Gość: John Kowalski
IP: *.wpt.ptd.net
24.12.02, 23:55
Drogi podporuczniku komentatorze!
Dedykuje podporucznikowi ten artykul w prezencie swiatecznym. Na pewno bedzie
sie podobal.
(Cholera, a moze sam podporucznik go napisal? Znalezione na
http://polonia.pap.net.pl/)
-----------------------------------------------------------------------
Kanada: Po dziesięciu latach.
Zapiski z wizyty w Ojczyźnie (listopad 2002 r.)
Polecę znowu do mojej Ojczyzny. Nie sposób opisać uczuć i emocji jakie
towarzyszą przygotowaniom do tej podróży. Mam spotkać się tam z moim synem,
Markiem, który właśnie odbywa służbę w misji pokojowej z 12. Plutonem PPCLI z
Edmonton, w Bośni. Swój urlop zaplanował w Polsce. Miejscem naszego spotkania
będzie Warszawa. Odwiedzę Polskę po raz pierwszy, po dziesięciu latach.
Przylot
Po długim, męczącym locie z Calgary do Frankfurtu oczekuję na samolot LOT-u,
który ma mnie zanieść do Warszawy. Przede mną mają odlecieć pasażerowie
Aerofłotu do Moskwy. Właśnie poinformowano ich, że samolot zabierze tylko 75.
osób, bo dla reszty nie ma dosyć jedzenia na pokładzie. Polecą oni następnym
lotem. A jako rekompensatę otrzymają po 20. rubli. Coś takiego może się
przydarzyć tylko Aerofłotowi - myślę. W tym samym czasie w głośniku słyszę
informację, że ze względu na ten incydent i zamieszanie z nim związane muszę
przejść do innej bramy. Biegnę nieco zdenerwowana. Zdążyłam. Szybka, sprawna
odprawa. Nareszcie lecę. Polska obsługa samolotu bardzo miła. Rozmawiam ze
stewardessą o moim powrocie, o oczekiwaniach i obawach. Choć maszyna, którą
lecimy jest niewielka lecimy spokojnie i wygodnie.
Warszawa wita mnie deszczem. Okęcie - pełniący służbę celnik jest bardzo miły
i, zauważam, przystojny: „Witamy w Polsce! O, jak miło, że zachowała pani
polskie obywatelstwo. I paszport zupełnie nowy, świeżutki. Życzę miłego
pobytu." - Europa! Na lotnisku czekają na mnie Marek (przyleciał z Zagrzebia
godzinę przede mną) i moja kuzynka Mirka. Przywitanie, uściski i łzy radości.
Mój Boże, ależ mi ten syn zmężniał !
Warszawa
W kraju będziemy nieco ponad dwa tygodnie, więc na zwiedzanie Warszawy mamy
tylko półtora dnia. Jednym słowem - stolica w skrócie.
Niedziela
Pogoda niestety nie sprzyja naszym planom. Jest ciemno, pochmurno, ponuro.
Ubieramy się więc odpowiednio i … w drogę na warszawskie ulice. Zwiedzanie
rozpoczynamy od przystanku przy Belwederze i pomnika marszałka Piłsudskiego.
Następnie spacer po Królewskich Łazienkach. Pałacyk na wyspie, amfiteatr,
pomnik Chopina i pawie w parku, szkoda, że brzydka pogoda.
Nagle - miła niespodzianka, alejkami parkowymi spaceruje Kasia. Koleżanka
moich dzieci mieszkająca na stałe w Calgary. Jaki mały jest ten świat!
Młodzi, Kasia i Marek, umawiają się na wieczorne tańce. A my dalej w
Warszawę. Najpierw jednak świetna kawa i deser w restauracji Belweder.
Piękne, stylowe wnętrze, perfekcyjna obsługa. Wyruszamy na Starówkę. Ponieważ
to niedziela wstępujemy do kościoła. Mam okazję pomodlić się przy grobie
Prymasa Tysiąclecia, Stefana kardynała Wyszyńskiego. Ogromne przeżycie. Nie
opodal, w maleńkim sklepiku obsługiwanym przez Rosjanina, mój syn kupuje
sobie srebrny sygnet z orzełkiem. Marzył o takim od dawna. Idziemy pod Zamek
Królewski, kolumnę Zygmunta, przystajemy pod pomnikiem Powstańców
Warszawskich i stąd kierujemy się ku skrzyżowaniu ulic Miodowej i Długiej.
Tutaj znajduje się właz do kanału i tablica upamiętniająca bohaterstwo i
przejście kanałami powstańców AK Grupy Północ. W tej grupie był także nasz
krewny, Marian Dobrowolski, mieszkający obecnie w Kalifornii. Chwila zadumy i
refleksji.
Idziemy dalej. Piękny Rynek i pora na obiad. Mirka zaprosiła nas
do „Kamiennych Schodków „ na wspaniałą kaczkę z jabłkami. Przy kawie czytamy
na głos wspomnienia naszego krewnego, które opublikował „Hejnał Uczniowski"
(gazetka wydawana przez uczniów szkoły polskiej w Calgary). Przejście trasy,
o której mówi to wspomnienie, zajęło nam nie więcej niż 15 minut. Powstańcy
szli kanałami aż 3 godziny. Jak morderczo trudna i niebezpieczna musiała to
być wędrówka. Mamy czas jeszcze na wieczorny spacer po Starówce i zdjęcie
przy Syrence. Stare Miasto zachwyca nas swoją historią, atmosferą i
kolorytem.
Poniedziałek
Święto Niepodległości. Uroczysta odprawa wart, przemówienie prezydenta
Kwaśniewskiego i niezliczone tłumy przy Grobie Nieznanego Żołnierza. W
Ogrodach Saskich - handlarze: prażona kukurydza, baloniki, guma do żucia. Nie
możemy jednak kupić polskiej flagi. W alejkach gra skocznie na akordeonie
skośnooki grajek. Do mojego syna podchodzi starszy mężczyzna i zaczyna swoją
agitację, że „Polska jest rozprzedawana obcemu kapitałowi, że zaprzepaszczamy
nasze polskie ideały, że musimy się bronić …", itd. Przed czym? Przed szansą
jaką daje Polsce wejście do zjednoczonej Europy? Kończy się nasza wizyta w
Warszawie. Dziękujemy Ci, Mirko, za te wspaniałe chwile!
Wyruszamy na Śląsk. Na mój ukochany, pracowity Śląsk. Pociąg „Ondraszek".
Czysto, przestronnie, wygodnie. Wagon „Wars" zaprasza i kusi miłymi
zapachami, a w mojej głowie piosenka „Wars wita was ! Wars wita…" Od czasu do
czasu przechodzi przez pociąg kelner oferując napoje ciepłe i zimne oraz
słodycze. Miła, elegancka obsługa - Europa!
Mój Śląsk
Jestem zaskoczona. Jest o wiele czyściej, ładniej niż przed dziesięcioma
laty. Piękne, zasobne w towary sklepy. Na ulicach niezliczone sznury
samochodów różnych marek - Europa!
Oczywiście mnóstwo wzruszeń, łez, mocnych uderzeń serca i dreszczy
przebiegających przez całe ciało - spotkania z rodziną. Mamy tak wiele sobie
do powiedzenia, do pokazania i do wspominania. Cudowny, magiczny czas.
Zatrzymujemy się w domu naszych przyjaciół. Tu będzie nasza „baza". Nasi
gospodarze ciężką pracą, determinacją, wytrwałością i pomysłowością utworzyli
firmę, która obecnie zapewnia im bardzo dobre warunki życia. Lepsze niż
niejednej rodziny w Kanadzie. Piękny, wspaniale wyposażony dom. Bożena i
Marek są miłymi, uczynnymi ludźmi. Będzie nam tu dobrze i wygodnie. Już
pierwszego wieczora, uderza we mnie, jak piorun z jasnego nieba, informacja,
że na torach kolejowych w Załężu, zginęło pod kołami pociągu czterech młodych
chłopców. Zbierali węgiel, który spadł z węglarek. Ten węgiel miał być opałem
w ich domach oraz przeznaczony był na sprzedaż, na zarobek, by pomóc
rodzinie. Mieli po dwanaście, trzynaście, czternaście lat.
W rozmowach z rodziną dowiaduję się, że ludzie ponownie wydobywają węgiel w
przedwojennych biedaszybach. Trudno w to uwierzyć. Media przynoszą informację
o planowanym zamknięciu siedmiu kopalń. Ponad dwadzieścia tysięcy ludzi
pozostanie bez pracy. Wśród nich może się znaleźć Paweł, mąż bratanicy mojego
męża. Z niepokojem śledzimy kolejne doniesienia na ten temat. W Katowicach
protest górników. Od wybuchu petardy ranni zostają : dziennikarz i policjant.
Bożena zabiera mnie za zakupy do francuskiego supermarketu. Ilością towaru
jestem oszołomiona. Wszystko czego tylko dusza zapragnie: szczupaki, sumy,
węgorze, wspaniały wybór serów, wędlin, owoców i warzyw - Europa !
Podchodzimy do kasy. Wydajemy całe 587 zł. i 60 gr. Przypomina mi się
wczorajsze spotkanie z Różą. Jej syn ożenił się niedawno. Młodzi spodziewają
się w grudniu pierwszego dziecka. Żona Sławka zarabia 500 zł miesięcznie. On
właśnie stracił pracę w firmie instalującej okna. Już od kilku miesięcy
młodzi mieszkają z teściową, bo nie stać ich na wynajem mieszkania. W
Tychach - stoją puste mieszkania.
Odwiedziłam dzisiaj grób moich Rodziców. Zadbany - dzięki opiece mojej
rodziny i szkoły, której dyrektorem był mój Ojciec przez wiele lat. Za tę
opiekę i dbałość jestem ogromnie wdzięczna. Niedawno były Zaduszki, więc na
płycie nagrobka wiele świeżych kwiatów i zniczy. Kładę swoją wiązankę,
zapalam świecę. Ogarnia mnie niesamowit