Dodaj do ulubionych

(nie)lojalna emigrantka - to ja???

25.03.04, 15:31
Jestem zla i strasznie mi przykro. Wczoraj brat mi zarzucil, ze wrobilam go w
opieke nad moja samotna mama, kiedy to sie ona zestarzeje. Na razie jest pare
lat przed 60tka i jest sprawna, zdrowa jak na swoj wiek, ma towarzystwo. Ale
za 10-20 lat sprawy beda wygladaly inaczej, a ja przeciez mieszkam daleko od
domu. Brat mieszka stosunkowo niedaleko (15 min tranwajem) i na moja uwage by
odwiedzal czesciej mame (bo wspominala mi, ze on do niej nie zaglada i przez
to czuje sie samotna) zarzucil mi, ze 'ja tu juz w ogole bym sie nie
odzywala, bo....'

I co mam rzucic meza i wrocic?? Uwazam, ze biorac pod uwage moja sytuacje i
tak duzo robie. Przyjezdam do PL 3 razy w roku, zapraszam mame czesto do
siebie. Powinnam czuc sie winna, ze wybralam dom daleko od 'domu'??

Czy jest tu jeszcze ktos z innych mam emigrantek, kto przechodzi przez
podobne rozterki???

Sugar
Obserwuj wątek
    • kingaolsz Re: (nie)lojalna emigrantka - to ja??? 25.03.04, 16:27
      Chyba ja...
      U mnie jest troche inaczej, bo moj ojciec odszedl od Mamy i zabral brata. Po
      jakims czasie ja wyjechalam daleko i moja Mama zostala sama w duzym domu. Moj
      brat obecnie mieszka ponad 600 km od niej i tez rzadko bywa. Ona ma znajomych
      itp ale na nikogo tak naprawde nie moze liczyc. Poza tym mysmy byly baardzo
      zzyte ze soba. Mnie nikt nie robi wyrzutow , swoja droga staram sie do niej
      codziennie choc na chwile zadzwonic itp zapraszamy ja 2 razy w roku na 2-3
      tygodnie , ale dla mnie to i tak za malo. Czasem jak pomysle ze ona wraca
      wieczorem do pustego, zimnego domu to mnie serce zciska. Dodatkowo od jakiegos
      czasu ma problemy i sama sie z nimi boryka, a w koncu jakbym byla na miejscu to
      moglabym pewnie pomoc... ale jest jak jest i moge tylko pomagac na odleglosc i
      czasem poprostu zastanawiam sie czy nie jestem wyradna corka i mam te ogromne
      wyrzuty sumienia. Licze jednak na to ze albo na jej drodze stanie czlowiek, z
      ktorym sie zestarzeje , albo ja bede mogla ja "sciagnac" do siebie.
      Pozyjemy , zobaczymy... ale nie tak latwo znalezc zloty srodek...

      Pozdrawiam
      KInga
    • mrufkaa Re: (nie)lojalna emigrantka - to ja??? 25.03.04, 16:31
      ach Magda.
      Napisalam dlugiego posta i skasowalam.
      napisze na priva...
      Nie tylko Ty tak masz.
      szkoda gadac.
    • jagienka.harrison Re: (nie)lojalna emigrantka - to ja??? 25.03.04, 17:12
      Oj Sugar,

      Naprawdę mi przykro. Myślę ża każda z nas ma podobnie, każda ma wyrzuty
      sumienia i każda od czasu do czasu otrzymuje jakiś komentarz na temat
      mieszkania za granicą od rodziny.
      Moja rodzina jest bardzo zżyta i na szczęście mieszkamy wszyscy w Gliwicach.
      Też już dawno wyjechałam z Polski, moja mama jest bezrobotna, utrzymuje się
      jakoś sama z pomocą mojej siostry. Ja też sie często gryzę że nie pomagam mamie
      ani babci, że nie ma kto jej zrobic zakupów, że nie widują Dominika, że za
      pieniądze które wydaję tygodniowo w Sainsbury's moja mama żyłaby w Polsce przez
      miesiąc...
      Ale takie wybrałyśmy życie. Moja mama - i domyślam się że Twoja też - cieszy
      się że mi się 'udało', że jestem szczęśliwa, że nie muszę sie bać o pracę. Cała
      moja rodzina cieszy się moim szczęściem i na pewno u Ciebie też tak jest. Twój
      brat na pewno jest trochę zazdrosny i może troszczeczkę ma racji, to jednak to
      jest Twoje życie. Czasami trzeba zacisnąć zęby na komentarze, a jak już np Twój
      brat coś takiego powie co powiedział to rzeczowo i spokojnie się go zapytaj co
      w takim razie możesz lub masz zrobić. Może się nad tym zastanowi głębiej...
      Trzymaj się ciepło, głowa do góry.
    • kiranna Re: (nie)lojalna emigrantka - to ja??? 25.03.04, 21:42
      Sugar, chyba wiekszosc z nas podziela Twoje rozterki. Rzeczywiscie nielatwo
      jest ukladac sobie zycie za granica, wiedzac, ze w kraju zostali, nazwijmy
      rzecz po imieniu, starzejacy sie rodzice.
      Wy chociaz macie rodzenstwo, ktore moze nie czesto, ale zawsze jest gdzies w
      poblizu. Ja jestem jedynaczka i sprawa naprawde bedzie skomplikowana, gdy jedno
      z rodzicow odejdzie... boje sie tego. Wowczas albo trzeba bedzie rzucic
      wszystko i wracac do kraju albo zabrac mame/tate do siebie (to najchetniej bym
      zrobila), tylko nie jestem pewna czy to bylaby dobra decyzja, wszak starych
      drzew nie przesadza sie sad
      Od czasu do czasu rozmawiamy na ten temat z rodzicami, oboje chcieliby mieszkac
      w Turcji przy mnie, gdyby jednego z nich zabraklo. Wiedza, ze moj maz raczej
      trudno odnalazlby sie w Polsce, nie chca nam komplikowac zycia. Ale to nie jest
      takie proste, choc mieszkac mieliby gdzie, ale nie znaja jezyka, nie maja
      nikogo poza mna tutaj, a ile mozna byloby zyc sloncem, morzem i swiezym
      powietrzem? Lubie wschod, ale sama mam chwile, ze psiocze na wszystko dookola i
      tak jak stoje wrocilabym do Polski, bo wszystko mnie wokol wkurza. Nie wiem czy
      czlowiek w podeszlym wieku moglby zmienic swoje srodowisko tak zupelnie bez
      problemu. Naprawde nie wiem jak to bedzie...

      Na dzien dzisiejszy rodzice rozumieja, ze moja rodzina jest, jakby nie patrzec,
      tutaj, za granica, to zreszta zawsze przypomina mi ojciec jak sie "zasiedze" w
      kraju, a maz gdzies tam jest sam. Nie dlatego, ze nie chca mnie juz dluzej
      znosic, ale szanuja moje malzenstwo.
      Jestem 1-2 razy w roku w PL na ok. miesiac, zazwyczaj raz w roku przyjezdzaja
      do mnie, prawie codziennie do siebie piszemy sms lub ostatnio maile, wysylam
      zdjecia Bartka przez internet, czesto tez dzwonimy do siebie, wiec ta rozlaka
      juz tak nie boli. W koncu minelo 10 lat, to tez jest wazne,
      zdazylismy sie przyzwyczaic do nowej rzeczywistosci. W tym przypadku mysle, ze
      czas gra na nasza korzysc. U nas chyba najwiekszy kryzys byl w okolicach 2-4-go
      roku, z roznych powodow, ktore nalozyly sie na siebie, ale juz jest ok., wiele
      spraw sie wyjasnilo, z wieloma sie pogodzilismy, itd.
      Na szczescie moi rodzice sa aktywni zawodowo, oboje robia to co lubia, ojciec
      ma swoja firme. Nie ma czasu na nude, czesciej narzekaja na brak czasu niz jego
      nadmiar. Oboje tez maja wielka pasje - zeglarstwo, kazdy weekend spedzaja na
      wodzie, w sezonie, oczywiscie. Albo wsiadaja w samochod i jada sobie gdzies w
      Polske. Z tego co mowia, nie czuja sie samotni czy porzuceni, mimo, ze kiedys
      byly przycinki w dalszej rodzinie jak moglam wyjechac, zostawic rodzicow, itd.
      Przy takich okazjach ojciec zawsze trzymal moja strone i szybciutko ucinal
      dyskusje. On sam zreszta cale zycie byl niezalezny od nikogo i moze dlatego
      jest mu latwiej mnie zrozumiec.

      Na pewno jestesmy odpowiedzialni za swoich rodzicow, ale mamy tez prawo do
      swojego zycia prywatnego, w szczegolnosci, gdy na swiecie sa juz nasze wlasne
      dzieci.

      pozdrawiamsmile
      Anka
    • poleczka2 Re: (nie)lojalna emigrantka - to ja??? 25.03.04, 21:55
      Ja z tym problemem będę się dopiero borykać. Moi rodzice są po 50ce więc
      jeszcze długo ale co ja wtedy zrobię? Sama nie wiem. Dodam, że nie mam
      rodzeństwa i będę musiała sama rozwiązać problem.
      • znikad Re: (nie)lojalna emigrantka - to ja??? 26.03.04, 01:03
        Ale chyba ten brat mial troche racji, nie sadzisz? On ma na pewno ciezkie zycie
        z Wasza mama i pewnie uprzejmie Ci sie na to nie skarzy. Wiem cos o tym - moj
        stryj odkad pamietam mieszkal w Stanach i moj ojciec nigdy nie byl tak dobrym
        dzieckiem w oczach mojej babci jak ten ukochany-nieobecny. Nie mialo znaczenia
        to, ze ojciec sie uzeral z PRLowska rzeczywistoscia, ze zalatwial babci
        wszystkie takie luksusy tamtych czasow jak telefon, schab, extra lekarstwa itd.
        To wszystko bladlo i znikalo z horyzontu w obliczu pocztowki od syneczka z USA.
        Moj ojciec sie nigdy nie poskarzyl ale nie zapomne Jego twarzy gdy umierajaca
        juz babcia wolala pol-przytomnie "gdzie jest moj kochany synek?" majac na mysli
        stryja, ktory w tym czasie byl na wakacjach w Europie ale do Polski bylo Mu nie
        po drodze.
        Ty nawet nie wiesz jakie zycie ma Twoj brat. I On Ci sie pewnie nigdy nie
        poskarzy, bo to takie krepujace, prawda? Jak mozesz, to Go wspomagaj ale nie
        wyrzucaj Mu braku czasu dla Waszej wspolnej matki, bo jakby na to nie patrzec -
        On i tak wiecej Jej go daje niz Ty bedac za granica. To nie zarzut - to fakt.
        Musisz sie z tym pogodzic, ze w oczach swojej matki jestes zapewne
        tym "lepszym" dzieckiem (bo odleglosc wzmaga uczucia) gdy tak naprawde
        tym "lepszym" jest Twoj brat, bo tam po prostu jest. Jakos musisz z ta
        swiadomoscia zyc. Kazdy z nas tak ma, nie Ty jedna - witaj w klubie smile
        • izabelski Re: (nie)lojalna emigrantka - to ja??? 26.03.04, 01:30
          Nie zgodze sie z Toba - skoro Sugar pisz , ze mama czesto do niej przyjezdza,
          oni ja odwiedzaja i sa ze soba w stalym kontakcie to trudno ja porownac do
          twojego stryja
          Ja uwazam ,ze jak ktos chce psa uderzyc, to kija zawsze znajdzie - cz ybrat
          jest zazdrosny czy ma racje nie nam oceniac.
          ja tez amm dylematy odnosnie rodziny, ktora zostala w Plosce, ale wiem, ze
          wszyscy sie ciesza, ze sie usamodzielnilam i osiagnelam mala stabilizacja praca
          wlasnych rak
          u mnie sytuacj jest troche inna, bo wychowali mnie dziadkowie, oboje jeszcze
          (dzieki Bogu zyja) i sa pod troskliwa opieka swoich dzieci, ktore przyjezdzaja
          jak tylko czas im pozwala
          ja pomagam troche finansowo i nigdy nikogo w Polsce nie ganie za to czy i kiedy
          jezdza do dziadkow - kazdy stara sie jak moze i jak potrafi
          ciesze sie, ze ze z powodu mojego pobytu za granica nigdy nie bylo komentarzy
          pod moim adresem - ale to moze dlatego, ze wywodze sie z biednej rodziny i
          wszyscy moi krewni musieli bardzo ciezko pracowac, zeby cokolwiek osiagnac
          mysle ze jesli juz cos to mi troche wspolczuje rozlaki z Polska, ktora mimo
          wszystko bardzo kocham
          • sugar_mama_danielcia Re: (nie)lojalna emigrantka - to ja??? 26.03.04, 12:00
            Droga Znikad,
            TAk wlasciwie powodem mojej wyprowadzki z domu byl fakt, ze od zawsze ja bylam
            ta 'najgorsza' dla mojej mamy wbrew wielkiemu egoizmowi, fauszowi i
            samolubstwie brata, ktory to nieustannie byl faworyzowany, a ja..pogardzana.
            Majac 18 lat najprostrzym i wlasciwie jedynym rozwiazeniem i ucieczka od
            ponurej rzeczywistosci byl wyjazd za granice. I wcale mi nie bylo wtedy latwo i
            do smiechu. I wcale nie ucieklam do jakiegos luksusu tylko od swietego spokoju
            i ciaglych depresji. POjechalam na troche i pewnie i przypadkiem wielkim
            ulozylam sobie tu zycie.
            KOntakt z mama mi sie polepszyl sie proporcjonalnie z dystansem w jakim zyjemy.
            MOja mama ostatnio stwierdzila, ze ma czestszy kontakt ze mna niz z nim. JA
            uwazam, ze on w porownaniu do swoich mozliwosci bardzo malo robi by ja
            wesprzec. To prawda, ze kiedys uwazalam, ze on jej wiecej jest winien, bo duzo
            duzo wiecej dostal od niej - teraz zmienilam zdanie. Uwazam, ze on jest jej
            poprostu winien pewna przyzwoitosc. A nie tygodnie bez telefonu, bez 'jak sie
            czujesz?'

            A ja owszem gryze sie, ze mieszkam daleko i co?? Tak jak juz pisalam: mam
            rzucic meza i wracac?? Zreszta czy ty w ogole jestes w podobnej sytuacji i
            wiedz o co mi chodzi??? Wtapie.

            Sugar
            • znikad Re: (nie)lojalna emigrantka - to ja??? 26.03.04, 14:42
              Po pierwsze jestem facetem ale to male piwo wink Po drugie - owszem, owszem -
              mam Twoje problemy i to w 3 strony (rodzice, byli tesciowie, rodzice mojej
              obecnej kobiety, w tym wszystkim rodzenstwo na 3 kontynentach itd.). Ktos
              slusznie napisal, ze kontakty rodzicow z rodzenstwem nalezy pozostawic Im
              samym. Ty mozesz to tylko zepsuc. Ja sam wysylam forse, starzy przyjezdzaja, to
              samo robi moja byla, to samo robi moja obecna. No ale przeciez kazdy wie, ze
              jak siostry czy bracia sa na miejscu, to na Nich spada wszystko to, co jest do
              zalatwienia na miejscu. Bedziesz mogla cokolwiek powiedziec dopiero jak matke
              sciagniesz do siebie na zawsze (tak planuje zrobic z moimi ex-tesciami moja
              byla zona) - a tak, to jestes tylko z doskoku i od swieta. A ze Twoj brat nie
              dzwoni i nie odwiedza tygodniami - Jego sprawa. Swoje uklady z Wasza matka On
              buduje sam, co Ci do tego? Przeciez nikt nie oczekuje, ze wrocisz ale musisz
              byc konsekwentna w swoich wyborach - nowe uklady z matka i bratem sa
              konsekwencja Twojej emigracji. Tobie jest lzej niz Jemu, bo gdyby Ci nie bylo,
              to bys wrocila. A tego nie robisz, bo znasz pozytywy swiata, w ktorym
              mieszkasz. Nie wiesz tego, ze w zyciu zadko kiedy sa idealne rozwiazania?
            • znikad Re: (nie)lojalna emigrantka - to ja??? 26.03.04, 14:43
              Po pierwsze jestem facetem ale to male piwo wink Po drugie - owszem, owszem -
              mam Twoje problemy i to w 3 strony (rodzice, byli tesciowie, rodzice mojej
              obecnej kobiety, w tym wszystkim rodzenstwo na 3 kontynentach itd.). Ktos
              slusznie napisal, ze kontakty rodzicow z rodzenstwem nalezy pozostawic Im
              samym. Ty mozesz to tylko zepsuc. Ja sam wysylam forse, starzy przyjezdzaja, to
              samo robi moja byla, to samo robi moja obecna. No ale przeciez kazdy wie, ze
              jak siostry czy bracia sa na miejscu, to na Nich spada wszystko to, co jest do
              zalatwienia na miejscu. Bedziesz mogla cokolwiek powiedziec dopiero jak matke
              sciagniesz do siebie na zawsze (tak planuje zrobic z moimi ex-tesciami moja
              byla zona) - a tak, to jestes tylko z doskoku i od swieta. A ze Twoj brat nie
              dzwoni i nie odwiedza tygodniami - Jego sprawa. Swoje uklady z Wasza matka On
              buduje sam, co Ci do tego? Przeciez nikt nie oczekuje, ze wrocisz ale musisz
              byc konsekwentna w swoich wyborach - nowe uklady z matka i bratem sa
              konsekwencja Twojej emigracji. Tobie jest lzej niz Jemu, bo gdyby Ci nie bylo,
              to bys wrocila. A tego nie robisz, bo znasz pozytywy swiata, w ktorym
              mieszkasz. Nie wiesz tego, ze w zyciu rzadko kiedy sa idealne rozwiazania?
              • sugar_mama_danielcia Re: (nie)lojalna emigrantka - to ja??? 26.03.04, 15:41
                Drogi Znikad smile
                Pewnie by mnie ta sytuacja tak nie wkurzala, ale tak sie sklada, ze moja mama
                nieustannie narzeka na mojego brata. I niestety chyba tylko mi. No coz,
                pozostaje mi chyba jej zwrocic uwage, ze sobie go tak wychowala. OD zawsze
                zwalniany byl od jakiegokolwiek obowiazku.
                Mam natomiast jednak zal do brata. Pewnie sie i tak skonczy, ze mama wyladuje u
                nas, nic na ten temat nie mowie na razie, ale swoje wiem. Od zawsze wydawalo mi
                sie to oczywiste, ze jesli chodzi o pomoc to nie na niego mozna liczyc, ale
                chyba cos ostatnio ogarnely mnie jakies zludzenia, ze choc moze to minimum. A
                tu nie...
                To chyba moja wina, ze znow dalam sie poniec marzeniom.

                Sugar
    • olenka12 Re: (nie)lojalna emigrantka - to ja??? 26.03.04, 01:42
      Hej Sugar,
      Ja rozumiem. Moi rodzice są po rozwodzie już kupę lat i mama robiła wszystko
      aby dobrze nas wychować. Była wspaniała a teraz została sama. Brat mieszka w
      tym samym mieście ale nie ma czasu jej odwiedzać. Ja go nawet nie proszę bo
      wiem, że pracuje 7 dni w tygodniu czasem więcej niż 8 godzin aby utrzymać swoją
      żonę i malutką córeczkę.
      Mama jest nietylko moją mamą ale i przyjaciółką i boli mnie okropnie jej
      samotność (ma znajomych, pracuje ale to nie to samo co rodzina), martwię się
      kto się nią zajmie na starość albo gdy zachoruje (nie daj Boze).
      Do tej pory wynajmowała pokój studentom i jakoś szło. Teraz sprzedaje
      mieszkanie (za drogie w utrzymaniu)i przeprowadza się do mniejszego. Jak smutno
      jej będzie w pustym, całkiem nowym domu?
      To mój trwale nierozwiązany problem, drzazga w serduchu sad
      Wiem, że to głupie ale ja czuje się winna.
    • olenka12 Re: (nie)lojalna emigrantka - to ja??? 26.03.04, 01:44
      sugar_mama_danielcia napisała:

      > Jestem zla i strasznie mi przykro. Wczoraj brat mi zarzucil, ze wrobilam go w
      > opieke nad moja samotna mama, kiedy to sie ona zestarzeje.

      Jak to nad twoją? Twoja mama to i jego!
    • judytak Re: (nie)lojalna emigrantka - to ja??? 26.03.04, 10:27
      myślę, że najlepiej zostawić układy między mamą a bratem dla nich samych

      ale na pewno nie poruszać tematu z daleka, przez telefon

      w końcu mieszkając w kraju, ale w innym mieście, też nie spotyka się rodziców
      częściej, niż kilka razy w roku

      no i nie martwić się na zapas, jak się pojawi jakiś problem, to rozwiążecie
      razem - tak właśnie powiedz bratu, może on naprawdę się boi odpowiedzialności,
      tego "co będzie później"?

      pozdrawiam
      Judyta
      • sugar_mama_danielcia Re: (nie)lojalna emigrantka - to ja??? 26.03.04, 12:03
        Moj brat przyjechal do Londynu i dlatego ta cala rozmowa. Nie wyjasnilam z
        gory, sorki.

        Sugar
        • jagienka.harrison Re: (nie)lojalna emigrantka - to ja??? 26.03.04, 13:09
          Widzisz Polakom w Polsce zawsze się wydaje że życie za granicą to jest coś
          lepszego... olewaj takie komentarze.
          U nas jest podobnie też trochę jak u Ciebie ale jeśli chodzi o Neila. Jego tato
          ma Alzheimera, teraz mieszka w domu opieki bo teściowa już sobie z nim nie
          radziła . Brat Neila mieszka 10 min od niej i wpada raz na tydzień jak mu się
          uda, nie pomaga jej w ogóle, wnuki ją widują raz na tydzień jak nie są zbyt
          zajęte(a kiedyś ona się nimi zajmowała zanim poszły do nursery) brat nigdy nie
          ma czasu żeby zadzwonić. Mama Neila nie prowadzi samochodu i musi prosić się
          innych o pomoc chociażby w zakupach. My staramy się dzownić do niej codziennie,
          bardzo często przyjeżdżamy, Neil ją woniz w różne miejsca..a brat nadal nas
          unika po awanturze między nami.
          I chociaż mamy wyrzuty sumienia że jej niewystarczająco pomagamy to jednak ona
          sama przyznaje, tak jak Twoja mama, że my ją więcej widujemy niż brat. I to
          jest chyba najważniejsze.
          Swoją drogą to zawsze dziwi to Neila jak Polacy są w pewnien sposób przywiązani
          do swoich rodziców i mają pewnego rodzaju moralny 'obowiązek' zająć się nimi w
          biedzie cyz starości.
          Wytłumacz bratu że Tobie też nie jest łatwo, ale tak się złożyło, masz prawo do
          swojego życia. Zapytaj czy ma jakieś pomysły na ulepszenie sytuacji albo czego
          od Ciebie oczekuje. A na razie nie ma się co martwić tym wszystkim skoro twoja
          mama jest jeszcze w pełni sił.
          • alicya Re: (nie)lojalna emigrantka - to ja??? 26.03.04, 14:18
            U mnie tez przyszlosc moich rodzcow, a zwlaszcza mojej mamy to, jak napisala
            olenka12, "trwale nierozwiązany problem, drzazga w serduchu". Dopoki obydwoje
            zyja wszystko biegnie normalnym rytmem, ale kiedy mama zostanie sama (ojciec
            jest starszy i zschorowany) nie wiem jak bedzie.

            Z drugiej jednak strony kazdy z nas jest odpowiedzialny za swoje zycie i nie
            moze "zyc dla mamy". Teraz kiedy urodzi sie moje dziecko, to wlasnie o nie
            musze sie w pierwszym rzedzie troszczyc. Taka jest naturalna kolej rzeczy.

            Oczywiscie do tej pory robilam wszystko aby jak najczesciej widziec rodzicow,
            tluklam sie nieraz nocnymi pociagami, targalam walizki, przekladalam terminy
            itd. Moi rodzice odwiedzili mnie ( w Niemczech) tylko raz (7 lat temu), bo
            zawsze mieli inne plany itd. Teraz kiedy ojciec jest chory nie moga juz tego
            zrobic, a ja nie bede mogla tak czesto przyjezdzac.

            Oczywiscie w pewnym sensie to martwi, ale ...troche starm sie ich przygotowac
            na to. Zwrocilam mamie uwage na to by dbala o swoje kontakty towarzyskie i
            rodzinne, by czasem sama wykazala inicjatywe.

            Z drugiej strony ona jest szcesliwa, iz ja jestem szczesliwa. I obie musimy z
            ta rozlaka zyc. Ja cigle bronie sie przed tym, zeby ta drzazga zatrula moje
            zycie. Chcialabym, zeby i ona czula sie szczesliwa w swoim obecnym zyciu, ja
            jej go nie poustawiam. Pozdrawiam Was wszystkie
    • samijola Re: (nie)lojalna emigrantka - to ja??? 26.03.04, 16:36
      Sugar

      Niczym sie nie martw. Masz calkowita racje i prawo zeby "nawrzucac" bratu. Tak
      sie sklada, ze ci pozostajacy w Polsce zawsze czuja, ze sa "poszkodowani" bo sa
      blizej i to na nich spada ciezar opieki na rodzicami. Praktyka jednak pokazuje,
      ze ich kontakty bardzo czesto sa niewielka czescia tych pozostajacych za
      granica. Sam fakt bycia blisko to niestety nie zaden wyznacznik bycia pomocnym
      czy prawdziwie bliskim.
      Rodzice maja rowniez obowiazek nas zrozumiec. Mam meza, 2.4 latka synka, ktory
      w lipcu bedzie mial rodzenstwo. Moja mama czesto "placze" przez telefon, ze
      teskni, ze czuje sie samotna. Pytam ja wtedy co mam zrobic. Rzucic prace,
      ulozone zycie, zabrac rodzine i wrocic do Polski? Odpowiedz jest natychmiastowa
      nie i lzy wysychaja. Bez komentarzy.
      Co do rodzenstwa. Jestem najstarsza. Mam wsapniala siostre i wspanialego brata.
      Sa rowniez za granica. Bezdzietni. Fakt - pracuja jak woly ale niejednokrotnie
      rozmawiajac z rodzicami pytaja mnie oni o siostre i brata. Dlaczego? Pytam
      rodzenstwo czasami, dlaczego nie macie czasu zlapac za sluchawke raz w tygodniu
      na piec minut. Lepsze to przeciez niz raz na miesiac godzina. Nigdy nie
      protestuja, przyznaja racje i zaraz dzwonia. Moral. To naprawde zalezy od
      czlowieka i od tego do czego przywykli przez dlugi czas. Moje rodzenstwo
      pryzwyklo do tego, ze to ja zawsze bylam wyrocznia i wobec tego najbardziej
      odpowiedzialna na wszystko. Nie ze zlej woli uchylaja sie z odpowiedzialnosci
      ale trzeba im czasami przypominac.
      Wiem, jestem szczesciara majac taka siostre i takiego brata. Siostra wkrotce
      wraca do Polski i wiem, ze bede mogla na nia liczyc jako ta, ktora jest blizej
      rodzicow. Rozumiem jednak Sugar bo wiele razy spotkalam sie z sytuacjami
      podobnymi jej. Poza tym gdyby kiedykolwiek w zyciu stosunki z moim rodzenstwem
      zmienily sie na gorsze pozostawie sobie na zawsze prawo egzekwowania ich
      odpowiedzialnosci wobec rodzicow. Nie mozemy wszyscy dac tego samego. Pomoc
      moze byc rozna (finanwowa, moralna etc.) ale kazdy z nas moze dac z siebie cos -
      to pewne.
      Nie mozna brac na siebie odpowiedzialnosci za wszystko i wszystkich. Jezeli ma
      sie czyste sumienie co do tego co robisz ze swojej strony by wywiazac sie z
      obowiazku dziecka wobec rodzicow, bez zachamowan nalezy ganic rodzenstwo za
      brak zainteresowania nimi.
      Poadrawiam cie serdecznie Sugar i wszystkich znajdujacych sie w podobnej
      sytuacji.
    • dorota1974kr Re: (nie)lojalna emigrantka - to ja??? 26.03.04, 23:11
      Jestem w dosc komfortowej sytuacji bo mam duzo mlodsze od siebie siostry. Jedna
      podobnie jak ja wyfrunela z domu i mieszka w Hiszpanii, ale dwie ciagle sa w
      Polsce, jedna studiuje, a druga w maju zdaje mature, a potem wybiera sie na
      studia. Moi rodzice zyja wiec ciagle z dziecmi, zyja ich zyciem.
      MNie natomiast przeraza to, ze widuje moich rodzicow tak rzadko (raz, dwa
      razy na rok) i za kazdym razem sa starsi i zmieniaja sie. Kiedy sie mieszka
      blisko te zmiany nie sa zauwazalne. Czasami mam wrazenie, ze moze przegapiam
      ostatnie "dwadziescia" lat z ich zycia. Brakuje mi ich niesamowicie. Ale nie
      mozna miec wszystkiego. Gdy mysle o tym ze kiedys juz ich nie bedzie to ciarki
      przechodza mi po plecach. Boje sie tego strasznie. I tez czasami czuje sie
      winna,ze mnie nie ma gdy cos sie dzieje. Zdecydowalam sie na emigracje i
      zaluje, ze razem ze mna nie wyjechala cala moja rodzina.
    • evee1 Re: (nie)lojalna emigrantka - to ja??? 27.03.04, 14:55
      No a ja juz sie nie przjmuje, bo rozwiazalam te sprawe juz dawno
      temu i sciagnelam mame do siebie.
      Jestem jedynaczka, moj tata nie zyje juz od dawna i co prawda
      pisalam i dzwonilam do mamy co tydzien, ale po prostu niepokoilam
      sie o nia, bo mimo, ze jest raczej dobrego zdrowia i kondycji,
      to wiek swoje robi. Kiedys rozchorowala sie na grype i zemdlala
      bedac sama w domu. A tak to mam ja na miejscu i nie musze sie
      denerwowac. Moje "stare drzewko" przenioslo sie z Polski do
      Australii majac prawie 60 lat i calkiem sobie chwali, tym
      bardziej, ze jest na codzien ze swoja corka i wnukami smile)).
      • sugar_mama_danielcia Re: (nie)lojalna emigrantka - to ja??? 27.03.04, 15:03
        Evee, a jak Twoja mama radzi sobie z jezykiem?? CZy umie mowic po angielsku i
        jak tak to kiedy sie go nauczyla? Dopiero podczas pobytu za granica? I czy ma
        jakies znajome, przyjaciolki?

        Sugar
        • evee1 Re: (nie)lojalna emigrantka - to ja??? 29.03.04, 05:17
          Moja mam jakos sobie z angielskim radzi. To znaczy zna go biernie (czyta
          ksiazki), ale mowic sie troche boi. Ale tutaj mozna chodzic na kursy
          angielskiego, ktore ludziom troche pomagaja. Poza tym ogladanie roznych
          seriali tez troche pomaga, przynajmnie w osluchaniu sie.
          Towarzysko troche moja mama cierpiala, bo ona nie jest z tych co to pojda
          i wkreca sie do towarzystwa, ale jakis czas temu poznala kilka pan i z
          nimi utrzymuje kontakty.
      • olenka12 Evee, 29.03.04, 04:39

        • olenka12 Re: Evee, 29.03.04, 04:47
          A jak ściągnęłaś mamę do Australii? Czy uzyskanie stałego pobytu dla osoby po
          50 - tce bez znajomości języka i wyższego wykształcenia jest możliwe?
          Tak pytam na wszelki wypadek jakby moja mama zmieniła kiedyś zdanie. Była u nas
          tydzień i stwierdziła, że za nic nie mogłaby tu mieszkać, że teraz doskonale
          rozumie moje smutki i zagubienie.
          O tatę się nie martwię bo jest żonaty, ma pracę którą lubi i choć ciężko
          pracuje nieźle daje sobie radę.
          Mama jest samotna i na zasiłku przedemerytalnym, dorabia gdzie się da ale na
          dłuższa metę to nie jest życie dla starszej osoby.
          • evee1 Re: Evee, 29.03.04, 05:25
            olenka12 napisała:

            > A jak ściągnęłaś mamę do Australii? Czy uzyskanie stałego pobytu dla osoby po
            > 50 - tce bez znajomości języka i wyższego wykształcenia jest możliwe?
            Ja to zrobilam w ramach laczenia rodzin. Wtedy znajomosc jezyka i wyksztalcenie
            nie maja znaczenia. Natomiast ma znaczenie ile mamama jeszcze dzieci i gdzie.
            Jezeli ma wiecej dzieci w jakimkolwiek kraju niz w Australii, to wtedy tak
            sie nie da. Nie wiem ile Ty masz rodzenstwa i w jakich krajach mieszkaja.
            Zalatwia sie wize emigracyjna, za ktora trzeba sporo zaplacic, no ale jest
            to do zalatwienia.

            > Tak pytam na wszelki wypadek jakby moja mama zmieniła kiedyś zdanie. Była u
            nas
            > tydzień i stwierdziła, że za nic nie mogłaby tu mieszkać, że teraz doskonale
            > rozumie moje smutki i zagubienie.
            A co jej sie tak bardzo niepodobalo? smile)

            > O tatę się nie martwię bo jest żonaty, ma pracę którą lubi i choć ciężko
            > pracuje nieźle daje sobie radę.
            > Mama jest samotna i na zasiłku przedemerytalnym, dorabia gdzie się da ale na
            > dłuższa metę to nie jest życie dla starszej osoby.
            To faktycznie lepiej zeby byla z Toba. Z tym, ze sa ludzie (i nie dotyczy to
            jedynie ludzie starszych), ktorzy po prostu nie nadaja sie do emigracji
            i wszytko im sie nie podoba, no ale po jednym tygodniu pobytu, to trudno
            cokolwiek powiedziec. Moze po 6-sciu miesiacach pobytu zmienilaby zdanie...
            • olenka12 Re: Evee, 30.03.04, 00:48
              Mam brata w Polsce więc łączenie rodzin odpada. Papierowe małrzeństwo też bo
              mama jest dumna i uczciwa, zresztą ja też bym tak nie mogła. Jeśli spróbujemy
              to pewnie za parę lat oficjalną drogą.

              Prawda, tydzień to zbyt krótko aby wyrobić sobie opinię o kraju, zwłaszcza, że
              w tym tygodniu zgrzytało między mamą a moim mężem, urodził się nasz pierwszy
              syn, nagle ciężko zachorowała babcia i po 4 dniach umarła. Mama musiała wrócić
              ją porzegnać sad((

              Nie podobały jej się 3 centymetrowe kakrocie w domu i olbrzymie pająki na
              ogrodzie, nie podobało jej się, że musi porozumiewać się praktycznie na migi,
              że sklepy gorzej zaopatrzone (szukaliśmy wysokiego materacyka dla dziecka) i
              wszędzie daleko. Nie podobało jej się, że autobusy jeżdżą raz na godzinę i
              bilety drogie. Nie podobały jej się skupiska gęsto posianych domków gdzie
              sąsiad sąsiadowi w okno może zaglądać. I nie podobało jej się, że jej córka
              bez męża niewiele jest w stanie zrobić, że prosto ze studiów awansowała na kurę
              domową, że jedyne jej towarzystwo to teściowie na górze.

              Evee, masz rację nie wszyscy nadają się do emigracji tylko takie rzeczy
              wychodzą najczęściej już po, kiedy trudno coś spowrotem odkręcić.
              A mnie w Australii najbardziej ze wszystkiego podoba się mój syn i to on jest
              teraz treścią mojego życia i jeszcze może to, że mogę zostawić wózek przed
              sklepem i nikt go nie ukradnie smile

              A jak długo ty mieszkasz w tutaj?
              • evee1 Re: Evee, 30.03.04, 05:04
                > Mam brata w Polsce więc łączenie rodzin odpada. Papierowe małrzeństwo też bo
                > mama jest dumna i uczciwa, zresztą ja też bym tak nie mogła. Jeśli spróbujemy
                > to pewnie za parę lat oficjalną drogą.
                Jak masz tylko jednego brata w POlsce, to jest OK. CHodzi o to, zeby nie miec
                wiecej dzieci w innym kraju niz Australia (tyle samo jest OK). Kiedys zmienili
                te zasade i trzeba bylo miec wiecej dzieci w Australi, ale spotkalo sie to
                z protestami i zmienili to spowrotem.

                > Prawda, tydzień to zbyt krótko aby wyrobić sobie opinię o kraju, zwłaszcza,
                że
                > w tym tygodniu zgrzytało między mamą a moim mężem, urodził się nasz pierwszy
                > syn, nagle ciężko zachorowała babcia i po 4 dniach umarła. Mama musiała
                wrócić
                > ją porzegnać sad((
                No to mozna powiedziec, ze w Australii w ogole nie byla smile.

                > Nie podobały jej się 3 centymetrowe kakrocie w domu i olbrzymie pająki na
                > ogrodzie, nie podobało jej się, że musi porozumiewać się praktycznie na migi,
                > że sklepy gorzej zaopatrzone (szukaliśmy wysokiego materacyka dla dziecka) i
                > wszędzie daleko. Nie podobało jej się, że autobusy jeżdżą raz na godzinę i
                > bilety drogie. Nie podobały jej się skupiska gęsto posianych domków gdzie
                > sąsiad sąsiadowi w okno może zaglądać. I nie podobało jej się, że jej córka
                > bez męża niewiele jest w stanie zrobić, że prosto ze studiów awansowała na
                kurę
                >
                > domową, że jedyne jej towarzystwo to teściowie na górze.
                No tak, jak ktos chce to wszedzie znajdzie problemy. Ale moze powinna jednak
                sprobowac. W gruncie rzeczy alternatywa tez jest malo rozowa. Ja mam wrazenie,
                ze ludzie boja sie zmian, a przeciez jakby tu przyjechala, to nic nie stoi
                na przeszkodzie, zeby mogla wrocic do Polski jak sie jej znudzi. Ba, jak
                bedzie miala wize rezydencka, to moze siedziec sobie pol roku w Polsce i tam
                ladowac swoje "polski" akumulatory, a pare miesiecy u Was. Wiem, ze to troche
                kosztuje, ale w gre wchodzi jej szczescie.

                > Evee, masz rację nie wszyscy nadają się do emigracji tylko takie rzeczy
                > wychodzą najczęściej już po, kiedy trudno coś spowrotem odkręcić.
                Ale co tu odkrecac? Moim zdaniem zalatwienie takiej wizy daje jej tylko
                wiecej mozliwosci. Teraz wyjazd do innego kraju nie jest wyrokiem na cale
                zycie, no chyba, ze ktos sobie tak zalozy.
                Co do wrazen i podejscia do emigracji, to mielismy tu takich znajomych,
                ktorzy na wszystko narzekali. Ja juz nawet balam sie do nich dzwonic, bo
                musialam wysluchiwac litanii, co to ich zlego znow spotkalo (a to jej
                jajka zapakowali na dno torby w sklepie, a to ludzie sie za czesto
                i napewno nieszczerze usmiechaja - tego typu problemy). No, w kazdym
                razie zapakowali sie i po 5 latach wyjechali.

                > A mnie w Australii najbardziej ze wszystkiego podoba się mój syn i to on jest
                > teraz treścią mojego życia i jeszcze może to, że mogę zostawić wózek przed
                > sklepem i nikt go nie ukradnie smile
                A mnie to, ze ludzie sa na kazdym kroku bardzo mili. Jak widac, ze masz jakis
                problem, to napewno ktos do Ciebie podejdzie i zapyta sie, czy Ci nie pomoc.
                Ludzie na ogole cha Ci pomoc, tak po prostu bezinteresownie, zarowno w
                drobiazgach, jak i rzeczach wiekszych.
                W sklepach sa oczywiscie mili wszedzie i jak pojechalam do Anglii, to
                przezylam szok jacy tam ekspedienci moga byc nieuprzejmi.

                > A jak długo ty mieszkasz w tutaj?
                O, ja juz jestem "stara" Australijka. Przeprowadzilam sie tu w 1991 roku.
                I jak wrocilam po 3 latach pobytu w Anglii, to nareszcie poczulam, ze jestem
                u siebie smile)). Do Polski nie ciagnie mnie juz absolutnie nic. No, przyznaje,
                ze w wakacje jest tam milo i Polska jest bardzo piekna i troche nam sie ckni,
                ale wyjazd wakacyjny na 2-3 tygodnie w zupelnosci wystarcza smile).
                • olenka12 Re: Evee, 31.03.04, 00:21
                  Oj Evee to naprawdę długo. Może za 10 lat ja też będę spełnioną, szczęśliwą
                  australijką. Narazie jestem polką, która mieszka na obcym podwórku i czasem
                  trochę mi smutno.
                  A z mamą to mnie pocieszyłaś. Będę nad nią pracować smile
    • wieczna-gosia Re: (nie)lojalna emigrantka - to ja??? 29.03.04, 14:36
      Sugar ja zdies nie emigrantka ale zeby taki dylemat posiadac wystarczy sie
      wyniesc na drugi koniec Warszawy....
      Mam do babci 2 godziny autobusem. W jedna strone. Babcia mnie praktycznie
      wychowywala, z babcia jestem bardziej zwiazana niz z mama, babcia zawsze stowke
      podrzuci.... no zle mi jak nie wiem ze nie moge jej zakupow zrobic, spratac i
      ogolnie sie nia opiekowac. Tym bardziej ze czas mam- ale nie mam czasu na
      spedzenie 4 godzin w srodkach transportu. W dodatku nie mam zludzen ze kiedys
      wroce w tamte strony- dzilnica w ktorej miszkam tysiac razy bardziej mi sie
      podoba tu wroslam.
      Babcia zajmuje sie mama- dobrze sie zajmuje- ale ja wiem ze babcia czeka na
      mie, ze jej liczne wnuki przedluzaja jej zycie ze te chwile radosci gdy tam
      jestesmy to dla niej eliksir mlodosci. No i mi zle....
      A bratu powiedz zeby hop nie mowil bo nie wiadomo co sie w zyciu wydarzy...
      trudno miec do ciebie pretensje ze wybralas zywot emigrantki- jak do mnie ze
      meszkam na drugim koncu wielkiego miasta. Tak sie plecie...

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka