Dodaj do ulubionych

Emigracja - troche inaczej

27.09.01, 06:17
A wiec pozwole sobie otworzyc nowy watek - Emigracja na wesolo i nie tylko.
Proponuje forumowiczom, aby wpisywali tutaj wydarzenia smieszne, dziwne lub
poprostu ciekawe zwiazane z emigracja czy tez ze zwyklymi wyjazdami
zagranicznymi.

Pozwole sobie zaczac kilkoma historiami. Jezeli sie temat rozwinie, dorzuce
kilka nowych.

Moja zona pracuje w duzej firmie, zatrudniajacej wiele osob z calego swiata.
Weszla ona kiedys do pokoju, w ktorym odbywala sie rozmowa na temat imion.
Ludzie wydawali poglady na temat jakie imiona im sie podobaja, jakie nie itp.
Odzywa sie kobieta z Nowej Zelandji.
- Ja mam normalne imie ale za to moja siostra ma bardzo ladne.
- Jak ma na imie twoja siostra? Pytaja wszyscy.
- Huia.
Wszyscy obecni zgodzili sie na to, ze imie jest rzeczywiscie bardzo ladne. Moja
zona nie mogla sie jednak oprzec, mowiac: Powiedz swojej siostrze, zeby nigdy
nie pojechala do Polski.
Na tym wlasnie forum, znalazlem informacje, ze Huia to tez miasto (miasteczko)
w NZ.

Szescioletni syn znajomych - byl wowczas na etapie bardzo mocnego rozdzielana
jezykow - wrocil z wycieczki szkolnej, ktora trwala troche dluzej niz planowano.
- Jestes glodny - pyta sie mama?
- Nie, jedlismy niedawno.
- A co jedliscie?
- Cieplego psa.

Multikultura w Australii.
Znajoma - polska zydowka - wysyla dzieci do szkoly zydowskiej. Jej (starszy)
syn skonczyl podstawowke i - jak to bywa - rozpoczal szkole srednia. Kilka dni
pozniej zakomunikowal, ze przyjdzie tutaj jego nowy kolega, Johan. No coz, jak
na polska zydowke przystalo, slyszac imie Johan zainteresowala sie troche.
Chwile pozniej, drzwi sie otwieraja i wchodzi Johan - Azjata. Znajoma moja
spodziewala sie wszystkiego, tylko nie tego. Zeby ukryc zmieszanie zapytala sie:
- Johan, a gdzie chodziles do podstawowki, tez to Moriah?
- Nie - odpowiedzial chlopak - do Swietego Krzyza.
Opowiedzialem ta historie znajomemu w pracy (Zyd, mlode chlopie). Nie zrobilo
to na nim zadnego wrazenia. Powiedzial: Moj brat przeszedl wlasnie z Moriah do
Swietego Krzyza.
Na marginesie. Kilka lat temu bylem u swojego lekarza - rowniez polskiego zyda.
Bylo to gdzies na przelomie listopada/grudnia. Powiedzial mi, ze juz dostal 6
kartek swiatecznych od swoich pacjetow, o ktorych wie, ze sa mahometanami.

Wpadli kiedys do nas znajomi i po kilku piwach, gdy jezyki rozwiacaly sie juz
troche, opowiedziala nastepujaca historie. Zaznaczam, ze wymaga ona pewnej
znajomosci angielskiego. Nieznajacych tego jezyka przepraszam, nie ma ona sensu
opowiedziana po polsku.
Kilka dni po przyjezdzie do Australii spotkala sie ze zwoja znajoma. Ta, z
kolei, zabrala ja do pub'u, gdzie zamowila dwie Tia Maria z coca-cola. Gdy
dziewczyny wypily, znajoma powiedziala:
- Twoja kolej. Zamawianie drinkow w pub'ie jest bardzo wazna czescia zycia
tutaj. Musisz sie cwiczyc. Idz i zamow: Two Tia-Marias and coke.
Dziewczyna, ze swoja slaba - i tylko szkolna - znajomoscia angielskiego
podeszla do baru. Poniewaz nie czula sie mocna w angielskim, zeby sie upewnic,
ze barman ja zrozumie, wystawila dwa palce i powiedziala:
- Two Tia Marias and cock.
Gdy smiech przetoczyl sie juz przez pub, barman odpowiedzial:
- I can get you two Tia Marias, but I've got only one cock! Drinks are on the
house!

Czekam na inne.
Obserwuj wątek
    • Gość: Mag Re: Emigracja - troche inaczej IP: 64.95.214.* 27.09.01, 19:45
      Kiedy przyjechalismy z mezem do Stanow, to wyladowalismy w dosc malym stanie,
      gdzie emigrantow mozna bylo na placach przliczyc. W stolicy tego stanu bylo
      razem moze 50 Polakow, z czego okolo polowy tej polonii zbieralo sie co sobote,
      aby grac w pilke nozna i pic piwo. Ktorejs z pierwszych sobot wlasnie
      zaparkowalam samochod kolo boiska, kiedy z auta obok wyskoczyl sliczny
      Murzynek, ktory bezbledna polszczyzna odezwal sie do mnie: "Jestem Jozio, ma
      piec lat, jak masz na imie". Szczeka mi opdala, bo takie male i czarne, a mowi
      po polsku. Okazalo sie pozniej, ze jeden z Poakow ozenil sie z czarna
      dziewczyna, oboje rodzie pracowali, wiec dziecko wychowywala polska babcia.
    • Gość: G. Re: Emigracja - troche inaczej IP: *.gtconnect.net 27.09.01, 20:57
      Kolega przyjechal tutaj bez znajomosci angielskiego. W czasie pierwszych lekcji
      porownywano jakie odglosy wydaja zwierzeta. Gdy doszlo do kaczek kolega
      slusznie odpowiedzial, ze "kwa kwa kwa". Pani nauczycielka zaczerwienila sie i
      wyszla z sali. Dla nieznajacych angelskiego wyjasniam ze kwa kwa brzmi jak fuck
      fuck...
    • Gość: Piotr Re: Emigracja - troche inaczej IP: *.ak.nz.asiaonline.net 28.09.01, 00:54
      Na początek trochę poważniej - wyjaśnienie skąd wzięła się nazwa, lub imię Huia.
      Tak nazywał się bardzo ładny ptak, żyjący tylko w Nowej Zelandii wytępiony na
      początku XX wieku przez białych (przy wydatnej pomocy Maorysów). Ptaszek był po
      prostu zbyt ładny aby przeżyć - wielu ludziom podobały się piórka i wypchane okazy.
      Dzieło dokończyły zawleczone pasożyty. Świadomi ekologicznie mieszkańcy teraz bardzo
      wytępienia tego ptaka żałują i nazwanie dziewczynki Huia jest jakby nie patrząc aktem
      patriotyzmu. O ile nie jest się imigrantem z Polski. Sama nazwa zdaję się pochodzi
      od odgłosu wydawanego przez ptaka.

      Teraz coś na tematy poruszone w wątku.

      - Jakieś 2 lata temu był tu mecz piłki nożnej reprezentacji młodzieżowych Polski
      i Nowej Zelandii. Przyszło sporo Polaków z rodzinami i pamiętam widok jednego
      pana z małą córeczką o wyraźnie maoryskich rysach i karnacji krzyczącą głośno
      "New Zealand sucks!".

      - Mały szok cywilizacyjny w drugą stronę. Znajomy Nowozelandczyk wrócił
      niedawno z Mołdawii gdzie odwiedzał dziewczynę z którą od pewnego czasu
      korespondował. Ponieważ był w tych rejonach Świata po raz pierwszy więc z
      przejęciem opowiadał o tym co tam zobaczył. Otóż stwierdził, że dziwnym trafem
      prawie wszyscy mieszkają tam w takich dużych apartamentowcach, które są
      jednakowe i mają nawet ten sam kolor - szary. Mają tam nawet prąd i gaz. Tylko
      ciepłą wodę grzeją jakoś dziwnie, bo w środku miasta jest taki wielki komin,
      gdzie grzeje się dla wszystkich i potem ta woda płynie rurami po całym mieście.
      Poza tym - strasznie dziwne - przy tych apartamentowcach ludzie mają małe ogródki.
      Przecież jak się w takim czymś mieszka to nie po to aby robić w ogródku. Najlepszy
      kawałek jednak był o rodzinie dziewczyny. Otóż przyszło do niego pewnego dnia dwóch
      wujów z dwiema flaszkami wódki i jedną koniaku. Nie był to zapas na tydzień, ale
      na wieczór, wujowie nie wyglądali nawet na pijanych, a on o mało nie stracił przytomności.
      Poza tym ci wujowie to wielcy patrioci, bo jak popili to zaczęli po rosyjsku śpiewać
      patriotyczne pieśni. Śmialiśmy się z żoną chyba przez tydzień. Inną szokującą Nowozelandczyka
      w Mołdawii rzeczą jest to, że ludzie nie kupują tam w supermarketach, tylko chodzą po
      takim wielkim markecie, gdzie każdemu płaci się osobno, nie ma wózków i trzeba się
      strasznie nadźwigać. Tak poza tym, to on chyba nie powie kumplom, że jest taki kraj,
      gdzie wódka kosztuje dwa dolary i jest pełno pięknych kobiet. Nie uwierzą.

      - Wspomniawszy o alkoholu, z kolei ciekawostka tutejsza. Postanowiliśmy kiedyś
      zrobić sernik, do którego trzeba dodać wódki lub najlepiej kapkę spirytusu. Żona poszła
      tego spirytusu poszukać. W jednym sklepie alkoholowym strasznie się zdziwili, w innym
      patrzyli podejrzliwie, w jeszcze innym popatrzyli tak jakby chciała kupić ecstasy czy coś
      takiego. Znajomi wyjaśnili nam potem, że alkoholu powyżej 40% tutaj się po prostu nie
      kupi ani nie wwiezie. Nowozelandczycy owszem piją, nawet sporo - głównie piwa i
      wina. Silniejszych rzeczy jakby się boją.

      - Na koniec a propos wwożenia. Nic strasznie śmiesznego, ale za to charakterystyczne
      dla tego kraju. Część naszego dobytku sprowadzaliśmy tu pocztą. Paczki ładnie docierały,
      ale w jednej brakowało lisiej kity - trofeum jeździeckiego oraz szyszki, którą zwykle
      wieszaliśmy sobie na choince - ot taka pamiątka. Zamiast nich w paczce znajdował się
      list od odpowiednich służb, że lisia kita, sztuk jedna, oraz szyszka sosnowa sztuk jedna
      zostały zatrzymane, bo mogą stanowić zagrożenie dla "biosecurity". Miałem zdecydować czy
      przedmioty te należy:
      a) Odesłać do nadawcy
      b) Spalić
      c) Zdezynfekować w oparach formaliny (prosimy załączyć czek na taką a taką kwotę)
      Tak to w Nowozelandczycy po sprowadzeniu kilku szkodników poszli po rozum do głowy
      i sprawdzają dokładnie wszystko. Może jest to naruszenie swobód obywatelskich, ale
      wszyscy na to w imię wyższych celów jakoś się zgadzają.


      Piotr
    • Gość: gadula Re: Emigracja - troche inaczej IP: *.ym1.on.wave.home.com 28.09.01, 14:31
      A tourist from Albegestan goes on his
      first overseas trip. Upon arriving,
      he is visibly puzzled filling his visa
      application. The border official looks
      over his shoulder, and sees the tourist
      trying to write 'Twice a week' into
      the small space labeled 'SEX'.
      The official explains: "No, no, no.
      That is not what we mean by this question.
      We are asking 'Male' or 'Female'."
      "Doesn't matter," the tourist answers.
    • Gość: Pucio Re: Emigracja - troche inaczej IP: 216.94.245.* 28.09.01, 16:29

      Uslyszane od ludzi poznanych w Nowej Szkocji (Kanada), z malej miejscowosci.
      P. Zosia postanowila przygotowac polskie ciasto na urodziny corki (7-letniej)
      na ktore corka zaprosila swoje kolezanki. Ciasto im bardzo smakowalo a poniewaz nigdy
      takiego nie jadly byly bardzo ciekawe jak sie je przygotowuje. P. Zosia zdradzila im ze do smaku
      dodala troche alkoholu. Na drugi dzien corka wraca ze szkoly z placzem. Mamy kolezanek zabronily
      bawic sie im z nia ze wzgledu na alkohol w ciescie. P. Zosia musiala spotkac sie z mamami i wyjasnic
      ile alkoholu dodala (wraz ze sprobowaniem ciasta smile).

      Gdy malo znalem angielski nagralem nastepujaca wiadomosc na mojej answering machine (sekretarce?):
      "I can't answer your phone...."
    • Gość: Mag Re: Emigracja - troche inaczej IP: 64.95.214.* 28.09.01, 18:51
      Moj "kwiatek" jezykowy wiele lat temu, kiedy dostalam wlasnie swoja pierwsza
      powazna prace w Stanach. W pokoju, w ktorym mial byc moj office, sruby w
      kontakcie byly poluzowane, wiec poszlam do hardware'owcow pozyczyc srubokret,
      aby je przykrecic. Zdanie, ktore z siebie wydobylam brzmialo mniej wiecej tak:
      "I have a loose screw and I need to borrow a tool to screw it up". Dla
      nieangielskojezycznych forumowiczow wyjasniam, ze "to have a loose screw"
      oznacza mentalna niestabilnosc, a "screw it up" oznacza spieprzyc.
    • Gość: a psik Re: Emigracja - troche inaczej IP: 192.168.1.* / *.zrpa.com 28.09.01, 21:16
      jeszcze jeden wstawilem to kiedys gdzies indziej ale tu tez sie nadaje smile
      Kiedys zadzwonila do mnie nowa dziewczyna w sprawie lokalizacji dokumentacji
      projektu nad ktorym pracowalem na sieci. Rozmowa byla po angielsku dziewczyna
      nowoprzyjeta o czym nie wiedzialem.
      Tak sie zlozylo ze projekt znajdowal sie na serwerze na dysku "P".
      Zaczalem ja naprowadzac przez telefon, poprzez moj komputer uzywajac skrotow.
      W pewnym
      momencie mowie do niej :
      -now I going "P" zamiast w pelnej wersji "now I'm going to drive "P"
      w sluchawce po drugiej stronie zapanowala dluga cisza. Pytam sie ją co jest
      grane a ona sie pyta z wyrzutem:
      -dlaczego to mi mowisz ?
      -przeciez chcialas wiedziec
      - po cholere mam sie tym interesowac?, no ale jak musisz to idz.
      Tak zesmy sobie gaworzyli przez pare minut ona coraz bardziej "wkurwiona" ja
      zniecerpliwiony, ale w koncu zesmy jakims sposobem wpadli na to ze kazdy mowil
      o czyms innym smiejac sie z tego do rozpuku.
      W czym rzecz:
      Po angielsku wymowa litery "p" brzmi mniej wiecej tak samo jak "pee" czyli
      sikanie
      • Gość: STYRO Re: Emigracja - troche inaczej IP: *.mon.stores.es.easyeverything.com 28.09.01, 21:49
        a Hiszpanie mysla, ze w Polsce pije sie duzo i do tego sama wodke, bo jest
        zimno, a w lecie temperwtura nie przekracza 15C... Kiedys, zaraz po przyjezdzie
        do Hiszpanii z rusztowania zobaczylem taki duzy karton rozlozony na trawniku z
        namalowanym wielkimi literami napisem PROHIBIDO PISAR tzn zakazprzechodzenia ,
        a doslownie raczej deptania.... A ja myslalem, ze to znaczy Pohibido hacer
        pis... tzn. zakaz sikania...
    • Gość: LOL Re: Emigracja - troche inaczej IP: *.96.252.64.snet.net 28.09.01, 22:32
      Moj kumpel kiedys chcial kupic swoj pierwszy samochod,zaraz po przyjezdzie.
      Znalazl jedno ogloszenie w polskiej piekarni ze ktos chce sprzedac
      tanio kilkuletniego Buicka .
      Dzwoni wiec pod ten telefon a tam odbiera jakas polska babcia.
      Moj kumpel sie pyta czy ktos ma sprzedania Buicka z 90 roku.
      Babcia na to "Byka ? ,panie jakiego byka, mu tu nie mamy zadnych bykow na
      sprzedanie !"
    • dreptak2k Re: Emigracja - troche inaczej 30.09.01, 04:02
      Widze, ze temat sie rozwija, wiec doloze jeszcze troche.

      Do Stana:
      Moja zona tez na mnie krzyczy, kiedy jezdze zbyt ostro po kurwach.

      Kilka dobrych lat temu bylismy na party u znajomych. Sproro osob, wiekszosc w
      podobnym wieku, dzieci male wiec wszyscy zabrali je ze soba, dzieci bawia sie w
      innym pokoju. W pewnym momencie wpadaja do nas, w oczach widac troche jakijs
      obawy.
      - Mamo, mamo - krzyczy jeden - za oknem stoi strach!
      - Nie, nie ma stracha za oknem - odpowiada mama.
      - Jest - krzycza prawie chorem - stoi i mowi "kurwa".
      Okazalo sie, ze jeden z zaproszonych zachaczyl najpierw o inne party. Potem
      chcial wejsc od tylu i zaplatal sie w krzakach.

      Troche o jezyku polskim.
      Wiekszosc polskich dzieci w A mowi po polsku, najczesciej dosyc dobrze. Z
      naszym synem wielkich klopotow w tym wzgledzie nie mielismy, choc byla to
      hustawka - cazsem chcial, chasem nie, byly okresy, ze mowil dobrze potem zle i
      od nowa.
      Po raz pierwszy zauwazyl przydatnosc mowienia dwoma jezykami we wczesnej
      podstawowce. Ktoregos dnia pojawilo sie w szkole dwoch nowych chlopcow, prosto
      z Polski, ani slowa po angielsku (byli obaj w klasie o rok czy nawet dwa
      starszej, co nie jest bez znaczenia w tej historii, bo pamietacie pewnie jak to
      w podstawowce patrzylo sie "z gory" na mlodszych).
      Po kilku zaledwie dniach pobytu w szkole pobili sie na lekcji dosyc ostro.
      Przerazona nauczycielka probowala ingerowac ale nie miala pojecia o co chodzi.
      Wezwala go wiec do klasy zeby dowiedziec sie o co chodzi. Byla to seria
      kilkudziesieciu pytan i odpowiedzi - wszystkie przechodzace przez niego. Gdy
      nauczycielka zorientowala sie, ze chodzi o jakas bzdure, nakrzyczala na nich,
      co zostalo przetlumaczone z odpowiednia melodia zdania a nie intonacja glosu
      (zeby inni nie rozumieli, ze krzyczy na dwoch biednych chlopcow). Rozochocil
      sie tak, ze na zakonczenie dolozyl dosyc sporo od siebie. Historie te
      uslyszalem dopiere wiele lat pozniej.

      Piotr napisal: Przyszlo sporo Polaków z rodzinami i pamietam widok jednego pana
      z mala córeczka o wyraznie maoryskich rysach i karnacji krzyczaca glosno "New
      Zealand sucks!".
      Znasz pewnie stary dowcip opowiadany w A. Ktos umiescil wielki napis na
      scianie "Australia sucks!". Ktos inny dopisal: "New Zealand zero!"
      Dla niewtajemniczonych w tajniki wymowy NZ i A. Gdy nowozelandczyk wymawia
      slowo "six" u nas odbierane jest to albo jako "sucks" albo "sex".
    • Gość: Witek Re: Emigracja - troche inaczej IP: *.accesscable.net 01.10.01, 02:30
      Od poczatku naszego "zycia" w Kanadzie mieszkamy w Halifax'ie w Nowej Szkocji a
      wiec kompletnie na wschodzie Kanady. Przez wiele lat po przyjezdzie nie
      jezdzilismy do USA - nie bylo powodu ani nie czulismy potrzeby zeby odwiedzic
      Amerykanow. Kiedys pojechalem z podroz sluzbowa do Yukonu, na polnocny zachod
      Kanady, i w jeden dzien pozyczylem samochod zeby pojechac cos zobaczyc w
      okolicy. Polecono mi piekna trase na Alaske i w ten sposob Alaska byla
      pierwszym stanem USA ktory odwiedzilem.
      Przez dlugi czas w firmie w ktorej pracuje bylo to pytanie quiz'owe dla nowych
      pracownikow - jaki byl pierwszy stan amerykanski ktory odwiedzil Polak po
      osiedleniu sie w Nowej Szkocji? Nikt jeszcze nie zgadl...
    • dreptak2k Re: Emigracja - troche inaczej 03.10.01, 04:29
      Historie ta uslyszalem wiele lat temu, z trzeciej czy czwartej reki, nie mam
      wiec pewnosci, czy zdazyla sie dokladnie tak, jak ja opisuje. Moze jest to
      tzw "urban myth" - nie wiem. Sadze jednak, ze choc detale mogly zostac
      pomylone, zdazyla sie ona naprawde.
      Mloda para z malym dzieckiem przyjechala do Australii no i popadli w wir
      emigracni. Najpierw nauka jezyka, potem uznawanie kwalifikacji, szukanie pracy,
      poglebianie kwalifikacji, poprawa jezyka, itp.
      Po jakims czasie zalatania, zorientowali sie, ze ich syn, przechowywany
      dotychczas w jakich zlobkach czy innych "day-care'ach" powinien juz zaczynac
      mowic a on nic. Gorzej nawet, wydaje z siebie jakies nieartykulowane dzwieki.
      Lekko przerazeni, poszli z nim do lekarza; ten wyslal ich do specjalisty.
      Specjalista nie bardzo wiedzial co to jest, zgadzal sie jednak, ze dziecko
      powinno juz mowic. Znalezli wiec innego specjaliste z podobnymi skutkami. Juz
      wcale nie lekko przerazeni, zaczeli sie zastanawiac co robic, szukali rad u
      znajomych, itd.
      Ktorys ze znajomych dowiedzial sie, ze wlasnie niedawno do Sydney przyjechaj
      swiatowej chyba slawy specjalista w tej dziedzinie z Hong Kongu (byly to czasy,
      kiedy wykwalikowani ludzie wyjezdzali z HK gdzie sie tylko da).
      W czasie pierwszej wyzyty, z chlopca nie udalo sie wydusic zadnych dzwiekow,
      nawet tych nie artykulowanych, ktore to chetnie uzywal w domu.
      Po tygodniu, w czasie nastepnej wyzyty, lekarzowi przerwala jego zona (przez
      telefon), majaca jakas nieslychanie wazna sprawe. W trakcie tej rozmowy,
      chlopak rozbawil sie co nieco i zaczal belkotac po swojemu. Specjaliscie
      przeszla ochota na rozmowe ze swoja zona i zagadal do chopcyka - po chinsku.
      Potem postawil diagnoze: chlopakowi nic nie jest, mowi calkiem niezne (jak na
      swoj wiek) po kantonijsku. Jezyka tego nauczyl sie w przedszkolu od swojego
      chinskigo przyjaciela.
      • Gość: anna Re: Emigracja - troche inaczej IP: 217.56.204.* 03.10.01, 08:31
        Mieszkamy z moim synem Wloszech juz od 2 lat kiedy tu przyjechalismy moj syn
        mial la t 6 wiec dosyc dobrze mowi w obu jezykach ale niektore slowa uzywa
        tylko w jezyku wloskim bo przyswoil je sobie pozniej .
        Moi rodzice odwiedzaja nas dosc czesto a poniewaz oboje wnuk i dziadek
        uwielbiaja pilke nozna czesto w naszym domu trwaja dyskusje , ktory pilkarz
        jest lepszy , gorszy i.t.p. Pewnego razu dyskutowali na temat Tolda ( bramkarz9
        dla niewtajemniczonych bramkarz po wlosku znaczy portiere. Moj syn uparcie
        twierdzil ,ze Toldo to portiere natomias dziadek ,ze zaden portier tylko
        bramkarz.Pozdrowienia Anna
        • Gość: ESL Re: Emigracja - troche inaczej IP: 209.226.65.* 03.10.01, 20:36
          Naleze do tych pechowcow, ktorzy czesto sie czerwienia czy to przy jakimkolwiek
          wysilku, czy gdy slysze mile slowa, czy po prostu na sloncu. Uczestniczylam
          kiedys w pikniku zorganizowanym dla studentow mojej szkoly i przyprowadzilam na
          ten piknik moja corke, ktora nie ma tak wrazliwej skory, jak ja. Jedna z moich
          studentek (pieknie-oliwkowa Nikaraguanka) przygladala nam sie przez chwile dosc
          badawczo po czym zapytala mnie bardzo uprzejmie do jakiej rasy ja naleze.
          Wedlug niej, moja corka w sposob oczywisty nalezy do rasy bialej, ja jednak
          musze byc zadkim okazem rasy rozowej (pink people). Od tego czasu sama uwazam
          sie za "minority" i od razu czuje sie lepiej w politacally correct
          rzeczywistosci ludzi o wszelkich mozliwych odcieniach.
          Pozdrowienia dla wszystkich wielokolorowych z rozowymi na czele
          P.S. Historia o chlopcu mowiacym po kantonsku brzmi urokliwie ale podejrzewam,
          ze zostala wymyslona w jakis dlugi deszczowy wieczor bez telewizji - nie jest
          to zaden wysilek dla srednio-inteligentnego czlowieka obracajacego sie wsrod
          ludzi poslugujacych sie roznymi jezykami, by rozpoznac roznice pomiedzy
          (jakims) jezykiem a po prostu belkotaniem. Ale moze ja sie czepiam, mialo byc
          przeciez tylko smiesznie a niekoniecznie zaraz prawdziwie, sorry!

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka