Kolega z zona zrobil imprezke z okazji splaty mortgage za swoj domek w CT.
Takie to maja rodacy okazje do swietowania

Nic to, popilismy, pospiewali

Najgorsze jednak na tej imprezie bylo to, ze
ten dom calkowicie opanowal zycie tych relatywnie mlodych ludzi (rozumiem,
ze ludziom z podeszlym wieku odbija czasami na jakims punkcie, starosc nie
radosc).
Znajomek splacajac pozyczke ekspresowo, nie mial juz srodkow na wyposazenie
swego "marzenia", wiec w zasadzie wszystko jest "z ulicy" lub w najlepszym
razie z garage sale, nawet lodowka i pralka. Samochod 15- letni i rower z
wystawki to srodki komunikacji. O wakacjach, wyjazdach za granice, zakupie
godziwych ciuchow taktownie nawet nie wspominam.
Dopiero na tej imprezie zrozumialem, dlaczego kiedys gdy z nim jechalem
subway'em, tak czail sie jak czajnik zeby wlezc bez placenia za przejazd. A
ja myslalem, ze to mial byc taki mlodzienczy wyglup

No i te gadki co 10 minut, ze "teraz jestesmy warci pol miliona albo juz
wiecej". No dobra, raz to mozna wysluchac ale 20 razy to chyba przesada ?!
Fajnych mam znajomych na tym wygnianu, co? A raczej mialem.