Dodaj do ulubionych

SICK AND TIRED........

03.02.05, 00:30
byłam na waszym forum jesienią, troszkę się zszokowałam tym wszystkim, że
jest nas tyle i że tak otwarcie mówicie o waszej chorobie i życiu
Miałam nadzieje znależć tu jakieś wyjście z mojej patowej sytuacji, jakąś
odpowiedź, pomoc, cokolwiek. Fakt, troche mi to otworzyło oczy i zrozumiałam
że naprawde jestem chora. Swoją historię przytoczyłam w wątki "nie wierzę że
moge przestać" jako "hopeless"
od tego czsu oczywiście nie zmieniło sie nic, nadal sie wyniszczam
regularnie, 7 X w tyg a w święta to w ogóle nie komentuje,
Wiem że nigdy z tego nie wyjde!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!
To jest gorsze od narkotyków i alkoholizmu!!!!!!!!!!!!!
Tym bardziej dla kogoś z taką słabą wolą...
Czy my wszystkie umrzemy na to????????? Ile jeszcze mam czasu????????
Obserwuj wątek
    • marilka123 Hopples kotku:( 03.02.05, 07:48
      Witaj może pamiętasz mnie,ja pamiętam Ciebie!! Długo Cię nie było.Nie jesteś
      sama,ja też dalej wymiotuję ,wszystko po staremu,nic tylko mam czasem ochotę sie
      pociac
      Co za miłe słowa na poczatek dnia:(((((
      • sickandtired Re: Hopples kotku:( 03.02.05, 22:05
        też Ciebie pamiętam!!!! i iiife, która podjęła walkę i nas zaprawiała w boju!
        ale ja jestem zbyt słaba na to żeby walczyć!!! próbowałam próbować przestać!
        ale to już za głęboko we mnie siedzi.... w maju minie 9 lat!!!!!!!!!!!!
        ja już tylko czekam na najgorsze... :(((((((((

        kurde nie wiem czy to forum mi pomaga czy pogrąża :/
    • to_ona Re: SICK AND TIRED........ 03.02.05, 13:57
      pytasz o czas...
      i dużo i mało...
      zależy, jak silny masz organizm....
    • szyszka4 najpierw zmień nastawienie 03.02.05, 14:37
      Ja zajrzałam na to forum latem. Otworzyło mi oczy, oj tak! Wymiotowałam
      codziennie. A odkąd zaczęłam walkę z dziewczynami z forum, zdarzyło mi się to
      tylko raz. Jeden raz w listopadzie licząc od końca sierpnia. A też myślałam, że
      to gorsze od alkoholizmu, gorsze od narkotyków i że niedługo umrę. Ale naprawdę
      można z tym walczyć, potykać się i upadać, ale walczyć, próbować, aż do skutku.
      Pomyśl, przecież CHCESZ ŻYĆ!!
      • sickandtired Re: najpierw zmień nastawienie 03.02.05, 22:09
        a jak długo chorujesz?? jak to się udało Tobie tak nagle rzucić? dzięki forum?
      • aksic Re: najpierw zmień nastawienie 19.02.05, 00:54
        mam pytanie...czy wyszlas z tego sama/ kompletnie bez udzialu lekarzy/terpetow?
        pytam bo przez ilka lat(tak LAT-bo tyle sie tego uzbieralo z tego'od jutra')
        wmawialam sobie ze sama sie z tym uporam...jednak przez cal sza myslalm ze
        jestem jakims ufoludem...ze slaba wola i w ogole...ze niewiele jest ldzi z ta
        choroba...to forum otworzylo mi oczy...nie jestem sama1 jednej strony
        toudownie...bo jakos razniej...a poza tym to coraz czesciej mysle o tym jako o
        corobie ktora zlapaam...a nie jak wczesniej ze jakas wybrakowana jestem i
        cienkapsychicznie....motam sie...wracajac do watku...zytam wypowiedzi na forum
        kilka dni...i w koncu juz nie wiem...czy jedynym wyjsciem jest pomoc
        fachowca...czy byc moze samozaparcie i silna wola wystarcza(albo posune sie
        dalej:czy by oze wlasnie samozaparcie jet jedynym i ostatecznym warunkiem
        wzdrowienia...?)czy byc moze jedno i dgie...nie wiem ...
        • wodnik73 Kochane Dziewczyny !!! 19.02.05, 11:16
          Kochane Dziewczyny !!!
          Choruję 10-ty rok, nie wymiotuje 34 dni (i nie objadam się !!!). Jestem też po
          pierwszym tygodniu terapii....no cóż, to już druga, ale i ostatnia !!!

          I bardzo Was proszę przeczytajcie ten post :)

          forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=592&w=20515943&a=20746567
          pozdrawiam
          • aksic Re: Kochane Dziewczyny !!! 20.02.05, 02:50
            hm naprawde podziwimza ten misiac bezchorobowy jak to ujme...ale birac pod
            uwage fakt ze chorujesz od 10lt powinnas si ze mna zgodzic...ze mimo wsparcia
            czy zrozumienia ze strony jrdnostek(niestety-bow ogolnospolecznym ujrciu to
            jestesmy popsprsnr-znjdujemy problmy tm gdzie ich tak nprawde nie ma../nie
            zgadzam sie z tym stwierdzeniem/...wytlumacz mi zatem dlaczego dopiero po
            blisko 10 lTCH UDALO SIE CI OSIAGNAC TE 34 CZYSTYCH DNI(PODZIWIAM)to nie tak
            latwo...nie wiem co stanowi ten przelom....u mnie chyba wypoweiedzi
            forumowiczek..ad smieci...do tej pory nie uswiadomialam sobie ze ja moge
            prezcie zna to mrzec..wiecie....kiedys sobie myalalam o 'glupich smierciach'jak
            np zginasc od uderzenia luzki ktora zostawilo sie nieoopatrznie w
            mikserze9wbija nam se w mozg w momencie uruchomienia urzadzenia)...ale to jest
            pikus w porownaniu ze smiercia zaserwowqnq sobie na swoje zyczenia...i zeby
            chociaz pi drodze bylo przyjemnie...(wiecie w mysl hasla:zyj pieknie,umrzyj
            mlodo')a tu kurna czlek chwiejny emocjonalnie,zeby bola,leb rype...otoczenie
            wku..a...a japaopuchnieta od wymiotowania...w imie czego???/p.s.komu ja to
            mowie/?????/niby doskonale to wiem..............a i tak zawisam regukarnie
            nadkibelkiej...zncie jakis sposob ab y przestac????
            • wodnik73 Re: Kochane Dziewczyny !!! 20.02.05, 21:04
              Hej aksic

              Przez pierwsze 3 lata chorowania nie zdawałam sobie sprawy z wagi problemu. Po
              prostu najadałam się, rzygałam ...a życie toczyło się dalej. Nagle zauważyłam,
              że coś jest nie tak. Że nie radzę sobie w pracy, w szkole, wśród znajomych, w
              rodzinie. Dostrzegłam, że moje akcje "kuchnia-kibel" mają z tymi problemami
              bezpośredni związek. Artykuł w jakiejś gazecie uświadomił mi mój problem,
              nazwał go chorobą. Ale strach i wstyd spowodował, że dopiero w 2001 roku
              zgłosiłam się do lekarza!!!! Wtedy nie było forum,o anoreksji się mówiło i
              pisało. Bulimia była spychana na plan dalszy.
              Psychiatra dał mi leki antydepresyjne i powiedział, że musze się zgłosic do
              psychologa. Pierwszy psycholog mnie olał i odesłał dalej do ośrodka leczenia
              zaburzeń nerwicowych. Tam aż pół roku czekałam na terapie grupową, taka była
              kolejka !!! 10-tygodniową terapię odbyłam 3 lata temu. Ale myślałam, że ktoś to
              za mnie załatwi. Że to nie ja mam pracowac nad sobą, ale terapeuta nade mną.
              Byłam zacięta w swoich przekonaniach, sposobie myślenia i postępowaniu. Nie
              chciałam się zmieniac, bo to bolało i było trudne. Dlatego tą walkę przegrałam.
              Nie udało mi się. W międzyczasie powiedziałam o chorobie chłopakowi i siostrze.
              Oni mi potem często mówili, że powinnam się ponownie zgłosic do swego
              psychoterapeuty. Ale ja sie przed tym broniłam. Bo to by oznaczało, że
              przyznaję sie do porażki, do tego że jestem słaba, że nie daję sobie rady. A
              chciałam uchodzic za silną osobę, która nie popełnia błędów i jest idealna!!!!
              Po pomoc zgłosiłam sie ponownie dopiero w listopadzie 2004. Po kilku rozmowach
              z moim psychoterapeutą, zrozumiałam, że muszę to sobie powiedziec: jestem
              słaba, sama nie dam sobie rady. Że czas skończyc z mitem silnej kobiety.

              Chorowałam tak długo, bo byłam zacięta, nie chciałam się zmienic, dac sobie
              przyzwolenie na popełnianie błędów, na słabośc i bezradnośc. 2 dni temu o
              chorobie powiedziałam swojej przyjaciółce, dziś swojej mamie. Dopiero teraz
              wcieliłam w życie zdanie, które wyczytałam 3 lata temu w pewnej książce "Tyle w
              nas choroby ile tajemnicy".

              Moje całe dotychczasowe zycie to kłamstwo, obłuda, oszustwo. Czas przyznac się
              do słabości. Sedno sprawy odkryłam dopiero na kolejnej rozmowie z moim
              psychoterapeutą. Teraz terapia uczy mnie życ na nowo, czuję, że się zmieniam,
              chociaż te zmiany są dla mnie niewygodne. Jak dobrze życ i działac według
              starych, utartych schematów.....i uciekac w chorobę.
              Mój terapeuta pomógł mi spojrzec w głąb siebie i odnaleźc sedno sprawy. Mój
              pech, że tak późno..... ale podobno lepiej późno niż wcale.
              Przed chwilą pokłóciłam się ze swym chłopakiem. Nie poszłam się najeśc tylko mu
              powiedziałam, co myślę. Zabolało go to, wiem, nie odzywamy się do siebie. Ale
              mu TO POWIEDZIAŁAM a kiedyś poleciałbym do kuchni zajeśc skrywane uczucia !!!!

              Dla Ciebie pewnie piszę troche ogólnikowo...ale wszystkiego nie potrafię
              przekazac, to dla mnie zbyt osobiste i trudno mi to ubrac w odpowiednie słowa.
              Podsumowując: Sama nie potrafiłam zidentyfikowac i wyjśc z problemów, które
              trzymały mnie w chorobie...aż 9 lat..pomógł mi dopiero psychoterapeuta..
              I nikomu tylu nie życzę

              pozdrawiam :)

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka