Dodaj do ulubionych

Solidarność szalikowa

IP: *.rasserver.net 16.10.02, 05:32


Solidarność urządziła w centrum stolicy zadymę niczym nie różniącą się od
tych po meczach piłkarskich. W ruch poszły drewniane pały i petardy. Policja
odpowiedziała gazem łzawiącym. Kilka osób zostało rannych. To miała być
podobno pokojowa manifestacja. Górników - którzy twierdzą, że wkrótce
zlikwidowanych zostanie 40 tys. miejsc pracy. Hutników - którzy też boją się,
że zostaną na bruku. I kolejarzy, którzy mówią: reforma PKP stanęła w pół
drogi. Nie ma pieniędzy na kursowanie pociągów. Z wielu miejscowości na
Pomorzu zwyczajnie nie ma się czym wydostać, gdyż zawiesza się kursowanie
poszczególnych składów.
Pokojowa manifestacja miała być dla rządu sygnałem: tak nie wolno! Nie wolno
reformować górnictwa kosztem sztygarów i ładowaczy węgla, kolei kosztem
konduktorów i służby zdrowia kosztem pielęgniarek. Zamrażanie płac,
liberalizacja kodeksu pracy - to wszystko powoduje, że w domach jest coraz
gorzej. Domach Jana Sławińskiego, warsztatowca PKP z Gdyni, Andrzeja Masiarza
z Kopalni Węgla Kamiennego Bobrek z Bytomia, Andrzeja Żery z Zakładów Tworzyw
Sztucznych z Tarnowskich Gór. I wielu, wielu innych manifestantów. Ale ten
pokój nie trwał długo. Przygrywka do tego, co stanie się dalej, nastąpiła ok.
godz. 10 w Raszynie. Niektóre wjeżdżające autokary zatrzymała policja.
Warszawscy funkcjonariusze dostali cynk od swoich śląskich kolegów, że
autobusami nie podróżują wyłącznie spokojni śląscy związkowcy. Że w
bagażowych lukach schowane są górnicze styliska i bambusowe kije.
Zarekwirowali ponad 50 drągów, którymi można spokojnie roztrzaskać
człowiekowi głowę. Po co były potrzebne manifestantom? Zdaniem Kazimierza
Grajcarka, szefa Sekretariatu Solidarności Górnictwa i Energetyki, do
robienia efektów akustycznych. I podobno na przywóz tego osobliwego bagażu
manifestanci... mieli zgodę policji! - To nieporozumienie - oświadcza Anna
Kędziarzewska z biura prasowego komendy stołecznej. - Takiej zgody nikt nie
dostał. Policji wydawało się, że wygrała pierwszą rundę,
rekwirując "akustyczne" narzędzia. Gdzieś do godz. 12.50 nie działo się nic.
Przed Kancelarią Premiera kilkuset policjantów z tarczami i kaskami. Pełna
gotowość. Spokojne spojrzenia. Visa-a-vis, na chodniku po stronie Ogrodu
Botanicznego grupka kolejarzy z Gdańska. Są pierwsi. Mówią, że w Trójmieście
niedługo zostaną tylko pociągi jeżdżące z Gdańska do Gdyni. Inne szlag trafi.
Tutaj, przed kancelarią, trójmiejscy kolejarze chcą jednego: pracy i płacy
dla zwykłego człowieka. Jest godz. 13.15. Agrykolą od Torwaru idą zwykli
ludzie: z huty Łabędy, z Kopalni Węgla Kamiennego Piast, ze śląskich hut.
Transparenty: "Każde weto Kwasa czyni z Polaka golasa", "Dla złodzieja
abolicja, dla nas pała i policja", "Praca prawem, a nie przywilejem". W
niektórych rękach drewniane pały. Słychać przeraźliwe gwizdy, skandowanie.
Dochodzi godz. 13.25. Aleje Ujazdowskie zostają zablokowane. Kilkutysięczny
tłum zalewa je, idzie przed Kancelarię Premiera. Lecą pierwsze petardy i
świece dymne. - O rany boskie! Jak ja teraz wyjdę z dzieckiem? - pyta
przestraszona Sabina Krajeńska z Ochoty, która była właśnie pod pomnikiem
Chopina i chce dotrzeć na plac Na Rozdrożu. O 13.40 zaczyna się prawdziwe
piekło. Na policjantów lecą petardy i drewniane kije. Co chwila wybuchają
świece dymne. Jedna petarda eksploduje tuż obok naszego reportera. - Żądamy
zaprzestania restrukturyzacji górnictwa - ledwie słychać w tej kanonadzie
gwizdów, krzyków przerażenia, odgłosów wybuchających petard, czyjś głos. Nikt
już nie wie, o co chodzi demonstrantom. Odczytywane postulaty giną w ogniu
prawdziwej walki. Następuje kolejna runda, tzw. kwaśna zemsta, czyli gaz
łzawiący, którym zaatakowani gliniarze walą w demonstrantów. - Gestapo!
Bandyci! Mordercy! - słychać okrzyki tłumu. - Nie prowokujmy policji! Odsuńmy
się od barierek! Nie prowokujmy! - apeluje przez megafon jeden z
organizatorów. Na próżno. Petarda wybucha po petardzie, nie wiadomo, z której
strony dostanie się w głowę. Nad tłumem demonstrantów bez przerwy krąży
policyjny helikopter. Jak w każdym meczu, tak i w tej rozgrywce pojawiają się
zawodnicy, którym najwyraźniej pomyliły się spotkania. - Reprezentuję
sekretariat ochrony zdrowia - mówi Grażyna Wierzgoń, pielęgniarka ze szpitala
klinicznego w Katowicach. Czy w tym szpitalu zwalniają? Czy załoga boi się o
swój los? A skąd! - Przygotowaliśmy się do reformy znacznie wcześniej - mówi
Grażyna Wierzgoń. - Nie jesteśmy zadłużeni, nikt nas nie likwiduje. Ale widzi
pan, czy to jest w porządku, skoro średnia płaca dla kadry lekarskiej to 2700
zł? Dla profesora? A dla pielęgniarki 1100 zł? Orkiestra dęta z Tarnowskich
Gór gra marsz żałobny. Załoga karetki pogotowia próbuje opatrzyć jednego z
demonstrantów, który jest ranny w rękę. - Odczepcie się! Nie chcę! - krzyczy.
O godz. 14.40 bitwa dogasa. Bilans: pięciu rannych policjantów (jedna
funkcjonariuszka, której koń się spłoszył, ma pękniętą miednicę),
roztrzaskanych 65 tarcz, zniszczonych 75 mundurów, 25 kamizelek, 10 barierek.
Ślady po petardach na kilku samochodach. Efekt demonstracji - żaden.
Obserwuj wątek

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka