Dodaj do ulubionych

Prezent swiateczny dla ppor. komentatora.

IP: *.wpt.ptd.net 24.12.02, 23:55
Drogi podporuczniku komentatorze!
Dedykuje podporucznikowi ten artykul w prezencie swiatecznym. Na pewno bedzie
sie podobal.
(Cholera, a moze sam podporucznik go napisal? Znalezione na
http://polonia.pap.net.pl/)

-----------------------------------------------------------------------
Kanada: Po dziesięciu latach.
Zapiski z wizyty w Ojczyźnie (listopad 2002 r.)

Polecę znowu do mojej Ojczyzny. Nie sposób opisać uczuć i emocji jakie
towarzyszą przygotowaniom do tej podróży. Mam spotkać się tam z moim synem,
Markiem, który właśnie odbywa służbę w misji pokojowej z 12. Plutonem PPCLI z
Edmonton, w Bośni. Swój urlop zaplanował w Polsce. Miejscem naszego spotkania
będzie Warszawa. Odwiedzę Polskę po raz pierwszy, po dziesięciu latach.

Przylot

Po długim, męczącym locie z Calgary do Frankfurtu oczekuję na samolot LOT-u,
który ma mnie zanieść do Warszawy. Przede mną mają odlecieć pasażerowie
Aerofłotu do Moskwy. Właśnie poinformowano ich, że samolot zabierze tylko 75.
osób, bo dla reszty nie ma dosyć jedzenia na pokładzie. Polecą oni następnym
lotem. A jako rekompensatę otrzymają po 20. rubli. Coś takiego może się
przydarzyć tylko Aerofłotowi - myślę. W tym samym czasie w głośniku słyszę
informację, że ze względu na ten incydent i zamieszanie z nim związane muszę
przejść do innej bramy. Biegnę nieco zdenerwowana. Zdążyłam. Szybka, sprawna
odprawa. Nareszcie lecę. Polska obsługa samolotu bardzo miła. Rozmawiam ze
stewardessą o moim powrocie, o oczekiwaniach i obawach. Choć maszyna, którą
lecimy jest niewielka lecimy spokojnie i wygodnie.

Warszawa wita mnie deszczem. Okęcie - pełniący służbę celnik jest bardzo miły
i, zauważam, przystojny: „Witamy w Polsce! O, jak miło, że zachowała pani
polskie obywatelstwo. I paszport zupełnie nowy, świeżutki. Życzę miłego
pobytu." - Europa! Na lotnisku czekają na mnie Marek (przyleciał z Zagrzebia
godzinę przede mną) i moja kuzynka Mirka. Przywitanie, uściski i łzy radości.
Mój Boże, ależ mi ten syn zmężniał !

Warszawa

W kraju będziemy nieco ponad dwa tygodnie, więc na zwiedzanie Warszawy mamy
tylko półtora dnia. Jednym słowem - stolica w skrócie.

Niedziela

Pogoda niestety nie sprzyja naszym planom. Jest ciemno, pochmurno, ponuro.
Ubieramy się więc odpowiednio i … w drogę na warszawskie ulice. Zwiedzanie
rozpoczynamy od przystanku przy Belwederze i pomnika marszałka Piłsudskiego.
Następnie spacer po Królewskich Łazienkach. Pałacyk na wyspie, amfiteatr,
pomnik Chopina i pawie w parku, szkoda, że brzydka pogoda.

Nagle - miła niespodzianka, alejkami parkowymi spaceruje Kasia. Koleżanka
moich dzieci mieszkająca na stałe w Calgary. Jaki mały jest ten świat!
Młodzi, Kasia i Marek, umawiają się na wieczorne tańce. A my dalej w
Warszawę. Najpierw jednak świetna kawa i deser w restauracji Belweder.
Piękne, stylowe wnętrze, perfekcyjna obsługa. Wyruszamy na Starówkę. Ponieważ
to niedziela wstępujemy do kościoła. Mam okazję pomodlić się przy grobie
Prymasa Tysiąclecia, Stefana kardynała Wyszyńskiego. Ogromne przeżycie. Nie
opodal, w maleńkim sklepiku obsługiwanym przez Rosjanina, mój syn kupuje
sobie srebrny sygnet z orzełkiem. Marzył o takim od dawna. Idziemy pod Zamek
Królewski, kolumnę Zygmunta, przystajemy pod pomnikiem Powstańców
Warszawskich i stąd kierujemy się ku skrzyżowaniu ulic Miodowej i Długiej.
Tutaj znajduje się właz do kanału i tablica upamiętniająca bohaterstwo i
przejście kanałami powstańców AK Grupy Północ. W tej grupie był także nasz
krewny, Marian Dobrowolski, mieszkający obecnie w Kalifornii. Chwila zadumy i
refleksji.

Idziemy dalej. Piękny Rynek i pora na obiad. Mirka zaprosiła nas
do „Kamiennych Schodków „ na wspaniałą kaczkę z jabłkami. Przy kawie czytamy
na głos wspomnienia naszego krewnego, które opublikował „Hejnał Uczniowski"
(gazetka wydawana przez uczniów szkoły polskiej w Calgary). Przejście trasy,
o której mówi to wspomnienie, zajęło nam nie więcej niż 15 minut. Powstańcy
szli kanałami aż 3 godziny. Jak morderczo trudna i niebezpieczna musiała to
być wędrówka. Mamy czas jeszcze na wieczorny spacer po Starówce i zdjęcie
przy Syrence. Stare Miasto zachwyca nas swoją historią, atmosferą i
kolorytem.

Poniedziałek

Święto Niepodległości. Uroczysta odprawa wart, przemówienie prezydenta
Kwaśniewskiego i niezliczone tłumy przy Grobie Nieznanego Żołnierza. W
Ogrodach Saskich - handlarze: prażona kukurydza, baloniki, guma do żucia. Nie
możemy jednak kupić polskiej flagi. W alejkach gra skocznie na akordeonie
skośnooki grajek. Do mojego syna podchodzi starszy mężczyzna i zaczyna swoją
agitację, że „Polska jest rozprzedawana obcemu kapitałowi, że zaprzepaszczamy
nasze polskie ideały, że musimy się bronić …", itd. Przed czym? Przed szansą
jaką daje Polsce wejście do zjednoczonej Europy? Kończy się nasza wizyta w
Warszawie. Dziękujemy Ci, Mirko, za te wspaniałe chwile!

Wyruszamy na Śląsk. Na mój ukochany, pracowity Śląsk. Pociąg „Ondraszek".
Czysto, przestronnie, wygodnie. Wagon „Wars" zaprasza i kusi miłymi
zapachami, a w mojej głowie piosenka „Wars wita was ! Wars wita…" Od czasu do
czasu przechodzi przez pociąg kelner oferując napoje ciepłe i zimne oraz
słodycze. Miła, elegancka obsługa - Europa!

Mój Śląsk

Jestem zaskoczona. Jest o wiele czyściej, ładniej niż przed dziesięcioma
laty. Piękne, zasobne w towary sklepy. Na ulicach niezliczone sznury
samochodów różnych marek - Europa!

Oczywiście mnóstwo wzruszeń, łez, mocnych uderzeń serca i dreszczy
przebiegających przez całe ciało - spotkania z rodziną. Mamy tak wiele sobie
do powiedzenia, do pokazania i do wspominania. Cudowny, magiczny czas.
Zatrzymujemy się w domu naszych przyjaciół. Tu będzie nasza „baza". Nasi
gospodarze ciężką pracą, determinacją, wytrwałością i pomysłowością utworzyli
firmę, która obecnie zapewnia im bardzo dobre warunki życia. Lepsze niż
niejednej rodziny w Kanadzie. Piękny, wspaniale wyposażony dom. Bożena i
Marek są miłymi, uczynnymi ludźmi. Będzie nam tu dobrze i wygodnie. Już
pierwszego wieczora, uderza we mnie, jak piorun z jasnego nieba, informacja,
że na torach kolejowych w Załężu, zginęło pod kołami pociągu czterech młodych
chłopców. Zbierali węgiel, który spadł z węglarek. Ten węgiel miał być opałem
w ich domach oraz przeznaczony był na sprzedaż, na zarobek, by pomóc
rodzinie. Mieli po dwanaście, trzynaście, czternaście lat.

W rozmowach z rodziną dowiaduję się, że ludzie ponownie wydobywają węgiel w
przedwojennych biedaszybach. Trudno w to uwierzyć. Media przynoszą informację
o planowanym zamknięciu siedmiu kopalń. Ponad dwadzieścia tysięcy ludzi
pozostanie bez pracy. Wśród nich może się znaleźć Paweł, mąż bratanicy mojego
męża. Z niepokojem śledzimy kolejne doniesienia na ten temat. W Katowicach
protest górników. Od wybuchu petardy ranni zostają : dziennikarz i policjant.

Bożena zabiera mnie za zakupy do francuskiego supermarketu. Ilością towaru
jestem oszołomiona. Wszystko czego tylko dusza zapragnie: szczupaki, sumy,
węgorze, wspaniały wybór serów, wędlin, owoców i warzyw - Europa !
Podchodzimy do kasy. Wydajemy całe 587 zł. i 60 gr. Przypomina mi się
wczorajsze spotkanie z Różą. Jej syn ożenił się niedawno. Młodzi spodziewają
się w grudniu pierwszego dziecka. Żona Sławka zarabia 500 zł miesięcznie. On
właśnie stracił pracę w firmie instalującej okna. Już od kilku miesięcy
młodzi mieszkają z teściową, bo nie stać ich na wynajem mieszkania. W
Tychach - stoją puste mieszkania.

Odwiedziłam dzisiaj grób moich Rodziców. Zadbany - dzięki opiece mojej
rodziny i szkoły, której dyrektorem był mój Ojciec przez wiele lat. Za tę
opiekę i dbałość jestem ogromnie wdzięczna. Niedawno były Zaduszki, więc na
płycie nagrobka wiele świeżych kwiatów i zniczy. Kładę swoją wiązankę,
zapalam świecę. Ogarnia mnie niesamowit
Obserwuj wątek
    • Gość: John Kowalski Ciag dalszy: IP: *.wpt.ptd.net 25.12.02, 00:00
      Ciag dalszy:
      -------------------------------------------------------------------
      Odwiedziłam dzisiaj grób moich Rodziców. Zadbany - dzięki opiece mojej rodziny
      i szkoły, której dyrektorem był mój Ojciec przez wiele lat. Za tę opiekę i
      dbałość jestem ogromnie wdzięczna. Niedawno były Zaduszki, więc na płycie
      nagrobka wiele świeżych kwiatów i zniczy. Kładę swoją wiązankę, zapalam świecę.
      Ogarnia mnie niesamowity smutek. Płaczę. Bożena, z taktem, odsuwa się do tyłu,
      pozostawiając mi nieco przestrzeni, którą wypełniam swoim szlochem. Tu jest
      moje miejsce! Tutaj powinnam zostać! Czemu poniosło mnie w tak daleki świat?

      Wpadam z wizytą do Ośrodka Rehabilitacyjno -Edukacyjno- Wychowawczego dla
      dzieci i młodzieży z upośledzeniami umysłowymi. Piękna, czysta placówka. Na
      każdym kroku widać dbałość o dobro i wielką miłość do tych uroczych dzieci.
      Przekazuję w darze dotację pieniężną od naszego, dziecięcego chórku „Laetare" z
      Calgary, który właśnie obchodził swoje dziesięciolecie. Piękny gest naszych
      dzieci przeznaczony zostanie na zakup prezentów pod choinkę dla pensjonariuszy
      ośrodka. Prawdziwy dar serca dla tych, którzy tego serca najbardziej
      potrzebują.

      Kraków, wieś Łagiewniki

      Do Krakowa, autostradą, pędząc z szybkością 200 km. na godzinę, zawożą mnie
      swoim Volvo, Bożena i Marek. Miasto wita nas przepiękną pogodą. Słonecznie,
      ciepło. Każdy kamień i serce woła tu : „…a to Polska właśnie!". Na krakowskim
      rynku gwarno. Przed pomnikiem Mickiewicza studenci. Kolorowy, wesoły tłum.
      Kupuję trochę pamiątek w Sukiennicach. W kawiarnianym ogródku pijemy kawę i
      zajadamy się pysznym tortem. Po rynku defiluje hałaśliwy tłum mikołajów
      reklamując meble z firmy IKEA. Oddycham głęboko - Europa!

      Tak jak było umówione „pod Mickiewiczem" spotykam moją kuzynkę Marysię. Z nią
      pojadę do wsi Jurków. Marysia mieszka tam od lat ze swoim mężem Jasiem, trzema
      córkami, a od roku także i z zięciem. Marysia jest dyrektorką zespołu szkół w
      pobliskim Czchowie. Na zarobki nie narzeka. Z dumą pokazuje mi swoją szkołę i
      cieszy się z budowy nowego, przestronniejszego budynku. Marysia i Jasiu radzą
      sobie nieźle. Ich córki uczą się dobrze. Najstarsza, Ania - już mężatka, jest
      inżynierem geodetą i … nie pracuje w swoim zawodzie. Pracę magisterską pisała
      na temat systemu wodnego swojej gminy, ale pracy dla niej nie było.
      Przekwalifikowuje się więc, studiując zaocznie na AWF i równocześnie uczy już
      wychowania fizycznego i prowadzi bibliotekę szkolną. Dzięki pomocy rodziców
      Ania i Piotr wylali właśnie fundament pod swój własny dom. Sympatyczni, pełni
      energii młodzi ludzie. Do takich należy przyszłość. Na wsi wiele pól stoi
      odłogiem. Podobno rolnikom nie opłaca się ich uprawiać.

      Niedziela

      Dzisiaj Jasiu i Marysia zabierają nas do Sanktuarium Bożego Miłosierdzia w
      Łagiewnikach. Nowe Sanktuarium jeszcze nie wykończone. Ogromny, betonowy gmach
      wyposażony na razie w drewniane krzesełka zamiast ławek. Sprawia wrażenie
      pustego i zimnego. Powstają parkingi. Na pobliskich uliczkach pełno handlarzy
      tandetą. Modlę się przed monumen-talnym ołtarzem, przed którym niedawno modlił
      się Ojciec Święty. Nie podoba mi się ten kościół. Jest za wielki, nie stwarza
      odpowiedniej atmosfery do modlitwy. Być może, jak już będzie wykończony, będzie
      inaczej. Na razie wolę „stare" Sanktuarium. Mały, śliczny kościółek sługi
      Bożej, Siostry Faustyny, w którym przeżywam wspaniałe nabożeństwo „Godzina
      Miłosierdzia". W drodze powrotnej z Łagiewnik na Śląsk, podrzucamy do Krakowa
      córkę Marysi, Agnieszkę, studentkę UJ. Ku mojemu miłemu zaskoczeniu zauważam
      spacerującego chodnikiem tuż obok Wawelu, korzystającego z ostatnich pogodnych
      dni, pogrążonego w myślach księdza kardynała Franciszka Macharskiego. Trudno
      wymarzyć sobie wspanialsze zakończenie odwiedzin ziemi krakowskiej.

      Moja wizyta w Ojczyźnie powoli dobiega końca. W poniedziałek smutne,
      przeszywające bólem, pożegnania z rodziną i ostatnia wizyta na cmentarzu.
      Dziękujemy! Dziękujemy za wszystko. Za waszą gościnność, życzliwość, pomoc. Za
      waszą pamięć i miłość. Do zobaczenia!

      We wtorek, zatłoczonym, brudnym pociągiem pośpiesznym jedziemy do Warszawy.
      Posileni pysznym żurkiem i pierożkami w pięknej Restauracji Polskiej, spędzamy
      miły wieczór z Mirką. I znowu podziękowania i pożegnania. Rano rozjedziemy się,
      każdy w swoją stronę. Marek pojedzie na kolejne pięć miesięcy służby do Bośni.
      Ja wracam do domu, do Calgary. Odprawa na Okęciu sprawna, kulturalna. Słyszę,
      że celnicy płynnie mówią po angielsku i po niemiecku - Europa! Samolot
      Lufthansy unosi się w powietrze. Warszawa żegna mnie zapłakana deszczem. Po
      moich policzkach spływają duże, słone łzy. Żegnaj Polsko! Czy Cię jeszcze
      kiedyś zobaczę?


      Błogosław Panie Ojczyźnie mojej,
      Odległej, dalekiej,
      a bliskiej.
      Błogosław Panie mej Polsce
      i jej ludowi nad Wisłą.
      Błogosław Panie jej dzieciom,
      po świata kres rozrzuconym,
      zjednanym w modlitwie do Ciebie
      i polskim słowem złączonym.

      Krystyna Konwisorz, Calgary, grudzień 2002

      Nadesłano 23 grudnia 2002 r.

    • Gość: lea Re: Prezent swiateczny dla ppor. komentatora. IP: *.170-130-66.que.mc.videotron.ca 25.12.02, 00:42
      popiepszone babsko dokumentnie
    • Gość: lea Re: Prezent swiateczny dla ppor. komentatora. IP: *.170-130-66.que.mc.videotron.ca 25.12.02, 00:53
      a te 200km na godz.to prawda w polsce
      • Gość: gadula Re: Prezent swiateczny dla ppor. komentatora. IP: *.sympatico.ca 25.12.02, 01:16
        Gdyby socjalizm nie wniosl do historii ludzkosci niczego poza
        zniesieniem wojen, bylby i tak najwspanialszym,
        najcudowniejszym ustrojem, jaki kiedykolwiek istnial.
    • prawdziwystarywiarus I paszport zupełnie nowy, świeżutki... 25.12.02, 04:40
      "Warszawa wita mnie deszczem. Okęcie - pełniący służbę celnik jest bardzo miły
      i, zauważam, przystojny: „Witamy w Polsce! O, jak miło, że zachowała pani
      polskie obywatelstwo. I paszport zupełnie nowy, świeżutki. Życzę miłego
      pobytu." - Europa! "


      =========================

      Propagandowy tekst calkiem jak spod piora PRL-owskiego kretyna, ktorego
      nazwisko mi w tej chwili umyka - tego, co wszystkim obiecywal swiezutkie,
      chrupiace buleczki.

      O, jak miło, że pasazerka nie zdecydowala sie na pokonywanie surrealistycznego
      toru przeszkod ubiegania sie o zezwolenie Prezydenta na zrzeczenie sie
      obywatelstwa polskiego. O, jak miło, że bez narzekania wykupila paszport polski
      po pieciokrotnej cenie krajowej. O, jak miło, że ochotniczo pozbawila sie
      kanadyjskiej opieki konsularnej w kraju, w ktorym prokuratura potrafi wsadzac
      na rok do aresztu, zeby sie mogla zastanowic, czy wsadzony popelnij jakies
      przestepstwo. O, jak miło, że byla posluszna i wykonywala polecenia konsulatu
      RP bez gadania.

      Visitez la Pologne! A zwlaszcza kochanych pieniazkow nie zapomnijcie zabrac ze
      soba, kochana Polonio. No i postawcie swiece w katedrze, zeby przy wyjezdzie
      ten miły i, zauważam, przystojny pan kapral nie dopatrzyl sie w paszporcie
      jakiejs tajemniczej "wady" ktora wykluczy wasz wyjazd z powrotem do domu w
      Kanadzie do czasu jej znalezienia i usuniecia. Znowelizowana ustawa paszportowa
      pozwala panu kapralowi na takie postepowanie. Natomiast nie pozwala nikomu na
      sprawdzenie zawczasu, czy jego paszport jest "wadliwy". Liste "wad" zawieraja
      bowiem odrebne przepisy. Naturalnie - tajne.


      www.wirtualnapolonia.com/teksty.asp?TekstID=4038
    • canadian Re: Prezent swiateczny dla ppor. komentatora. 25.12.02, 06:45
      Towarzyszu Kowalski co wy znowu wymyslacie. lepiej zajmijcie sie produkcja
      laser guided bombek bo wygalada na to ze bedziecie je rzucac tu i tam.

      Do pracy towarzyszu Kowalski a nie spedzac bezczynnie czas piszac o jakis
      gownianych paszportach.
      Moze towarzysz starywariat wam pomoze. Nie wspominajac pojeba Komentatora.
    • komentator Johnny Kowalski i gorace oddechy parapsycho 25.12.02, 09:52
      A widzisz Johnny jak parapsycho daja czadu?

      Jakas wysoce religijna osoba pisze szczerze i prosto z serca o wizycie
      w Polsce. Obraz jest oczywiscie co nieco dowcipnie przeslodzony ale
      hardlinerzy oczywiscie nie znaja sie na zartach tylko wala pryncypialnie
      jak to w Polsce jest zle. Najwieksza wscieklosc prawdziwego betonu budzi
      jak zwykle polskie obywatelstwo. I bedzie budzilo coraz wieksza w miare
      zblizania sie Unii i Schengen, w koncu wscieklosc ta przerodzi sie w
      psychiatryczna smiesznosc.

      Natomiast zaprezentowane w artykule wrazenia z podrozy po Polsce ewidentnie
      sa bardzo subiektywne ale jak najbardziej prawdziwe. Polska jest krajem
      kontrastow. Jesli ktos pojedzie do rodziny mieszkajacej w bylym PGR czy
      w poblizu bylej kopalni to zobaczy biede z nedza, ale inaczej byc nie moze
      ze spadkiem po komunie. Z kolei odwiedzajac ludzi bedacych wlascicielami
      kapitalu czy dobrze ustyuowanych w nowych dzialach ekonomii wrazenia beda
      odwrotne co czesto wpedza emigrantow w kompleksy bo wedlug nich w Polsce
      tego nie powinno byc, ma byc bieda i szambo. Stad bierze sie ten znany
      efekt zrywania przez emigratnow kontaktow z rodzina czy przyjaciolmi w Polsce
      ktorym powodzi sie lepiej lub sa zamozni. W najlepszym razie okresla sie ich
      jako 'zlodziei'.

      Johnny thanks for nice Christmat present. Let's hope that para-psycho will be
      fast dying-out next year.
      • Gość: John Kowalski Przyjemnosc po mojej stronie, podporuczniku. IP: *.wpt.ptd.net 25.12.02, 17:06
        Ciesze sie podporuczniku, ze prezent sie podobal. Wiedzialem ze tak bedzie.
        Na Swieta zawsze daje ludziom takie prezenty na jakie sobie w pelni zasluguja.
        Wybralem ten artykul jako odpowiadajacy waszemu, podporuczniku, poziomowi
        umyslowemu.

        PS.
        Gdyby podporucznik chcial cos wiecej dodac od siebie to zapraszam na forum
        Polonia Michigan. Ludzie tam piszacy na pewno chcieliby z wami podyskutowac.
        Jest tam tez poruszany powyzszy artykul.
        www.forumpolonia.com/cgi-bin/ib3/ikonboard.cgi?s=3e09d73f1d21ffff;act=ST;f=3;t=592
        • canadian Johny po....ony: 25.12.02, 18:48
          Nasz nadworny wariat napisal taka to madra rzecz:

          cytat z oszoloma Kowalskiego:
          "dla wyjasnienia babka pojechala z Kanady do Polski z wiza polska.

          Nasze dyskusje na tematy paszportow-wizowe nic nie pomogly. Dowod na to jest
          przeciez w powyzszym cytacie. Jeszcze raz:

          Quote:
          ...a ta natychmiast w sposob mechaniczny poprosila rowniez o paszport polski.
          Ja nie widze tu zadnej poprawy. Co by bylo gdyby wizy w paszporcie nie bylo?
          ^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^

          hehe wariat, jakby wizy nie bylo to jakby wjechala do Polski?


          Sytuacja o tyle mogla sie zmienic ze w zwiazku z centralizacja wydawania
          paszportow w Warszawie, okres jego wystawiania jest bardzo dlugi, i moze,
          powtarzam: MOZE, konsulaty nie chca w "niektorych wypadkach losowych" odsylac
          do domu i kazac czekac. Dlatego wola wystawic wize. Watpie w to bardzo i mysle
          ze ta pani ktora wize dostala po prostu trafila na czlowieka a nie na
          aparatczyka konsularnego.

          A poza tym, czy zapominamy juz powoli (pod dyktando wladz w Warszawie) ze nasze
          paszporty to legalne dokumenty podrozy?

          --------------
          • Gość: John Kowalski Re: Johny po....ony: IP: *.wpt.ptd.net 25.12.02, 18:56
            Te, canadian, zaduzo wypiles? Cos nie kumamy, co?
            Wroc z powrotem i przeczytaj jeszcze raz, a jak nie umiesz to niech ci mama
            poczyta.
            • canadian Re: Johny po....o.ny 25.12.02, 19:08
              "Ja nie widze tu zadnej poprawy. Co by bylo gdyby wizy w paszporcie nie
              bylo?"

              Towarzyszu Johnus wy chyba sami n ie rozumiecie co piszecie.

              Skoro babka wjechala do Polski na paszporcie kanadyjskim z polska wiza to jakim
              cudem ta wiza mogla zniknac w trakcie jej pobytu? Gdyby wizy w paszporcie nie
              bylo to by nie wjechala. Ale wy towarzyszu jak zwykle cos pierdolicie trzy po
              trzy para pietnascie. Zastanowcie sie nad soba. To ze zjebaliscie cos jadac do
              Polski i Was zatrzymano czy cokolwiek tam sie stalo nie znaczy ze macie teraz
              wypisywac glupoty i robic z siebie durnia. Pamietajcie ze towarzyszom nie
              przystoi. Wy nie rozumiecie co to jest wiza gdyz szpiegujecie w
              imperialistycznym kraju od ktorego Pomroczna nie wymaga wiz.
              Towarzyszu wezcie sie za siebie.
    • foghat Re: Prezent swiateczny dla ppor. komentatora. 26.12.02, 19:51
      lezka sie w oku kreci i zal w d*&ie sciska.
      Ja tam wole na Kube bo mnie w jelenia nikt nie robi a w ojczyznie to za kazdym
      razem z moimi 'fakultetami' sie ktos mocuje. A to w hotelu chca mi podwojnie
      liczyc, a to w knajpie na Starowce za kieliszek koniaku kosztujacego $30.-
      chcieli $300.- skasowac. Najlepszy to jest Dworzec Centralny gdzie bandy
      gamoni grasuja i okradaja podroznych. Dwoch nicponi sie na mnie namierzylo w
      listopadzie 2001 r. no i.... obydwu do szpitala odwiezli przy oklaskach
      gawiedzi. Nawet jakis artykulik sie w prasie ukazal, jak to kosa trafila na
      kamien.
      • Gość: Zorro Re: Fagat karateka??? IP: *.cpe.net.cable.rogers.com 30.12.02, 22:01
        foghat napisała:

        > lezka sie w oku kreci i zal w d*&ie sciska.
        > Ja tam wole na Kube bo mnie w jelenia nikt nie robi a w ojczyznie to za
        kazdym
        > razem z moimi 'fakultetami' sie ktos mocuje. A to w hotelu chca mi podwojnie
        > liczyc, a to w knajpie na Starowce za kieliszek koniaku kosztujacego $30.-
        > chcieli $300.- skasowac. Najlepszy to jest Dworzec Centralny gdzie bandy
        > gamoni grasuja i okradaja podroznych. Dwoch nicponi sie na mnie namierzylo w
        > listopadzie 2001 r. no i.... obydwu do szpitala odwiezli przy oklaskach
        > gawiedzi. Nawet jakis artykulik sie w prasie ukazal, jak to kosa trafila na
        > kamien.

        Fagat,
        Nigdy nie pomyslalbym, ze z ciebie taki bohater!
        No to jestes zuch!
        Pobic dwoch bezdomnych z warszawskiego dworca. A to ci dopiero wyczyn!
        Wkurwiles sie jak sie poprosili o spare change?
        • Gość: . Re: Fagat karateka??? IP: 208.4.21.* 31.12.02, 00:24
          • herrmenegilda Biedna staruszko... 31.12.02, 15:49
            Biedna babuszka, przetyrala swe zycie w Kanadzie "na domku", "na plejsach" a
            moze jako sprzataczka w fabryce?
            Wybrala sie w swa ostatnie byc moze sentymentalna podroz do "Europy".
            Bo gdy celnik mowi po angilsku i niemiecku, to juz jest Europa.
            Tak samo jak :
            "gospodarze ciężką pracą, determinacją, wytrwałością i pomysłowością utworzyli
            firmę, która obecnie zapewnia im bardzo dobre warunki życia. Lepsze niż
            niejednej rodziny w Kanadzie. Piękny, wspaniale wyposażony dom. Bożena i
            Marek są miłymi, uczynnymi ludźmi"
            Maja piekny dom...a czy autoreczka kiedykolwiek miala moznosc zaprzyjaznic sie
            z moznymi tej prawdziwej Europy? kanady? USA?
            Popatrzyc, jak oni zyja? jakie maja "warunki zycia"?
            Bo jesli nie, to co tu porownywac ???

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka