na interesujacej stronie
republika.pl/australia_zbe/index.html
znalazlem pare pytan bez odpowiedzi (sprobuje dac..):
P: Czy faktycznie, tak jak uczono mnie w szkole na lekcjach
geografii ,Australia jest krajem, w ktorym nie ma slumsow i innych dzielnic
biedoty podobnych do miast amerykanskich? Czy obecnie ta sytuacja ulega juz
zmianie na gorsze?
Czy w ogole jeszcze warto wyjezdzac, bo po tym co przeczytalam na stronach, to
zaczelam powatpiewac.
Odp: rzeczywiscie: sa dzielnice biedniejsze, ale nie ma slumsow; rodzina na
zasilku moze wynajac skromy domek (tak ze 120 mkw. i zyc...)
nie ma wiec nedzy;
nie ma obdarych brudych zebrakow;
zrobilo sie trudniej niz kiedys - w edukacji pozwalniano sporo ludzi,
zasilek mozna dostac dopiero po 2 latach pobytu;
z drugiej strony genialny program HECS (pastwo pozyczy C pieniadze na studia, a
oddasz jak bedziesz dobrze !!!! zarabial zostal rozszerzony na studia
podyplomowe i magisterskie;
mamy tez np. program pomocy dla bezrobotnych, ktorzy chca zalozyc firme...
a na pytanie
,,Czy w ogole jeszcze warto wyjezdzac" tylko sam sobie mozesz odpowiedziec;
jednym sie udalo, innym nie;
wielu zrezygnowalo z ambicji by jakos zarobic;
innym jest z tym dobrze;
mamy znajoma, ktora chciala byc fryzjerka a mama pchala ja na sile ,,w
magistry"

))
dziewczyna uciekla do A, zostala fryzjerka i jest szczesliwa ( a rodzina to
tez polubila i juz do niej przyjechali...
mamy tez swietna polska lekarke - dr. Klejn w Forrest Hill (choc lekarzom
STRASZNIE trudno sie przebic...)
NIE MA RECEPT!
niektorzy wracaja do Polski - i dobrze sobie potem radza, jeszcze inni
przyjezdzaja jeszcze raz (mamy takich przyjacioL

)) - i tez dobrze sobie
radza....
Koszt opieki medycznej?
generalnie darmo - panstwowa medicare (lekarstwa dotowane)
P: Czy to prawda, ze w Australii obowiazuje zasada savoir-vivre'u
zwana "spoleczna zasada wzajemnosci", czyli np. jesli sie samemu nie ma ogrodu,
to nie wypada pojsc na garden party do kogos (nawet za zaproszeniem), gdyz nie
ma mozliwosci zrewanzowania sie w podobny sposob?
O: brednia.
oczywiwscie z zastrzezeniem, ze nie ma czegos takiego jak ,,w Australii
obowiazuje.."
mamy tyle mniejszosci, ze w szkole moje cory w Clayton Australijczycy byli
mniejszoscia (po Grekach i Wlochach

)
i z drugim zastrzezeniem: zasada wzajemnowsci obowiazuje w kazdej kulturze; ale
chyba nigdzie az taka;
nie mozna wykluczyc,ze komus cos takiego sie trafilo - wszedzie sa ludzie i
ludziska...
Sa tanie szkoly i posrednicy (zwykle w innych krajach

))
ktorzy naciagaja (zob. byly tez programy finasujace studia na porzadnych
uniwersytetach - ale to juz sie skonczylo)
ale sa i zupelnie dobre uczelnie

))
problem dla Polaka, ze duzo pisze sie tzw. ,,assignements" (zwlaszcza np. z
Marketingu itp.)
z drugiej strrony przyzwyczajeni tu jestesmy to zagranicznych studentow i maja
zorganizowana pomoc jezykowa
(choc oczywiscie trzeba jezyk znac...
promiennie pozdrawiam
z
Malbourne
Pawel
www.SekretyNegocjacji.com