nieokielznanaaa
13.10.05, 17:12
Dziewczyny... Od dwóch tygodni, jak nigdy wcześniej, zmotywowałam się do
walki.. Mam swoje priorytety, do których dążę. I świadoma tego, że w
towarzystwie bulimii nie można byc szczęsliwym, zrealizowanym, postanowiłam
ją zabić. Jednak nie mam żyłki mordercy wystarczająco dobrej..
Od dwóch tygodni jem niewiele, tj. nie przekraczam 800kcal (czasem zdarza
się zjeść 550), wiele produktów wykluczyłam z diety. Jak dotąd wymiotowałam
dwa razy (drugi raz miał miejsce przed momentem). Wiem, że powinnam cieszyć
się z owego sukcesu, gdyż potrafilam zamknąć się w domu, oblozyć garnkami i
wymiotować nieustannie ok. dwudziestu razy.. Jednak nie potrafię.. z każdą
porażką czuję, że przegrywam.. Czuję, że jedzenie, które powinno byc paliwem
człowieka, a także rozkoszą podniebienia stało się moim przeklenstwem..
Sądzicie, że jestem już przegrana? Że to gó.. pernamentnie będzie ze mną?
Nie chcę tak żyć Nie chcę !