warcholski
04.06.10, 07:46
to juz nie klocki na ulicach .....
Zagrożenie w zoo: “???ludzie???”
Robert Rybarczyk 03-06-2010, ostatnia aktualizacja 03-06-2010 22:23
Zwiedzający podrzucają zwierzętom ciastka z gwoździami i
żyletkami. Kradną żółwie i... szczotki z WC. A osiołkowi ktoś wbił
śrubokręt.
Za każdym razem, gdy tu przychodzę, światło rozbija się na wodzie
jak łaska boska – patrzy zauroczony na akwen z rekinami szef
hipopotamiarni Rafał Okoński. W miejscu, w którym dochodzi do takich
metafizycznych iluminacji, zwiedzający kradną najchętniej...
szczotki z WC.
40 hektarów terenu, placówka naukowa, ostoja ginących gatunków,
lecznica zwierząt.
W ciągu ostatniego weekendu było na ul. Ratuszowej 10 tys. chętnych,
którzy pragnęli zobaczyć 4,5 tys. zwierząt z 533 gatunków. W ten
weekend zwiedzających ma być jeszcze więcej...
Biorą, co się da
Większość zwiedzających szturmuje najnowszy pawilon zoo –
hipopotamiarnię, w której znajduje się rekinarium. – Personel
sprzątający każdego poranka dwie godziny czyści pawilon po
zwiedzających. Nie chciałby pan wejść wtedy do toalety, niczego nie
można tam dotknąć. To, co ludzie tam zostawiają… – zawiesza głos
Okoński.
W basenie u hipopotamów ląduje zaś wszystko, z czym zwiedzający
przychodzą do zoo: ciastka, kanapki, czapki, patyki, monety. A
wszystko, czego nie podadzą opiekunowie zwierząt, stanowi dla ich
podopiecznych śmiertelne zagrożenie.
– Drzwi wejściowe nam nawet wyrwali z zawiasów. I kradną wszystko,
co nie jest na stałe przytwierdzone do ściany.
A najwięcej szczotek z WC. Czy są jakieś specjalne? Nie, to zwykłe
tzw. jeżyki. Nie wiem, do czego taka ilość jeżyków może się komuś
przydać – dziwi się Okoński.
Pracownicy ogrodu mogą długo jeszcze wyliczać, co ginie: rolki
papieru toaletowego, kostki zapachowe do ubikacji, suszarki do rąk,
lustro wyjęto ze ściany. Z budowy słoniarni zginęła nawet gruszka od
betoniarki, złodzieje przerzucili ją przez płot.
– A kamera przy pawilonie z gorylami nagrała, jak jeden gość
odkręcił i ukradł pojemnik z karmą dla ryb – mówi Olga Zbonikowska,
szefowa fundacji Panda, zajmującej się adopcją zwierząt z zoo. – W
głowie się nie mieści to, co wyprawiają w zoo zwiedzający. Raz
rodzina z dziećmi przeszła przez barierkę oddzielającą od żyraf i
chciała je karmić. Mówiłem im, że to są groźne zwierzęta, kopnięciem
mogą zabić człowieka. I nic. Musiała ich zabrać ochrona – mówi.
Zagrożone zwierzęta
Lista naszych grzechów wobec zwierząt jest długa: ciastka
naszpikowane gwoździami i podrzucone na wybieg kopytnych, smakołyki
z żyletkami, opakowania z popcornem u niedźwiedzi brunatnych,
torebki z cukierkami u szympansów. Jak zrobiono sekcję padniętemu
krokodylowi, to znaleziono w jego przełyku smoczek dziecięcy. A gdy
się robi cieplej, to z sadzawki przed herpetarium znikają żółwie
czerwonolice.
– W baśniowym zoo, gdzie się bawią dzieci, ktoś wbił śrubokręt w
łopatkę osiołka. Na szczęście przeżył – mówi Zbonikowska.
Tam, gdzie jest to wymagane, jak w hipopotamiarni, są ogłoszenia, by
nie robić zdjęć z fleszem. W całym zoo obowiązuje zakaz wnoszenia
balonów. – Zakazy są po to, żeby zwierzęta się nie stresowały. Flesz
płoszy ryby, rekiny. Robią się przez to nerwowe, a zwiedzający i tak
cykają zdjęcia z lampą – mówi Okoński.
– Czy ludzie dostają małpiego rozumu w zoo? Myślą, że nawiążą
kontakt, robiąc głupie miny i zaczepiając zwierzęta? – zastanawia
się szefowa małp Anna Jakucińska.
Dr Andrzej Kruszewicz, dyrektor zoo, na wstępie rozmowy zastrzega: –
Z roku na rok oraz tak jest coraz mniej kradzieży i wandali.
Odwiedza nas cała masa ludzi, więc wśród nich różny element się
znajdzie. Trzeba wybaczać. Ja im, jako Andrzej, po ludzku wybaczam.
Mimo tego, co zwiedzający wyprawiają w hipopotamiarni, Okoński
wymyślił nową atrakcję – nurkuje w basenie z akwalungiem i karmi
ryby z ręki.
www.zw.com.pl/artykul/482251_Zagrozenie_w_zoo__ludzie.html