Gość: Bozena L
IP: *.sympatico.ca
06.11.02, 15:04
Zatrzymana i cofnięta przez INS
- O północy pozwolono mi porozmawiać z nią przez telefon. Płakała, mówiła, że
się z niej nabijają, że przerzucają jej rzeczy. Chciała już tylko jednego,
jak najszybciej wrócić do domu - opowiada zdenerwowany Zdzisław Gargol,
którego córka Aleksandra została w poniedziałek w nocy zatrzymana na lotnisku
w Newark. INS nie wpuścił jej na teren USA ponieważ w czasie poprzedniego
turystycznego pobytu przekroczyła termin wizy.
Newark, NJ, Nowy Jork, NY
To nie był pierwszy przyjazd Aleksandry Gargol do USA, ani nawet drugi, czy
trzeci.
- Moja córka kursuje tak między Polską a Stanami. Ja mieszkam tu, jej matka w
Polsce, córka przyjeżdża zawsze na wizie turystycznej - tłumaczy jej ojciec.
Jednak w czasie swojego ostatniego pobytu zatrzymała się dłużej niż na 6
miesięcy, okres na jaki zezwala wiza turystyczna. Nie wiedziała jeszcze jakie
mogą być tego konsekwencje.
Chciała legalnie
Aleksandra wysiadła z samolotu linii SAS na lotnisku Newark o 10 wieczorem. W
czasie odprawy paszportowej została natychmiast poproszona do lotniskowego
biura INS. Tam dowiedziała się, że nie zostanie wpuszczona na teren Ameryki i
będzie musiała wrócić do Polski. Powód - złamała prawo w czasie swojego
poprzedniego pobytu.
- To prawda, byłem wtedy bardzo chory, lekarze obawiali się najgorszego.
Dlatego chciałem, żeby córka była przy mnie, ale ona chciała legalnie
przedłużyć ten pobyt - wyjaśnia Gargol i opisuje całą historię.
Aleksandra złożyła wniosek o przedłużenie wizy turystycznej na 45 dni przed
terminem jej upływu. Odpowiedź przyszła dopiero po 3 miesiącach, proszono w
niej o dodatkowe dokumenty. Trzeba je było ściągać z Polski, to trochę
trwało. W końcu zostały przesłane do INS. Po miesiącu przyszła odpowiedź -
negatywna.
- I wtedy córka od razu kilka dni później wróciła do Polski, do Dąbrowy
Górniczej - przekonuje Gargol, przyznaje jednak, że było to już grubo po
upływie terminu wizy.
Dobry Polak
W poniedziałek w nocy na Aleksandrę czekał ojciec ze swoimi dwoma synami i
dalszą rodziną.
- Wszyscy już wyszli, a ona nie. Zaczęliśmy się denerwować. Dopiero gdzieś o
północy pozwolono mi porozmawiać z córką przez telefon. Płakała i skarżyła
się, że urzędnicy się z niej śmieją, że w czasie przeszukiwania jej bagażu
przerzucali się jej rzeczami osobistymi- żali się Gargol. W czasie rozmowy
dowiedział się jednak, że córka nie była skuta kajdankami i nie była głodna.
Po jakimś czasie wyszedł do niego jeden z urzędników INS, który mówił po
polsku i powiedział, że jego córka jest "w dobrych rękach i że jest dobrze
traktowana". Tłumaczył, że nie wolno mu oficjalnie z nikim rozmawiać, ale
chciał uspokoić rodzinę zatrzymanej.