07.07.06, 19:09
od kiedy pamietam mialam problemy z waga. nawet jako 7 latka, kiedy nie bylam
gruba (stwierdzam teraz ogladajac stare zdjecia) czulam sie gruba. a pozniej
faktycznie byla tlusciutka nastolatka. mniejsza lub wieksza nadwage zawsze
mialam. teraz mam 26 lat i niecale 2 lata temu przeprowadzilam diete i
schudlam z rozmiaru 46 na 38 w ciagu 3 miesiecy - tak wiem, bardzo szybko,
ale pod okiem lekarza. wagowo ponad 15 kg... w zasadzie to udalo mi sie
utrzymac wage, troche przytylam, to znowu dietka i cwiczenia.
fakt, ze na poczatku bardzo sie balam czy kilogramy nie wroca, ale jakos
wszystko sie unormowalo.

nie mialam wiekszych problemow z kontrolowaniem sie - nie jadalam w zasadzie
w ogole slodyczy, pieczywa, potraw macznych, tlustych. za to duzo warzyw,
chude mieso, ryby, chudy nabial, owoce. a wszystkie tuczace potrawy po prostu
dla mnie nie istnialy. mialam radoche z kupowania malych ubran i patrzenia na
siebie w lustrze.

jednak ostatnio czesto i czesciej miewam niekontrolowane napady - nie glodu,
a apetytu. potrafie pochlonac kilka tysiecy kalorii w postaci slodyczy lub
pieczywa z maslem. napad jak u alkoholika. nie chce, ale ide do sklepu,
kupuje i obrzeram sie. nie moge, ale jem dalej... a pozniej opakowanie
srodkow przeczyszczajacych i czekanie na lepsze jutro.

w zaden sposob nie jestem w stanie nad soba zapanowac, chociaz wiem, ze robie
zle. obiecuje sobie, ze to ostatni raz, ze od jutra itp.. ale to dziala jak
machina. skoro zjadlam jednego snickersa, to cos mi mowi, ze to juz bez
roznicy ile wiecej zjem. moge sie napchac...

kiedys wrocilam zaplakana do domu i opowiedzialam o tym mamie. ale ona chyba
nie zdaje sobie sprawy jak powazny to dla mnie problem. a ja nie chce jej
martwic? pocieszala mnie i powiedziala, ze kazdemu moze sie zdarzyc, ze
przeciez generalnie nie objadam sie tak codziennie (no, wtedy faktycznie nie,
teraz jest gorzej pod wzgledem czestotliwosci atakow), ze przeciez schudlam i
ze jestem dzielna i jak chce to potrafie. i ech... wiecej nie mialam odwagi z
nia o tym rozmawiac. chociaz dzis kiedy siedzialam na lawce w parku po
pochlonieciu masy jedzenia mialam ochote rozplakac sie i zadzwonic do niej.

poza tym teoretycznie mam w miare udane zycie. zawodowo ok, w sprawach
prywatnych roznie bywalo, ale aktualnie jest ktos na kim mi zalezy i jemu na
mnie chyba tez. powtarza mi, ze nie lubi 'sucharow' ;)

a mi jest dobrze we wlasnym ciele, nawet jak akurat sobie pofolguje (o ile to
jest pofolgowanie, a nie chorobliwe obrzeranie sie).

jednak nie radze sobie... i strasznie sie tego boje.
Obserwuj wątek
    • rubin11 Re: boje sie. 08.07.06, 10:22
      Powinnaś się leczyć..terapia np. grupowa...ja zawsze byłam chuda (rozmiar 34)
      potem anoreksja..3 lata bulimi..straszne wachania wagi..twoim problrmem nie
      jest waga..tylko coś innego..musisz odnależć przyczynę..jesteś chora..lecz się

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka