sobie pomoc jezykowa mlodszej
          siostry, jako ze ta "obcykana" po paru latach... skonczylo sie fiaskiem, jako ze
          mlodsza nie umiala przelozyc "z obcego na nasze" terminów typu lozysko, lochien
          (sama nie wiem, jak sie to po polsku nazywa, no ta wydzielina pare tygodni po
          porodzie z pochwy)- w sumie mam ten sam problem, nie majac w Polsce kontaktu z
          pewnymi sferami zycia, nie znam specyficznej terminologii, tak samo jak mlodsza
          siostra mlodej mamy. W zagranicznym jezyku bylo to jednak dla niej proste do
          zrozumienia.

          Byc moze nie kazdy to rozumie, co chce tym przekazac, ale jest jak jest,
          emigrant emigrantowi nierówny, jezyk jezykowi, i faktycznie jest tak, ze pewne
          sprawy lepiej obejmuje sie rozumem w jezyku "obcym" niz "ojczystym". Jak juz
          gdzies wspokmnialam, uczucia lepiej czy wogóle umiem wyrazac w jezyku tubylczym,
          niz w polskim, Z prostego powodu- w Polsce bylam za mloda na amore wink i uczylam
          sie jej juz tutaj smile


          • jan.kran Re: Dziekuje wszystkim :) 15.05.10, 13:45
            Kafeterianko, bardzo mnie interesuje ile miałaś lat jak wyjechalaś z PL?
            Byłabym wdzięczna za odpowiedźsmile))
      • posh_emka Re: Dziekuje wszystkim :) 23.07.10, 22:25
        My naszego małego kąpiemy razem- ja mówię do niego po polsku, a mąż po
        angielsku- i tak jest w każdej innej sytuacji nawet jak jesteśmy wszyscy razem
        czy jest inna rodzina. Co najwyżej mogę przetłumaczyć co mu właśnie
        powiedziałam. Nie wyobrażam sobie do dziecka nawijać po angielsku.
        Zasada: jeden człowiek-jeden język.
        Nie wyobrażam sobie żeby mąż poczuł się dziwnie tylko dlatego,że nie rozumie co
        do niego mówię.
    • mrs.t Re: Mezowie obcojezyczni 07.06.10, 21:42
      radze sie przemoc
      i jak najszybciej zaczac do dziecka mowic po polsku
      bo inaczej sie jezyka NIE NAUYCZY i bedzie ci przykro.
      ja na razie mowie troche po polsku troche po ang, ale jak pojdzie dziecko do
      zlobka, to TYLKO popolsku.
      Dziecko oczywiscie ze zrozumie, i o to chodzi by czym skorupka za mlodu..jak
      najwczeniesj uczyc!
    • ilonka45 Re: Mezowie obcojezyczni 07.07.10, 14:21
      Jak ty tak mowisz po angielsku jak piszesz po polsku to nie ma
      znaczenia "po jakiemu" bedziesz do dziecka mowila. Naprawde tylko 5
      lat mieszkasz poza Polska i zapomnialas jezyka ojczystego?
    • kamelia04.08.2007 Re: Mezowie obcojezyczni 13.07.10, 00:05
      mówie do dziecka wyłacznie po polsku, a maż po swojemu, miedzy soba rozmawiamy w trzecim jezyku. On nie zna polskiego, a ja marnie znam jego język. Sytuacja jak u ciebie

      Zalezy mi, by młoda znała polski równie dobrze jak ja, szczególnie, że mieszkamy w kraju mojego meza.

      Nie zatroszczenie sie przez matke by dziecko znało polski jest rzecza karygodną.

      Nie zastanawiałas sie jak bedzie dzeicko rozmawiac z twoimi rodzicami, czy z krewnymi z twojej strony, którzy pewnie angielskiego nie znają?? Moze powinnas sie jednak przemóC, polski parzy cie w język??
      • miska_nl Re: Mezowie obcojezyczni 30.07.10, 22:25
        U Nas jest tak,ze moj mowi do dzieci po holendersku, Ja do dzieci po polsku i
        wymagam odpowiedzi w jezyku polskim...wspolnie przy obiedzie rozmawiamy po
        holendersku.
        U mnie byla taka sytuacja,ze maz sam mnie przekonywal (choc nie musial),by do
        dzieci mowic po polsku. Zreszta sam uczy sie tego jezyka, bo chce miec dobry
        kontakt z moja rodzina, mimo tego,ze gdy Nas odwiedzaja rozmawiaja po angielsku smile
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka