03.02.05, 12:31
Czesc wszystkim. Niebylo mnie tu jakis czaas. Ale wcale nie dlatego , ze nie
mialam czasu. Po prostu bylo mi wstyd, ze doradzalam innym dziewczynom,
deklarowalam sie, ze chce z tym skonczyc. Tak sie zaangazowalam i pisalam, ze
juz nie musze, nie chce, nie bede. I wszystko wzielo w leb. Te ostatnie kilka
dni spedzilam w szponach choroby. Napad za napadem. Caly czas jedzenie.
Wczoraj juz bylo w miare dobrze, a dzis znowu chce zaczac walke.
Napisalam bo musze sie przyznac, ze wcale nad tym nie panuje. Wydawalo mi sie
ze to latwo rzucic z dnia na dzien ale tak wcale nie jest. Musze byc
ostrozniejsza. Nadal nie panuje nad swoimi emocjami i jestem wrazliwa na
wszysko co sie wokol mnie dzieje, nie umiem sobie poradzic z najmniejszym
problemem. I dlatego wlasnie jem itd.
Sprobuje znowu. I wszystko od nowa.
Obserwuj wątek
    • 30stka Re: wstyd 03.02.05, 13:37
      Cześć Mestrom! Fajnie że jesteś.
      Nie martw się tym wszystkim. Pomalutku, jakoś trzeba ruszyć do przodu (tak
      znowu...). Poczytaj sobie wszystkie swoje posty z okresu, kiedy było lepiej i
      spróbj powiedzieć co wtedy było jeszcze niedoskonałe, że jednak choroba
      wróciła. A może po prostu trafiła na Twój słabszy momnet dnia... No cóż tak to
      bywa z bulimią. I wiesz co, pisz nawet jak masz te gorsze dni, zupełnie nie
      rozumiem dlaczego się wstydzisz? Tutaj albo ludzie to mają, albo już mieli,
      więc spoko...
      Pozdrowienia serdeczne, Magda (będę trzymać kciuki)
      • katarzyna2005 Re: wstyd 03.02.05, 14:27
        Tez pozdrawiam Mestrom
        Nawet jesli masz ataki, zalamalas sie, i to bedzie trwac, to pamietaj, ze
        zawsze jest to mozliwe. U mnie takie oczekiwanie w szponach choroby trwalo 5
        lat, wiele razy byl ten 'ostatni dzien', i w koncu nastapil.
        Nie rezygnuj z forum, pisz, czytaj, mysl o tym, mi to niesamowicie pomoglo. Gdy
        tak przejelam sie co pisza inne dziewczyny, te rady staly sie moje. No i to
        (przynajmniej u mnie) jedyne miejsce, gdzie sa ludzie, dla ktorych to nie jest
        dziwne, czy dziwaczne, a na pewno niezrozumiale, takie fanaberie.
        Pozdrawiam
    • k_79 Re: wstyd 04.02.05, 09:29
      Oj, doskonale Cię rozumiem, doskonale...
      • mestrom Re: wstyd 05.02.05, 00:53
        Dziekuje.
        Zrozumienie jest dla mnie najwazniejsze.
        Bo wlasnie jego najbardziej mi brakuje.
    • mestrom Re: wstyd 05.02.05, 00:52
      dwa dni w miare dobre mialam. To juz minimalny postep.
      Chociaz dzisiaj zdolowana jestem. Spotkalam sie ze starymi kolezankami i nie
      mialam z nimi o czym rozmawiac. One takie przebojowe i pewne siebie sa, ze ja
      zupelny kontrast przy nich stanowie. Opowiadaly o podbojach, sukcesach i
      postepach w zyciu. ICH ZYCIU. Bo ja kompletnie nie mialam sie czym pochwalic.
      Ja sie ciesze z 2 czystych dni. Ale to przeciez nic wielkiego. nie ma sie czym
      chwalic.

      Wiele z was pisze o samoakceptacji i polubieniu siebie. Ja nie potrafie zyc w
      zgodzie z soba. Nie umiem juz odroznic ktora mariola jest prawdziwa.
      chodzi mi o to czy ktos moglby byc tak dobry i przyblizyc mi na czym ta milos
      do siebie polega? A co najwazniejsze i najtrudniejsze dla mnie jak to osiagnac?
      Czy tego mozna sie nauczyc, wycwiczyc czy z tym trzeba sie po prostu urodzic?
      • 30stka Re: wstyd 05.02.05, 10:23
        Cześć Mariola!
        Uważam, że te Twoje 2 dni to właśnie coś wielkiego, ale jasne, że te przebojowe
        koleżanki nie mogą mieć o tym pojęcia. Nie martw się tym.

        Pozytywnego myślenia można się nauczyć!! (Z resztą myślę, że każdy się z tym
        rodzi, tylko czasem po drodze gdzieś się to gubi, a często pomagają nam w tym
        nasi "najbliżsi"). Wymaga to treningu, ale jest możliwe! Jeśli nie możesz
        skorzystać z fachowej pomocy psychologa, polecam Ci sięgnięcie do książek na
        ten temat. Wodnik73 cytuje tu na forum choćby takie piękne zdania z książki
        Louise L. Hay (przepraszam Wodniku, że cytuję Twoje posty, ale to w celach
        walki z potworem, więc myślę że nie masz nic przeciwko): "Chwal siebie tak
        często jak możesz. Kiedy zrozumiesz, że jesteś kochana, miłość wpłynie do
        wszystkich dziedzin twojego życia. Wszystkie mamy miłość w sobie. Nikt nie może
        nam dać tyle miłości ile możemy dać same sobie. W związek ze sobą angażuj się
        bez reszty. Zatroszcz się o siebie. Zaangażuj się w miłość do siebie. Zadbaj o
        swoje serce i duszę. Twój związek ze sobą najważniejszy związek w Twoim życiu.
        Traktuj siebie w specjalny sposób, jakbyś była kochana przyjaciółką"
        Warto się takiego fragmentu nauczyć na pamięć i powtarzać sobie w głowie tak
        często, aż stanie się to jakąś "naturalną" cząstką naszego wizerunku.

        Ja, jak już pisałam w swoim wątku, czytałam (i teraz też czytam ją ponownie)
        książkę Ziga Ziglara "Do zobaczenia na szczycie", polecam także "JA" Tadeusza
        Niwińskiego. Wydaje mi się, że podobnych książek jest na naszym rynku sporo,
        trzeba się tylko rozejrzeć.

        Także Mestrom, głowa do góry. Przed Tobą kupa roboty, więc podwijaj już
        rękawy ;-)

        PS.
        Ja Ciebie też mimo wszystko rozumiem, naprawdę, ale pisz zawsze, nawet jak nie
        masz się czym pochwalić - to też jest cząstka Ciebie.
        • katarzyna2005 Re: wstyd 05.02.05, 12:46
          Tak, tez zapisalam sobie fragment tej wypowiedzi Wodnika.
          Poiewaz juz jakis czas udaje mi sie zyc bez bulimii, to mysle, ze skoro
          potrafie byc tak silna, to moge to wykorzystac w innych dziedzinach zycia,
          zmienic sie, tak tez sobie zapisalam i przytwierdzilam do sciany kartke. Ale:
          skoro tak mysle, to znaczy ze nie jestem z siebie zadowolona, czyli cos ze mna
          nie tak, czyli nie jestem wartosciowa?
          Tez nie wiem jak przekonac sie, ze jestem osoba wartosciowa. Bo jesli wszystko
          ze mna ok, i mam 'kochac siebie taka jaka jestem' to po co sie zmieniac? Lepiej
          lezec caly dzien na lozku i sie lenic.
          • 30stka Re: wstyd 05.02.05, 13:38
            Kasiu, jeśli masz świadomość, że lenistwo nie jest dobre, to nie przypinaj go
            do "siebie". "TY" to Twój byt (dusza), Twoje najgłębsze odczucie swojej istoty.
            Nie wiem czy wyraziłam się jasno, ale jak to wytłumaczyć?
            Kocham siebie - i dlatego pracuję nad sobą; takiego jakim jestem - no bo nie
            zmienisz sobie koloru skóry, oczu, czy wzrostu.
            • wodnik73 Masz prawo 05.02.05, 13:54
              Bardzo lubię cytaty, więc teraz Pidżama Porno : "Mam prawo do dobrej zabawy, do
              najbardziej ciężkostrawnych myśli, nawet mam prawo mieć prawo, mam prawo
              płakać, mam prawo się wstydzić" Dajmy sobie prawo do odczuwania normalnych
              ludzkich uczuć, nie jesteśmy idealne, doskonałe, takie, niestety jakie
              chciałybyśmy być. Najgorsze, że nie dla siebie a dla innych. Dla rodziców,
              rodziny, znajomych.
              Pozwólmy sobie na złość, smutek, błędy i potknięcia.
              Mestrom, piszesz o swoich koleżankach. Kiedyś też tak myślałam o swoich. Często
              to jednak poza. Ludzie często udają lepszych, doskonalszych niż w
              rzeczywistości są. Ubarwiają i koloryzują opowieści o sobie. Znam osoby, które
              w towarzystwie "błyszczą" i odbierane są jako wesołe i przebojowe, ale tak
              naprawdę są to zwykli ludzie. Mają swoje problemy, maja złe dni, ich też
              spotykają niepowodzenia i rozczarowania.
              Myślimy "oni są lepsi, ja jestem gorsza". A tak nie wolno !!!
              Mestrom daj sobie prawo do popełniania błędów, tego w naszym życiu nie
              unikniemy. Pozwólmy sobie na gorszy dzień, słabość, bezsilność, bo to jest
              właśnie życie. Jakby nie było problemów , kłopotów to by chyba było nudno.
              Jakby było za różowo i za słodko to by nas w końcu zemdliło. Błędy są po to, by
              je naprawiać i dzięki temu się uczyć. Potknięcia po to aby wstawać. Jeśli coś
              nam przychodzi z trudem, jaka potem satysfakcja, że się coś osiągnęło. Na
              przykład wyzdrowiało......
              Gdy jeszcze się uczyłam, nigdy nie sprawił mi satysfakcji zdany egzamin, na
              którym ściągałam. Ale jak się uczyłam, męczyłam nad książkami, a potem zdałam
              na 5 ..to dopiero satysfakcja !!! Po każdym takim zdanym egzaminie, czy innym
              sukcesie, w który musiałam włożyć trochę trudu - udana rozmowa kwalifikacyjna,
              trudne zadanie w pracy, upieczone ciasto, sprzątnięcie mieszkania (brr ależ ja
              tego nienawidzę !!!) – mówię sobie „JESTEM WIELKA” i tak sobie to powtarzam,
              że aż w to wierzę !!!
              Najważniejsza sprawa: nigdy nie będziemy doskonałe i idealne. Pogódźmy się z
              tym. To jest właśnie samoakceptacja.

              Pozdrawiam mocno :)

              PS. Magda, absolutnie nie mam nic przeciwko, to a propos cytatów :)

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka