Gość: Pole
IP: *.nsw.bigpond.net.au
16.04.05, 02:44
Tak to widzi profesor z Manchesteru Terry Eagleton:
“Jego pontyfikat stanowił jedną z największych katastrof w dziejach
chrześcijaństwa od czasów Karola Darwina.”
www.guardian.co.uk/pope/story/0,12272,1451750,00.html
Krew na rękach papieża
Jan Paweł II został papieżem w 1978 roku, to znaczy wówczas, gdy zmierzch
emancypacyjnej polityki lat sześćdziesiątych przechodził w czarną noc ery
Reagana i Thatcher. Kiedy zniżkowa tendencja ekonomiczna z początku lat
siedemdziesiątych zaczęła się dawać we znaki, świat zachodni dokonał
zdecydowanego przesunięcia na prawo, zaś przemiana nieznanego polskiego
biskupa z Karola Wojtyły w Jana Pawła II stanowiła fragment owej szerszej
transformacji. Kościół katolicki przebył właśnie swoistą wersję buntu lat
sześćdziesiątych, zwaną Drugim Soborem Watykańskim, po czym nastał czas, by
pohamować wybujałe dążenia lewicowych mnichów, rozśpiewanych sióstr zakonnych
i latynoamerykańskich katolickich marksistów. Ich postawa brała się z
dziedzictwa papieża Jana XXIII, który zdaniem katolickich konserwatystów był
w najlepszym razie wariatem, a w najgorszym – radzieckim agentem.
Do tego zadania potrzeba było kogoś dobrze wytrenowanego w zimnowojennych
taktykach. Jako prałat z Polski, Wojtyła wywodził się prawdopodobnie z
najbardziej reakcyjnego bastionu kościoła katolickiego, gdzie rzewnemu
kultowi Maryi towarzyszyły nacjonalistyczny ferwor i zażarty antykomunizm.
Lata kontaktów z polskimi władzami komunistycznymi sprawiły, że tak jak inni
polscy biskupi, przyszły papież stał się wytrawnym politycznym kombinatorem.
Owo podejście przekształciło polski kościół w strukturę czasami trudną do
odróżnienia od stalinowskiej biurokracji. Obie instytucje były zamknięte,
dogmatyczne, skłonne do potępień i hierarchiczne, a przy tym przesiąknięte
mitem i kultem jednostki. Tak się jednak złożyło, że – jak wielu wrogów,
będących w istocie swoimi lustrzanymi odbiciami – uwikłały się one w
śmiertelną walkę, toczoną o duszę polskiego ludu.
Świadomi, jak mało mogą zyskać na dialogu z polskim reżimem, biskupi nie byli
skłonni wysłuchać – wzorem Rowana Williamsa – obu stron teologicznego
konfliktu, jaki rozgrywał się wówczas w kościele powszechnym. Podczas wizyty
w Watykanie, jeszcze zanim został papieżem, autorytarny Wojtyła przeraził się
na widok kłótni teologów. To nie tak się miały sprawy nad Wisłą! ZAchowawcze
skrzydło Watykanu, które od początku nienawidziło ustaleń Drugiego Soboru i
robiło wszystko, by je unieważnić, spoglądało teraz na Polaków w poszukiwaniu
zbawienia. Kiedy tron Piotrowy został opuszczony, konserwatyści schowali do
kieszeni swoją niechęć do papieża spoza Włoch i wybrali takowego po raz
pierwszy od 1522 roku.
Usadowiwszy się na tronie, Jan Paweł II zabrał się do niweczenia osiągnięć
Drugiego Soboru. Wybitni teologowie liberalni otrzymywali od niego reprymendy
i musieli się kajać. Do jego najważniejszych celów należało z powrotem skupić
w papieskich rękach całą władzę, która wcześniej została zdecentralizowana i
oddana lokalnym kościołom. We wczesnym kościele, laicy obu płci wybierali
swoich własnych biskupów. Drugi Sobór nie szedł tak daleko, ale obstawał przy
doktrynie kolegialności, czyli przy tym, że papież nie powinien być
postrzegany jako capo di tutti capi, ale jako pierwszy wśród równych.
Jan Paweł II nie uznawał jednak równości z nikim. Od swoich pierwszych lat
jako biskup, wyróżniał się nader wygórowaną opinią na temat swoich zdolności
intelektualnych i duchowych. Graham Greene pokpiwał sobie, iż pewnego dnia w
gazetach pojawi się nagłówek „Jan Paweł II kanonizował Jezusa Chrystusa”.
Biskupi byli wzywani do Rzymu by wysłuchać rozkazów, nie zaś na braterskie
konsultacje. Honorowano frankistów i zbzikowanych mistyków ze skrajnej
prawicy, podczas gdy wyzwoliciele z Ameryki Łacińskiej otrzymywali jedynie
połajanki. Autorytet papieża okazał się na tyle niepodważalny, że przełożony
hiszpańskiego seminarium zdołał przekonać swoich studentów, iż ma osobiste
pozwolenie od papieża, by ich masturbować.
Rezultatem skupienia całej władzy w Rzymie była infantylizacja lokalnych
kościołów. Przedstawiciele kleru stali się niezdolni do wykazania
jakiejkolwiek inicjatywy bez nerwowego spoglądania, co na to święta centrala.
Właśnie w momencie, gdy lokalne kościoły były najmniej zdolne podejść
dojrzale do kryzysu, wybuchł skandal z molestowaniem seksualnym dzieci. W
odpowiedzi Jan Paweł II zapewnił lukratywne stanowisko w Rzymie biskupowi,
który uporczywie tuszował szokujące fakty.
Jednakże największą zbrodnią tego pontyfikatu nie było ani przyłożenie ręki
do ukrywania nadużyć seksualnych kleru, ani neandertalskie podejście Jana
Pawła II do kobiet. Jak na ponurą ironię, Watykan przeklął – jako „kulturę
śmierci” – prezerwatywy, dzięki którym niezliczone rzesze katolików z krajów
rozwijających się mogłyby uniknąć straszliwej śmierci w wyniku AIDS. Papież
idzie po wiekuistą odpłatę obarczony winą za te wszystkie zgony. Jego
pontyfikat stanowił jedną z największych katastrof w dziejach chrześcijaństwa
od czasów Karola Darwina.
Terry Eagleton is professor of cultural theory at Manchester University