maybe123
04.02.05, 22:06
wczoraj zranil mnie moj facet, mielismy spedzic weekend razem i odechcialo mi
sie. chce byc sama. nawet zastanawialam sie czy nie powinnismy zerwac ze soba.
teraz on dzwoni i nie chce zmieniac planow, mowi jak to nie musimy zaraz miec
jakiejs wielkiej klotni, i czesc mnie mowi sobie "widzisz, znowu przesadzilas
z reakcja, co cie niby az tak zabolalo, histeryczko. >On< ma racje, wez sie w
garsc i pojedz do niego i bawcie sie dobrze." A jednoczesnie plakac mi sie
chce, scisniete gardlo, i najchetniej bym sie opchala i zwymiotowala.
Swita mi ze te pojednawcze telefony to jednoczesnie proba zmienienia tego, co
czuje. Ja tu rozwazam konczenie zwiazku, a on dzwoni jakby nigdy nic.
To jedna z trudniejszych prob dla mnie w ciagu tych 30+ dni niewymiotowania.
Jesli nie pojade, bedzie mi cholernie smutno samej no i rezygnacja z planow...
Jesli pojade, to w obecnej sytuacji bym to robila wbrew sobie, bo jestem
zraniona, nie chce byc blisko, nie chce zeby mnie dotykal.
ciezko, cholera.