Gość: .
IP: *.nyc.rr.com
17.11.04, 15:20
Godz. 11.20 - wojewoda Marek Strzaliński wręcza odznaczenia strażnikom
granicznym Godz. 12.45 - marszałek Janusz Krzyżewski uczestniczy w
posiedzeniu Podlaskiej Regionalnej Organizacji Turystycznej
Fot : A. Zgiet
Powiększ zdjęcie
Zwykły człowiek pracuje (lub powinien pracować) osiem godzin dziennie. Czy
tyle samo czasu na pracę poświęcają najwyżsi urzędnicy w Białymstoku?
Postanowiliśmy to sprawdzić. Okazało się, że najspokojniejszy wtorek miał
prezydent Białegostoku Ryszard Tur - był na urlopie. Aż do wieczora udzielał
się natomiast wojewoda Marek Strzaliński.
- Pan prezydent w tym tygodniu jest na urlopie, ale kiedy jest w urzędzie, to
nie wychodzi wcześniej niż koło godz. 18-19, a nawet jeszcze później -
przekonywał Tadeusz Arłukowicz, rzecznik prasowy prezydenta. Na dowód
przedstawił kalendarz Ryszarda Tura z ostatniego dnia przed urlopem, czyli z
10 listopada. Osiem spotkań z osobami z zewnątrz (m.in. z rektorem jednej z
białostockich uczelni i przedsiębiorcami), do tego cztery spotkania robocze,
i to wszystko między godziną 8 a 17!
- Sam byłem tego dnia w urzędzie wieczorem. Wychodziłem ok. 20 i pan
prezydent jeszcze pracował - mówi Tadeusz Arłukowicz.
We wtorek najwcześniej zaczął dzień pracy marszałek Janusz Krzyżewski. Już o
7 rano był w urzędzie na lekcji języka angielskiego. W jego kalendarzu
zapisano na ten dzień osiem punktów, w tym posiedzenie zarządu, posiedzenie
Podlaskiej Regionalnej Organizacji Turystycznej, kilka spotkań i załatwianie
spraw bieżących. Kalendarzowe zapisy kończyły się na godz. 15, ale...
- To nie oznacza końca pracy pana marszałka - stwierdziła Bożena Bednarek,
rzecznik marszałka. - Urząd funkcjonuje do godz. 15.30, ja wychodzę koło 17 i
nie przypominam sobie dnia, żeby pan marszałek wyszedł wcześniej. Bywa, że
zostaje nawet do godz. 18-19.
I prezydent Białegostoku, i marszałek Krzyżewski pracują ok. 10-11 godzin
dziennie. Przekraczają więc roboczą normę o kilkadziesiąt procent! Lżejsze
życie prowadzi wojewoda podlaski Marek Strzaliński. Zazwyczaj można go
spotkać przed budynkiem PUW ok. godz. 17, gdy wsiada do służbowego samochodu,
by pojechać do domu. Choć - z drugiej strony - wojewoda bardzo często pracuje
wieczorem, bo uczestniczy w wielu uroczystościach. Jak choćby we wtorek,
kiedy to stawił się o godz. 18 u biskupa Wojciecha Ziemby na obchodach
czwartej rocznicy mianowania go metropolitą białostockim.
- Nawet kiedy nie ma spotkań, pan wojewoda pracuje nad sprawami bieżącymi,
dlatego nie zdarza się, by wychodził z PUW-u przed godz. 16 - podkreśla
rzecznik Andrzej Jarosz.
(ka)
16. Listopada 2004 20:16
www.wspolczesna.pl/