farnazon
20.04.06, 00:22
Firmy zatrudniają i płacą coraz więcej
r e k l a m a
Dynamika zatrudnienia i wynagrodzenia w sektorze przedsiębiorstw -
Infografika
SERWISY
¤ Makroekonomia
Patrycja Maciejewicz 18-04-2006 , ostatnia aktualizacja 18-04-2006 20:44
Firmy zatrudniają i płacą coraz więcej. Analitycy zaskoczeni najnowszymi
danymi GUS zastanawiają się, jak szybko coraz większe wydatki Kowalskich
rozpędzą minimalną dziś inflację
Sygnały o coraz lepszej sytuacji na rynku pracy płyną już od miesięcy.
Ekonomiści traktują je jednak bardzo ostrożnie i bez huraoptymizmu czekają na
kolejne dane. Teraz znów GUS zaskoczył ich na plus.
W marcu zatrudnienie w sektorze przedsiębiorstw wzrosło o 2,7 proc. w
stosunku do marca 2005 r. Sytuacja na rynku pracy poprawia się z miesiąca na
miesiąc, choć jest to proces stopniowy. Stopa bezrobocia pozostaje nadal
bardzo wysoka, a jej niewielki spadek pesymiści wiążą raczej z wyjazdami
naszych rodaków do pracy za granicę. Nie wiadomo, na ile to prawda. Twarde
dane wskazują jednak, że w firmach po latach zwalniania pracowników przyszedł
w końcu czas na zatrudnianie. W ciągu ostatniego roku przedsiębiorstwa
zwiększyły liczbę etatów o ponad 127 tys. Dane te nie obejmują budżetówki,
sektora finansowego i firm zatrudniających mniej niż dziesięć osób.
Ważne, że wraz z zatrudnieniem rosną też pensje. W marcu analitycy
spodziewali się 4-proc. wzrostu płac. Tymczasem było to aż 5,4 proc. - podał
GUS. - To na razie dane zbiorcze. Wolałbym poczekać na podział na branże,
żeby sprawdzić, czy nie wynika to z większych dodatkowych wypłat w którymś z
sektorów i na informacje z kolejnych miesięcy, czy ten pozytywny trend się
utrzyma - studzi emocje Piotr Kalisz, ekonomista Citibanku Handlowego.
Bardziej optymistyczny jest Jacek Wiśniewski, główny ekonomista Raiffeisen
Banku. - Przyspieszenie w płacach staje się faktem. Myślę, że weszliśmy na
ścieżkę wzrostu o 4,5-5,5 proc. rok do roku - szacuje.
Skąd te podwyżki, skoro mamy tak duże bezrobocie? - Pracodawca wcale nie chce
każdego pracownika za dowolną cenę, ale dobrego za przyzwoitą pensję. Wielu
specjalistów wyjeżdża za granicę, o dobrych trzeba walczyć, podkupując ich od
konkurencji - tłumaczy Wiśniewski. Podaje przykłady budownictwa, gdzie
dynamika płac od miesięcy utrzymuje się na poziomie 7 proc., oraz
sektora "obsługa nieruchomości i firm", gdzie jest to 6 proc. wzrostu rok do
roku.
Ponieważ rośnie liczba zatrudnionych, jak i wysokość średniego wynagrodzenia,
więc pula pieniędzy wypłacana pracownikom zwiększa się bardzo dynamicznie. Do
tego mamy inflację na poziomie zbliżonym do zera, co oznacza, że nie zjada
ona wynagrodzeń. Łącznie tzw. realny fundusz płac wzrósł w marcu o 7,8 proc.
wobec marca zeszłego roku. To rekordowy od lat wynik, jeśli nie liczyć
listopada ub. roku, kiedy to zmiana terminu wypłat "barbórek" zachwiała
statystyką. A skoro pieniędzy w portfelach zaczynamy mieć coraz więcej, to
można się spodziewać, że i wydawać będziemy więcej. Konsumpcja prywatna staje
się jednym z głównych motorów napędzających naszą gospodarkę.
Na razie większe możliwości finansowe przeciętnego Polaka nie przekładają się
na wzrost cen. To po części zasługa 20-proc. umocnienia złotego, do którego
doszło w ostatnich dwóch latach. Dzięki temu towary importowane taniały.
Inflacja jednak nie będzie niska w nieskończoność. Ekonomiści spodziewają
się, że odbije z obecnego poziomu 0,4 proc. do 1-1,5 proc. na koniec roku.
Tym samym nie należy mieć wielkich nadziei na obniżkę stóp procentowych. -
Chyba że nagle złoty znów by się znacznie umocnił. To jednak nie jest na
razie prawdopodobne - kwituje Wiśniewski
Małe i średnie przedsiębiorstwa doskonale sobie radzą z pozyskiwaniem
unijnych środków. Wzięły już prawie wszystko, co było do wzięcia w latach
2004-06.
Firmy wzięły już prawie wszystko, co było do wzięcia w latach 2004-06. Za
pośrednictwem Polskiej Agencji Rozwoju Przedsiębiorczości do polskiej
gospodarki trafiło 714 mln zł unijnego wsparcia. Z tego 507 mln zł to dotacje
dla małych i średnich przedsiębiorstw.
Umowy o dotacje, które podpisano w zeszłym roku, przewidują wypłaty
kilkakrotnie większych środków (około 900 mln euro). Unijne pieniądze
wypłacane są dopiero po pomyślnym zakończeniu przedsięwzięć, więc
przedsiębiorcy dostaną je w tym i przyszłym roku.
Najwięcej środków wydanych w 2005 r. przez PARP pochodziło z programów
przedakcesyjnych PHARE (pieniądze na doradztwo i inwestycje) oraz programów
mających wspomagać konkurencyjność przedsiębiorstw (program strukturalny SPO
WKP) i sprzyjać rozwojowi kadr (program SPO Rozwój Zasobów Ludzkich). Mali i
średni przedsiębiorcy szybko się uczą, jak pozyskiwać unijne pieniądze.
Ochoczo i coraz lepiej wypełniają wnioski. W rezultacie w przypadku
niektórych programów pieniądze przeznaczone na lata 2004-06 już się
wyczerpały.
Firmy nie będą już mogły w tym roku składać więcej wniosków o dotacje na
inwestycje (działanie 2.3 SPO WKP). Dobrych wniosków jest więcej niż
pieniędzy do podziału. - Żeby móc sfinansować jak najwięcej projektów, część
środków z innych działań jest przenoszona do działania 2.3 - mówi Mirosław
Marek, prezes PARP. Dodaje, że w tym roku PARP będzie się raczej koncentrować
na realizacji wypłat wynikających z zawartych już umów, bowiem unijnych
pieniędzy do przydziału dla małych i średnich przedsiębiorstw zostało już
naprawdę niewiele - tylko kilkanaście milionów euro przeznaczonych wcześniej
na doradztwo (czyli działanie 2.1).
Czy łatwość pozyskiwania środków przez MSP to dobry prognostyk na przyszłe
lata, kiedy pieniędzy będzie jeszcze więcej? - O małych i średnich
przedsiębiorców się nie boję, oni są w stanie wykorzystać znaczny napływ
środków unijnych - mówi Artur Bartoszewicz, ekspert ds. funduszy
strukturalnych w Polskiej Konfederacji Pracodawców Prywatnych "Lewiatan".
Jego zdaniem problemem mogą być niewystarczająco dobrze działające procedury
przyznawania i rozliczania pieniędzy. - Trzeba je zrobić bardziej
przyjaznymi - dodaje.
Do Polski przypłynęła armada 86 hiszpańskich firm budowlanych i
deweloperskich. Podobnie jak XVI-wiecznych konkwistadorów podbijających
Amerykę skusiła je perspektywa dużych zysków
- To jest rzeczywiście inwazja - przyznaje prezes firmy Reas Konsulting
Kazimierz Kirejczyk. Hiszpańscy przedsiębiorcy pod wodzą swojej minister
mieszkalnictwa Marii Antonii Trujillo ulokowali się w warszawskim hotelu
Marriott, gdzie trwa międzynarodowe sympozjum oraz targi
nieruchomości "Central Europe Meeting Point". Dla wielu z nich to pierwszy
kontakt z Polską, co nie znaczy, że nasz kraj jest dla nich nieznanym lądem.
Szlak przetarły m.in. koncerny budowlane Ferrovial (kontroluje Budimex, jedną
z największych w Polsce grup firm budowlanych) i Acciona (Mostostal
Warszawa). Na rynku mieszkaniowym działa m.in. spółka Acciona Nieruchomości
(dawniej Mostostal Invest) należąca do jednego z największych hiszpańskich
deweloperów Acciona Inmobiliaria, a także spółka założona przez Prokom
Investments z Fadesą Inmobiliaria. Pani minister Trujillo podkreśliła, że do
tej pory firmy hiszpańskie zainwestowały w Polsce ponad 600 mln euro, co
stawia nasz kraj na pierwszym miejscu w Europie Środkowo-Wschodniej.
Prezes Hiszpańsko-Polskiej Izby Handlowej Javier Sosnowski opowiada, jak dwa
lata temu do Warszawy przyjechało siedmiu menedżerów niewielkiej firmy
Construcciones Juanes. Po miesiącu Hiszpanie założyli w Polsce spółkę Promex,
a po kolejnych dwóch miesiącach kupili pierwsze tereny pod budowę kilkuset
mieszkań.
Obecnie firma prowadzi trzy inwestycje w Warszawie i - jak twierdzi
Sosnowski - planuje następne, m.in. w Poznaniu, Krakowie i we Wrocławiu.
Zainteresowanie Hiszpanów Polską wynika z tego, że jesteśmy największym