dreptak2k
22.03.02, 03:54
Postanowilem zalozyc nowy watek na tym forum jako odpowiedz na list od
potencjalnego emigranta do austrlii. Odpowiedz umieszczam publicznie, bo
podobne pytania widzialem tutaj juz kilkakrotnie. Ponadto zaznaczam, ze moje
spostrzezenia sa tylko moimi spostrzezeniami i choc osobiscie jestem
przekonany, ze mam racje, pewnosci nie mam. Inni pewne sprawy moga widziec
inacej.
Pierwsze to moj (tylko lekko zartobliwy) komentarz, napisalem: "Z naszego
punktu widzenia, cala europa to sa kraje komunistyczne choc one sie do tego
nie przyznaja". Co przez to rozumiem? Ogolnie, mozna by to nazwac podejscie
obywatela do panstwa i panstwa do obywatela.
W australii rzad (zarowno stanowy jak i federalny) nic odemnie nie chce. Jest
tutaj kilka wyjatkow. Istnieje obowiazek brania udzialu w wyborach (na
poziomie federalnym, stanowym i dzielnicowym), rzad federalny domaga sie
odemnie corocznego rozliczenia podatkowego a stanowy chce odemnie pieniedzy
(co 5 lat) za odnowienie prawajazdy. Na tym sie nasze kontakty koncza. W
zamian za to ja od nich nic nie chce. Jezeli jego postepowanie mi sie nie
podoba, bede glosowal przeciwko niemu. Nic mi sie od rzadu nie nalezy i
niczego nie chce.
Kilka miesiecy temu znajomy zamieszkaly w danii opowiadal mi o przepisach
panujacych w tym kraju. Podaje tutaj tylko dwa przyklady. Jemu, jako
obywatelowi danii, nie wolno prowadzic samochodu z obca rejestracja chyba, ze
wlasciciel jest rowniez w samochodzie. Drugie to ze, jezeli kiedys pojade do
danii i zamieszkam u niego, on bedzie musial placic podatek od dochodu, ktory
moglby miec, gdyby ten pokoj wynajal (choc ja za niego nie place). Nie
chcialbym byc zle zrozumiany. Rozumiem, ze takie przepisy maja swoje podstawy
i fakt, ze ja ich nie rozumiem, nie znaczy, ze sa zle. Jednak w tym raju rzad,
ktory by cos podobnego probowal wprowadzic, zostal by wysmiany z urzedu.
Sam pamietam z europy takie pomysly jak obowiazek meldunkowy (odnosi sie to
nie tylko do polski, choc zdaje sobie sprawe, ze nie w kazdym kraju eu cos
takiego istnieje) czy tez noszenie ze soba paszportu bo policja moze tego
zazadac. Gdyby policjant podszedl do mnie i zarzadal paszportu, ze zdziwienia
opadla by mi szczeka. Gdybym jednak ten paszport mial przy sobie i mu podal,
szczeka by opadla jemu (bo dlaczego mam przy sobie paszport?). Takich
przykladow jest bardzo duzo. Wiekrzosci (cale szczescie) juz nie pamietam.
Nastepna sprawa o jaka potencjalny emigrant pyta to, cytuje: "Problem kryzysu
malzenskiego po przyjezdzie do Australii dotyczy niestety WSZYSTKICH malzenstw
z polski. Wedlug mojej oceny okolo 50% potrafi to przetrwac i kolysac sie
razem duzo dluzej."
Moje spostrzezenia na ten temat sa nastepujace: Kryzys malzenski dotyczy duzej
ilosci emigrantow nie tylko z polski, choc polacy wydaja sie tutaj przodowac.
Nie zgadzam sie z tym, ze dotyczy to wszystkich malzenstw a jezeli nawet tak,
to tylko w sensie, ze kazde malzenstwo przechodzi przez jakis tam kryzys
(czyzby na ciebie zona nigdy nie krzyczala?).
Prawda jest, ze wiekszosc moich znajomych jest po przynajmniej jednym
rozwodzie. Wedlug mnie jest kilka roznych powodow, ktore to, niezadko, sie
kumuluja. Zaznaczam jeszcze raz, ze pisze tylko o swoich wlasnych
obserwacjach, nie opartych na zadnych publikacjach czy tez wiedzy zawodowej.
Pierwsze to "nowy kraj, nowa zona, nowy maz, nowe dzieci". Podejscie takie
zauwazylem wielokrotnie. Nastepna sprawa to warunki mieszkaniowe. Nie wiem jak
sie to odnosi do czasow dzisiejszych, ale za moich czasow w polsce (epoka
poznego edzia i wczesnego jaruzela), bardzo wiele malzenstw nie rozwodzilo
sie, bo nie mieli by gdzie mieszkac. Sprawy mieszkaniowe byly dla wielu osob
glownym powod wyjazdu. Po emigracji, problem ten przestaje istniec. Po
wyjezdzie problem typu "rozwiodl bym sie, ale co powiem ksiedzu jak przyjdzie
po koledzie?" rowniez nie istnieje.
Nie bez znaczenia jest rowniez sprawa traktowania wspolmalzonka, zwlaszcza
kobiet. Nie mowie tutaj o drastycznych przypadkach bicia. Jezeli mnie pamiec
nie zawodzi, w polsce istniala ogomna ilosc zwiazkow, w ktorych kobieta nie
miala zupelnie nic do powiedzenia - i nie sadze, zeby w tej materii nastapila
jakas ogromna zmiana w ostatnich latach. Nie mogla sama wyjsc chyba, ze na
zakupy spozywcze, nie mogla sama zadecydowac, co sobie kupic do ubrania, nie
wspominajac juz o tak waznych decyzjach jak udzial w wystoju mieszkania czy
wychowywaniu dzieci. Po przyjezdzie do australii, taka kobieta szybko sie
orientuje, ze angielskie okresienie "abused wife" mozna przetlumaczyc nie
tylko jako "bita zona". Szybko sie rowniez orientuje, ze bedac jedna z nich
(abused wives), dostanie spora pomoc od panstwa. Moze dostac mieszkanie
kwaterunkowe (housing commision), zasilek dla niepracujacych matek, dojscie do
kursow zawodowych a w drastycznych przypadkach, pomoc policji.
W jednym przypadku, ktory spotkalem, facet byl po prostu pedalem. W polsce nie
mogl sie do tego przyznac (chyba nawet przed soba); oznaczalo by to smierc
towarzyska i zawodowa. W tej chwili mieszka z innym facetem o czym wiedza
wszyscy jego znajomi i wspolpracownicy i nikt tego nie komentuje.
Reasumujac, wydaje mi sie, ze glownym powodem duzej ilosci rozwodow jest
wieksza swiadomosc swoich wlasnych mozliwosci i aspiracji.
Jezeli natomiast chodzi o alkoholizm - zwlaszcza wsrod kobiet (jako
rekompensata za problemy malzenskie) - nigdy sie z tym nie spotkalem co,
oczywiscie, nie znaczy, ze on nie istnieje. Znam wiele osob, ktore pija zbyt
duzo, jest wsrod nich wiele kobiet ale czy problemy malzenskie sa tego
powodem, tego nie wiem. Osobiscie jednak watpie.
Jeszcze jedna uwaga ogolna, ktora juz raz kiedys poruszylem przy innej okazji.
Nie kazdy nadaje sie na emigracje. Jezeli nie jestes calkowicie przekonany o
slusznosci swojej decyzji, istnieje bardzo duza szansa, ze w australii nie
bedzie ci sie podobalo. Mysle rowniez, ze ta uwaga odnosi sie do emigracji do
kazdego kraju.
Tyle na razie, pozdrowienia.