maliace
17.01.06, 12:14
Jakies pol roku temu powiedzialam mamie ze cos ze mna nie tak,ze stracilam
kontrole nad soba, nad jedzeniem, ze nie potrafie przetrwac trzech dni bez
rzygania,ze nie potrafie przestac sie obrzerac,ze cale moje zycie jest
zdominowane przez myslenie o jedzeniu i ze juz nie daje rady..ze nie wiem co
robic ale chce juz myslec normalnie,i moge nawet zrezygnowac z mysli o
schudnieciu zeby tylko nie myslec o obrzeraniu sie.I wiecie co? NIC
oczywiscie,mama przejela sie troche,powiedziala ze wyjde z tego, ze jeszcze
bedzie normalnie itd ale od tamtego dnia ani razu nie poruszyla tego
tematu...tak jakby troche jej to nie obchodzilo..i przykro mi bo mialam
nadzieje ze sie przejmie,ze postara sie mi pomoc i ze cos zrobi..sama nie
wiem co,ze np wezmie mnie do jakiegos specjalisty...jakis tydzien temu
strasznie mi sie pogorszylo znowu i znowu chcialam jakos dac do zrozumienia
mamie ze cos jest nie tak..powiedzialam tylko:"wiesz co mamo...ja mam chyba
bulimie.." a mama na to: "znowu?" i tyle...a moze to dlatego ze mam 19lat,
jestem dorosla i mama uznala ze powinnam sama sobie radzic?