Swiat wedlug Garpa

14.10.03, 18:37
Taki tylul przyszedl mi do glowy. Rzecz bedzie jednak o czym innym. Czy zycie
w usa was zmienilo? Czy macie inny poglad na zycie? Co z kultura,
obyczajami, swiatopogladem... CZy nasza europejska inszosc jest lepsza czy
gorsza? Duzo znajomych native amerykanow twierdzi ze jestesmy inni. Nie
znaczy ze gorsi czasami wrecz przeciwnie. W zwiazkach Polki odbierane sa w
samych superlatywach. No coz....nie ma jak home made dinnersmile))Twierdza tez
ze potrafimy docenic rzeczy ktore do glowy by nie przyszly zwyczajnym
amerykankom. Z drugiej strony czy rzeczywiscie da sie pogodzic; tak naprawde
zwiazek dwoch kultur? Wiem, wiem sa doskonale malzenstwa wywodzace sie z
dwoch roznych swiatow. MNie osobiscie ten inny amerykanski swiat zmienil.
Chyba troche sie rozleniwilam. A moze zwyczajnie to jest kwestia braku czasu.
Mojej polskiej do szpiku kosci mamie do glowy by nie przyszlo ze mozna jesc
sniadanie w restauracji. Mi natomiast jest tak wygodniej. Restauracyjne
obiady sa od czasu do czasu. Nadal uwazam ze co domowe to domowe. Godziny
posolkow to juz kwestia spornasmile)) Nie trawie obiadow-kolacji w godzinach
prawie wieczornych.
No ale kontynuujac czy "udogodnienia" typu "drive trough" poczta, bank,
restauracja, apteka a nawet biblioteka sa tak bardzo potrzebne? Ok to sa
zamierzenia celowe ww instutucji. Odciazenie pracownikow ale.....Zaczynam
postrzegac siebie jako czlowieka zyjacego w samochodzie. Wieciej
uzalzenionego od tego srodka lokomocji. Jednym slowem sa to oblicza zycia na
przedmiesciach.
Slowa ktore na pocztku byly dla mnie smieszne i sztuczne typu "I appreciate
it" czy wszechobecne "how are you" sa podstawa mojego slownika. Czy zaczynam
sie amerykanizowac? Nie wiem...Z jednej strony chce zachowac swoja odrebnosc
kulturowa a z drugiej strony zauwazylam ze pomimo jakiegos drasniecia w sercu
nie ma dla mnie wiekszej tragedii kiedy na swieta jemy turkey with stuffing
and gravy niz pierogi z kapucha.
Ok przechodze do jezyka polskiego. Po polsku mowie kiedy musze. Tzn kiedy
rozmawiam z dzieckiem, kiedy dzwonie do domu, kiedy czytam edzieckosmile))
Stycznosc z jezykiem? Generalnie zadna. Znajomi? z polskiego znaja slowa
dupa, pierogi, kielbasa. Doszlo do tego ze czasami zaczyna mi sie krecic.
Uwierzcie czy nie zdaza mi sie zapomniec slowo i musze si eposilkowac
angielskim.
Teraz bedzie mowa o czyms co naprawde mnie denerwuje. Uwsteczniam sie
informacyjnie. Nie mam zielonego pojecia co sie dzieje na swiecie. Brakuje mi
wiadomosci o 20 na tv1. pewnie ze moge poczytac. Nie chce mi sie. Potzrebuje
tej zgrabnej 30 min wizulanej formulki podanej mi przed sam nos. Z wizja i
dzwiekiem.
Wiecie co koncze bo zaczyna mnie dopadac melancholia indian summer
Pozdrowionka
EFFka
    • miriam21 Re: Swiat wedlug Garpa 14.10.03, 21:59
      Witam Ewa,

      rozpoczelas bardzo interesujacy watek!
      Nie bede tu narazie nic wypisywac, bo ja "tylko" z Niemiec wiec i roznice w
      stosunku do Polski takie sobie. Ale jestem bardzo ciekawa relacji dziewczyn z
      innych, dalszych stron swiata. To jest wlasnie na tym forum swietne, ze bardzo
      szybko zbieramy informacje prawie "zewszad" na takie zupelnie normalne tematy -
      socjologia z zycia wzieta

      pozdrawiam
      Ania
      • ewagrant Re: Swiat wedlug Garpa 14.10.03, 22:19
        Aniu wiesz napisalam z usa a mi tak naprawde chodzilo mi o spostrzezenia
        wszystkich babeczek. Napisz prosze jak sie sprawa ma w Niemczech?
        • miriam21 Re: Swiat wedlug Garpa 14.10.03, 23:42
          Czy ja sie zrobilam niemiecka? Na to pytanie mozna odpowiedziec dopiero po
          zdefiniowaniu tego jaki jest Niemiec. Uwazam, ze nie ma takiej definicji, a
          wszystko inne co sie o tych ludziach lub tym panstwie mowi to stereotypy, a
          tych nie chce powtarzac bo w nie nie wierze.

          Moze wiec zaczne tak: ja sie tu dobrze czuje. Wynika to przede wszystkim, z
          tego ze mialam szczecie i wyszlam za odpowiedniego faceta, a on jest stad.
          Oprocz tego uczylam sie z zmudnie jezyka i teraz zbieram plony: powiem wszystko
          co chce, kazdemu komu chce i jak tylko chce. To podstawa, bo jezyk umozliwil mi
          dotarcie do ludzi, znalezienie przyjaciol i swego miejsca w spoleczenstwie.
          Trudno mi jest wyobrazic sobie szczesliwe zycie na „emigracji“ bez jezyka.
          Wiem, ze tak sie zdaza, i ze czesto w danym momencie inaczej nie mozna. Dopoki
          jednak komunikowanie kuleje, trwa sie w stanie zawieszenia miedzy starym, a
          nowym krajem. Strona uboczna, to to, ze wraz z doskonaleniem niemieckiego
          slabnie moj polski (ponad 12 lat zycia na obczyznie). Duzo zalezy od kondycji
          jaka mam danego dnia ale zdaza mi sie, ze musze sie bardziej koncentrowac w
          polskim niz w niemieckim. Jednak zalezy mi na polskim i chce aby corka mowila
          po polsku. Takiego samego zdania jest moj maz, ktory jest swiadomy tego, ze
          jestesmy malzenstwem miedzynarodowym, i ze nie wzial sobie zony z biednego
          kraju, ktora ma sie dostosowac do jego stylu zycia.

          Czy jestem inna, niz gdybym zostala w Polsce? Nie wiem, z Polski wyjechalam
          majac 21 lat teraz mam 34, czyli bardzo aktywny okres zycia przeszlam wlasnie
          tu. Porownujac moge sie zatem odwolywac do “wtedy” i “teraz”. Podstawowa
          sprawa – zrobilam sie bardziej efektywna w tym co robie i w podejmowaniu
          decyzji. Bardzo racjonalnie rozwazam za i przeciw, pozniej krotka wycieczka do
          wlasnej duszy, decyduje i ponosze konsekwencje. Staram sie nie marudzic (o co
          nieraz trudno, bo czlowiek jest tylko czlowiekiem…wink, jestem pogodna, zusmiecham
          sie do wielu ale nie do wszystkich, small talk trenowalam jednak zdecydowanie
          tutaj. Pomaga w zawieraniu nowych znajomosci. Jezeli jednach czuje, ze na tym
          poziomie zostaje, to nie biore tej znajomosci na powaznie. Od moich niemieckich
          przyjacol slysze nieraz, ze wogole biore nieraz za duzo na powaznie i za czesto
          pytam o sens. Oni mniej “dumaja” – “es wird schon werden” slysze gdy sie
          zamysle.

          Starsze pokolenie (rowniez moi tesciowe, ktorym jednoczesnie duzo zawdzieczam)
          drazni mnie nieraz ignorancja swiata poza Bundesrepublika. Obserwuja swiat
          wylacznie z pozycji tych, ktorzy po wojnie w czasach „Wirtschaftswunder“
          zdobyli duzo wiecej niz ich rodzice, dzieki wlasnej pracy ale i dzieki
          rozmachowi z jakim rozwijala sie ich napedzana przez niezaspokojony popyt i
          amerykanskie pieniadze gospodarka. Chetnie opowiadaja jak bylo im ciezko i
          czego dokonali. Zapominaja jednak przy tym, ze i w innych krajach tez pracowano
          i wierzono, ze bedzie lepiej, ale warunki byly gorsze. Zapominaja nawet, ze
          pochodze z Polski i ze logiczne jest, ze chce uczyc corke polskiego,

          W Polsce meczy mnie stres przed kazdymi swietami, tu mi go brakuje. Wigilia w
          Polsce zaczyna sie gotowaniem w wigilijny poranek, a u moich tesciow dopiero
          okolo 17:00 – wtedy tesciowa zaczyna smazyc pstraga i koniec. Pamietam , ze
          poraz pierwszy bardzo mi bylo smutno, teraz juz sie do tego przyzwyczajam i
          zawsze przemycam barszcz i uszka. Mama przysyla mi oplatek. Moja niemiecka
          rodzina dziwi sie co ma z tym oplatkiem robic, ale dzieki jednoznacznej
          postawie ich syna dostosowuje sie, tak jak ja dostosowuje sie do pstraga..

          Dziewczyny skoncze, boj uz sie robi za dlugo, niech jeszcze inni napisza, moze
          bedzie ciekawiej.

          Pozdrawiam
          Ania
    • kerstink Re: Swiat wedlug Garpa 15.10.03, 08:51
      No nie moge nie pisac, choc juz powinnam sie zajac czyms innym. Wiec bedzie krotko.

      To co pisalyscie to znam za dobrze. Mam wrazenie, ze juz niemieckiego nie znam
      dobrze, a polski nie na tyle dobrze, jak bym chciala. Sa sytuacje ze cos czytam
      po niemiecku i mysle: no wlasnie, bylo takie slowo, zupelnie o nim zapomnialam.
      Odkad rozmawiam z dziecmi po niemiecku jest troche lepiej - wiec tez dla siebie
      ucze dzieci swojego jezyka. Chcialabym czasami ogladac niemieckiej telewizji,
      ale do tej pory nie odwazylismy sobie kupic telewizora z obawy, ze maz nie
      moglby sie opanowac i juz nic innego w domu by nie zrobil.

      Moj maz uwaza, ze sie spolonizowalam, ale wcale tak nie uwazam. Jestem chyba
      gdzies pomiedzy.

      A wiecie, w ktory dzien sie czuje strasznie obca w Polsce ? W okolicy 1
      listopada. Po prostu mi sie w glowie nie miesci, jacy ludzie sa zabiegani, przy
      tak okropnej pogodzie.

      Ewagrant, a byl taki adres w Internecie, ze mozna sobie sciagnac wiadomosci i
      ogladac.

      Kerstin
      • miriam21 Re: Swiat wedlug Garpa 20.10.03, 20:34
        Dziewczyny,
        wyciagnelam ten watek Ewy na powierzchnie bo uwazam , ze jest fajny i szkoda go
        aby tlukl sie gdzies po piwnicy. Mysle, ze moze o nim zapomnialyscie i dla tego
        tak malo wpisow.

        Ja bym tez chetnie pogadala na temat waszych przygod kulinarnych
        na "emigracji". Jestem np. ciekawa co to ten ow "smash" o ktorym pisaly mamy-
        Angielki z okazji rozwazan na temat zywienia dzieci. Ja oferuje w zamian info
        o "Saumagen" czy tez "Himmel und Erde" lub tez innych niemieckich pysznosciach.

        No to czym was racza wasi zagraniczni mezusiowie?
        Ania
Pełna wersja