Dodaj do ulubionych

Dalsze losy 4 pancernych i psa

IP: *.sympatico.ca 16.09.03, 21:18
Sierpnień, wrzesień i październik to miesiące bogate w rocznice i święta
wojskowe. Dzień Wojska Polskiego, rocznica wybuchu II wojny światowej, Święto
LWP w rocznicę pamiętnej bitwy pod Lenino. W sierpniu, nawiązując do wyjazdu
polskich żołnierzy do Iraku, komentator TVP z dumą podkreślał, że udział
naszych żołnierzy w dalekich misjach nie jest niczym szczególnym, gdyż od 50
lat polskie wojsko uczestniczy w operacjach pokojowych. Tradycja w wojsku to
rzecz wielka, powiem nawet prowokacyjnie: może istnieć armia bez czołgów, bez
racji jednak nie może.





Tradycja wojska polskiego sięga Sielc nad rzeką Oką, gdy z inicjatywy
polskich patrio tów przebywających w ZSRR powołano do życia odrodzone Ludowe
Wojsko Polskie. Tradycja LWP była wielokrotnie opiewana w książkach i
filmach, a nawet w jednym i drugim jednocześnie. Tak było z wielkim dziełem
wybitnego pisarza, działacza państwowego Janusza Przymanowskiego. Ten wybitny
piewca polsko (ludowo)-radzieckiego braterstwa broni jest autorem
najsłynniejszej książki wojennej PRL, która stała się podstawą scenariusza
filmu pt. "Czterej pancerni i pies". Po przemianach, jakie miały miejsce po
1989 roku, tak w Polsce, jak i w Związku Radzieckim, otworem stanęła część
archiwów państwowych. Krok ten, słuszny ze wszech miar, pozwolił poznać
dalsze losy bohaterów tego wspaniałego filmu.

Przypomnijmy w telegraficznym skrócie.

Akcja filmu kończy się w 1945 roku gdzieś w górach (chyba w Beskidach) na
weselu Janka Kosa i Marusi Aganiok oraz Gustlika Jelenia i Honoratki. Pod
wpływem weselnej atmosfery Gruzin Grigorij Szaakaszwili oświadcza się
polskiej telegrafistce Lidce Wiśniewskiej. Ta, odtrącona przez Janka,
oświadczyny przyjmuje i godzi się na wyjazd do ojczyzny Stalina, czyli do
Gruzji. W takiej to sytuacji matrymonialno-psychologicznej urwał się nasz
kontakt z bohaterami.



Co było dalej?



Jan Kos po ślubie z radziecką sanitariuszką Marusią wyjechał do ojca do
Gdańska. Janek nie wyobrażał sobie przyszłości bez wojska. Jako bohater
wojenny bez problemów dostał się do szkoły wojsk pancernych. Marusia
zamieszkała u teścia, który został urzędnikiem w Urzędzie Wojewódzkim w
Gdańsku.

Czekając na powrót męża ze szkoły oficerskiej, Marusia podjęła pracę jako
pielęgniarka w szpitalu wojskowym w Gdyni. Jankowi wróżono wielką karierę w
wojsku i Marusia już widziała siebie jako polską panią generałową. Los chciał
jednak inaczej. Gdzieś na początku 1950 roku niespodziewanie aresztowano
starego Kosa, ojca Janka. Jak pamiętamy z filmu, był on przed wojną
mieszkańcem Wolnego Miasta Gdańska, potem więzili go Niemcy, miał jakieś
bliżej nie określone powiązania z ruchem oporu na Pomorzu. Słowem: człowiek
niepewny. Starego Kosa oskarżono o współpracę z hitlerowcami (wiadomo: Wolne
Miasto Gdańsk), powiązania z II Oddziałem Sztabu Generalnego, czyli z
sanacyjnym wywiadem (Komisariat RP w WMG), a wreszcie o współpracę z
brytyjskim wywiadem morskim i o sabotaże na Wybrzeżu Gdańskim. Jak było
naprawdę, archiwa milczą. Stary Kos procesu nie doczekał i zmarł w więzieniu
w Sztumie.

Aresztowanie Kosa seniora było końcem kariery Janka. Z ostatniego roku szkoły
oficerskiej, wprost z zajęć politycznych, aresztowała go Informacja Wojskowa.
Jako syn zdrajcy, wroga klasowego, szpiega i sabotażysty nie miał czego
szukać w Ludowym Wojsku Polskim. Długo go nie trzymali, wyszedł po roku z
odbitymi nerkami i złamanym życiorysem. Najgorsze czekało na niego jednak w
domu. Tam zastał kartkę napisaną przez żonę Marusię. Jak pamiętamy, Marusia
była Rosjanką, obywatelką ZSRR. Na wracającego z aresztu Janka czekała kartka
napisana nieporadnie w polsko-rosyjskim języku:

"Janek, ja komunistka, ja Ruskaja, moj atiec eto Stalin, twoj atiec eto
szpion. Wy reakcyjnaja swołocz, ja nie chaczu tieba. Ja jedu w Sowieckij
Sojuz.

Z mojej ambasady ty dostaniesz papiery rozwodowe. Ty mnie nie szukaj. Ja
tiebia nie lubliu.

Marusia".

Po kilku miesiącach przyszły dokumenty rozwodowe. Przez następne lata Janek
biedował i znowu, jak w czasie wojny, szukał ojca. Tym razem już go nie
znalazł. Starzy znajomi z czasów wojny albo też siedzieli w kryminale, albo
odwrócili się od niego jak od zadżumionego. Janek nie miał żadnego
wykształcenia, nie miał zawodu, pracował więc jako niewykwalifikowany. Po
1956 roku i rehabilitacji ojca (pośmiertnej) skończył jakieś szkoły zaocznie.
Podjął pracę w stoczni gdańskiej, nie ożenił się drugi raz. Pod koniec lat
60. zaprzyjaźnił się z podobnym sobie rozbitkiem życiowym, z Mateuszem
Birkutem, ale tu już historia na inną opowieść...

Marusia Kos, de domo Aganiok. Na polecenie sowieckiej ambasady odcięła się od
swojego męża i teścia i wróciła do ZSRR. Tam rozwiodła się z Jankiem.
Pracowała jakiś czas w szpitalu w Nowosybirsku, wyszła za mąż za oficera
wojsk rakietowych, miała z nim syna i rozwiodła się. Drugi raz wyszła za mąż,
za lotnika, który zginął nad Koreą. Owdowiała i nadal piękna, zajęła się
wychowywaniem synów po rakietowcu i lotniku. Nigdy już nie była w Polsce.

Gustaw Jeleń. Gustlik po weselu wrócił na Śląsk i zamieszkał wraz z żoną
Honoratą w jednoizbowym mieszkaniu ojca, położonym w typowo śląskim familoku,
z wygódką na podwórku, obok maleńkiego ogródka i klatek z królikami. Mundur
obwieszony orderami wylądował na dnie szafy, zastąpił go górniczy kombinezon.
Gustlik był chłop jak tur i fedrował za dziesięciu chłopa. Już-już miał
zostać przodownikiem pracy (mówiło się nawet o awansie na sztygara i
mieszkaniu zakładowym), gdy zdarzyło się nieszczęście. Jak pamiętamy z filmu,
ojciec Gustlika całą wojnę przesiedział na Śląsku, gdzie pracował w kopalni.
Gdy wręczono mu dokument stwierdzający, iż jest obywatelem III Rzeszy, zaklął
pod nosem i poszedł na szychtę do kopalni. Stary Jeleń nie wiedział, co to
strajk włoski i symulowanie pracy. Wiedział za to, że szychta to jest
szychta, a fedrunek to fedrunek, bez względu na to jaka flaga wisi na
kopalnianej bramie.

Takie podejście do pracy spodobało się jego przełożonym, Jeleń senior dostał
list pochwalny od samego dr. Roberta Leya, przywódcy niemieckich robotników.
To był początek jego zguby. W 1945 roku, jakieś pół roku po tym jak na
katowickim rynku radzieccy wyzwoliciele zaczęli zabierać przechodniom
zegarki, sąsiad starego Jelenia, były szef dzielnicowej komórki SA. wywiesił
na balkonie czerwoną flagę z widocznym, jasnym kołem na środku po odprutej
swastyce, wstąpił do PPR i zadenuncjował starego. W śledztwie na UB nawet go
nie bili, wystarczył im znaleziony w komodzie ów fatalny list z podpisem dr.
Leya.

Gustlik wyciągnął z szafy mundur i zaczął biegać po urzędach, żeby ratować
ojca. Nic nie pomogło, nawet order za Studzianki, krzyż za forsowanie Odry i
za wzięcie do niewoli hitlerowskiego generała ze sztabem ani nawet odznaka
grunwaldzka za zdobycie Berlina. Stary Jeleń trafił do Łambinowic, gdzie już
w pierwszym tygodniu podpadł komendantowi Morelowi, późniejszemu obywatelowi
Izraela. Gustlik stracił pracę w kopalni akurat w dniu, gdy Honoratka rodziła
drugie dziecko. Stary Jeleń zmarł za drutami kolczastymi w Łambinowicach i
dopiero po 45 latach Niemiecki Czerwony Krzyż ustalił miejsce jego pochówku w
zbiorowej mogile. Gustlik biedował, aż gdzieś około 1959 roku uśmiechnęło się
do niego szczęście. Pamiętamy z filmu, iż Gustlik poznał Honoratkę już za
Odrą, gdy ta była służącą u niemieckiego generała, którego Gustlik wziął do
niewoli. Generał przeżył radziecką niewolę, symulując komunizm. Gdy powstała
NRD, zgłosił akces do jej armii. Zwolnili go z niewoli i generał wsiadł w
metro w Berlinie i trafił prosto do rodzinnego majątku w słonecznej Hesji. Po
powrocie zaczął szukać dawnej służącej. Starania trwały długo. Państwo
Jeleniowie wraz z piątką dzieci opuścili Śląsk na krótko przed nawiązaniem
stosunków dyplomatycznych między PRL a NRF.
Obserwuj wątek
    • backpacker A gdzie ciag dalszy? /ntxt 16.09.03, 21:36
      • Gość: POL Re: A gdzie ciag dalszy? /ntxt IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 17.09.03, 08:40
        ALEŚCIE SIĘ BANICI NAJARALI RIGHT STUFF -TO WY NIE WIECIE ŻE JANKOWI POMNIK W
        CHICAGO POSTAWILI !
    • waldek.usa Re: Czeresniak zostal 16.09.03, 22:27
      przeszczepiony do Warszawy, trzymal swinie (jedna) w lazience w mieszkaniu 2-
      pokojowym, do spolki z rolnikiem zza Buga oraz dwoma warsiawskimi cwaniakami-
      Bolkiem i Lolkiem. Pracowal jako murarz budujac MDM, a ze nie wprawiony do
      takowej roboty, krzywe sciany stawial i przez niego, lachudre jedna, omalze
      mnie kawalek gzymsu nie zabil spadajac z samiutkiej gory, gdym Koszykowa w
      strone Pieknej na rozmowe z konsulem posuwal.
      Back to Czeresniak!
      Bolek raz mu powiedzial ze ze swiniami przy jednem stole wielkanocnem jajkiem
      swieconem sie tracal nie bedzie. Na to mu Czeresniak odbluzgnal jakoms swojom
      kulturwom ze swinia tylko jedna. Lolek wyszedl z nerw i lu go z blachy,
      sierpowem w prawy slip poprawil i Czeresniak sie przez swoje zwierze domowe na
      du.e zwalil.
      To byl poczatek jego aklimatyzacji z kochana stolica. Koniec koncow z nerwow i
      frustracji zszedl z "zawodowego" murarza na zawodowego ankoholika, swinie na
      flaszkie zamienil i wyladowal w Tworkach*, gdzie po polach chodzil, krowy pasal
      i stogi stawial.
      Bolka i Lolka zadenuncjowal sublokator zza Buga za zwalczanie klasy pracujacej
      (przed wojna 500 zlotych w sadzie grodzkim za pobicie). Chlopaki wyladowali w
      Palacu Mostowskich i slad po nich zaginal.
      Czeresniak zmarl w Tworkach.
    • swiatlo A co z Lidka i Grigorijem w ojczyznie Stalina? 16.09.03, 23:19
      Z tego co slyszalem to osiedlili sie w okolicach Gori w wiosce rodzicow
      Grigorija. To tam byla ta szopa gdzie Grigorij jeszcze przed wojna kladl sie z
      baniakiem wina i gdzie gwiazdy mu do oknem do srodka wchodzily.
      W tej szopie Grigorij i Lidka robili dokladnie to samo, tyle ze razem. To w tej
      szopie przezyli razem wiele upojnych kaukaskich nocy.
      Jednak wkrotce Grigorij dostal skierowanie na kurs przodownikow pracy w
      pobliskim Groznym. I tam sie mloda i namietna para przeniosla w poszukiwaniu
      nowych wyzwan zycia. Wkrotce Lidka powila przeslicznego synka o imieniu
      Szamil...


      • swiatlo Przepraszam, pomylka 16.09.03, 23:29
        Po sprawdzeniu archiwow okazalo sie ze popelnilem mala nieistotna pomylke.
        Otoz od czasu bitwy o Warszawe, po ktorej to Grigorij przelezal w szpitalu
        wojennym, nie byl on zdolny do bycia ojcem.
        Tym samym Szamil nie byl ich naturalnym synem, ale adoptowanym. Naturalnymi
        rodzicami Szamila byli zgladzeni przez NKWD separatysci islamscy o nazwisku
        Basajew. Fakt ten byl na wiele lat ukryty w archiwach, jednak w latach 80-tych
        mlody Szamil przypadkiem dowiedzial sie o swojej prawdziwej rodzinie.
        Spowodowalo to ogromna zmiane w jego zyciu...
    • dreptak2k Szarik 17.09.03, 00:56
      Dokladne dzieje Szarika nie sa znane, dokumenty nie zachowaly sie. Po wyjezdie
      Marusi, szarik przezyl ogromny szok. Nie spodziewajac sie, ze Janka
      kiedykolwiek zobaczy popadl w lekka depresje. Wygrzebal sie z niej jednak i
      przypomnial sobie o swoich niemieckim pochodzeniu (owczarek niemiecki). Do
      niemiec nie mial ochoty jechac - walczyl z nimi kilka dobrych lat.

      Przez zielona granice przedostal sie do Austrii gdzie zmienil imie na Rex i
      wstapil do policji. Zrobil tam niezla kariere dochodzac do stopnia inspektora
      (niestety nie pamietam jak jest to po niemiecku).
    • Gość: Gosc Re: Dalsze losy 4 pancernych i psa IP: *.cpe.net.cable.rogers.com 17.09.03, 02:56
      Gustlik pracowal w kuźni (razem z ojcem), więc twój scenariusz się kupy nie
      trzyma - zobacz odcinek 17 Klin. Ojciec Janka przeniósł się do Szczecina, więc
      też nie za bardzo Ci wyszło.

      Pozdrawiam...
    • dreptak2k Re: Dalsze losy 4 pancernych i psa 17.09.03, 03:33
      Zastanawiam sie nad ciezkim losem Janka, nawet uronilem lezke czy dwie.
      Niestety, faktem jest, ze nawet na filmie bylo widac, ze Marusia to calkiem
      niezla cholera. Po powtornym obejzeniu filmu (juz jako bardzo dorosly)
      zauwazylem, ze Marusia nie dawala!

      Nalezalo sie spodziewac czegos zlego.
      • y_dus Re:A Rudy? 17.09.03, 05:02
        Długo jeszcze służył w brygadzie kolejnym pokoleniom młodych pancerniaków, aż..
        do późnych lat 70-tych.Co prawda już w tym okresie nie był zdolny poruszać się
        o własnych siłach, ale dalej błyszczał w słońcu,na placu apelowym, jak w latach
        swojej świetności, smarowany regularnie, co noc, ropą przez młode roczniki. Aż
        pewnego dnia nie spodobał się wizytującemu generałowi i wkrótce
        przetransportowano "Rudego" na poligon. Poczatkowo dumnie służył jako osłona
        dla atakujacych wyimaginowanego, imperialistycznego wroga, młodych żołnierzy (z
        braku odpowiedniego pojazdu). Później ktoś bezczelnie domalował mu na wieżyczce
        niemiecki krzyż i to był poczatek końca "Rudego". Zaczęto go najpierw obrzucać
        petardami, krzycząc przy tym złowrogo. Póżniej wytoczono go na wzgórze nr.215 i
        zaczęto walić do niego z czego popadło: z powietrza i lądu. Ale Rudy trzymał
        się dzielnie, aż w końcu, wstrzymano ogień, głównie z braku pieniędzy i już pod
        koniec lat 90-tych, ściągnięto go do pobliskiej składnicy złomu. Skończył
        marnie: rozleciał się na drobne kawałki trafiony gigantyczną kulą żelazną,
        spuszczoną z dużej wysokości, za pomocą dżwigu elektromagnetycznego. Całe
        zdarzenie sfilmowano i pokazano w amerykańskiej ABC News, jako przykład -
        ciekawostkę, taniej i nowatorskiej, polskiej metody demontowania wojskowych
        pojazdów opancerzonych, zamiast kosztownego i pracochłonnego cięcia palnikami
        na kawałki.
        No cóż, do psucia to my zawsze mieliśmy smykałkę..
    • Gość: telewidz Sorry, calosc jest tutaj - dobre, nie? IP: *.sympatico.ca 17.09.03, 17:37
      Pamietajcie - adres w jednej linii!

      www.forumpolonia.com/cgi-bin/ib3/ikonboard.cgis=3f68634e0947ffff;act=ST;f=3;t=768
      • waldek.usa Re: Link nie dziala 17.09.03, 17:40
        Gość portalu: telewidz napisał(a):

        > Pamietajcie - adres w jednej linii!
        >
        > www.forumpolonia.com/cgi-bin/ib3/ikonboard.cgis=3f68634e0947ffff;act=ST;f=3;t=768
        • swiatlo Re: Link nie dziala 17.09.03, 17:55
          waldek.usa napisał:

          > Gość portalu: telewidz napisał(a):
          >
          > > Pamietajcie - adres w jednej linii!
          > >
          > > www.forumpolonia.com/cgi-bin/ib3/ikonboard.cgis=3f68634e0947ffff;act=ST;f=3;t=768
          >

          Facet nie zrobil prawidlowo copy and paste.
          Oto link:
          www.forumpolonia.com/cgi-bin/ib3/ikonboard.cgi?s=3f68634e0947ffff&act=ST&f=3&t=768
      • swiatlo Archiwa sa niekompletne 17.09.03, 19:24
        Gość portalu: telewidz napisał(a):

        > Pamietajcie - adres w jednej linii!
        >
        > www.forumpolonia.com/cgi-bin/ib3/ikonboard.cgis=3f68634e0947ffff;act=ST;f=3;t=768

        Jest to nieprawda. W swietle najnowszych archiwow, jak poprzednio napisalem,
        Grigorij i Lidka wyjechali razem do Gruzji, potem przeprowadzili sie do
        Groznego i adoptowali chlopca z rodziny Basajewow o imieniu Szamil.
        To sa najnowsze dane historyczne.
        • macacz Tomus Czeresniak 17.09.03, 20:58
          zrobil najwieksza kariere po wojnie. bardzo popularny.
          Ciagle sie slyszy :" Co ty pie..isz, glupi czeresianku !"
          • waldek.usa Re: Macacz 17.09.03, 21:36
            nie jestem pewien, Ty z Warszawy?
            Moje wypociny wlasnie do tego nawiazuja.
        • artur666 a jak maja byc kompletne... 17.09.03, 23:24
          pozniej nastapila era Josefa Stalina Nieustraszonego.
    • pawel_z_melb :(( 18.09.03, 00:57
      dobre...
      smutne
    • Gość: axx Re: Dalsze losy 4 pancernych i psa IP: 209.136.102.* 18.09.03, 05:00
      Bardzo ladnie to napisales. Powodzenia.
    • Gość: axx Re: Dalsze losy 4 pancernych i psa IP: 209.136.102.* 18.09.03, 05:02
      Gość portalu: telewidz napisał(a):

      ) Sierpnień, wrzesień i październik to miesiące bogate w rocznice i święta
      ) wojskowe. Dzień Wojska Polskiego, rocznica wybuchu II wojny światowej, Święto
      ) LWP w rocznicę pamiętnej bitwy pod Lenino. W sierpniu, nawiązując do wyjazdu
      ) polskich żołnierzy do Iraku, komentator TVP z dumą podkreślał, że udział
      ) naszych żołnierzy w dalekich misjach nie jest niczym szczególnym, gdyż od 50
      ) lat polskie wojsko uczestniczy w operacjach pokojowych. Tradycja w wojsku to
      ) rzecz wielka, powiem nawet prowokacyjnie: może istnieć armia bez czołgów, bez
      ) racji jednak nie może.
      )
      )
      )
      )
      )
      ) Tradycja wojska polskiego sięga Sielc nad rzeką Oką, gdy z inicjatywy
      ) polskich patrio tów przebywających w ZSRR powołano do życia odrodzone Ludowe
      ) Wojsko Polskie. Tradycja LWP była wielokrotnie opiewana w książkach i
      ) filmach, a nawet w jednym i drugim jednocześnie. Tak było z wielkim dziełem
      ) wybitnego pisarza, działacza państwowego Janusza Przymanowskiego. Ten wybitny
      ) piewca polsko (ludowo)-radzieckiego braterstwa broni jest autorem
      ) najsłynniejszej książki wojennej PRL, która stała się podstawą scenariusza
      ) filmu pt. "Czterej pancerni i pies". Po przemianach, jakie miały miejsce po
      ) 1989 roku, tak w Polsce, jak i w Związku Radzieckim, otworem stanęła część
      ) archiwów państwowych. Krok ten, słuszny ze wszech miar, pozwolił poznać
      ) dalsze losy bohaterów tego wspaniałego filmu.
      )
      ) Przypomnijmy w telegraficznym skrócie.
      )
      ) Akcja filmu kończy się w 1945 roku gdzieś w górach (chyba w Beskidach) na
      ) weselu Janka Kosa i Marusi Aganiok oraz Gustlika Jelenia i Honoratki. Pod
      ) wpływem weselnej atmosfery Gruzin Grigorij Szaakaszwili oświadcza się
      ) polskiej telegrafistce Lidce Wiśniewskiej. Ta, odtrącona przez Janka,
      ) oświadczyny przyjmuje i godzi się na wyjazd do ojczyzny Stalina, czyli do
      ) Gruzji. W takiej to sytuacji matrymonialno-psychologicznej urwał się nasz
      ) kontakt z bohaterami.
      )
      )
      )
      ) Co było dalej?
      )
      )
      )
      ) Jan Kos po ślubie z radziecką sanitariuszką Marusią wyjechał do ojca do
      ) Gdańska. Janek nie wyobrażał sobie przyszłości bez wojska. Jako bohater
      ) wojenny bez problemów dostał się do szkoły wojsk pancernych. Marusia
      ) zamieszkała u teścia, który został urzędnikiem w Urzędzie Wojewódzkim w
      ) Gdańsku.
      )
      ) Czekając na powrót męża ze szkoły oficerskiej, Marusia podjęła pracę jako
      ) pielęgniarka w szpitalu wojskowym w Gdyni. Jankowi wróżono wielką karierę w
      ) wojsku i Marusia już widziała siebie jako polską panią generałową. Los chciał
      ) jednak inaczej. Gdzieś na początku 1950 roku niespodziewanie aresztowano
      ) starego Kosa, ojca Janka. Jak pamiętamy z filmu, był on przed wojną
      ) mieszkańcem Wolnego Miasta Gdańska, potem więzili go Niemcy, miał jakieś
      ) bliżej nie określone powiązania z ruchem oporu na Pomorzu. Słowem: człowiek
      ) niepewny. Starego Kosa oskarżono o współpracę z hitlerowcami (wiadomo: Wolne
      ) Miasto Gdańsk), powiązania z II Oddziałem Sztabu Generalnego, czyli z
      ) sanacyjnym wywiadem (Komisariat RP w WMG), a wreszcie o współpracę z
      ) brytyjskim wywiadem morskim i o sabotaże na Wybrzeżu Gdańskim. Jak było
      ) naprawdę, archiwa milczą. Stary Kos procesu nie doczekał i zmarł w więzieniu
      ) w Sztumie.
      )
      ) Aresztowanie Kosa seniora było końcem kariery Janka. Z ostatniego roku szkoły
      ) oficerskiej, wprost z zajęć politycznych, aresztowała go Informacja Wojskowa.
      ) Jako syn zdrajcy, wroga klasowego, szpiega i sabotażysty nie miał czego
      ) szukać w Ludowym Wojsku Polskim. Długo go nie trzymali, wyszedł po roku z
      ) odbitymi nerkami i złamanym życiorysem. Najgorsze czekało na niego jednak w
      ) domu. Tam zastał kartkę napisaną przez żonę Marusię. Jak pamiętamy, Marusia
      ) była Rosjanką, obywatelką ZSRR. Na wracającego z aresztu Janka czekała kartka
      ) napisana nieporadnie w polsko-rosyjskim języku:
      )
      ) "Janek, ja komunistka, ja Ruskaja, moj atiec eto Stalin, twoj atiec eto
      ) szpion. Wy reakcyjnaja swołocz, ja nie chaczu tieba. Ja jedu w Sowieckij
      ) Sojuz.
      )
      ) Z mojej ambasady ty dostaniesz papiery rozwodowe. Ty mnie nie szukaj. Ja
      ) tiebia nie lubliu.
      )
      ) Marusia".
      )
      ) Po kilku miesiącach przyszły dokumenty rozwodowe. Przez następne lata Janek
      ) biedował i znowu, jak w czasie wojny, szukał ojca. Tym razem już go nie
      ) znalazł. Starzy znajomi z czasów wojny albo też siedzieli w kryminale, albo
      ) odwrócili się od niego jak od zadżumionego. Janek nie miał żadnego
      ) wykształcenia, nie miał zawodu, pracował więc jako niewykwalifikowany. Po
      ) 1956 roku i rehabilitacji ojca (pośmiertnej) skończył jakieś szkoły zaocznie.
      ) Podjął pracę w stoczni gdańskiej, nie ożenił się drugi raz. Pod koniec lat
      ) 60. zaprzyjaźnił się z podobnym sobie rozbitkiem życiowym, z Mateuszem
      ) Birkutem, ale tu już historia na inną opowieść...
      )
      ) Marusia Kos, de domo Aganiok. Na polecenie sowieckiej ambasady odcięła się od
      ) swojego męża i teścia i wróciła do ZSRR. Tam rozwiodła się z Jankiem.
      ) Pracowała jakiś czas w szpitalu w Nowosybirsku, wyszła za mąż za oficera
      ) wojsk rakietowych, miała z nim syna i rozwiodła się. Drugi raz wyszła za mąż,
      ) za lotnika, który zginął nad Koreą. Owdowiała i nadal piękna, zajęła się
      ) wychowywaniem synów po rakietowcu i lotniku. Nigdy już nie była w Polsce.
      )
      ) Gustaw Jeleń. Gustlik po weselu wrócił na Śląsk i zamieszkał wraz z żoną
      ) Honoratą w jednoizbowym mieszkaniu ojca, położonym w typowo śląskim familoku,
      ) z wygódką na podwórku, obok maleńkiego ogródka i klatek z królikami. Mundur
      ) obwieszony orderami wylądował na dnie szafy, zastąpił go górniczy kombinezon.
      ) Gustlik był chłop jak tur i fedrował za dziesięciu chłopa. Już-już miał
      ) zostać przodownikiem pracy (mówiło się nawet o awansie na sztygara i
      ) mieszkaniu zakładowym), gdy zdarzyło się nieszczęście. Jak pamiętamy z filmu,
      ) ojciec Gustlika całą wojnę przesiedział na Śląsku, gdzie pracował w kopalni.
      ) Gdy wręczono mu dokument stwierdzający, iż jest obywatelem III Rzeszy, zaklął
      ) pod nosem i poszedł na szychtę do kopalni. Stary Jeleń nie wiedział, co to
      ) strajk włoski i symulowanie pracy. Wiedział za to, że szychta to jest
      ) szychta, a fedrunek to fedrunek, bez względu na to jaka flaga wisi na
      ) kopalnianej bramie.
      )
      ) Takie podejście do pracy spodobało się jego przełożonym, Jeleń senior dostał
      ) list pochwalny od samego dr. Roberta Leya, przywódcy niemieckich robotników.
      ) To był początek jego zguby. W 1945 roku, jakieś pół roku po tym jak na
      ) katowickim rynku radzieccy wyzwoliciele zaczęli zabierać przechodniom
      ) zegarki, sąsiad starego Jelenia, były szef dzielnicowej komórki SA. wywiesił
      ) na balkonie czerwoną flagę z widocznym, jasnym kołem na środku po odprutej
      ) swastyce, wstąpił do PPR i zadenuncjował starego. W śledztwie na UB nawet go
      ) nie bili, wystarczył im znaleziony w komodzie ów fatalny list z podpisem dr.
      ) Leya.
      )
      ) Gustlik wyciągnął z szafy mundur i zaczął biegać po urzędach, żeby ratować
      ) ojca. Nic nie pomogło, nawet order za Studzianki, krzyż za forsowanie Odry i
      ) za wzięcie do niewoli hitlerowskiego generała ze sztabem ani nawet odznaka
      ) grunwaldzka za zdobycie Berlina. Stary Jeleń trafił do Łambinowic, gdzie już
      ) w pierwszym tygodniu podpadł komendantowi Morelowi, późniejszemu obywatelowi
      ) Izraela. Gustlik stracił pracę w kopalni akurat w dniu, gdy Honoratka rodziła
      ) drugie dziecko. Stary Jeleń zmarł za drutami kolczastymi w Łambinowicach i
      ) dopiero po 45 latach Niemiecki Czerwony Krzyż ustalił miejsce jego pochówku w
      ) zbiorowej mogile. Gustlik biedował, aż gdzieś około 1959 roku uśmiechnęło się
      ) do niego szczęście. Pamiętamy z filmu, iż Gustlik poznał Honoratkę już za
      ) Odrą, gdy ta była służącą u niemieckiego generała, którego Gustlik wziął do
      ) niewoli. Generał przeżył radziecką niewolę, symulując komunizm. Gdy powstała
      ) NRD, zgłosił akces do jej armii. Zwolnili go

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka