Od jakiegos czasu nurtuje mnie pytanie: co jecie tam gdzie zyjecie?
Czy Wasze podniebienia nie tesknia za miekkoscia i sliskoscia marynowanego
grzybka?
Moze Wasze kubki smakowe pragna zetkniecia z soczysta wedlinka a brzucho marzy
o bialym barszczyku?
Na deser wspomnienie szrlotki z bita smietana. Rozkosz dla jezyka.
Zapomnialam, jeszcze kiszony ogoras na zagryche

))))
Majac powyzsze na uwadze z gory dziekuje za tresciwe informacje z calego swiata.