18.02.11, 21:34
`Witam.
Mam 18 lat.Najgorsze jest to,że tak ciężko sobie poradzić. ..Zaczęłam się odchudzać dość wcześnie.Może nigdy nie byłam aż tak 'gruba',ale nigdy nie potrafiłam zaakceptować siebie-Taką jaką jestem ! Były diety ,przeróżne. Zazwyczaj zbyt mało zadawalające.Zawsze dużo trenowałam ,nieoczekiwana rezygnacja z tańca , z treningów -okazała się największym błędem w moim życiu. Ja tyłam! W zastraszającym tempie. Mogłam nic nie jeść-nadal tyłam. Aż stało się. Pod koniec gimnazjum, dwa miesiące przed egzaminami, złamałam rękę. Przeszłam dość poważną operację.Zostałam uziemiona na 5 miesięcy. Wtedy już definitywnie przestałam trenować. W przeciągu miesiąca przytyłam 12 kg. Po prostu nie miałam ruchu.
- Znów zaczęłam się odchudzać. Potem znów i znów. Zawsze kończyło się tak samo: 4,5-7kg max. To było straszne. Nie umiałam się pozbyć tego krytycznego spojrzenia na swoją osobę, na swoje ciało. Wszędzie widzę niedociągnięcia,jakieś wady, coś co mnie obrzydza, wprawia w agresję .Nie umiem na siebie patrzeć.Nie umiem stwierdzić,że jestem ładna. Nigdy nie pomyślałam: Mogę się komuś podobać,bo zawsze jest coś,coś co znajdę i skrytykuję.

~W liceum zaczęłam się odchudzać dietą białkową. Brat mojego taty schudł 22kg w przeciągu roku. Dla mnie szok.Jak się okazuje to przecież nie jest tak wiele, patrząc na to w perspektywie takiego czasu jaki minął. Pomyślałam , czemu nie? Skoro można jeść i się nie głodzić.Spróbuję. Na pewno mi się uda.Wreszcie będę szczupła. Wreszcie się sobie spodobam. I zaczęło się raz drugi. Oczywiście były dobre i złe dni. Czasami mogłam góry przenosić,czasem miałam ochotę zamknąć się w swoich czterech ścianach , zasnąć i nie obudzić się. W czasie diety pojawiły się silne bóle brzucha, za każdym razem ,gdy się powtarzały ,zwalniałam się do domu. Wykryto bakterię. Zaczęłam leczenie. Bakteria wyleczona. Ale! Zawsze jest to ale , dlatego teraz też musi się ono pojawić. Zatem: dodatkowo doszły wymioty. Na początku tłumaczyłam sobie: na pewno po antybiotykach, może przed okresem, może po okresie, może się zatrułam. Zawsze było:' może coś'. Nie! Nie! Nie! Wymioty nie pojawiały się bez przyczyny... Ja je wymuszałam. Oczywiście nie widziałam w tym nic złego. Myślałam:Wielkie mi rzeczy! Wymioty! Każdy może. Ile jest osób ,które czują się źle i 'wkładają sobie palce do buzi'? Ile? Odpowiadała w myślach: WIELE. Na pewno nie jestem sama. Nie jestem wariatką. Niestety ... to przestało być tylko wkładaniem palca do buzi. To już mnie dopadło . Siedziało we mnie,zakorzeniło się szybko! I wcale nie chciało odejść. Z początku , wymiotowałam raz,dwa,trzy razy dziennie.Potem już po każdym posiłku.To stało się rutyną, przyzwyczajeniem. chęcią wyrzucenia z siebie tego..Nie miałam siły na życie. Na czas spędzony z przyjaciółmi, na rozmowy z rodzicami, na zabawę z siostrą, na naukę, zainteresowania. Życie ode mnie odeszło. Nie mówiłam nikomu. Gdy byłam już w ciężkim stanie, gdy mdlałam podczas spaceru, gdy wymiotowałam krwią, gdy nie umiałam dojść do pokoju, nie umiałam się uczyć, nie spałam. Powiedziałam przyjaciołom. Siostra mnie nakryła w łazience, skuloną ,zapłakaną, z głową w toalecie..Obiecała,że nie powie. I dotrzymała słowa..do czasu.Poźniej było już tylko gorzej. I tak jest do dzisiaj. Od 2 tygodni 'NIE ŻYJĘ' nie chodzę do szkoły, nie sypiam.Moim domem jest lodówka i toaleta. Gdy mam atak -NAPYCHAM SIĘ, OBJADAM, by tylko stłumić cichy,tępy głód,którego tak naprawdę nie odczuwam. Ja sobie to wmawiam. Gdy zapcham się, gdy ledwo mogę oddychać, a brzuch mój nagle wygląda jakby był wypchany piłką -myślę: BOŻE,co ja zrobiłam! znów tyle zjadłam,czemu ja tego nie kontroluję,ja nie mogę przytyć,nie mogę przez to przechodzić drugi raz! Nie! .... Toaleta. Tak jest ciągle. Najgorsze jest w tym wszystkim to,że rodzice mi nie ufają. Mówią: musisz sama sobie to w głowie ułożyć. Sama z tym walczyć, to na pewno nie jest to. Obecnie wymiotuję codziennie, kilkanaście razy w ciągu dnia, z 2-dniową przerwą. Gdy przezwyciężę atak-wieczorem powraca ze zdwojoną siłą. Nie wytrzymuję, a wtedy jest jeszcze gorzej. Nie jestem w stanie dojść do pokoju. Potrzebuję pomocy! Już nie wiem jak mam sobie radzić. Niby już z tym skończyłam .Teraz znów ona wraca. Nasilona !! Odpływam! powoli. Nikt mi nie umie pomóc? Czy rzeczywiście muszę zrobić to sama? Czemu nie mam na to siły? Czemu nie umiem powiedzieć NIE! i czemu muszę cieszyć się z każdego dnia, gdy nie zwymiotuję zaraz po posiłku?
Czasami nawet już się z nią oswajam.Ale szybko po tym ONA zajęła mi psychikę. O niczym innym nie myślę.Wiem,co to jest.. Usłyszałam jedno zdanie w klinice : to BULIMIA.Wiesz czym to grozi? ~Wiem,ale co z tego,skoro ona jest jak mój cień.Jest wszędzie. Czasami nawet nie wiem, czy ze sobą nie skończyć, żeby się tak nie męczyć,żeby nie myśleć,żeby nie cierpieć. Przeraża mnie to, co będzie dalej. Ale wiem że nie mogę przestać..Nadal nie umiem,nie potrafię na siebie patrzeć,Nie chcę siebie zaakceptować! Nienawidzę swojego ciała !



` Czy wy też potraficie zwracać wszystko bez wymuszania? u mnie to takie proste, takie naturalne wręcz banalne, po prostu się nachylam.[/i]
Obserwuj wątek
    • marcelina_beauty12 Re: Bulimia ! 18.02.11, 21:44
      I choć przyjdzie nam cierpieć, choć pojawią się trudności, to wszystko jest jednak ulotne i nie pozostawi po sobie śladu, a z czasem będziemy mogli spojrzeć wstecz z dumą i wiarą w nas samych.







      Nie daję rady!
    • paulinkaa24 Re: Bulimia ! 28.04.11, 23:05
      boże czytam to co piszesz i płaczę:( płaczę nad Tobą i nad sobą:( zjem pomidora-wymiotuję, wypije kefir-wymiotuję. pół roku wytrzymałam bez wymiotowania (napięcie przed operacją, operacja itp. przybyło mi 10 kg więcej). prędzej ważyłam 51kg przy wzroście 170cm. a teraz 61kg.
      wiem że to choroba:/ wiem że to nas zabije:(ale nie umiem z tym walczyć:(

      jest jedna rzecz która nas różni. ja zjadam 1 góra 2 posiłki dziennie które zwracam:( nie mam napadu głodu i obżarstwa. zjem obiad nawet małą porcję, wypijam 3 łyki wody i ide do toalety:(

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka