Chcialbym powiedziec ze nie mam nic przeciwko Polakom ze wsi obecnie
mieszkajacym w USA, ale niestety zwykle Polacy ktorzy pochodza ze wsi, sa
chamscy, bez kultury, a w najlepszym przypadku po prostu...prosci,
przyziemni, tacy co nie maja pojecia o niczym co nie tyczy sie ich pracy,
konsumpcji, kosciola oraz ich familii.
A przeciez nie te czasy gdy tylko arystokracje i burzuazje bylo stac na bilet
do opery lub do filharmoni. Ksiazka tez kosztuje stosunkowo malo, nie
wspominajac juz ze z biblioteki publicznych mozna kozystac za darmo. Wiec w
czym rzecz? Dlaczego niektorym ludziom do zycia wystarczy wedlina, wlasna
chalupa i za przeproszeniem...zony pupa?