Dodaj do ulubionych

Dzieci emigrantow - dzieci bez rodzin

16.02.06, 00:16
Mieszkam w Australii, dalej od Polski jest tylko Nowa Zelandia, wiec widujemy
sie z rodzina mniej wiecej raz na dwa lata. Moim dzieciom rozszerzona rodzine
zastepuja moi przyjaciele i ich dzieci; z rodzina w Polsce maja kontakt
telefoniczny i listowny.

Wiekszosc Polakow mieszkajacych na stale za granica (szczegolnie w krajach
polozonych daleko od Polski) i majacych dzieci nie ma dalszej rodziny
mieszkajacej w poblizu. Dzieci nie znaja lub slabo znaja dziadkow, wujkow i
kuzynow. Zastanawia mnie jak taka sytuacja wplywa na dzieci? Mniejsze
poczucie przynaleznosci do rodziny, do Polski? Macie jakies doswiadczenia na
ten temat?

Pozdrawiam
Luiza-w-Ogrodzie

><crying(((º>`·.¸¸.·´¯`·.¸¸><crying(((º>
Obserwuj wątek
    • cyborgus Re: Dzieci emigrantow - dzieci bez rodzin 16.02.06, 03:48
      sprobuj zamiescic ten watek na forum dla rodzicow za granica "z dala od
      polski", mozesz miec wiekszy odzew:

      forum.gazeta.pl/forum/71,1.html?f=591
    • gosc88 Tak, czuje ten problem bo ... i sam go mam. Moze 16.02.06, 04:36
      nie jest tak zle jak opisujesz. Te dzieci o ktorych piszesz zyja w warunkach
      jakie sa (poza Polska) i nie doznaly odczuc takich jak ich kuzyni mieszkajacy w
      Polsce. Wydaje mi sie, ze to tylko my dorosli a nie nasze dzieci,
      widzimy/wspolczujemy naszym emigranckim dzieciakom, ze nie maja wokol siebie
      kuzynow,wujkow,ciociow itd. Dzieci tego kontrastu nie czuja tak mocno jak my, o
      ile w ogole go czuja, i przyjmuja otaczjaca ich rzeczywistosc naturalnie.
      • prawdziwawadera2 Re: Tak, czuje ten problem bo ... i sam go mam. M 16.02.06, 05:22
        Zgadzam sie z "gosc88"
        Tak bylo z moimi dziecmi.
        Pozdrawiam
        Wadera
      • luiza-w-ogrodzie Re: Tak, czuje ten problem bo ... i sam go mam. M 16.02.06, 23:21
        gosc88 napisał:

        > nie jest tak zle jak opisujesz. Te dzieci o ktorych piszesz zyja w warunkach
        > jakie sa (poza Polska) i nie doznaly odczuc takich jak ich kuzyni mieszkajacy
        w
        >
        > Polsce. Wydaje mi sie, ze to tylko my dorosli a nie nasze dzieci,
        > widzimy/wspolczujemy naszym emigranckim dzieciakom, ze nie maja wokol siebie
        > kuzynow,wujkow,ciociow itd. Dzieci tego kontrastu nie czuja tak mocno jak my,
        o ile w ogole go czuja, i przyjmuja otaczjaca ich rzeczywistosc naturalnie.

        Myslalam raczej o kontrascie miedzy dziecmi imigrantow a dziecmi z rodzin
        osiadlych tu od pokolen. Poza tym moj syn urodzil sie w Polsce (wyjechal majac
        siedem lat) i pamieta rodzine. Corka urodzila sie w Australii i zna rodzine
        tylko z wizyt.
    • lunatix Re: Dzieci emigrantow - dzieci bez rodzin 16.02.06, 10:34
      Tez mamy troche problem z naszymi dzieciakami. Brakuje im babci oj brakuje.
      • taki2 Re: Dzieci emigrantow - dzieci bez rodzin 16.02.06, 23:34
        Dziwne, ze twoje dzieci wogle tesknia za babcia. Musza ja znac dobrze. Naszego
        syna(teraz 28 ale zawsze tak bylo) trzeba namawiac na jakikolwiek kontakt z
        rodzina w Polsce. Ta znowusz czuje sie wyzsza/lepsza i robi to z laska. Czyli
        zrywaja sie kontakty szybciutko. A kontakty z rodakami zagranica, to sie
        rozwiajaja raczej normalnie i zalezne sa od indywidalnych zainteresowan.
        • maxxim DLATEGO WYJECHALEM DO EUROPY 16.02.06, 23:50
          i dzieci maja rodzine czasem na codzien a napewno raz na 2 miesiace.
          Co zauwazylem za oceanem u innych Polakow dopoki dzieci sa male to jakos to
          jeszcze wyglada normalnie. Ale gdy zaczynaja dorastac brak bliskiej rodziny i
          tzw "presji" od innych niz rodzice powoduje ze coreczki puszczaja sie z Arabami
          albo murzynami bo co wolno im przeciez a rodzicow slowo sie nie liczy nigdy.
          Wolnosc przyjmuja na wszystko tylko nie na to co jest przyzwoite.
          Oczywiscie sa przypadki normalne ale jest ich malo.
          Taka jest cena emigracji, troche wiecej w portfelu (???) i rozwalona rodzina z
          wlasnymi dziecmi wlacznie.
          • taki2 Re: DLATEGO WYJECHALEM DO EUROPY 16.02.06, 23:57
            Niestety to wina rodzicow, ze dzici ich nie sluchaja. Tak twierdza sami
            amerykanie i ja sie z tym zgadza, ze to szkola i TV nam psuje nasze dzieci. Nie
            twierdze, ze nie powinny chodzic do szkoly lub nie ogladac TV, ale, ze powinny
            byc przez nas przygotowane do tego co je tam spotka.
            • luiza-w-ogrodzie Re: DLATEGO WYJECHALEM DO EUROPY 17.02.06, 00:03
              taki2 napisał:

              > Niestety to wina rodzicow, ze dzici ich nie sluchaja. Tak twierdza sami
              > amerykanie i ja sie z tym zgadza, ze to szkola i TV nam psuje nasze dzieci.
              Nie twierdze, ze nie powinny chodzic do szkoly lub nie ogladac TV, ale, ze
              powinny byc przez nas przygotowane do tego co je tam spotka.

              Zgadzam sie z Toba, Taki. Uwazam ze szkola i TV "psuja" tylko dzieci, ktorych
              rodzice nie poswiecaja im dostatecznie duzo czasu.

              Pozdrawiam
              Luiza-w-Ogrodzie
              ><crying(((º>`·.¸¸.·´¯`·.¸¸><crying(((º>
              .·´¯`·.. ><crying(((º>`·.¸¸.·´¯`·.¸¸><crying(((º>
              • taki2 Re: Wychowanie dzieci 17.02.06, 00:19
                Luiaz Dzieki, ze sie zemna zgadzasz, ale pytajac kolege, co maja rodzice do
                wyboru rasy i religi partnera, upewnia mnie, ze sama nie wiesz o co chodzi.
                No ale moze zadajmy pomocnicze pytanie. Dlaczego wszystkie szkoly na siecie
                gdzie jest kontrola banku swiatowego, staraja sie uczyc dzieci o seksie i
                zboczeniach jak najszybciej? Sa generalnie Trzy etapy wychowania, przez szkole
                i to jest w pierwsztm etapie. Wybor rasy partnera jest w 3 etapie nauczania.
                • luiza-w-ogrodzie Wychowanie dzieci a kontrola banku swiatowego? 17.02.06, 00:41
                  taki2 napisał:

                  > Luiaz Dzieki, ze sie zemna zgadzasz, ale pytajac kolege, co maja rodzice do
                  > wyboru rasy i religi partnera, upewnia mnie, ze sama nie wiesz o co chodzi.
                  > No ale moze zadajmy pomocnicze pytanie. Dlaczego wszystkie szkoly na siecie
                  > gdzie jest kontrola banku swiatowego, staraja sie uczyc dzieci o seksie i
                  > zboczeniach jak najszybciej? Sa generalnie Trzy etapy wychowania, przez
                  szkole i to jest w pierwsztm etapie. Wybor rasy partnera jest w 3 etapie
                  nauczania.

                  ???? Taki, teraz naprawde nie wiem, o co Tobie chodzi. Co ma nauka o biologii
                  ciala (bo nie tylko o seksie) i uswiadamianie o zagrozeniach (narkotyki,
                  zboczency) wspolnego z wyborem partnera? Moze u Ciebie ucza czegos innego niz w
                  Australii?
                  Tutaj w szkolach ucza sie obok siebie dzieci wielu kultur i jest naturalne, ze
                  przyjaznia sie ze soba i potem w doroslym zyciu pracuja ze soba i zakochuja
                  sie. Dla mnie dziwne jest to ze w takiej sytuacji nie ma wiecej mieszanych par.

                  Ale to nie na temat. Pytalam sie o konsekwencje wychowywania dzieci na
                  emigracji z dala od rozszerzonej rodziny. Moze zaloz watek na temat kontroli
                  banku swiatowego i tam przedstaw swoj tezy?

                  Pozdrawiam
                  Luiza-w-Ogrodzie
                  ><crying(((º>`·.¸¸.·´¯`·.¸¸><crying(((º>
                  .·´¯`·.. ><crying(((º>`·.¸¸.·´¯`·.¸¸><crying(((º>
                  • taki2 Re: Wychowanie dzieci a kontrola banku swiatowego 17.02.06, 01:19
                    Wiem czego i jak uczy sie dzieci w Australii z zawodowego punktu widzenia i
                    relacji urodzonych australiczykowl, ktorzy sa wychowani w duchu chrzescianskim,
                    a nie komunistycznym lub katolickim.
                    • mordechai-w-ogrodzie taki, to jest baba od garow bez pojecia 17.02.06, 01:24
                      o swiecie i jak szkola obecnie operauje. Rozmawianie z nia przypomina walenie
                      grochem o sciane.

                      Jasne ze szkoly sa po to by przygotowac kadry do wycierania kibli i lezenia w
                      okopach.
                    • luiza-w-ogrodzie Re: Wychowanie dzieci a kontrola banku swiatowego 17.02.06, 01:29
                      taki2 napisał:

                      > Wiem czego i jak uczy sie dzieci w Australii z zawodowego punktu widzenia i
                      > relacji urodzonych australiczykowl, ktorzy sa wychowani w duchu
                      chrzescianskim, a nie komunistycznym lub katolickim.

                      Wiesz czego i jak sie uczy w Australii z relacji anglosaskich anglikanow czy
                      metodystow, ktorzy prawie nie chodza do kosciola? Aha.

                      Nie wszyscy Australijczycy urodzeni tutaj to anglosasi, wiesz? W Australii jest
                      wiele wyznan, ale generalnie maly procent ludzi, ktorzy sie udzielaja w
                      kosciele. Natomiast istnieje system szkol posiadanych przez koscioly (tzw
                      szkoly niezalezne albo katolickie), ktore nastawione sa na zarabianie pieniedzy
                      dla tychze kosciolow.
                      • taki2 Re: Wychowanie dzieci a kontrola banku swiatowego 17.02.06, 16:06
                        Nie trzeba chodzic do kosciola, bo mozesz go miec przez internet lub na radio,
                        na krotkich falach na calym swiecie(po angielsku).

                        www.scripturesforamerica.org/
                        Jestesmy bardzo dumni z tego kosciola, bo nie jest to ksciul kontrolowany przez
                        nasze panstwo. Inne koscioly razem z katolickimi prosza o zwolnienie od podatku
                        i wtedy musza sie na rozne rzeczy godzic, miedzy innymi na nie zajmowanie sie
                        polityka, uczeniem czegokolwiek przeciwnego prawodawstwu panstwowemu itd. Juz
                        pare razy rzad probowal zlikwidowac ten kosciul. Dzieki Bogu, wiernym i
                        zasiegowi swiatowemu tego ksciola, jakos pracuje od ok. 20lat. Ale oszczegam,
                        ze trzeba troszke poswiecic czasu na zrozumienie nauczanych wiadomosci (trzeba
                        miec Pismo Swiete), bo media zrobily juz swoje, od chwili naszego dziecinstwa.
                        Doszlo do tego, ze wstydzimy sie naszej religji i naszej bialej cywiliacji.
                        • tow.kapelan Wychów dzieci gastarbaitera nadaua 17.02.06, 16:20
                          Nad nową jakością wychowania ma czuwać Instytut Wychowania, który ma powstać
                          jeszcze w tym roku i - jak twierdzi wiceminister edukacji Jarosław Zieliński -
                          jego głównym zadaniem będzie praca nad wyrobieniem w młodzieży postawy
                          obywatelskiej i patriotycznej.
                          - Mamy kryzys, a szkoła jest wobec niego całkowicie bezradna. Musimy na nowo
                          nauczyć młodzież, czym jest dobro, prawda i piękno. Przypomnieć, czym jest
                          patriotyzm, postawa obywatelska, poświęcenie dla dobra ogółu - mówi Zieliński.


                          forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=44&w=36489137&a=36966123
                    • taki2 Re: Wychowanie dzieci a kontrola banku swiatowego 17.02.06, 01:32
                      Droga Luizo, zebys sie juz nie denerwowala, to powiem Tobie, ze chyba sie znamy
                      osobiscie z "Kwadratu". Nie bywalem tam czesto, bo ja z Warszawsiego Osiedla.
                      Teraz tojuz musze w gosci isc. Jutro tutaj zawitam. Pozdrowienia dla calej
                      Twojej rodziny.
                      • luiza-w-ogrodzie Taki2, co to jest "Kwadratu"? n/t 17.02.06, 01:45

                        • taki2 Re: Taki2, co to jest "Kwadratu"? n/t 17.02.06, 14:37
                          Jak jestes z Grunwaldu, to spodziewalem sie, ze jak bylas nastolatka chodzilas
                          do kubu o tej nazwie na Lawicy.
            • taki2 Re: CD. na ten temat. 17.02.06, 00:06
              forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=44&w=36956614&a=36961660
              A z wyjazdem do Europy i tam wychowywanu dziecie, bez odpowiedniego ich
              przygotowania(wnioskuje, ze nie przygotowales ich, bo miales problemy w
              poprzednim kraju), to jeszcze goze, bo kto tam tobie wogle wspomni lub jaki
              kosciul wytlumaczy, o co chodzi, jak mogles sie to dowiedziec w USA i nie
              dowiedziales sie?
          • luiza-w-ogrodzie Sytuacja zalezy od rodziny, a nie od odleglosci 17.02.06, 00:01
            Maxxim, wydaje mi sie ze sytuacja zalezy od rodziny, a nie od odleglosci
            geograficznej.
            Sa rodziny zyjace w Polsce a sklocone i widujace sie tylko na pogrzebach i przy
            czytaniu testamentu. Moja rodzina jest bardzo zzyta, wiekszosc krewnych mieszka
            w Poznaniu i Wielkopolsce. Zawsze gdy przyjezdzamy jestesmy serdecznie witani,
            wiec dzieci lubia tam jezdzic i maja uczucie ze sa czescia rodziny. Oprocz
            mowienia w domu po polsku, telefonow i emajli staramy sie podtrzymac kontakt na
            inne sposoby: kilka lat temu zrobilismy komputerowe drzewo genealogiczne, dwa
            razy do roku wysylamy gazetke ze zdjeciami i opisami co robilismy i co sie u
            nas zdarzylo w ostatnich miesiacach. Wydaje mi sie ze moje dzieci sa zwiazane z
            rodzina w Polsce, choc oczywiscie nie znaja jej tak dobrze jak tutejszych
            przyjaciol.

            Co do drugiej czesci Twojego postu, nie za bardzo rozumiem zdanie "brak
            bliskiej rodziny i tzw "presji" od innych niz rodzice powoduje ze coreczki
            puszczaja sie z Arabami albo murzynami bo co wolno im przeciez a rodzicow slowo
            sie nie liczy nigdy". Czy moglbys wyjasnic co brak bliskiej rodziny ma
            wspolnego z wyborem partnera innej narodowosci?

            Pozdrawiam
            Luiza-w-Ogrodzie
            ><crying(((º>`·.¸¸.·´¯`·.¸¸><crying(((º>
            .·´¯`·.. ><crying(((º>`·.¸¸.·´¯`·.¸¸><crying(((º>
            • starywiarus CIEPLUSIO-MILUSIO 18.02.06, 11:08
              Osobiście mam mieszane uczucia na temat cywilizacyjnej wartości polskiej 'extended family',
              drobnomieszczańsko cieplutkiej aż do mdłości. Bez ustanku wizytującej się nawzajem, godzinami
              bijącej pianę o niczym za suto zastawionymi stołami, spijającej sobie nawzajem z dzióbków w
              atmosferze ogólnej słodyczy i udzielającej sobie wzajemnie sprzecznych, na ogół mało wartościowych
              rad w sprawie wychowania dzieci. Nota bene, o wychowaniu dzieci najwięcej zawsze miały do
              powiedzenia 70-letnie ciotki, albo kuzynki - stare panny, 47-letnie pobożne dziewice, bez żadnych
              szans na zmianę tego stanu rzeczy przed nadciągającą menopauzą..

              Polska rodzina schyłku XX w. w ogóle uwielbiała się tarzać w takim trochę mdlącym, bagiennym
              ciepełku, charakterystycznym dla mieszczańskiego saloniku z zamkniętymi na głucho i uszczelnionymi
              watą oknami. Wszystko było przedmiotem międlenia bez końca przez rzeczywistych, przyszywanych i
              honorowych a faktycznie zupełnie niespokrewnionych wujów, stryjów, ciotki, bratanice, siostrzeńców
              typu siedemnasta woda po kisielu etc. Pod nogami roiły się psy, koty, chomiki, świnki morskie i liczne
              dzieci; ich rodzice śmiertelnie obrażali się na każdego, kto nie miał wykute na pamięć, kto komu które
              z tych dzieci zrobił, i w jakiej kolejności, oraz jak każde z nich ma na pierwsze i drugie imię.

              Moi rodzice za tym modelem nie przepadali i od takiego życia rodzinnego trzymali się z boku. Ja to
              jako-tako tolerowałem, w małych dawkach; ale też zdecydowanie nie przepadam. Może dlatego dobrze
              się czuję wśród Anglosasów z ich ograniczoną wylewnością, poleganiem przede wszystkim na sobie, i
              pie..em w przeciwną stronę, tj. wręcz przesadnego poszanowania prywatności. Sąsiedzi tutejsi
              orientują się, że ktoś obok umarł, dopiero po paru tygodniach, kiedy już tak śmierdzi, że dłużej się nie
              da wytrzymać. Nie jestem pewien, czy wolę to, czy polskie nieproszone poufałości i włażenie mi
              dalekiej rodziny na głowę.

              Jakkolwiek myślę, że Anglosasi zdecydowanie przeginają pałę ze swoją obojętnością, to jednak
              uważam, że polski model życia rodzinnego przegina pałę w drugą stronę. Kiedy wszyscy wszystkim we
              wszystko sie wpieprzają w 30-40 osobowej grupie rodzinnej, to robi sie z tego mikrokosmos polskiego
              charakteru narodowego - na dłuższą metę nie do wytrzymania. Wzajemne poparcie i autentyczna
              bezinteresowna pomoc w takiej grupie rodzinnej są takie sobie, ale za to pieprzenie głupot, hipokryzja,
              dąsy i kwasy - wprost kwitną. Nie bez powodu istniało powiedzenie, że z rodziną najlepiej sie wychodzi
              na zdjęciu. Natomiast w życiu wychodziło się z rodziną różnie, wlączając w to przysłowiowe "jak
              Zabłocki na mydle".

              Rodzina jest w Polsce kapkę za luźno zdefiniowana jak na moje gusta. Wchodzi do niej rzeczywista
              rodzina plus dodatki w rodzaju krewnych tak dalekich, że nikt nie potrafi precyzyjnie powiedzieć, w jaki
              właściwie sposób są z nimi spokrewnieni, plus mniejsze albo większe grono przyjaciół domu, plus
              aktualni absztyfikanci córek w wieku rębnym (jak mawiał mój przyjaciel leśnik, kiedy obaj mieliśmy po
              22 lata), plus samotna owdowiaała ciotka szwagra kumpla żony brata (bo ona taka samotna) etc.
              Wszyscy o wszystkich muszą wszystko wiedzieć. Każdy wszystko wie lepiej, i musi natychmiast o tym
              zawiadomić wszystkich innych, głośno i bez zwłoki. Każdy mówi co innego, ale nikt nic nie wie na
              pewno.

              Myślę, że sporo osób nie wytrzymało takiego życia rodzinnego i wyemigrowało, miedzy innymi po to,
              aby nie być stale przedmiotem wiecznego mędzenia ciotek, wujów, stryjów oraz nieokreślonych
              starych panien z grzecznościowym tytułem kuzynki, których proweniencja zaginęła w mroku dziejów
              familijnych - od momentu pogorszenia się sklerozy dziadka, który jako jedyny w rodzinie wiedział był
              swego czasu, kto one właściwie były i skąd się wzięły, ale teraz już za cholerę nie może sobie
              przypomnieć.
              • luiza-w-ogrodzie Re: CIEPLUSIO-MILUSIO 20.02.06, 00:02
                "W strasznych miszkaniach straszni mieszczanie"... SW, nie kazda rodzina jest
                taka, jak Twoja. Moi ulubieni krewni to rodzenstwo mojego Taty oraz rodzenstwo
                dziadka ze strony Mamy, czyli ludzie podeszli wiekiem. Mam tez kilkanascioro
                kuzynow 1-go stopnia. Wiekszosc z nich to inteligentni i serdeczni ludzie, z
                ktorymi zawsze jest o czym pogadac i ktorzy pomagaja sobie nawzajem. Dlatego
                zastanawiam sie czy moim dzieciom nie zaszkodzi brak kontaktu z nimi i o tym
                byl ten watek.

                Pozdrawiam
                Luiza-w-Ogrodzie
                ><crying(((º>`·.¸¸.·´¯`·.¸¸><crying(((º>
                .·´¯`·.. ><crying(((º>`·.¸¸.·´¯`·.¸¸><crying(((º>
          • filipzkonopii Bzdury... 17.02.06, 04:57
            Bzdury opowiadasz kolego i to wielkie. Przede wszystkim to wielkie "zepsucie",
            to niestety jest glownie w Europie. 70% wszystkich sprzedawanych i branych
            narkotykow na swiecie ma miejsce w szkolach w Europie....70%. Pomijam wielka
            plage alkoholizmu, ktora zatacza w Europie coraz wieksze kregi. Rzeczywiscie
            brak rodziny, takiej, jaka sie ja ma w Polsce deprawuje dzieci? Obecnosc wujka
            Bolka, ktory nie jest specjalnie bystry, czy cioci Asi, ktora jest samotna a w
            czasach mlodosci byla slynna cichodajka, tak bardzo zubaza dzieci? Zastanowcie
            sie o czym wy piszecie???? To, ze dzieci schodza na manowce to nie wina braku
            rodziny tylko debilnych rodzicow...RODZICOW. Ci polscy wcale nie sa lepsi niz
            inni. Z tego co ogladam w USA, to Polacy przewaznie bezideowe, niewyksztalcone
            mlotki w ambicjach, nie maja pojecia o wychowywaniu dzieci, sami sa nie
            wychowani. Jedyne co ich obchodzi to jedynie forsa. A na rezultat nie da sie
            dlugo czekac. To, ze dzieci sa beznadziejne to wprost proporcjonalna do glupoty
            i nicosci ich rodzicow. Z pustego nie naleje.....
            Pare dni temu, dom obok mnie kupil Niemiec z Monachium. Nalezy do najnowszej
            niemieckiej emigracji, ktorej rozmiary sa podobno wielkie. Tylko w XVIII wieku
            wiecej Niemcow emigrowalo do USA. Sasiad od razu zaczal interesowac sie jakie
            sa najlepsze szkoly w okolicy. Podobno Europa, a Niemcy w szczegolnosci, pelne
            sa obecnie tak paskudnego ludzkiego badziewia, ze jedyne co pozostaje, to
            spakowac sie i wyjechac. Co tez moj sasiad uczynil.
            Kolego, to nie brak rodziny wplywa na dzieci, to wylaczne rodzice. Nie licz, ze
            szkola, jakies organizacje, babcia Krysia czy ciocia Kasia wychowaja ci
            dziecko. Musisz to zrobic sam. Spedzac z dziecmi kazda wolna chwile, uprawiac z
            nimi sporty, wyjezdzac na rozne imprezy. ZAPRZYJAZNIC SIE z wlasnymi dziecmi. A
            jak nie chce ci sie i myslisz, ze mimo lenistwa i braku zainteresowania uda ci
            wychowac wartosciowego czlowieka, tylko dlatego, ze sie przeprowadzisz do
            Europy, to sie bardzo mylisz. A swoja droga, czego to Polacy nie zrobia, zeby
            nic nie robic.....
            • filipzkonopii BZDURY TO POST DO MAXXIM 17.02.06, 04:58
              • roza06 Re: BZDURY TO POST DO MAXXIM 23.02.06, 12:14
                Popieram. Bzdury jakich swiat nie widział
    • mordechai-w-ogrodzie Re: Dzieci emigrantow - dzieci bez rodzin 17.02.06, 00:46
      to zalezy od stanu zamoznosci dziadkow: jak dziadkowie sa dziani to wnusie beda
      sie pchali kilka razy do roku do babuni. A jak dziadkowie sa biedni to
      mysla 'co mnie poloki beda meczyc'. Dzieci sa zdemoralizowane gotowkowo i jak
      dziadunio nie da dularow to dziadunio moze sie ugryzc. Podobnie bedzie z
      rodzinami waszych dzieci.
      • luiza-w-ogrodzie Re: Dzieci emigrantow - dzieci bez rodzin 17.02.06, 00:51
        mordechai-w-ogrodzie napisał:

        > to zalezy od stanu zamoznosci dziadkow: jak dziadkowie sa dziani to wnusie
        beda > sie pchali kilka razy do roku do babuni. A jak dziadkowie sa biedni to
        > mysla 'co mnie poloki beda meczyc'. Dzieci sa zdemoralizowane gotowkowo i jak
        > dziadunio nie da dularow to dziadunio moze sie ugryzc. Podobnie bedzie z
        > rodzinami waszych dzieci

        Doprawdy, wspolczuje. Z taka rodzina lepiej nie utrzymywac kontaktow.
        • mordechai-w-ogrodzie Re: Dzieci emigrantow - dzieci bez rodzin 17.02.06, 01:22
          ty nie wspolczuj tylko lap sie za druga i trzecia prace zeby jako tako sie przy
          tych dzieciach utrzymac.
        • cymbergaj Re: Dzieci emigrantow - dzieci bez rodzin 17.02.06, 15:43
          forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=44&w=36480038&a=36507072
    • nadau Re: Dzieci emigrantow - dzieci bez rodzin 17.02.06, 12:40
      Z tego wynika, że emigrant do końca swego życia będzie tylko emigrantem.
      A jego dziecko tylko dzieckiem emigranta.
      A nie jakimś tam Australijczykiem, jak sugerował wiarus.

      Nawet Kennedy'emu zarzucano, że był tylko potomkiem jakiegoś irlandzkiego emigranta.
      • filipek.us Dzieci gastarbaiterów - dzieci bez macierzy 17.02.06, 15:04
        Dzieci gastarbaiterów pakują walizki, wsiadają w
        autobus i opuszczają Macierz.

        Nie wiesz przypadkiem dlaczego, nadau?

        Czy one wybierają dworzec wiktoria z tej dumy patriotycznej?

        A noże to rodzic - gastarbaiter wpoił dzieciom takie a nie inne
        wartości?
      • bambooko Re: Dzieci emigrantow - dzieci bez rodzin 17.02.06, 16:34
        nadau napisał:

        > Z tego wynika, że emigrant do końca swego życia będzie tylko emigrantem.
        > A jego dziecko tylko dzieckiem emigranta.
        > A nie jakimś tam Australijczykiem, jak sugerował wiarus.
        >
        > Nawet Kennedy'emu zarzucano, że był tylko potomkiem jakiegoś irlandzkiego emigr
        > anta.

        Oczywiscie ze tak, ale wiele ludzi dla forsy bedzie nawet obciagac druta nie
        tylko wstydzic sie ze sa emigrantami.
        Zreszta tutaj nie chodzi o wstyd.
        Bo w Australii kazdy emigrant nazywany jest "WOG" (WORK-DOG)

        wog. Originally a derogatory appellation for Mediterranean or Middle European
        migrants, or persons of like complexion or appearance. Now often used for any
        foreigner, but still in a usually derogatory sense. We are reminded that another
        common meaning for wog is illness (or virus, such as the flu virus) in sentences
        like He's off work with a wog.
        • ontarian [...] 17.02.06, 16:49
          Wiadomość została usunięta ze względu na złamanie prawa lub regulaminu.
    • lombat Re: Dzieci emigrantow - dzieci bez rodzin 18.02.06, 02:33
      Nasze dzieci to w tej chwili jest to produkt miejscowej szkoly i otoczenia. Babcie
      dziadkowie i gromada z podworka, to elementy wychowania z Pl i niestety tutaj
      w Au, USa czy w Kanadzie tego nie znajdziesz. Musisz zdac sie na szkole miejscowa
      i polegac na swoim doswiadczeniu pedagogicznym. Najgorzej jest gdy rodzice nie
      znajac jezyka ucza sie go na sile zaniedbujac edukacje dziecka.
      Swoja droga czy ona jest i bedzie dziecku potrzebna? W starszym wieku wystepuje
      inny problem - utraty jezyka nabytego. Wyatepuje u bardzo wielu osob starszych,
      ktore po przezyciu 40 i wiecej lat na obczyznie i w otoczeniu wlasnych dzieci
      i wnukow nie moga sie z nimi porozumiec. Bo juz nie znaja ( pisze z Australii )
      angielskiego, a ich dzieci nie znaja, jesli kiedykolwiek znaly, polskiego.
      Luizo zycze Tobie i sobie radosci z zycia na atypodach ale nasza przyszlosc w
      obecnej sytuacji widze w ciemnych kolorach. Moze przeniesc sie pod koniec zycia
      do jakiegos innego kraju, bliej Polski.
      NB. Moj jedyny syn po kilkuletniej prscy w Perth wyjechal do Anglii. Juz jest
      tam ponad rok, poznal tam dziewczyne z Canberry(sic) i planuja byc razem wlasnie
      tam.
      • szfedka Re: Dzieci emigrantow - dzieci bez rodzin 18.02.06, 11:23
        Hmmm...ciekawe, Twoj syn w Anglii, Ozpola. Moj jest tam ze swoja kangurka z
        Perth...Moze siedza w tym samym australijskim pubie wink
        Nasza kangurka mowi ze jedyne co jej brakuje z AU to plaza (nie liczac rodziny
        oczywiscie).

        Podobno bardzo duzo mlodych ludzi z AU przenosi sie do Europy w ostatnich
        czasach.
        • taki2 Re: Dzieci emigrantow - dzieci bez rodzin 18.02.06, 17:04
          A tak z ciekawosci. Co zklonilo wasze dzieci do powrotu, do Europy? Naszego
          syna jakos nie ciagnie. Mieszkamy w USA.
      • taki2 Re: Dzieci emigrantow - dzieci bez rodzin 18.02.06, 14:57
        Nie wiem czy to pomoze, ale......
        1. Szkoly od pierwszej klasy przekonuja nasze maluchy, ze absolutyzmow niema.
        Nieucza tego na kakretnej lekcji z tym tematem, ale udawadniaja to swoja
        podstawa. Jak wiemy nauczycielstwo to w wiekrzosci ateisci lub nie swiadomi
        swojej religi wierzacy. Mowi sie np. ze jest wiele religi, ze sa rozne
        zwyczaje, ze kiedys jak ludzkosc byla niewyksztalcona to wierzyla w takie
        bzdury, ze dzisiejsza nauka potrafi wszystko wyjasnic, ze rodzice to
        zatwardziali ludzie z starymi obyczajami itd.
        2. Ok. 5 klasy, uczy sie je: ze sa rozne charaktery ludzkie, orjetacje
        seksualne, zwyczaje itd. Ze musza one to wszystko uszanowac(kazda jednostke
        ludzka nawet jak ta, nienawidzi ich religie/je), bo np. zyja w nowoczesnym
        swiecie, w cywilizacji i wogle rozne argumenty sa wyciagane. Twierdzi sie, ze
        kazdy jest inny i kazde z nauczanych dzieci musi sie starac teraz odnalesc.
        Znales kim jest? Przy pomocy szkoly oczywiscie.
        3. Ok. 8kalsy mowi sie dziecia, ze jak juz sie odnalazy, ze wiedza kim sa, to
        maja sie zachowywac odpowiednio do odnalezionego wlasnego siebie. Przy takim
        wychowanu mamy rewolucje miedzy pokoleniami, bo zadne wrtosci moralne dla nich
        nieistnieja. Jest tylko wlasna "moralnosc" na wlasny uzytek.
        • renebenay Re: dla :taki2 18.02.06, 19:14
          Oczywiscie szkola ma racje bo niestety rodzice sa daleko do tylu z tym co sie
          nazywa tolerancja.Moje dzieci mialy ten program przed 12 laty we Francji i
          Niemczech a to im dobrze zrobilo bo przynajmniej nauczyli sie wolnosci i
          szacunku do innych ludzi.
          • taki2 Re: dla :taki2 18.02.06, 19:46
            Tolerancja zawsze istniala. Chrzescianin tolerowal drugiego chrzecianina. W
            religiach wschodu wladca tolerowal wladce, nigdy jednak podwladnego. Ale
            obecnie w imie tolerancji kaze sie nam przymykac oczy na wszystko i pozbawiac
            tym samym naszej bialej cywilizacji. Wiesz, ze np. jest religia w ktorej
            stosunek corki do 8 roku zycia z ojcem jest ok?
            Wiesz, ze uczy sie jak miec stosunek homo. dzieci, ktore wogle nie maja jeszcze
            wpojonych wartosci moralnych? I tak mozna wymieniac. W calym zachodnim swiecie,
            gdzie zbudowano cywilizacje na chrzescianskiej moralnosci, obecnie wprowadza
            sie wartosci nie chrzescianskie. Pochodzenie ich jest oczywiscie z religi
            zawsze walczacych z nim. Wiec pozostaje zapytac. Jaka religie ty sam szanujesz
            i chcialbys wychowywac swoje dzieci?
            • renebenay Re: dla :taki2 22.02.06, 01:23
              Twoje wywody sa bardzo skrajne i niestety Twoja forma moralnosci nie jest moja
              a takze swiat jest lepszy anizeli chcesz go pokazac.
      • luiza-w-ogrodzie Re: Dzieci emigrantow - dzieci bez rodzin 19.02.06, 23:58
        lombat napisał:

        > Luizo zycze Tobie i sobie radosci z zycia na atypodach ale nasza przyszlosc w
        > obecnej sytuacji widze w ciemnych kolorach. Moze przeniesc sie pod koniec
        zycia do jakiegos innego kraju, bliej Polski.

        Przykro mi ze widzisz swoja przyszlosc w Australii w ciemnych kolorach.
        Moje dzieci na razie wola zyc tutaj. Kto wie, moze za ciekawa praca albo gdy
        sie zakochaja w kims z zagranicy pojada w swiat, ale na razie sie na to nie
        zanosi.

        Pozdrawiam
        Luiza-w-Ogrodzie
        ><crying(((º>`·.¸¸.·´¯`·.¸¸><crying(((º>
        .·´¯`·.. ><crying(((º>`·.¸¸.·´¯`·.¸¸><crying(((º>
    • tomsenior Re: Dzieci emigrantow - dzieci bez rodzin 19.02.06, 03:05
      LUIZO...czy ty nie masz o czym pisac,tylko zawsze probujesz rozjuszac Polonie?
      Pewnie jestes samotna matka ,ktora probuje zlapac kontakt ze swiatem,kiedy masz
      chwile czasu od uzywek.Jestes zagubiona jednostka w swiecie ,ktora do tego nie
      potrafi po angielsku i zwraca sie do Polonii o pomoc poprzez 3 osobe.Daj znac
      co jest naprawde ,to Ci pomozemy!Czekamy!
    • evee1 Re: Dzieci emigrantow - dzieci bez rodzin 22.02.06, 07:40
      Ja tez mieszkam w Australii, ale moje dzieci twierdza, ze sa Australijczykami :-
      )). Co prawda mowia dosyc dobrze po polsku, ale ja zdaje sobie sprawe, ze nie
      beda sie czuly Polakami w taki sposob w jaki ja sie czuje i kultura polska nie
      bedzie ich kultura. Najwyzej przejemna jakies tradycje, ktore wyniosa z domu,
      jak to, ze Wigilia jest 24 grudnia.
      Ja akurat nie mialam wielkiej rodziny w Polsce i z ta nie mieszkajaca w moim
      rodzinnym miescie prawie nie utrzymywalam kontaktow. Nie bylo mi do nich
      teskno, tak i nie sadze, zeby moje dzieci z tego powodu cierpialy. Jak mozna
      tesknic do czegos czego sie w ogole nie zna. Fakt, ze maja juz tylko jedna
      babcie i to na codzien.
      Ktos moze zarzucic, ze przez to ich zycie jest mniej bogate. Ale przeciez
      wartosciowych rzeczy moga sie rownie dobrze uczyc nie tylko od rodziny, ale
      takze od naszych znajomych, ktorych mamy dosyc szerokie grono.
      • renebenay Re: Dzieci emigrantow - dzieci bez rodzin 22.02.06, 09:38
        Moje dzieci(3) urodzily sie we Francji a teraz mieszkamy w Niemczech a o sobie
        mowia ze,sa Europejczykami a pozatem podobnie jak u Ciebie z nieliczna rodzina
        z Polski praktycznie nie mam kontaktu.Dwa kraje i praktycznie dwie kultury
        przyniosly im niezmiernie wiele bogactwa,oni jezdza do swoich przyjaciol do
        Francji i z kolei my ich przyjmujemy jak rowniez tu na miejscu maja wielu
        kolegow z roznych grup etnicznych.Moja zona mowi zawsze ze,jest z naszych
        zadowolona bo sa tolerancyjni,potrafia ludzi szanowac i sa raczej
        grzeczni.Pozdrowienia
        • pia.ed Re: Dzieci emigrantow - dzieci bez rodzin 22.02.06, 11:29
          Moja kuzynka z USA wysylala swoje dzieci co wakacje SAME do Polski do babci.
          A w ciagu roku babcia przyjezdzala na 3 miesiace do USA.

          Czy nie masz takiej mozliwosci, jesli uwazasz ze dzieci powinny przebywac
          duzo z rodzina?
    • nadau Dzieci emigrantow - do końca życia 22.02.06, 15:34
      Dzieci emigrantów do końca życia będą tylko dziećmi emigrantów.
      Niezależnie od tego ile mają babć.

      • kan_z_oz Re: Dzieci emigrantow - do końca życia 23.02.06, 11:48
        Nie ma dzieci emigrantow - moja latorosl jest u siebie w domu. Podobnie jak i
        my.
        Nie widze nic zlego w tym, ze czuje, ze moge miec dwa domy.

        Ten w Polsce to taki lykendowy w interwalach kilku-letnich.


        Pozdrawiam z Sydney

      • filipek.us córka Kwaśniewskiego zdecydowała się na wyjazd 23.02.06, 22:35
        Fundacja "Kierowca Bezpieczny": "Chcę, żeby moje córki nie
        były nigdy zmuszone do wyjazdu z Ojczyzny. Jeśli czytam, że nawet córka
        prezydenta Kwaśniewskiego zdecydowała się na wyjazd, to znaczy, że coś tu jest
        nie tak"

        Że już przez delikatność nie wspomnę o "biednej" Nataszy.

        Coś tu rzeczywiście jest nie tak, jęśli tyle pomiotu decydenckiego opuszcza
        uoiczyznem. Zapewne nawet Tymoszenko czy Miller nie sondzom osobiście, że
        Polanezja nadaje się do dłuższego zasiedlenia.

        Coś tu faktycznie jest nie tak.

        Albo Monika Jaruzelska.
        • prawdziwawadera2 Re: córka Kwaśniewskiego zdecydowała się na wyjaz 24.02.06, 00:04
          ....szkoda! Zal mi Polakow, ktorzy musza opuscici ojczyzne i wyruszyc "za
          chelbem", Nie moge zrozumiec dlaczego nikt tam "U gory" nie wyciaga z tej
          sytuacjii logicznych wnioskow!!!ale abstrachujac od powyzszego,zauwazylam, ze
          od kilku tygodni temat "ucieczki mlodych wyksztalconych ludzi z Polski" stal
          sie bardzo "trendy" na forum Polonia!!!!
          O tym dramacie pisalam miesiac przed Wami,pisalam , ze to jest zbrodnia
          doskonala dla Polski, pisalam, ze zeby wyksztalcic mlodego czlowieka potrzeba
          25 lat ciezkiej pracy i funduszu wlozonego z kasy "rzadu",a ci durnie "na
          gorze" o becikowe sie klocasad(( ciekawe, ze wtedy nawet w 3 postach nie
          podtrzymaliscie tego tematu!!!Dzisiaj bawicie sie w "slowna przepychanke" w tym
          temacie!!!A wszyscy razem nic innego nie robicie tylko:push, push arond the
          bush!
          Pozdrawiam
          Wadera

          • prawdziwawadera2 Re: wracajac jednak do glownego tematu..... 24.02.06, 00:08
            • prawdziwawadera2 Re: wracajac jednak do glownego tematu..... 24.02.06, 01:23
              Dzieci emigrantow-dzieci bez rodzin?
              Czy rodzice i rodzenstwo to nie rodzina?-Luizo?
              Ja uwazam, ze najblizsza rodzina i jedyna ktora sie liczy to wlasnie my rodzice
              i nasze dzieci!!! Nie babcie, wujkowie, ciocie i jakies tam kuzynostwo z rzedu
              7-mej wody po kisielu!Owszem , nasze dzieci powinny znac babcie i dziadka,
              ewentualnie ciocie i wujka ale nie to jest w ich zyciu najwazniejsze!!!!!
              Skoro taka droge zyciowa obralismy im jako rodzice, nie ubolewajmy nad tym, ze
              nasze dzieci nie beda bliskie ze swoja rodzina w Polsce!
              Luizo- to o czym Ty piszesz , mam na mysli wysylanie dzieci na wakacje do
              Polski, czy sprowadzanie babci z Polski do siebie, czy aby nie jest to
              wygodnictwo z jednej strony strony i usprawiedliwienie siebie z drugiej?
              Nasze dzieci po kilku latach zycia w rozlace z rodzina w Polsce, juz jej nie
              potrzebuja na codzien, nasze dzieci nie tesknia za nimi, nasze dzieci czuja sie
              dobrze w srodowisku ktore sobie stworzyly tutaj!!!Po kilku latach zycia poza,
              nawet jak sie spotykaja z rodzina w Polsce , ich rozmowy sie juz nie kleja,
              wlasciwie nie maja sobie nic do powiedzenia! Znam to z autopsjii!!!Luiza, to o
              czym Ty piszesz to "reanimacja trupa"sadTo co umarlo raz, umarlo na zawsze!!!
              Przyklad z dnia dzisiejszego: kolezanki meza "mamusia" /74 lata/ wlasnie po raz
              kolejny odwiedzila syna i jego rodzine tutaj w USA. Wierz mi, od czasu kiedy
              mamusia sie pojawila/ no moze po tygodniu/ wszyscy czekaja dnia kiedy mamusia i
              babcia w jednej osobie sobie wreszcie pojedziesad(
              Smutne prawda?Smutne ale prawdziwe!!!! NIe jest to przypadek odosobniony!!!
              Moje dzieci zachowywaly sie podobnie- z duzym respektem do dziadkow ale bez
              wiekszego zainteresowania ich obecnoscia!Jaka wiez rodzinna z rodzina w Polsce
              i dziadkami mogl miec moj synek, ktory wyjechal z Polski majac niecale 3 latka.
              1-szy raz w Polsce byl majac lat 11, czyli 8-m lat po wyjezdzie z polski.
              Z Twojego punktu widzenia patrzac, to oczywiscie nasz blad. Ja nie mysle, ze
              zrobilismy jakikolwiek blad!
              W momencie podjecia decyzjii o emigracjii wiedzialam, ze tak bedzie. Po
              przyjezdzie do USA nawet nie myslalam o urlopie w Polsce. Do rodzicow pisalam
              listy dosc czesto, dzieci wysylaly zdjecia "szkolne", czasami jakies rodzinne-
              to wszystko.Jak chcesz poznac nasze poczatkowe zycie w usa, poczytaj moje
              posty "wadera" potem "prawdziwawadera2".Z perpektywy czasu, z osiagniec jakich
              dokonalismy , z wychowania naszych synow jestem dumna!!!! i niczego nie
              zmienilabym gdybym dzisiaj miala zaczynac to wszystko od nowa!!! I dzisiaj dla
              dobra rodziny, dla "zdrowej rodziny" sprzatalabym domki z glowa podniesiona do
              gory!!!!Pisalam o tym i wcale sie tego nie wstydze!!!! Pisalam dlaczego to
              robilam! Apropo sprzatania domkow- mysle, ze pisalam o tym, jezeli nie to
              przeczytajcie; koncem lat 80-tych moze poczatek lat 90-tych ktos w Nowym
              Dzienniku rzucil temat na epopeje: "Jak osiagnac gwiazde?"
              Zapytajcie o to pana Jana Latus- on wie dokladnie o czym mowiesmile
              Wiecie kto wygral ten "konkurs"? Moja kolezanka Grazyna M. W nagrode razem z
              corka pojechala do Californi po odebranie glownej nagrody a wreczal jej nie kto
              inny tylko sam Alex Trubek.Wygrala konkurs /1200 + /epopei opisujacych swoje
              poczatkowe zycie w usa.
              Ona magister polonistyki WSP w Opolu, na kolanach myla podlogi w cudzych
              domach, zeby zapewnic dzieciom chleb, w jak dramatyczny sposob opisala to, ze
              nie mogla pomoc dzieciom w odrobieniu lekcjii bo nie znala angielskiego, jak
              boleje nad tym,ze nie mogla swobodnie porozumiec sie z nauczycielami swoich
              corek, mimo, ze sama jest pedagogiem. To byl naprawde dramat matki- emigrantki!
              I popatrzcie! Nikt sie z niej nie smial, nikt jej nie nazwal sprzataczka, nikt
              jej nie zapytal ile kibli myla dziennie!!!Ona nie poszla krasc ani "pod
              latarnie" zeby dorobic!
              Oboje z mezem ciezko pracowali i wspinali sie szczebel po szczebelku po
              drabinie ku lepszemu zyciu!
              Dla niej gwazda nie bylo "Hollywood", dla niej osiagnieciem "gwiazdy", to
              bylo:skonczyc ze sprzataniem domkow, osiagnac godny poziom zycia> Jej droga do
              gwiazd to byly jej ciche marzenia, ktore stopniowo, pomalutku realizowala.
              Dzisiaj pracuje w prywtnej przychodni dentystycznej jako pielegniarka, starsza
              corka skonczyla wlasnie uniwersytet, mlodsza jeszcze jest w Highschool.
              Maz tez dobrze zarabia. Od kilku lat mowi: osiagnelam swoja malutka gwiazdke! i
              usmiecha sie szczesliwa!!!! Podziwiam takich ludzi, jestem pelna respektu dla
              nich! Sami przeszlismy podobna droge, bylo nam troche latwiej bo ja mialam
              tutaj brata, ktory podal nam reke jak "raczkowalismy" i to cenie sobie
              najbardziej!!!/ mowiac o rodzinnych ukladach/.
              Zatem , nie ubolewajmy nad tym, ze nasze wiezi rodzinne z rodzina w Polsce sie
              rozluznily! Nad tym byl czas sie zastanowic w momencie podjecia decyzjii o
              emigracjii. Teraz zapozno!! Teraz dbajmy o wiezi rodzinne z naszymi doroslymi
              dziecmi i ich rodzinami.Zadbajmy o to, zeby miec dobry kontakt z dorastajacymi
              dziecmi.To sa nasze rodziny!!! Nasze priorytety !!!
              O rodzinach w Polsce pamietajmy, pomagajmy na ile mozemy i na ile w/g nas oni
              pomocy potrzebuja ale nie wymagajmy tego od naszych dzieci! i nie nazywajmy
              naszych dzieci- dzieci bez rodzin!!!To boli!!!!!!
              Pozdrawiam
              Wadera
              • pia.ed Ola Kwasniewska. 24.02.06, 01:50
                A kto powiedzial, ze Ola Kwasniewska wyjechala z Polski???
                Niedawno obronila prace magisterska, a teraz cwiczy taniec do "Tanca z
                gwiazdami". Mieszka ze swoim chlopakiem w dawnym miezkaniu rodzicow
                w Wilanowie.

                wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/1,60935,3174582.html
                • blotniarka.stawowa Re: Ola Kwasniewska. 24.02.06, 02:15
                  Mnie tez jej wyjazd z Polski wydawal sie niewiarygodny. W Polsce jest juz
                  "gwiazda". Jak widac na status "gwiazdy" zapracowac tam nie trzeba, wystarcza
                  punkty za pochodzenie...
                  • evee1 Re: Ola Kwasniewska. 24.02.06, 06:50
                    > "gwiazda". Jak widac na status "gwiazdy" zapracowac tam nie trzeba, wystarcza
                    > punkty za pochodzenie...
                    Tym akurat Polska niczym sie nie rozni od innych krajow.
              • luiza-w-ogrodzie Re: wracajac jednak do glownego tematu..... 27.02.06, 01:22
                Wadero, myslalam ze zrozumialas temat. Pytalam sie: "Zastanawia mnie jak taka
                sytuacja wplywa na dzieci? Mniejsze poczucie przynaleznosci do rodziny, do
                Polski? Macie jakies doswiadczenia na ten temat?"
                Wcale nie mowilam ze rodzice i rodzenstwo to nie rodzina. No ale kazdy slyszy
                co mu sie wydaje sluszne. Ty uwazasz, ze dzieci nie potrzebuja kontaktu z
                rodzina w Polsce i swiadomie im ten kontakt ograniczylas bo uwazalas, ze
                to "reanimacja trupa"- OK, to Twoja decyzja. Tylko czemu sie tak denerwujesz?
                Moze nie jestes przekonana ze slusznie zrobilas i probujesz zakrzyczec wyrzuty
                sumienia?

                Pozdrawiam
                Luiza-w-Ogrodzie
                ·´¯`·.¸¸><crying(((º>`·.¸¸.·´¯`·.¸¸><crying(((º>
                Australia-uzyteczne linki
    • fidel.castrol [...] 24.02.06, 10:32
      Wiadomość została usunięta ze względu na złamanie prawa lub regulaminu.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka