yolas
11.04.02, 15:53
Internet kusi mnie tym, ze moge opublikowac te skandaliczne tresci bez
ponoszenia odpowiedzialnosci za moj ekshibicjonizm.
To jest moznaby powiedziec, moje pozegnanie. Od jakiegos czasu przegladam fora
dyskusyjne, ogladam strony, sledze z zapartym tchem odpowiedzi na najwazniejsze
pytania...
Mam 20pare lat, skonczylam humanistyczne studia, pracowalam miedzyczasie pare
lat w bardzo powaznej gazecie i teraz mam dosc wlasciwie wszystkiego. Mam
robiace niesamowite wrazenie CV i przerazajace mnie dlugi, ktore z miesiaca na
miesiac robia sie coraz wieksze. Ale nie dlatego, ze przewalilam kase na
balangi, tylko na studia. Brakuje mi TU (Tu, czyli w moim kraju) wszystkiego
materialnego. Przede wszystkim pieniedzy.
Nie mam mieszkania, co tam mieszkania, bo nawet pokoju (spie z siostra) Kredyt
za studia bede splacac jeszcze jakies 2 lata, a miedzyczasie nie bedzie mnie
stac nawet na pojscie do kina. Na piwo chodze raz w miesiacu. Nowe ubrania raz
do roku, buty ,,zimowe" raz na dwa-trzy lata...
Smuci kiedy jestem kolo Pana Prezydenta i czuje jak ogarania mnie glod, bo
4pln, przeznaczone na sniadanie poszly na kawe i wlasnie zaczyna mi brakowac
sil... A ja uwielbiam kawiarnie w srodmiesciu! Chyba juz dla mnie pora, zeby
poczuc sie lepiej, chce miec swiadomosc, ze zrobilam cos w zyciu. Chce miec
dzieci, ale wiem, ze nie stac nas na nie. Mieszkam w miescie, gdzie nie moge
zmienic pracy od dwoch lat. Do Warszawy sie nie przeniose, bo wiem jak jest
(nikogo nie obrazajac).
Mam za to wize i wrocilam wczoraj z Bostonu.
Mysle-podjelam decyzje wczoraj z Moim Mezczyzna, ze wyjedziemy i zostaniemy w
tej Ameryce-snie. Kraju-raju, cudzie-miodzie... Przynajmiej na chwile, zeby sie
odkuc. Wyjazdu boje sie, a jakze, ale jade z wiedza, ze dalej juz nie mozna.
Jestem dziewczyna z dobrego domu, ktorej sie wydawalo, ze mozna w zyciu zrobic
cos bez znajomosci, poparcia. Niestety...
Ta kupa betonu i szkla jest jednak pelna energi. Energi i nadzieji, ze sie
odbije i bedzie dobrze.
Nie rozumiem skad we mnie tyle zalu, ze musze wyjechac? Mam przyjaciol tu i
tam... English skill-quite well, but no fluently. Praca? Juz mam nagrana.
Oczywiscie, inni maja jeszcze gorzej (lepiej). Dzieci w Afryce umieraja, na
Majorce pijani niemieccy turysci zaczepiaja mlode dziewczyny, a ja chce male
mieszkanie i maly samochod! Nie Lexusa RX300 tylko zwykla Toyote.
Jestem zenujaca, zalosna? TAK! Moge byc biedna i szczesliwa, ale nie umiem byc
glodna i szczesliwa.
Po co wiec ten post?
Jak napisalam na poczatku-to pozegnanie. Chyba najbardziej z samej z soba.
Kto bedzie trzymal za mnie kciuki, niech napisze. Wylatuje za dwa tygodnie.
Yola