Dodaj do ulubionych

Podróze za czasów Socjalizmu

01.12.07, 13:03
Za 3 tyg otwarcie granic z Zachodnią Europą.

Może napiszecie, jakie formalności treba było spełnić, aby podróżować po
krajach tzw Demokracji Ludowej ?

Trzeba było miec dowód osobisty z pieczątką, ale to nie wszystko.
Dochodziła książeczka walutowa z minimum "wymiany" na lokalna walutę. Bez tego
WOP nie wypuścił. No i karta przekroczenia granicy, którą przed wyjazdem z PRL
trzeba było wypełnić na granicy i przy powrocie oddawało się tę kartę. O ile
pamiętam, był to taki pionowy druczek, 10cm szer i ok 30cm dług.

Oprócz tego trzeba było wykupic tzw "vouchery" w np Orbisie czy Gromadzie,
albo całe wczasy. I Europa Wschodnia stała otworem.

Rok 1987: Jedynym krajem, który wpuszczał Polaków na sam tylko dowód z
pieczątką, bez voucherów i zaproszenia były Węgry.
Nie było wiz tranzytowych przez CSRS, NRD, Rumunię, Bułgarię czy ZSRR. W ten
sposób mozna było zwiedzić kawał Europy, ale czas na tranzyt był ograniczony,
z reguły 24h. Pół biedy, jak ktoś przesiedział 2-3 dni w CSRS czy NRD, ale w
ZSRR był poważny problem.
Zawsze była bogata oferta z wczasami do np NRD, Bułgarii, Rumunii, CSRS.
Ale nie było nic do ZSRR. Bardzo rzadko pojawiały się oferty np nad Morze
Czarne. Tam pojechać mogli tylko wybrani, wytypowani przez zakłady pracy, itp.

A jak to było wtedy u sąsiadów ?
Np Wegrzy mogli na sam dowód jechac do Austrii. Musieli mieć jeszcze wymianę
walut i jechali, zero wiz i paszportów i biurokracji.
CSRS: Na sam dowód mogli jechać aż do Jugosławii. Ale jakoś nie uciekali smile
DDR: Na sam dowód mieli otwarte CSRS, Węgry, Rumunię, Bułgarię. Do Polski
musieli mieć zaproszenie, ale to żaden problem. Co ciekawe, Szwecja wpuszczała
obywateli NRD na sam dowód osobisty, ale NRD nie wypuszczała swoich nigdzie na
Zachód...
Obserwuj wątek
    • star15 Re: Podróze za czasów Socjalizmu 01.12.07, 13:22
      w polowie lat 70-tych do DDR mozna bylo jechac tylko z dowodem
      Do CSR mozna bylo juz w latach 60-tych jechac w ramach ograniczonego
      ruchu turyst.na jakis taki dokument w rejon Tatr chyba do ok. 50 km
      w glab kraju-ale nie pamietam dokladnie.PS Czesi uciekali nie mniej
      od Polakow,zreszta Wegrzy tez.Jugoslawia byla traktowana jak
      zachod,zreszta tam nie bylo problemu prysnac do Italii,najczesciej
      jugole udawali ,ze nie widza.Osobiscie znam kilka osob,ktore bedac
      juz w Jugoslawii zalatwili sobie wizy do Szwecji ,gdzie do dzis zyja
      i maja sie dobrze.
      • undocumented.alien Re: Podróze za czasów Socjalizmu 01.12.07, 13:33
        NRD zaczęło wymagac zaproszeń od Polaków w latach kryzysu, 1980 chyba. Po prostu
        Polacy masowo jeździli i wykupywali wszystko co popadnie, bo w Polsce były puste
        półki sklepowe. O ile pamiętam, na książeczke walutową był limit wymiany, w 87
        roku można było np kupić 700 marek DDR i koniec - trzeba było czekać rok na
        odnowienie limitu, albo wymienić dolary na waluty krajów KDL wg nastepującej
        zasady: Dolary na złotówki po kursie państwowym i to zostało przeliczane na daną
        walutę KDL.
        Traciło się podwójnie...

        Nadal natomiast NRDowcy wpuszczali wszystkich z KDL oprócz Polaków.
        Obywatele ZSRR też nie mogli, bo na opuszczenie kraju nie pozwalała władza.
    • piss.doff Re: Podróze za czasów Socjalizmu 01.12.07, 17:19
      Nie zyl kto nie widzial wyglodzonych psow latajacych na dlugim
      lancuchu z kolkiem na kablu wzdluz granicy z polami minowymi a swist
      kolka lancucha po stalowej linie miedzy wiezami wartowniczymi moze
      sie przysnic.
      • mrzorba Re: Podróze za czasów Socjalizmu 01.12.07, 17:59
        Zupelnie jak na granicy USA z Meksykiem, czyli wewnatrz NAFTy...
        Tyle, ze w USA nie klada min, bo wtedy zabraklo by w Kaliforni i
        Teksasie parobkow z obydwiema noganmi... wink
      • maciekqbn Re: Podróze za czasów Socjalizmu 01.12.07, 18:55
        piss.doff napisał:

        > Nie zyl kto nie widzial wyglodzonych psow latajacych na dlugim
        > lancuchu z kolkiem na kablu wzdluz granicy z polami minowymi a
        swist
        > kolka lancucha po stalowej linie miedzy wiezami wartowniczymi moze
        > sie przysnic.

        A na jakiej granicy tak było?
        • mrzorba Re: Podróze za czasów Socjalizmu 01.12.07, 22:36
          Polsko-radzieckiej...
          • undocumented.alien Re: Podróze za czasów Socjalizmu 02.12.07, 00:35
            W Świnoujściu biegał pies na stalowej lince rozciągniętej w poprzek plaży.
            Pilnował NRD. To było po stronie NRD zaraz za niewysoką siatką, ok 1.5m.
            Natomiast MON nie ufał psom i przed tą siatką, po polskiej stronie chodzili
            uzbrojeni żolnierze WOP smile
            Można było podejść pod tę pierwszą siatkę, między strefą WOP a psem NRDowskim i
            przez lornetke oglądać FKK, czyli NRDowską plażę nudystów smile

            • maciekqbn Re: Podróze za czasów Socjalizmu 02.12.07, 03:12
              undocumented.alien napisał:

              > W Świnoujściu biegał pies na stalowej lince rozciągniętej w
              poprzek plaży.
              > Pilnował NRD. To było po stronie NRD zaraz za niewysoką siatką, ok
              1.5m.
              > Natomiast MON nie ufał psom i przed tą siatką, po polskiej stronie
              chodzili
              > uzbrojeni żolnierze WOP smile
              > Można było podejść pod tę pierwszą siatkę, między strefą WOP a
              psem NRDowskim i
              > przez lornetke oglądać FKK, czyli NRDowską plażę nudystów smile
              >

              Wow! Fajne informacje dla mnie, bo jestem fanem Swinoujscia (wlasnie
              pojtrze tam jade, m.in. uwiecznic znikajaca granice polsko-
              niemiecka).
              Wspomniany przez Ciebie granica na plazy 2 lata temu byla w postaci
              sznurka rozciagnietego pomiedzy slupkami z napisem 'Granica panstwa,
              przekraczanie zabronione'. Sznurek byl po naszej stronie (w tym roku
              wymienili go na siatke z drutu, troche bez sensy biorac pod uwage,
              ze za 3 tygodnie wszystko beda likwidowac). Po stronie niemieckiej
              nie ma nic, tylko tablice informujace, ze tu jest granica panstwa.

              • undocumented.alien Re: Podróze za czasów Socjalizmu 03.12.07, 22:19
                Na Google Earth wypatrzylem fotki granicy w Świnoujściu:
                Widok od strony PL:
                www.panoramio.com/photo/2172860
                I z drugiej strony:
                www.panoramio.com/photo/2510928
                Za 17 dni tego już nie będzie....

                • maciekqbn Granica w Swinoujsciu 05.12.07, 00:16
                  To zdjęcie, które podaleś jako drugie to wlasnie dokladnie to co
                  opisuję, tak wyglądała granica w ubieglym roku. Pewnie mieli dosyc
                  spacerowiczów przechodzacych 'na dziko' i postawili siatkę. Przy
                  czym obecna siatka nie wchodzi tak gleboko w morze (to zdjecie jest
                  starsze od tego ze sznurem pomiedzy slupkami).

                  A oto kilka fotek granicy polsko-niemiecka w okolicy Swinoujscia,
                  które zrobilem wczoraj, tj. 4 grudnia:

                  fotoforum.gazeta.pl/5,2,maciekqbn.html
                  Witać, że Schengen sie zbliza i granica jest stopniowo likwidowana.
                  Na droge do Kamminke wybralem sie, by udokumentowac brame
                  zagradzajaca droge, nim zniknie 21 grudnia. Ku mojemu zdziwieniu juz
                  dzisiaj nawet sladu po tej bramie nie bylo. Tylko swiezo rozjezdzona
                  ziemia wskazywala, ze cos tam sie dzialo w ostatnich dniach. Kiedy
                  tam bylem w sierpniu jeszcze wszystko wygladalo tak samo jak
                  kilkanascie lat wczesniej.


                • maciekqbn Re: Podróze za czasów Socjalizmu 23.12.07, 23:03
                  undocumented.alien napisał:

                  > Na Google Earth wypatrzylem fotki granicy w Świnoujściu:
                  > Widok od strony PL:
                  > www.panoramio.com/photo/2172860
                  > I z drugiej strony:
                  > www.panoramio.com/photo/2510928
                  > Za 17 dni tego już nie będzie....
                  >

                  I stało się. Oto fotki z likwidacji płotu na plaży w Świnoujściu:

                  www.eswinoujscie.pl/foto/granica-plaza/
            • mrzorba Re: Podróze za czasów Socjalizmu 03.12.07, 23:04
              Do NRD mozna bylo bez paszportu...
          • maciekqbn Re: Podróze za czasów Socjalizmu 02.12.07, 03:13
            mrzorba napisała:

            > Polsko-radzieckiej...

            Kurcze, jak bede mial troche czasu, to musze pojechac zobaczyc jak
            to dzisiaj wyglada.
            • piss.doff Re: Podróze za czasów Socjalizmu 03.12.07, 14:37
              nie zapomnij odwiedzic bylego osrodka badan kosmicznych, gdzie
              testowano sat'urna.
              • mrzorba Re: Podróze za czasów Socjalizmu 03.12.07, 23:08
                Masz na mysli Peenemuende? Polecam! Duch von Barauna tam sie wciaz
                blaka... Dojazd pociagiem ze "Swinemuende" zaraz przy granicy z
                Polaka. smile I polecam tez ten fort w Swinoujsciu z pruskim oficerem.
                SUPER!
    • qwardian Re: Podróze za czasów Socjalizmu 02.12.07, 00:59
      Pamiętam książeczki walutowe, niezliczone wizyty we wschodnim
      Berlinie, obowiązkowe zaliczenie przyzwoitego baru na
      Alexanderplatz, zakupy..., Budapeszt (Wyspa Małgorzaty), Praga(Most
      Karola), przyzwoite piwo i z powrotem do PRL-u. Potem już emigracja
      i dewizowa strefa, paszport konsularny wydany w Londynie i wizyty w
      Polsce, obowiązkowe wymiany plus nieoficjalne wymiany po
      czarnorynkowych cenach. Potem nonsens się zakończył, przejeżdżałem
      przez granicę RFN-NRD kiedy oficjalnie granica istniała, ale
      zdezerterowana przez służby graniczne obydwu państw stały zupełnie
      puste. Niezapomniany widok. Jeszcze raz wizyty w Polsce
      zadeklarowanie wwozu większej ilości walut. Potem normalizacja,
      częste wizyty w Polsce, coraz częstsze...
      • maciekqbn Re: Podróze za czasów Socjalizmu 02.12.07, 03:16
        qwardian napisał:

        > zdezerterowana przez służby graniczne obydwu państw stały zupełnie
        > puste. Niezapomniany widok.

        Tak bedzie (m.in.) wygladala granica polsko-niemiecka 21 grudnia.
        Szkoda, ze nie bede mogl w tedy tam byc. Mysle, ze wrazenie bedzie
        podobne jak to, ktore miales przekraczajac granice DDR-BRD.
        • undocumented.alien Re: Podróze za czasów Socjalizmu 02.12.07, 11:18
          Obywatelom NRD było bardzo trudno wyjechać na Zachód. Wyjazdy turystyczne nie
          istniały. Jedyna możliwość to jako sportowiec albo "losowe zdarzenia rodzinne".
          No i emeryci lub renciści, pod warunkiem że akurat nie mieli syna lub wnuka w
          wojsku, bo jeszcze jakieś tajemnice wojskowe mogłyby wyciec na zachód. Do
          Berlina Zachodniego wystarczał dowód osobisty NRD z wbitą "Ausreise Visum" czyli
          wizą wyjazdową. Ale uzyskanie tego nie było łatwe. Np takim losowym zdarzeniem
          mogły być 90 urodziny wujka lub smierć babci. Kiedy przychodził telegram, że
          taka babcia zmarła, to była szans na uzyskanie tej wizy. Ale po odbiór wizy
          wzywano już po pogrzebie, tłumacząc, że już nie ma potrzeby wyjazdu do
          Westberlina...

          Obywatele Berlina Zachodniego mogli w zasadzie bez przeszkód jeździć do
          Wschodniego. Ale musieli dokonać obowiązkowej wymiany walut, 40 marek na dzień
          pobytu po państwowym kursie NRD 1:1. Było to nieopłacalne, bo czarnorynkowy kurs
          był 1:8 na korzyść marki DM.
          No i musieli wrócić przed północą tego samego dnia. Na dłuższe wizyty musieli
          mieć wizę NRD.

          Do "Berlin Haupstadt der DDR" mogły jeździc też wojska stacjonujące w Zachodnim,
          czyli US Army, Francuzi, Brytyjczycy. Nie obowiązywały ich żadne limity i
          obowiązki wymiany walut oraz nie podlegali kontroli celnej. Hojnie korzystali z
          tego, kupując tanie ubrania, zabawki, sprzęt AGD, itp. Autobusy pełne żołnierzy
          stały zaparkowane pod centrami handlowymi, ci wyspywali się i na zakupy. Byli
          umundurowani, ale bez broni. Wielu było z żonami i dziecmi, wielu murzynów.

          Zgodnie z porozumieniem, również żołnierze Armii Radzieckiej mogli bez przeszkód
          podróżować do Berlina Zachodniego. Ale wiadomo, że wiekszość zdezerterowałaby w
          tym lepszym Berlinie. Jedyne wyjazdy Armii Czerownej do Zachodniego to do
          dzielnicy Spandau na pilnowanie osadzonego tam Rudolfa Hessa. Co tydzień, na
          zmianę, pilnowali go Francuzi, Amerykanie, Anglicy, Rosjanie. Oprócz tego
          Rosjanie mieli posterunek obok pomnika w Berlinie Zach, zaraz z tyłu Bramy
          Branderburskiej. Od wojny stały tam dwa czołgi i wysoka betonowa kolumna z
          tekstem po rosyjsku": Wiecznaja sława gierojam sowjetskiego sojuza pawszczim w
          bojach z gitlerowskimi zachwatszczikami...itp..itp". Radzieccy wartownicy
          wyjeżdzający do Berlina Zach byli dokładnie sprawdzeni i wybrani. Musieli to być
          żonaci i z dziećmi, bez jakichkolwiek kontaktów na Zachodzie, itp.

          Warto dodać, że od końca wojny Polacy mogli jeździć do Berlina Zachodniego bez
          wizy. Wystarczał sam paszport na "Wszystkie Kraje Świata"...
          • mrzorba Re: Podróze za czasów Socjalizmu 03.12.07, 23:16
            I dzis wiadomo, gdzie konczy sie Berlin Zachodni i zaczyna Wschodni.
            Rok temu jechalem tramwajem z lotniska w Tegel do hotelu w Pankow na
            wschodzie. Tuz przed dawna granica Turkow i Turczynki wrecz zmylo z
            tramwaju. Zostali tylko Europejczcy. A Pankow wyglada wciaz jak za
            Hoeneckera. Tylko poprawili linie tramwajowa...
    • al-kochol mozna bylo kupic $10 po legalnej cenie 02.12.07, 02:47
      ktora byla kilkakrotnie nizsza od rynkowej, czyli czarnorynkowej, bo
      innego rynku nie bylo, i tylko tyle wolno bylo wywiezc z Polski, jak
      sie nie mialo legalnego konta dolarowego w banku Pekao, a jak sie
      mialo, to dla takich milionerow lezal w ksiegarni poradnik pt Europa
      za 100 dolarow
      • star15 Re: mozna bylo kupic $10 po legalnej cenie 02.12.07, 15:11
        pisdu.pisdu,fantasta pospolity.nie bylo min na zadnej granicy.Na
        berlinskiej,zasieki ,ziemia niczyja,urzadzenia samostrzelne,wieze
        wartownicze i optyka.Psy biegaly na linkach ale glodne to nie bylysmile
        Na innej granicy DDR-RFN ,podobnie tylko mniej psow i prawie zadne
        urzadzenia samostrzelne.Granica PRL-CCCP,droga zaorana wzdluz
        granicy,patrole z obu stron,zadne miny lub urzadzenia
        samostrzelne,pulapki w rodzaju rakiet swietlnych.Oczywiscie gdzie
        bylo to mozliwe siatka lub tp.Granica PRL-CSR,najmniej i najgorzej
        strzezona.Zadna sztuka bylo zima w Zwardoniu zjechac na druga strone
        PRL-DDR,glownie patrole i obserwacja rzeki.Kto nie widzial granicy
        Bulgaria -Turcja lub Bulg-Jugoslawia,ten nie wie co to strzezona
        granica.
        • maciekqbn Granica polsko-czeska 02.12.07, 16:56
          star15 napisał:

          > bylo to mozliwe siatka lub tp.Granica PRL-CSR,najmniej i najgorzej
          > strzezona.

          Z ta granica polsko-czeska to do dzisiaj roznie bywa, niby nie
          jestesmy jeszcze w Schengen a od lat sa miejsca, gdzie tej granicy
          praktycznie nie ma:

          fotoforum.gazeta.pl/72,2,781,53493491,71852194.html
          • waldek.usa Ale jest zakaz skretu w prawo, do Czech 02.12.07, 21:14
            n/t
            • maciekqbn Polskie znaki na czeskim poboczu ... 02.12.07, 22:43
              ... powstaje pytanie czy to zgodne z prawem miedzynarodowym hehe

              Fajnie tam maja, sasiad z drugiej strony ulicy to juz Czech.
              Musze kiedys tam sie wybrac.
          • mrzorba Re: Granica polsko-czeska 03.12.07, 23:20
            Juz za Gomulki chodzilo sie do Czechoslowacji na piwo...
      • mrzorba Re: mozna bylo kupic $10 po legalnej cenie 03.12.07, 23:17
        Mam wciaz te Europe za USD 100. Kiedys to byl dolar. Nie to, co
        dzis...
    • walhala Re: Podróze za czasów Socjalizmu 02.12.07, 15:21
      pamietam,mialem taki pobyt w DDR,w 1981 przed samym stanem
      wojennym,wymiany dali 550 marek za 5001 zl,ile tego bylo i co bylo
      warte nie mialem pojecia dopiero na miejscu sie przekonalem,byle w
      miescie Risa na poludnie od Drezna u kuzynki szwagra,jej chlop Uwe
      byl brygadzista w fabryce i razem z nadgodzinami zarabial 800
      marek,lazilismy po knajpach,jedlismy i pilismy ile kto chcial,tanio
      wszedzie,ta kuzynka brala nas ze soba do sklepu jak byly konserwy
      rybne albo plyn do mycie bo dawali tylko po jednym,tez juz mieli
      braki,spoleczenstwo wystraszone ze chej,w domu jak rozmawialismy to
      zalaczyli radio,telewizor,pozamykali kazde okna i drzwi glowne i od
      pokoju w TV szla propaganda na okraglo o Polsce i kontr-
      rewolucji,DDR szykowalo sie do wojskowej pomocy,na granice jechaly
      transporty wojskowe,przykryte plandekami a z pod nich tylko
      gasienice wystawaly i lufy czolgowe,w kazdej knajpie jak weszlismy i
      pokapowali sie ze jestesmy z Polski to lokal pustoszal w ciagu
      minuty,my we dwoch kelnerka i barman majacy strach w oczach,co drugi
      to kapus,w poruwnananiu do nas to mysmy Ameryke mieli w kraju,na
      rozmowe telefoniczna z Polska musialem sie na poczcie zapisac i
      dopiero na drugi dzien mnie polaczyli,oraz juz pozniej dowiedzialem
      sie ze byli w bloku i robili wywiad z sasiadami o kuzynce i
      nas,totalny zamordyzm,nawet sasiadce z naprzeciwka jak przyszzla po
      sol nie ufali, w Berlinie chcialem buty kupic ,salamandry ale tylko
      na ich uswajs sprzedawali,kupilem dezodorant mojej przyszlej za 55
      marek to kobiecina sie mnie dwa razy pytala ze to az tyle kosztuje!!?
      brama Brandenburska byla otoczona plotem a pomiedzy kolumnami stali
      soldaty z kalachami,przed reichstagiem postawili Lenina co nas
      rozsmieszylo no i zaraz sie jeden kapo przyczepil do nas,zartow byl
      koniec,ale fajnie wspominam to mimo wszystko,tam do mnie dotarlo ze
      cos sie swieci,Gearlitz pelno wojska i wozow,powialo groza,jeszcze
      nie wiedzialem co ale czulem ze predko,no i stalo sie 13 grudnia
      szczescie ze swoimi silami a nie ich.
      • mrzorba Re: Podróze za czasów Socjalizmu 03.12.07, 23:22
        Bzdury wypisujesz... To chyba z amerykanskiej TV... sad
    • ouzothedrink A pamiętacie mur graniczny w Berlinie ? 02.12.07, 22:31
      Już go zburzyli.
      Był sporo niższy od tego, który teraz budują w USA na granicy z Meksykiem.
      • piss.doff Re: A pamiętacie mur graniczny w Berlinie ? 03.12.07, 14:38
        sprzedawali gruz po kawalku w sklepach
        • mrzorba Re: A pamiętacie mur graniczny w Berlinie ? 04.12.07, 19:22
          Dzis zaluja, ze go rozebrali...
          • mrouzo Re: A pamiętacie mur graniczny w Berlinie ? 04.12.07, 23:15
            mrzorba napisała:

            > Dzis zaluja, ze go rozebrali...


            Ale fotki się zachowały:


            upload.wikimedia.org/wikipedia/en/f/f4/Tortilla_Wall_1.jpg

            Chociaż ? Mogłem pomylić fotki.
            • mrzorba Re: A pamiętacie mur graniczny w Berlinie ? 10.12.07, 18:46
              On wciaz istnieje w umyslach Berlinczykow. Np. imigranci z Turcji
              wciaz boja sie pokazac na wschodzie Berlina... I slusznie - miejsce
              Azjatow jest w Azji a nie w Europie, chocby "tylko" wschodniej...
    • cumentator Wspominki emigroli 03.12.07, 11:41

      Jeszcze powspomnijacie jak w obozach
      siedzieliscie i co tam nagadaliscie.
      • piss.doff Re: Wspominki emigroli 03.12.07, 14:38
        zapytaj bolka.
    • japo1 Imigrant zyje przeszloscia 03.12.07, 14:47



      I to ta gorsza a nie ta lepsza...
      Sytuacja w Polsce dzisiejszej nie ma nic wspolnego z tamta zapiamietana przez dziesiejszych banitow. Zle rzeczy sie szybko zapomina, pozostaje tylko zdziwienie, ze tamten syf tak szybko i bez sladu zniknal z zycia.
      Pozdr. z Pragi.
      • mrzorba Re: Imigrant zyje przeszloscia 03.12.07, 23:23
        Moze byl i syf, ale tez nie bylo bezdomnych, zebrakow i
        bezrobotnych...
        • cumentator Blisko raju 04.12.07, 16:07
          mrzorba napisała:

          > Moze byl i syf, ale tez nie bylo bezdomnych,
          zebrakow i
          > bezrobotnych...

          bylo za komuny. Niektorym mozgi sie zasyfily do konca
          zycia
          • mrzorba Re: Blisko raju 04.12.07, 19:23
            Bezrobocie? Zebracy? Ja dobrze pamietam te czasy...
    • undocumented.alien Re: Podróze za czasów Socjalizmu 03.12.07, 23:51
      W latach 84-89 do NRD było tak:
      Wymagane było zaproszenie. Mógł je wystawić obywatel NRD, udawał sie na policję,
      tamci podbijali i przysyłał to do zapraszanego.
      Był to kartonik wielkośc widokówki. Oczywiście zaproszenie było po niemiecku i
      należało się udac do tłumacza przysięgłego czy notariusza, aby potwierdził, co
      to jest. To oczywiście kosztowało.
      Z takim przetłumaczonym zaproszeniem oraz Książeczką Walutową należało się udać
      do NBP po zakup marek NRD. Maksymalna suma wymiany to 700. Jednak, wykupujac ten
      limit, trzeba było czekać rok na odnowienie limitu i możliwość zakupu innych
      walut Krajów Demokracji Ludowej. W Orbisie można było kupić talony na paliwo.
      Benzyna NRD była lepsza i tańsza niz w Polsce. Też był jakiś limit tych talonów
      NRd, ale nie pamiętam na ile litrów.
      Mając paszport z pieczątką "KDL", zaproszenie, książeczkę walutową, marki NRD i
      talony na benzyne moglismy przekroczyć granicę...

      Już na granicy polski WOP wydawał jeszcze druczek zwany Kartą Przekroczenia
      Granicy. Nie było żadnych problemów z samym przekroczeniem, Niemcy tylko
      spojrzeli w paszport, postawili pieczątkę i jazda do wschodniego raju, gdzie
      paliwo było bez kartek.... Pierwsza rzecz to tankowanie motoru do pełna smile

      Teraz trochę o tych pieczątkach stawianych przez NRD:
      Były granatowe, ok 3x5cm, z datą i godziną przekroczenia. Jesli trójkącik był
      zwrócony do środka, był to wjazd, a na zewnątrz, był to wyjazd z NRD. Byli
      bardzo skrupulatni w sprawdzaniu ostatniego wjazdu, aby ocenić ile czasu dana
      osoba była w NRD. Niektórzy mieli dziesiątki takich pieczątek, tak że
      sprawdzenie która była ostatnia zajmowało nawet kilka minut.

      Obywatel NRD też musiał miec zaproszenie na wjazd do Polski. Ale bez zbędnej
      biurokracji, jak w Polsce. Wystarczyło napisać własnoręcznie, ze zaprasza się
      tego a tego do Polski w celu odwiedzin, wysłać to w kopercie i na takim
      "zaproszeniu" wjeżdżał do PRL. Nie mieli limitów wymiany marek na złotówki czy
      talonów na paliwo.
    • undocumented.alien Re: Podróze za czasów Socjalizmu 04.12.07, 22:34
      mrzorba:
      >I dzis wiadomo, gdzie konczy sie Berlin Zachodni i zaczyna Wschodni.
      >Rok temu jechalem tramwajem z lotniska w Tegel do hotelu w Pankow na
      >wschodzie. Tuz przed dawna granica Turkow i Turczynki wrecz zmylo z
      >tramwaju. Zostali tylko Europejczcy. A Pankow wyglada wciaz jak za
      >Hoeneckera. Tylko poprawili linie tramwajowa...

      Tak, pomimo kilkunastu lat od obalenia muru różnice widać nadal.
      Zainteresowanym przypomnę jak to za czasów podziału Berlina było z koleją
      miejską S-Bahn i metrem (U-Bahn):

      Przez terytorium "Berlina Stolicy NRD" przechodziły 3 linie Zachodnie:
      Naziemna, kończąca bieg na górym peronie stacji Friedrichstrasse, oraz dwie
      podziemne. Ta naziemna, na estakadzie, wchodzila ok 2 km w głąb tego
      "socjalistycznego Berlina". Był to jeden tor, pociąg jeździł wahadłowo. Z
      obydwóch stron estakada była dokładnie "chroniona" drutem kolczatym, siatkami,
      żelaznymi kratami, kamerami, czujnikami, aby żaden obywatel NRD nie próbował
      czasem wskoczyć na tory. Ten odcinek od granicy do stacji Friedrichstrasse był
      "eksterytorialny". Aby wejść (legalnie) na peron, z którego odjeżdżał pociąg na
      "Zachód" , np słynną stację ZOO, trzeba było pokonać granicę państwa. Przed
      wejściem do dużego pomieszczenia, gdzie była NRD-owska kontrola dokumentów były
      tablice ostrzegające, że "wstęp tylko dla osób posiadających ważne dokumenty do
      przekroczenia granicy". Zaraz za tym była czerwona linia i drzwi. Po pokonaniu
      tej kontroli przechodziliśmy przez następne drzwi, za którymi zaczynał się
      "Świat Zachodni". Inny kraj, inna waluta, wszystko inne oprócz języka. Bardzo
      dziwne wrażenie, jak z Matrixa. Peron był obudowany deskami, aby ci ze wschodu
      nie widzieli zachodu i w druga stronę...
      Ale kiedy już pociąg jechał wiaduktem i tak wszystko było widać. Wrażenie jak z
      wojny: Wszędzie druty kolczaste i te szare wielkie budynki, nieruszane od końca
      wojny, ze śladami kul karabinów i kul armatnich... I tak aż do samej granicy,
      gdzie nagle zaczynały się kolorowe budynki, lepsze samochody, inny świat. Nawet
      trawa była bardziej zielona smile

      Również w podziemiach Friedrichstrasse przechodziła eksterytorialna zachodnia
      linia. Też była pilnie strzeżona, nie było mozliwości ucieczki. I też miało się
      dziwne wrażenie: Wsiada się na zachodzie, wjeżdża się pod Berlin Wschodni...i
      znowu na zachodzie...Przez 10-15 minut, jedzie się kilkanaście metrów pod
      terytorium innego państwa.
      I jeden przystanek: Friedrichstrasse. Z tego podziemnego peronu można było
      przejść bez kontroli właśnie na ten już opisany górny peron. W tej
      "kapitalistycznej" części władze NRD prowadziły sklep Intershop, czyli NRD-owski
      Pewex. Zachodnie towary za zachodnią markę DM po cenach niższych niż na
      Zachodzie, bo bez VAT i podatków. Głównie papierosy, alkohole i kosmetyki.

      Trzecia eksterytorialna linia metra biegła jeszcze bardziej w głąb Berlina
      Wschodniego, równolegle do tej pod Friedrichstrasse. Ponad 20 minut jechało się
      pod innym państwem. Pociąg nie zatrzymywał się. Mijało się stacje nieczynne od
      1961 roku, zakurzone, brudne. Pociąg zwalniał lekko i można było dostrzec, że w
      budce siedzi wartownik NRD i pilnuje, żeby czasem nikt nie próbował wskoczyć do
      tego metra. Takich nieczynnych stacji było ogółem kilkanaście. Na powierzchni
      wejścia do tych stacji były dokładnie uszczelnione i zamurowane, często zalane
      betonem. Były tylko jedne opancerzone drzwi, właśnie dla wartowników...

      Pomimo upływu lat pamiętam do doskonale, bo celowo wsiadałem i jeździłem tymi
      liniami, dla zabawy i... wrażeń smile I to jeszcze przed obaleniem muru, w 89 roku.

      Oto fragment z wikipedii:
      Stadtbahn services were curtailed from both directions at the Friedrichstraße
      station. This station was divided into two physically separated areas, one for
      eastern passengers and one for westerners. Although the station lay within East
      Berlin, western passengers could transfer between S-Bahn lines or to the U-Bahn
      without passing through border checks, much like passengers changing planes at
      an international airport. The GDR also operated an Intershop in the western
      portion of the station, where persons arriving from West Berlin (again without
      passing through border controls) could buy luxury goods such as tobacco and
      alcoholic beverages at discounted prices (compared to prices in West Berlin),
      provided they paid in hard currency, owing in part to the fact that Intershop
      customers did not pay West German taxes on their purchases.
      Całość jest tu:
      en.wikipedia.org/wiki/Berlin_S-Bahn
      (po polsku jest bardzo niewiele...)
      • undocumented.alien Re: Podróze za czasów Socjalizmu 04.12.07, 23:56
        Oj, wkradła sie pewna nieścisłość. Zapomniałem o trzeciej linii metra
        zachodniego, które również przechodziło pod Berlinem Wschodnim i przez
        Friedrichstrasse.
        Była to linia S-2, zielona.
        Jak widać na mapce, po drodze były 4 zamknięte stacje na terytorium NRD.
        Linia U6, fioletowa, z lotniska Tegel miała 5 takich "ghost stations"
        Granatowa U 8 też 5 stacji.
        Widać to na tej mapce, jeszcze sprzed obalenia muru, 88 rok:

        Warto dodać, że stacja Kochstr. na fioletowej linii U-6 jest zaledwie 100m od
        Checkpoint Charlie.

        Cos z wikipedii:
        These lines continued to be open to West Berliners; however, trains did not stop
        at most of the stations located within East Berlin, though for technical reasons
        they did need to slow down significantly while passing through. (Trains did stop
        at Friedrichstraße, more on which below.) The name Geisterbahnhof was soon
        understandably applied to these dimly lit, heavily guarded stations by the
        westerners who watched them pass by out the windows. However, the term was never
        official; West Berlin subway maps of the period simply labeled these stations
        "Bahnhöfe, auf denen die Züge nicht halten"—"stations at which the trains do not
        stop." East Berlin subway maps did not depict Western lines or ghost stations at
        all.

        To też ciekawe:
        If a western train broke down in East German territory, then passengers would
        need to wait for East German border police to appear and escort them out.
        en.wikipedia.org/wiki/Ghost_station
        • undocumented.alien Re: Podróze za czasów Socjalizmu 04.12.07, 23:59
          I znowu gafa, zapomniałem podac link do mapki metra z 1988:
          www.schmalspurbahn.de/netze/Netz_1988BVG_klein.gif
          • maciekqbn Re: Podróze za czasów Socjalizmu 05.12.07, 00:24
            Fajne te Twoje opisy. W zasadzie dzis bardzo ciezko gdzies znalesc
            takie informacje.
            • undocumented.alien Re: Podróze za czasów Socjalizmu 05.12.07, 02:05
              maciekqbn napisał:

              > Fajne te Twoje opisy. W zasadzie dzis bardzo ciezko gdzies znalesc
              > takie informacje.

              Idzie znaleźć, ale niewiele po polsku. Najwięcej oczywiście po niemiecku, dużo
              też po angielsku.

              Tu jest ciekawe hasło, po polsku:
              pl.wikipedia.org/wiki/Berlin_Friedrichstra%C3%9Fe
              I link do z tego hasła:
              "nazywany przez ludność pałacem łez (niem. Tränenpalast)"
              de.wikipedia.org/wiki/Tr%C3%A4nenpalast
              Niestety, ten tylko po niemiecku.

              Polecam wycieczkę do Muzeum Muru, jest na Checkpoint Charlie.
              Jest nawet o Polsce: 1956, 1970, 1980, stan wojenny, itp. Wszystkie opisy w
              muzeum są w 4 językach, jest angielski ale nie ma polskiego.
              Do roku 90 na ścianie muzeum był duży napis widoczny od strony NRD:
              Von Gandhi bis Walesa. A poniżej wielkimi literami: SOLIDARNOSC

              smile

              Tak tam wyglądało w okresie największego napięcia. Po tej stronie US Army,
              naprzeciwko Armia Czerwona:
              www.fkoester.de/berlinfahrt/berlin/img/checkpoint1d.jpg
    • mrouzo Mur graniczny w stylu z czasów Socjalizmu 04.12.07, 23:16
      upload.wikimedia.org/wikipedia/en/f/f4/Tortilla_Wall_1.jpg
    • starywiarus Wojaże 1977 cz.1 05.12.07, 02:57
      Tekstem "Wojaże 1977" wygrałem w 2000 roku konkurs na wspomnienia
      Polonii, ogłoszony przez redakcję polonijnej witryny internetowej
      PAP "Polonia dla Polonii" polonia.pap.com.pl Nagrodę
      stanowił album zdjęć Warszawy z okresu PRL.

      Ujęty szczerym surrealizmem propozycji ówczesnego rządu AWS dla
      Polonii, poleciłem PAP-owi przekazać moją nagrodę współautorowi
      projektu super-restrykcyjnej ustawy o obywatelstwie polskim, AWS-
      owskiemu wiceministrowi spraw wewnętrznych i administracji Piotrowi
      Stachańczykowi (drugim z autorów był AWS-owski wiceminister spraw
      zagranicznych, Radek Sikorski). Na stronie tytułowej kazałem dopisać
      dedykację: "Pierwszemu Surrealiście Rzeczpospolitej - Stary Wiarus".

      PAP stanął okoniem. Redaktor serwisu polonijnego Czesław Dondziłło
      nabzdyczył się, i w pełnym oburzenia e-mailu, który mam do dzisiaj,
      ofuknął mnie, że PAP, jako instytucja państwowa, nie może wszak
      natrząsać się z władzy. Upoważniłem zatem do przekazania mojej
      nagrody ministrowi Stachańczykowi dziennikarza prywatnego serwisu
      sieciowego Wirtualna Polska, red. Wawrzyńca Patera, który nie
      poważał władzy w tym samym stopniu co red. Dondziłło. Redaktor Pater
      odebrał mój album od nabzdyczonego Dondziłły, dopisał dedykację,
      zaniósł nagrodę na Rakowiecką i ceremonialnie złożył ją w moim
      imieniu w sekretariacie ministra Stachańczyka.
      ========================


      Wojaże 1977

      "Kto zapomina o swojej historii, przeżyje ją jeszcze raz"
      George Santayana, 1905

      Podróże kształcą. W PRL kształciły nawet przed ich rozpoczęciem.
      Lekcję stosunków państwo-obywatel otrzymywało się w późnych latach
      siedemdziesiątych stojąc w sześciogodzinnej kolejce przed Biurem
      Paszportów Komendy Dzielnicowej Milicji Obywatelskiej, aby odebrać
      paszport, wydawany do niegodnej zaufania ręki warszawskiego studenta
      dopiero po złożeniu weksla gwarancyjnego na sumę 125 000 złotych.

      Było to wówczas 5000 dolarów po czysto teoretycznym kursie
      oficjalnym (24 złote za dolara) albo 1000 dolarów po kursie
      rzeczywistym, u cinkciarzy pod Pewexem (120 złotych za dolara). Suma
      odpowiadała z grubsza półtorakrotnej cenie nowego małego Fiata 126p
      w tzw. zakupie z przedpłatą, gdzie płacić pełną cenę należało
      natychmiast, a odbierać samochód być może w dwa lata później, jak
      dobrze pójdzie. Weksel gwarancyjny miał gwarantować, że objęty
      ustawą o planowym zatrudnieniu student nie ucieknie za granicę.

      Ustawa o planowym zatrudnieniu dawała państwu prawo skierowania
      absolwenta wyższej uczelni do pracy, gdzie się państwu podobało, zaś
      co do weksli, to istniał cały ich szczegółowy cennik, zależnie od
      kierunku studiów. 125 000 zł to była stawka dla studentów
      politechniki, dwa razy tyle dla Akademii Medycznej, poloniści byli
      najtańsi. Studentów ASP uznawano za bezwartościowych dla ekonomii
      politycznej socjalizmu i w ogóle nie wymagano od nich weksli, być
      może w cichej nadziei, że wszyscy uciekną.

      4800 złotych miesięcznie (40 dolarów) było w Polsce lat 70-tych
      bardzo dobrym zarobkiem; młody inżynier zaczynał od 2400-2800 zł
      (20-24 dolarów) miesięcznie. Dla studenta politechniki,1000-dolarowy
      weksel była to zatem równowartość ponad trzech lat pracy po
      dyplomie. Dla jego rodziny i żyrantów, na których weksel spadał w
      razie odmowy powrotu do kraju, była to równowartość ponad dwuletnich
      poborów doświadczonego pracownika. Oczywiście za sam tylko 1000-
      dolarowy weksel (do którego trzeba było mieć dwóch wypłacalnych
      żyrantów, z czego jednego nie spokrewnionego oraz zamieszkałego pod
      innym adresem niż wyjeżdżający) paszportu jeszcze nie wydawano.

      Należało najpierw osobiście złożyć podanie, odstawszy co najmniej
      dwie godziny w kolejce do okienka na Komendzie Dzielnicowej MO.
      Potrzebny był wypełniony, czterostronicowy, niezmiernie szczegółowy
      formularz (z mikroskopijnej wielkości rubryką "kontakty z
      zagranicą", bo porządny obywatel wszak nie powinien mieć takich
      kontaktów). Do tego znaczek opłaty paszportowej za 100 złotych,
      sprzedawany w niewielu miejscach w mieście i zupełnie inny od
      znaczka skarbowego, metryka, zaświadczenie z dziekanatu,
      zaświadczenie z WKU lub Studium Wojskowego na uczelni, zaświadczenie
      od Uczelnianego Pełnomocnika Ministra Pracy, Płac i Spraw Socjalnych
      Do Spraw Planowego Zatrudnienia (w skrócie UPMPPiSSd/sPZ) ,
      zaproszenie za granicę poświadczone notarialnie, z nalepionym
      znaczkiem skarbowym, promesa wizy (o paszport prywatny było trudno
      bez promesy wizy, a o promesę wizy w zachodnich ambasadach jeszcze
      trudniej bez paszportu), zaświadczenie z banku o posiadaniu dewiz,
      oraz jeszcze inne różne pieczątki i zaświadczenia uboczne, wedle
      życzenia panienki z okienka, grzebiącej w tych papierach bez
      najmniejszego pośpiechu, a za to z najwyższym obrzydzeniem.



      • starywiarus Wojaże 1977 cz.2 05.12.07, 02:58
        Potem czekało się przez czas nieokreślony (zwykle miesiąc, czasem
        dwa, a czasem do usranej śmierci) na decyzję. Decyzja w sprawie
        podania złożonego w kwietniu czasem przychodziła tuż przed
        czerwcowym początkiem wakacji, czasem nie przychodziła aż do
        października, kiedy wyjazd dawno już diabli wzięli, w rzadkich
        wypadkach można ją było dostać pod choinkę następnego roku. Decyzję
        przysyłano do domu w niechlujnej niebieskiej kopercie dwunastego
        gatunku. W środku był druczek, w którym bez przebierania w słowach
        stało: tak albo nie. Pod tym był podany stosowny paragraf ustawy
        paszportowej. W razie odmowy, Biuro Paszportów nieodmiennie
        powoływało się na artykuł ustawy mówiący, że wydania paszportu
        odmówić można, gdy w grę wchodzą "inne ważne względy społeczne". To,
        oczywiście, wyjaśniało wszystko: nie, bo nie.

        Jeżeli paszportu nie dali, to teoretycznie rzecz biorąc można się
        było od odmowy odwoływać. Najpierw do warszawskiego Biura Paszportów
        MSW, w ponurym budynku na ul. Koszykowej, gdzie kiedyś mieściła się
        część UB. W ogromnym szybie głównej klatki schodowej rozpięta była
        tam metalowa siatka, przed 1956 rokiem zapobiegająca samobójczym
        skokom prowadzonych na przesłuchanie; ogromnie pomagało to na
        nastrój przed rozmową z urzędnikiem. W razie niepowodzenia, można
        ewentualnie było składać odwołanie na piśmie do samej centrali MSW
        na ulicy Rakowieckiej. Ale odwołanie to była najczęściej strata
        czasu i znaczka opłaty paszportowej za 20 złotych, rzadkiego jak
        czarna perła i trudnego do kupienia. Nie po to odmawiano paszportów,
        żeby je potem z odwołania przyznawać.

        Jak się już miało pozytywna decyzje z paszportówki, można było iść
        do kolejki do załatwiania weksla gwarancyjnego w Stołecznym Urzędzie
        Zatrudnienia przy ulicy Karowej. Dwóch żyrantów musiało się zwolnić
        na pół dnia z pracy, aby osobiście złożyć podpisy na odpowiednim
        świstku. Żyranci musieli odstać w jeszcze innej kolejce, do działu
        kadr u siebie w pracy, aby uzyskać zaświadczenia o zatrudnieniu i
        wysokości zarobków, po to, by nikt chyłkiem nie podstawił
        niewypłacalnych żyrantów.

        Mając w ręku decyzję paszportówki i gotowy weksel, można już się
        było zapisać do potężnej kolejki stojącej po odbiór paszportów.
        Należało w tym celu wstać wcześnie. Jeśli się miało trochę
        szczęścia, można się było zmieścić w pierwszych trzech setkach.
        Jeśli się przyszło za późno, to nie było sensu stawać w kolejce, bo
        nie było szans przyjęcia na policyjnych pokojach przed godzina
        szesnastą, kiedy to, z dokładnością do pół sekundy, urząd zamykano.
        Aktywiści, wyłonieni przez kolejkę w drodze trójprzymiotnikowych,
        wolnych, demokratycznych i bezpośrednich wyborów, sporządzali tzw.
        listę społeczną, którą następnie odczytywano na głos co godzina,
        żeby nikt nie oszukiwał przez zajęcie miejsca i pójście sobie precz,
        do pracy na przykład. Należało stać twardo i nie wymykać się do
        roboty, czy na zajęcia. Wolno było oddalić się do ustępu, ale nie za
        często i nie na długo. Wyjście z kolejki na obiad było możliwe
        tylko, jeśli ktoś mieszkał niedaleko, pozostałe osoby powinny
        przynieść własną wałówkę i wodę mineralną "Mazowszanka". Osoby
        nieobecne przy dwóch odczytaniach listy były z kolejki wykopywane
        przy ogólnej aklamacji. Robienie sobie kpin z listy i mężów zaufania
        groziło zlinczowaniem przez kipiący bezsilną wściekłością tłum.

        Stanąwszy w kolejce o wpół do szóstej rano, około południa docierało
        się wreszcie przed oblicze nieodmiennie ponurego gliniarza w cywilu,
        który przylepiał w paszporcie podatek od podroży zagranicznych,
        czyli dostarczone przez petenta znaczki paszportowe za 2000 złotych
        - trzy tygodnie zarobków młodego inżyniera - i zabierał do depozytu
        weksel gwarancyjny oraz książeczkę wojskową, aby nikt tego tajnego
        dokumentu nie wywiózł za granicę. Potem, z wyraźnym żalem i
        ociąganiem, dawał paszport do ręki, odbierał dowód osobisty, i
        pouczał o obowiązku złożenia paszportu z powrotem w Komendzie w
        ciągu siedmiu dni po powrocie z zagranicy, żeby za następnym
        wyjazdem można było wszystko zaczynać od nowa. Potem paszportowy
        gliniarz, który sam naturalnie nigdy w życiu nie był za granicą,
        smutniał jeszcze bardziej, patrzył na petenta jak na pluskwę,
        zbierał się w sobie, przełykał ślinę, chrząkał, poprawiał się na
        krześle i wreszcie z trudem wyduszał z siebie: "Życzę szczęśliwej
        podróży". Wiedzieliśmy wtedy, ze jesteśmy już po drugiej stronie
        szlabanu, w Europie. I już można było, jak wolny ptak, lecieć w
        świat, nie zaniedbawszy jednak przedtem odebrać w dziekanacie kartek
        na cukier za czas planowanej nieobecności.

        Stary Wiarus, Australia

        • jphawajski Re: Wojaże 1977 cz.2 05.12.07, 08:51
          zupelnie jak bys opowiadal obrazki z mojego zycia. czy ktos wie co
          czuje uczciwy czlowiek, ktoremu odmowiono wydania paszportu bez
          podania przyczyn?
          p.5 na ktory sie powolywano mowil tylko o innych waznych wzgledach
          spolecznych. nie bylo zadnej mozliwosci uzyskania informacji z
          jakich faktycznych powody odmowiono wydania paszportu.
          mozna bylo sie odwolac, tylko od czego jak nie znano powodow odmowy.
          zreszta to i tak nic nie dawalo. po jakims czasie otrzymywalo sie
          pismo z ministerstwa, ze podtrzymano wczesniejsza decyzje.

          jednoczesnie w tym samym czasie mozna bylo otrzymac paszport
          innaczej. wystarczylo znac komendanta milicji lub osobe wysoko
          postawiona w partii lub milicji aby swoj paszport odebrac w kawiarni
          lub domu. lapowek wtedy sie nie dawalo i nie przyjmowalo. swiadczylo
          sie tylko wzajemne przyslugi. ja ci zalatwie to a ty zalatwisz mi
          tamto.
          • undocumented.alien Re: Wojaże 1977 cz.2 05.12.07, 20:34
            Ja dostałem odmowę raz, w 87 roku, za rok złożyłem podanie i już dali.
            Wszystkim odmawiano z jednego zasadzie powodu:
            "Ze względu na bezpieczeństwo państwa i porządek publiczny"
            Odmowa taka nie podlegała faktycznemu uzasadnieniu. Nie bo nie i już.
            Można było się odwołać do ministerstwa. Jeśli tamci odmówili, to kaplica.

            Co prawda, urząd miał 30 dni na rozpatrzenie podania i wydanie decyzji, ale
            decyzje podytkowane "względem bezpieczeństwa i porządku publicznego" nie
            podlegały temu 30 dniowemu terminowi, czyli mogli rozpatrywać w nieskończoność.

            W 87 roku był już Rzecznik Praw Obywatelskich, ale ten nie rozpatrywał podań
            związanych z "bezpieczeństwem państwa i porządku publicznego"

            Przepisy były tak skonstruowane, aby niewygodnego obywatela zgnoić i skazać na
            dożywocie w PRL bez możliwości odwołania się...
          • filipek.us Wiedzieliśmy, moher, że mieliście plecy heh heh he 06.12.07, 00:26
            jphawajski napisał:


            > jednoczesnie w tym samym czasie mozna bylo otrzymac paszport
            > innaczej. wystarczylo znac komendanta milicji lub osobe wysoko
            > postawiona w partii lub milicji aby swoj paszport odebrac w kawiarni lub domu.
            lapowek wtedy sie nie dawalo i nie przyjmowalo. swiadczylo
            > sie tylko wzajemne przyslugi. ja ci zalatwie to a ty zalatwisz mi
            > tamto.
    • wujekjurek Wspomnienia. 05.12.07, 18:51
      Nic nie bije wrażeń z przekraczania granicy RFN-NRD.

      Aczkolwiek na granicy NRD-CSRS też było fajnie.
      • mrouzo Re: Wspomnienia. 05.12.07, 20:23
        wujekjurek napisał:

        > Nic nie bije wrażeń z przekraczania granicy RFN-NRD.
        >
        > Aczkolwiek na granicy NRD-CSRS też było fajnie.
        >
        >
        ----

        Oj obawiam się, że te wrażenia dawno są już pobite.
        Co sądzisz o takich przeżyciach:


        en.wikipedia.org/wiki/Image:Tortilla_Wall_drugtunnel.jpg
        • mrouzo Re: Wspomnienia. 05.12.07, 20:27
          Tunnels under the wall are still a popular way to cross the border. Some tunnels
          are quite sophisticated. One such tunnel created by smugglers ran from Tijuana
          to San Diego, was a half mile long, and included a concrete floor as well as
          electricity. Other tunnels have included steel rails, while other tunnels are
          simply dirt passageways or connect to sewer or drain systems.
          • jphawajski Re: Wspomnienia. 05.12.07, 20:40
            jak sie to ma do podrozy w socjalizmie to tylko ty wiesz. widze, ze
            usilnie chcesz zostac najwiekszym trollem tego forum. prawie ci sie
            to udalo.

            tak jak kiedys polacy uciekali ze swojego kraju pokonujac granice,
            mury, zasieki, rzeki, przy tym ryzykujac zyciem. tak dzisiaj i od
            wielu lat, ludzie z poludniowej ameryki i nie tylko, staraja sie
            przedostac do usa. czas ukrucic te wojaze. niestety sami amerykanie
            sa przeciwni budowania plotu na gramicy.
            • ouzothedrink Re: Wspomnienia. 05.12.07, 20:46
              jphawajski napisał:

              > tak jak kiedys polacy uciekali ze swojego kraju pokonujac granice,
              > mury, zasieki, rzeki, przy tym ryzykujac zyciem. tak dzisiaj i od
              > wielu lat, ludzie z poludniowej ameryki i nie tylko, staraja sie
              > przedostac do usa. czas ukrucic te wojaze. niestety sami amerykanie
              > sa przeciwni budowania plotu na gramicy.


              ----
              Teraz chcesz ukrócić, a wtedy nie chciałeś.
              Typowa mentalność Kalego.
              • jphawajski Re: Wspomnienia. 05.12.07, 21:09
                nidgy nie zmienilem zdania. jestem przeciwnikiem budowania plotu na
                granicy bo przeczy to wartosciom o ktore pokolenia amerykanow
                walczyly. co zupelnie nie oznacza, ze nie trzeba zahamowac nielegany
                przeplyw ludzi przez granice. brak kontroli granicy w dzisiejszych
                czasach rowna sie z przyzwoleniem na swobodne przemieszczanie sie
                terrorystow i roznej masi metow.
                z tym problemem, juz niedlugo, spotka sie europa. no chyba, ze mocno
                uszczelni granice unii. czy to bedzie mozliwe? kazdy kraj lezacy na
                granicy unii sam zabezpiecza swoja granice. jedni robia to lepiej
                inni gorzej.
                • ouzothedrink Re: Wspomnienia. 05.12.07, 21:19
                  Póki co to terroryści wjechali do USA legalnie.
                  A w Anglii to nawet sobie ich wychowali od urodzenia.
          • wujekjurek Re: Wspomnienia. 05.12.07, 21:21
            A teraz wytłumacz mi dlaczego miałbym podróżować do Meksyku przez
            ten tunel?
        • wujekjurek Re: Wspomnienia. 05.12.07, 21:18
          W Meksyku byłem w czerwcu tego roku i muszę powiedzieć, że mam dość
          miłe wrażenia z kontaktów z tamtejszymi służbami granicznymi.
          Leciałem wprawdzie samolotem ale to chyba nie ma większego znaczenia.
          • ouzothedrink Re: Wspomnienia. 05.12.07, 21:20
            wujekjurek napisał:

            > W Meksyku byłem w czerwcu tego roku i muszę powiedzieć, że mam dość
            > miłe wrażenia z kontaktów z tamtejszymi służbami granicznymi.
            > Leciałem wprawdzie samolotem ale to chyba nie ma większego znaczenia.
            >
            >---

            Zapytaj Meksykanina o wrażenia jak poleci w odwrotną stronę.

            • wujekjurek Re: Wspomnienia. 05.12.07, 21:23
              Jeśli ma ważną wizę amerykańską to leci bez problemu.
              • ouzothedrink Re: Wspomnienia. 05.12.07, 21:26
                wujekjurek napisał:

                > Jeśli ma ważną wizę amerykańską to leci bez problemu.
                >
                ---
                Bez problemu to on zostanie przetrzepany lepiej, jak na granicy NRD-RFN, bo
                nawet komunistycznym Niemcom nie przyszło do głowy skanować ludziom paluchy.
                • jphawajski Re: Wspomnienia. 05.12.07, 21:33
                  zebys ty chociaz wiedzial o czym ty piszesz.
                  • ouzothedrink Re: Wspomnienia. 05.12.07, 21:41
                    jphawajski napisał:

                    > zebys ty chociaz wiedzial o czym ty piszesz.


                    -----

                    Pisałem o biometric identifiers (fingerprint or iris scan)

                    Wiem, że to trudne, ale sądziłem, że dasz radę zrozumieć.
      • ouzothedrink Re: Wspomnienia. 05.12.07, 20:44
        wujekjurek napisał:

        > Nic nie bije wrażeń z przekraczania granicy RFN-NRD.
        >
        > Aczkolwiek na granicy NRD-CSRS też było fajnie.
        >
        >
        -------

        Podobne wrażenia można przeżyć na lotnisku w Sydney.
        Tam też jeszcze trzepią dokładnie walizki i kieszenie.
        Zupełnie jak fachowcy z NRD.
    • undocumented.alien Re: Podróze za czasów Socjalizmu 05.12.07, 21:49
      Nie licząc granicy między Koreami, ta między NRD a RFN była wyjątkowa w historii
      świata. Kiedyś były tylko 3 przejścia graniczne NRD-RFN, nazwane przez
      Amerykanów: Checkpoint Alpha, Bravo i Charlie. Ten Charlie jak wiadomo jest w
      Berlinie, stoi do dzisiaj jako atrakcja turystyczna.
      en.wikipedia.org/wiki/Checkpoint_Charlie
      www.western-allies-berlin.com/installations/checkpoints/charlie/charlie
      Bravo był na wyjeździe z Berlina Zachodniego do RFN, koło Poczdamu.
      Niewiele zostało z niego.
      Tam się wjeżdżało na autostradę A-2 i po ok 200 km był Alpha, na granicy z
      właściwym RFN.
      Checkpoint Alpha stoi do dzisiaj jako atrakcja i muzeum. Wygląda jak wielki
      parking lub stacja benzynowa. Można chodzić, oglądać i zwiedzać.
      de.wikipedia.org/wiki/Checkpoint_Alpha
      Stoją oryginalne lampy, bydynki, dachy, konstrukcje, słupki graniczne z symbolem
      DDR, itp.
      W jednym z pomieszczeń, gdzie dokładnie kontrolowano samochody stoi oryginalny
      eksponat, w którym w latach 80-tych obywatel NRD chciał wywieźć ukrytego innego
      obywatela NRD. Ten eksponat to... Polski Fiat 1500, na rejestracjach NRD smile

      Już w tamtych 70-tych latach NRDowcy mieli bardzo wyszukany i zorganizowany
      system kontroli granicznej. Podjeżdżało się pod pierwszy szlaban. Tam podawało
      się strażnikowi dokumenty. Dokładnie się przyglądał, przewracał kartki, dawał
      jakiś kartonik i kazał jechać np na nastepną bramkę np 8. Zanim tam
      podjechaliśmy, nasze dokumenty juz tam były, leciały podziemną rurą,
      pneumatycznie, tak jak przesyła się banknoty w supermarketach. Takich kontroli
      było chyba kilka, aby wykluczyć pomyłkę czy przemyt kogoś, kto nie powienien
      opuszczać niemieckiego państwa robotników i chłopów.

      Zgodnie z porozumieniem, obywatele RFN mogli bezwizowo podróżować między RFN a
      Berlinem Zachodnim. Maksymalnie 6 godzin, bez prawa zjazdu z drogi oznaczonego
      tablicami "Transit". Podczas tranzytu zakazane były wszelkie kontakty z
      obywatelami NRD, z wyjątkiem personelu w sklepach. Co prawda, rodziny wschodnie
      i zachodnie spotykały sie potajemnie na parkingach i rozmawiały, pomimo tysięcy
      agentów STASI obserwujących wszystko i wszystkich. W późniejszych latach otwarto
      jeszcze drogę na południe A-7, do Monachium, przejście Hof.
      Pociągi jadące z RFN do Berlina Zachodniego były dokładnie sprawdzone a drzwi
      zablokowane, aby czasem nikt nie wskoczył. Nie zatrzymywały się nigdzie na
      terytorium NRD.
      Do Berlina nawet energia elektryczna była dostarczana eksterytorialną linią
      wysokiego napięcia z elektrowni atomowej w Kassel, RFN.

      NRDowska straż graniczna zawsze pytała o 3 rzeczy: Broń, narkotyki, radiostacja.
      Każdemu wjeżdżającemu zadawano takie pytanie. Wiele rzeczy nie pozwalano wwozić
      w samochodzie czy pociągu. Trzeba było nadać specjalną przesyłką na koszt własny.

      Benzyna w NRD kosztowała ok 1.50 M, ale oficjalnie obywatele RFN nie mogli jej
      kupować za wschodnie marki. Dla nich były oddzielne dystrybutory z ceną
      zachodnią: 1.20 DM. Za 1 markę DDR można było na czarnym rynku dostać 8 DM,
      czyli łatwo policzyć, jakie było przebicie na samej benzynie smile

      Eh, to były czasy smile
      • undocumented.alien Re: Podróze za czasów Socjalizmu 05.12.07, 21:52
        >Za 1 markę DDR można było na czarnym rynku dostać 8 DM,
        >czyli łatwo policzyć, jakie było przebicie na samej benzynie smile

        Znowu zrobiłem błąd !
        Oczywiście chodziło o to, że za 1 markę DM można było dostać 8 marek wschodnich.
    • walhala granica DDR-RFN 06.12.07, 01:05
      1988 mialem przyjemnosc przekroczyc ta granice w Eizenach,o 1-szej w
      nocy jadac autem z zona i dwojgiem dzieci 3 latka jedno i 1.5
      drugie,zarliwa dederowa w mundurze porucznika kazala nam wszystkim
      wysiasc z uata do kontroli,dzieci zaczely plakac bo rozespane ale co
      zrobic,osobistej nam nie robili tylko ciuchy posprawdzali i
      portfele,od dzieci tez ubranka,oraz w ladzie wszystkie fotele wyjeli
      wraz z tylnym oparciem,ale powkladali z powrotem,opuszczajac ich
      posterunek jechalo sie przez ziemie niczyja,azsieki po obu
      stronach,cicho i ciemnawo,strch czlowieka ogarnial,gdyby tam sie
      auto zepsulo no to nie wiem coby bylo dalej,odetchnelismy dopiero po
      przyjezdzie na posterunek zachodnioniemiecki,ale ,tam nastepna
      trzepanka,znow wszystko wyjmowac,kazda walizke i torbe
      otwierac,niespodziewalem sie tego tam juz na "zachodzie""ale byli
      uprzejmi,nie opryskliwi jak ci po drugiej stronie,wrazenia sa i juz
      takie beda czyli okropne,ta granica to bylo jak dzien i noc.
      • wujekjurek Re: granica DDR-RFN 06.12.07, 03:24
        Trzepali Cie po stronie RFN? Dziwne, ja przekraczałem tę granicę w
        1984 roku. Po stronie DDR tragedia, 7 kontroli! Po stronie RFN
        pytanie czy mam ubezpieczenie na samochód i "fahren Sie, bitte".
        • walhala Re: granica DDR-RFN 06.12.07, 22:58
          tak,przeszukali wszystkie bagaze,ale teraz mysle ze bylo tak dlatego
          ze ruch wjezdzajacych z polski im sie zwiekszyl o 1000%,dlatego ze
          wtedy byl Rakowski u wladzy i odblokowal wydawanie paszportow,multum
          ludzi jechalo do rajchu,statystyki mowia ze pomiedzy 87-90 wyjechalo
          tylko do niemiec 600 tys ludzi.
          • proces7 Re: granica DDR-BRD 07.12.07, 14:13
            A mnie właśnie wcale nie kontrolowano i byłem zawiedziony:
            proces.blox.pl/2007/10/Ich-bin-ein-Berliner.html
    • undocumented.alien Wyjazdy do ZSRR ? 06.12.07, 23:29
      Może ktos kiedyś tam był i pamięta jak się tam wjeżdżało, formalności, kontrole
      na granicy ZSRR, itp ?

      Ja tylko z opowiadań znam:
      Rosjanie zawsze wymagali zaproszenia wystawionego przez obywatela ZSRR.
      Nie było tak łatwo, bo lokalny posterunek milicji w ZSRR mógł nie wyrazić zgody.
      Na zaproszeniu była pieczątka zezwalająca lub nie na wjazd prywatnym samochodem.
      Jadąc samochodem trzeba było pokonać kilka kontroli strony rosyjskiej, tak jak w
      NRD na granicy z RFN.
      Najpierw kontrolowali Rosjanie z wojsk ochrony granic zewnętrznych, potem celnik
      od ochrony granic zewnętrznych, potem wojsko ochrony granic wewnętrznych i
      następny celnik, ale od granic wewnętrznych, potem wojska ministerstwa spraw
      wewnętrznych, itp, itd... W kolejce czekało się czasami całą dobę albo i dłużej.
      I to za czasów socjalizmu. Po pokonaniu granicy i dotarciu na miejsce należało
      się zameldować na lokalnym posterunku milicji. Tamci wystawiali jakiś dokument
      zezwalający na poruszanie się w obrębie danego powiatu. Nie wolno było zrobić
      sobie np samowolki do Moskwy...

      Jeszcze większe problemy miał obywatel ZSRR chcący przyjechać do PRL.
      Lokalna władza bardzo niechętnie wypuszczała swoich. Jeden opowiadał mi, ze na
      przyjazd do Polski samochodem trzeba było dostać dostać specjalne rejestracje do
      samochodu "na zagranice", które po powrocie do ZSRR z powrotem oddawało się do
      urzędu....
      Poważne problemy mieli ci w ZSRR, którzy mieszkali w pobliżu elektrowni
      atomowej, zakładów produkujacych cos dla wojska, a nawet telewizory. Nie mogli
      ani wyjechać, ani zaprosić rodziny z Polski.
      Wiele takich miejsc było na Litwie, np zaklady produkujące telewizory Siaulali -
      cala okolica to był teren zakazany, zero przyjazdów i wyjazdów. Zresztą, w Rosji
      nadal takie zamknięte miasta...
      • ouzothedrink Podobnie jak dziś do USA 07.12.07, 16:03
        Znam rodzinę w USA, która nie może zaprosić swoich bliskich, bo waadza jankeska
        nie wyraża na to zgody.

        A jak już komuś jakimś cudem (koniecznie zaproszenie!) uda się załatwić tzw.
        wizę (patrz encyklopedia PRL) i ją oczywiście opłaci to czeka go i jego bagażu
        przykra kontrola na lotnisku.
        Amerykańscy celnicy i służby borderowe są bardziej skrupulatni od sowieckich i
        skanują każdemu paluchy, jak w więzieniu przestępcom.

        Nawet Stalin na to nigdy nie wpadł !

        Poważne problemy mają ci, którzy pracują dla agencji państwowych, bo wymagane
        jest od nich security clearance i brak obcego paszportu, co w konsekwencji
        prowadzi do zatrzymania przy próbie opuszczenia rodzinnych stron.

        Niemcy do dzisiaj mają specjalne wyjazdowe tablice rejestracyjne i nikogo to nie
        dziwi. Oprócz polonusów oczywiście, bo tych to wszystko dziwi oprócz ich
        własnego goovna.
        • piss.doff Re: Podobnie jak dziś do USA 09.12.07, 22:50
          i wpuszczono mu do celi najpierw jednego duzego i glodnego szczura
          ktory nie dawal mu spac. Po pewnym czasie wpuszczano mu dwa, trzy i
          wiecej az zagryzly zdrajce narodu.
    • cumentator A wspominajcie se emigrole 20.12.07, 13:49

      Bo dzisiaj Europa bez granic to my, polski
      paszport miec to los na loterii wygrany, nie
      to co te zamorskie zadoopia. A wy z pereelu
      jestescie wiec se go wspominajcie tylko
      zapominacie o kablowaniu na bezpieke a w
      waszych teczkach to zostalo.
      • wujekjurek Re: A wspominajcie se emigrole 20.12.07, 16:02
        cumentator napisał:

        > tylko
        > zapominacie o kablowaniu na bezpieke a w
        > waszych teczkach to zostalo.

        Wiesz o mnie coś czego ja sam nie wiem?
      • jphawajski Re: A wspominajcie se emigrole 20.12.07, 19:20
        co za bzdura. przeciez my polskie paszporty mamy jak tylko chcemy.
        • pis.doff Re: A wspominajcie se emigrole 24.12.07, 00:43
          przeciez kupno polskiego to okresowy wydatek a mozna sobie tylko tym
          napytac biedy np w pracy.
      • matrix_uk Re: A wspominajcie se emigrole 24.12.07, 08:38
        Jakis ty strasznie strachliwy, dupku, bales sie wyjechac z Polski i
        teraz jedyna pociecha to podpie..c emocjonalnie emigrantow?

        Nie kazdy klamal i opowiadal cuda. Tych co znam w USA, zaden nie
        powiedzial praktycznie nic. Dostali paszporty w jedna strone, wiec
        to mowilo samo za siebie. A teraz zyja jak krolowie, Jeden znajomy
        moich rodzicow jest naczelnym inzynierem duzej firmy. Ty nigdy nie
        bedziesz mial takiego zycia jak on. Sraczka, sreczka ze stachu.
        Trzes portkami cienki Bolku, boisz sie tak wszystkiego,ze az
        smieszne. Jestes zwykla kanalia i moralne zero. Tchorz!!!!



        • cumentator Haha, matrix joke 24.12.07, 09:13
          matrix_uk napisał:

          > Nie kazdy klamal i opowiadal cuda. Tych co
          znam w USA, zaden nie
          > powiedzial praktycznie nic. Dostali paszporty
          w jedna strone, wiec
          > to mowilo samo za siebie.

          To jest matrix joke hehe, wszyscy dostawali
          paszport w jedna strone tak na piekne oczy czy
          zeby w obozach miec alibii o walce z komuna haha?

          >A teraz zyja jak krolowie, Jeden znajomy
          > moich rodzicow jest naczelnym inzynierem duzej
          firmy. Ty nigdy nie
          > bedziesz mial takiego zycia jak on. Sraczka,
          sreczka ze stachu.
          > Trzes portkami cienki Bolku, boisz sie tak
          wszystkiego,ze az
          > smieszne. Jestes zwykla kanalia i moralne
          zero. Tchorz!!!!

          Spoko, rozumie sie dlaczego taka nerwowosc bo te
          historyjki nie pokrywaja sie z tym co jest w
          teczkach. Teczki tez sfalszowano, co? Biedny
          czlowieku, sa teczki w ktorych do akt agenta
          dolaczono kopie zeznan dla oficerow azylowych
          z obozow, po porstu mozna peknac ze tragismiechu.
          • matrix_uk Re: Haha, matrix joke 24.12.07, 09:19
            widze, ze masz informacje, kanalio, od razu widac, ze jestes ubecki
            pomiot.I do tego tchorzliwy jak cholera.

            Teczki najwazniejsze!!!

            Gnojek biurokrata. Teczek sie boi. Teraz nikt sie niczego nie boi,
            chyba, ze zabil czlowieka, to co innego. A To co ogladam w Londynie
            przechodzi czasami ludzkie pojecie. Ta emigracja z lat 80-tych to
            arystokracja w porownaniu co sie tutaj wybrabia.
          • matrix_uk Re: Haha, matrix joke 24.12.07, 09:22
            A i naucz sie angielskiego, bo takie wtracanie obcych slow ni z
            gruszki ni z pietruszki swiadczy o analfabatyzmie i o tym ,ze
            chcialbys znac jezyka ale nie mozesz z powodu debilizmu.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka