sugar_mami
03.12.04, 12:52
Qurcze, wiecie co - ten los jest tak zlosliwy, ze hejaa....
Juz prawie dwa lata minely odkad gdzies wyszlam z mezem. Pare tygodni temu
podjelam decyzje by isc sie zabawic, bo ciagle pieluszki, butelki i papki
dobrze nie robia naszemu malzenstwu.
Nadarzyla sie okazja - Xmas party w pracy moejgo meza, zdecydowalismy sie
pojdziemy na 4-5 godzinek (+-17.00-22.00), zalatwilam baby sitters (moja
kolezanke i jej chlopaka), odciagnelam i zamrozilam mleczko dla Amelci,
kupilismy z mezem fajne ciuszki, obcielam wlosy....I od wczoraj bylismy
gotowi.
W nocy maly zaczal wymiotowac....Dzis chodzi troche blady, z goraczka 37.00
(czyli nic takiego), je dietetyczne zarcie, rozrabia ile wlezie, troche
nieswoj, ale przejdzie. No i tu pytanie - czy byscie w takiem wypadku poszly
na ta zaplanowana impreze czy nie. Wiem, zawsze moge wrocic jakby cos bylo
nie tak, ale czy nie popelnie bledu zostawiajac troche chore dziecko z
kolezanka, ktorej tak wlasciwe maly za dobrze nie zna. Dziewczyna jest
przeslodka i na pewno fajnie zabawi malego, ale....
Co byscie na moim miejscu zrobily?? Jejus zal mi tylek sciska, no ale pukam
sie w czolo i mowie sobie, ze bedzie jeszcze kupa takich okazji....
No i co tu robic??
Sugar