Dodaj do ulubionych

A co z ojcami?

06.02.09, 13:28
Wiele watkow na tym forum dotyczy relacji anorektyczek z matkami.
Matki sie kocha i nienawidzi, podziwia sie je, wspolczuje im,
oskarza sie je i obarcza wina za problemy corek. Co jakis czas
zbolala matka prosi o rade a forumowi specjalisci wypowiadaja sie na
temat roli atmosfery w domu w powstawaniu zaburzen odzywiania u
dziewczat.
Wszyscy zakladaja ze jedyna osoba dpowiedzialna za atmosfere w domu
i szczescie rodzinne jest kobieta.
Tak sie uwaza, nawet w bajce o Kopciuszku ojciec zostaje czysty i
niewinny, nikt nie ma do niego cienia pretensji ze pozwolil drugiej
zonie sprowadzic corke do roli sluzacej.
Pytam - czy na pewno?
Fakt, typowa konfiguracja rodzinna anorektyczek to silna, wladcza
matka i nieobecny ojciec.
Ale poza rzadkimi przypadkami gdy ojciec nie zyje, oni nie
rozplywaja sie w powietrzu, mieszkaja w tym samym domu lub odeszli
ale w dalszym ciagu sa ojcami.
Jakie sa ich relacje z corkami, jak ich postepowanie wplywa na
chorobe corki?
Jeszcze nie widzialam na tym forum postu od ojca anorektyczki.
Obserwuj wątek
    • blueberry87 Re: A co z ojcami? 06.02.09, 13:44
      Czy w swoim poście o anorektyczkach złośliwie pominęłaś bulimiczki?
      Bulimiczek jest co najmniej cztery razy więcej niż anorektyczek...
      • sabinac-0 Re: A co z ojcami? 06.02.09, 14:56
        Przepraszam, jest to skrot myslowy, piszac "anoreksja" mam na mysli
        zaburzenia odzywiania wogole. Bulimia czesto jest poczatkiem lub
        dalszym etapem anoreksji, w sumie ich podloze psychologiczne jest
        podobne.
        • mamakoliber Re: A co z ojcami? 07.02.09, 00:26
          Sabina!Faktycznie postów tatusiów brak.Jestem właśnie po rozmowie z
          nowym psychologiem córki,szpitala nie uniknie,ale zrozumiała,że
          powinna się leczyć...i to jest duży krok do przodu.Od psycholog
          usłyszałam też,że problem córki powstał wiele lat wcześniej kiedy to
          ojciec odwrócił się od niej.W temacie "złych matek"po pierwsze nie
          ma doskonałych rodziców a także doskonałych dzieci,każdy popełnia
          błędy.Zostałam matką w wieku 19 lat,nigdy nie podnosiłam poprzeczki
          swojemu dziecku.uczyła sie dobrze a kiedy przynosiła złą ocene do
          domu wiedziałam,że jest to wynik ciężkiego dnia lub poprostu nie
          sprostała klasówce..wiele razy córka opowiadała,że jej koleżanka nie
          może wychodzić na pole bo dostała dostateczny z kartkówki,nie wiem
          jaki jest cel takiego wychowania. pozdrawiam Sabino;))
          • nienill Re: A co z ojcami? 07.02.09, 00:34
            mamakoliber napisała:

            > Od psycholog
            > usłyszałam też,że problem córki powstał wiele lat wcześniej kiedy to
            > ojciec odwrócił się od niej.

            jest wiele osob na swiecie, od ktorych sie jedno z rodzicow odwraca i jakos nie
            chorują

            wiec skoro ojciec sie odwrocil, to Towim zadaniem bylo ją wtedy wspirac
            czyli tez zawalilas


            W temacie "złych matek"po pierwsze nie
            > ma doskonałych rodziców a także doskonałych dzieci,każdy popełnia
            > błędy.Zostałam matką w wieku 19 lat

            i powiedz mi np.:
            a co to ma do rzeczy?
            co obchodzi Twoją corke wiek, w ktorym ją urodzilas?

            kazde dziecko ma prawo do dojrzalych, dobrych rodzicow

            czyzbys sie chciala tlumaczyc mlodym wiekiem, bo popelnilas jakies bledy?
            to trzeba bylo dorosnac, zanim sie dziecko zrobilo

            a jesli nie, to skad ta wiadomosc?




            a co do ocen... bardziej błahego przykladu "akceptacji" sie nie dalo znalezc?
            toz to norma, ze noga sie moze podwinac

            a u pani to cos czym sie szczycic nalezy?

            moze ejszcze pani napisze, ze koelzanka obok jedzenia przez dwa dni potem nie
            dostawala, a pani cirka glodzona nie byla, wiec wsztko bylo cacy?
      • alka.3 Re: A co z ojcami? 11.02.09, 11:21
        Szkoda słów, masz az tyle jadu i nienawiści, że wytykasz brak ujęcia
        w poscie bulimiczek? Tak cholaera błachej rzeczy? Potrzebujesz
        dowartośiowania?
    • nienill Re: A co z ojcami? 06.02.09, 20:19

      > Wszyscy zakladaja ze jedyna osoba dpowiedzialna za atmosfere w domu
      > i szczescie rodzinne jest kobieta.

      najpierw wymyslasz sobie jakies niestworzone teorie, a potem sama z nimi dyskutujesz


      to taki sposob na zmniejszenie czestotliwosci gadania do siebie w realu?



      a biedna Berry sie caly czas na to łapie i ze wszzystkiego sie tłumaczy
      • sabinac-0 Re: A co z ojcami? 07.02.09, 12:28
        Jesli nie zgadzasz sie z jakas moja teoria to przedstaw swoja teorie
        i argumenty na jej poparcie. Argumenty sa bardziej konstruktywne niz
        zlosliwe uwagi.
        • mamakoliber Re: A co z ojcami? 07.02.09, 14:15
          chyba zle mnie zrozumiałaś Sabino,zgadzam sie na całej lini z tym co
          napisałaś.
          • nienill Re: A co z ojcami? 07.02.09, 14:36
            mamakoliber napisała:

            > chyba zle mnie zrozumiałaś Sabino,zgadzam sie na całej lini z tym co
            > napisałaś.

            modelowy przyklad zdrowej komunikacji
          • little_emma Re: A co z ojcami? 07.02.09, 16:38
            mamakoliber napisała:

            > chyba zle mnie zrozumiałaś Sabino,zgadzam sie na całej lini z tym co
            > napisałaś.

            Uwagi sabiny nie były skierowane do Pani a raczej do uzytkowniczki nienill.
            • mamakoliber Re: A co z ojcami? 07.02.09, 19:17
              Do Little! dziękuje za wyjaśnienie,nie czytałam odpowiedzi "Nienill"
              sądziłam,że to do mnie ,więc pospiesznie starałam się wyjaśnić to co
              napisałam. Użytkowniczki NIENILL nie wyświetlają się u mnie
              odpowiedzi ani posty,zadbałam o to w ustawieniach,bardzo serdecznie
              pozdrawiam;))
              • nienill bystrzacha :) 07.02.09, 19:46
                ale to lata praktyki w sluchaniu tylko tego co pasuje do wizerunku madonny...
          • sabinac-0 Re: A co z ojcami? 07.02.09, 18:34
            Tamto bylo do Nienill
        • nienill Re: A co z ojcami? 07.02.09, 14:41
          sabinac-0 napisała:

          > Jesli nie zgadzasz sie z jakas moja teoria to przedstaw swoja teorie
          > i argumenty na jej poparcie.

          argumenty?
          :) to moze pani pierwsza, skoro zaczela?
    • choraxyz Re: A co z ojcami? 07.02.09, 17:17
      No racja ojcowie są. Jednak kobiety czuja większą potrzebę aby
      podzielić się z kims swoim problemem, wygadać się, poradzić,
      bardziej chcą wyrażać emocje, dlatego chyba to one piszą na forum.
      Poza tym jeżeli to matka zajmuje sie domem i dziećmi to gdy coś się
      dzieje to ona działa. Gdy to matka rządzi w domu to ojciec nie ma
      nic do gadania. Mama krzyczy, wymaga, krytykuje, mówi co i jak ma
      sie robić a tato co? jest trochę jak dziecko, również osądzany i
      ciągle nie spełniający oczekiwań. Jednak nie usprawiedliwiam ojców.
      Oni czasami odnoszą się do córki ironicznie, przenoszą na nia swoje
      ambicje, piętrzą przed nią masę problemów, to wszystko oczywiście w
      sposób łagodniutki nie tak jak mama gwałtownie. Nigdy nie powiedzą,
      że ładnie wygląda, że jest mądra itp. Czasami tak sobie porównuje
      zachowanie i słowa mamy do razów zadawanych mieczem, a taty do
      takiego podkuwania scyzorykiem. Jedno i drugie jest uciążliwe i
      bolesne. Obydwoje rodzice potrzebują pomocy. A ja mam ciągłe
      poczucie winy w stosunku do nich, nie udała im się córeczka
      niestety :(
      • sabinac-0 Re: A co z ojcami? 07.02.09, 18:39
        Trudno mi zaakceptowac teze ze "ojcowie sa jak dzieci", przeciez oni
        sa dorosli!
        Chociaz - moze problem rodziny polega wlasnie na ich
        niedojrzalosci...
        • mamakoliber Re: A co z ojcami? 07.02.09, 19:12
          ciekawostka przyrodnicza;kiedy powiedziałam mojemu eks,że dziecko
          cierpi bo nie ma z nim kontaktu a mnie już nie stać na prywatne i
          kosztowne leczenie(to było pare lat temu;alergolog,laryngolog itp..)
          Usłyszałam;"To ty wniosłaś sprawe o rozwód..."Masz ci argument! nie
          ważne,że dziecko na tym cierpi(także jego dziecko!)On uważa,że jeśli
          nie ma małżeństwa...nie ma już dziecka. Bandyterka. O anoreksji z
          nim nawet nie rozmawiałam,sądze,że miałby tylko satysfakcje z
          mojej "porażki"
          • sabinac-0 Re: A co z ojcami? 07.02.09, 21:44
            To w sumie takze jego "porazka".
            • mamakoliber Re: A co z ojcami? 08.02.09, 10:09
              Sabina,on ma już nową rodzine,kobieta zgadza się na to na co ja nie
              mogłam;mieszka u mamy i troche...u niej(nie jest mamisynkiem) i
              nadal w wieku 40 lat piorytetem jest auto
              i "wolność"kumple,imprezy,panienki.Z drugiego związku ma też
              córke,którą się nie zajmuje.
            • kat-hie Re: A co z ojcami? 08.02.09, 10:11
              witam. choruje na bulimie juz od 6 lat. W moim przypadku polega to wszytsko chyba wlasnie na relacjach z ojcem.. to naprawde bardzo trudny czlowiek, ktory jak sam sie czasem broni"byl bardzo surowo wychowywany, nad nim sie nikt nie uzalal, zawsze obrywal za mlodszego brata" i takie tam.. Choroba zaczela sie z powodow checi schudniecia, bylam wtedy w gimnazjum. Nowa sylwetka dawala mi powod do dumy, a ukrywanie niejedzenia nie bylo trudne, bo calymi dniami bylam w szkole. Zawsze bylam coreczka tatusia, moi bracia zawsze byli o to zazdrosni, bo mialam u niego poparcie. To sie zacelo jednak zmieniac, gdy zaczelam sie z nim dzielic moimi niepowodzeniami w szkole, w zyciu osobistym. Ojciec ma to do siebie, ze nie umie pochwalic nikogo z nas.. a przeciez czasem wystarczyloby powiedziec : super, gratulacje. Najbardziej chyba zalezaloby mi na tym,by wspieral mnie w ciezkich dla mnie i stresujacych chwilach.. a tak nie jest.. osobami na ktorych w takich chwilach moge polegac jest w pierwszej kolejnosci moj chlopak a potem babcia i mama.. Nawet nie wiecie jak musialam ukrywac przed rodzicami moje niepowodzenia na studiach.. na kierunku, ktorym studiuje jest naprawde bardzo ciezko i czasem nie daje juz rady,by wyrobic sie z nauka na kazdy przedmiot. Mama byla zapracowana, miala bardzo ciezkie dni w pracy wiec tez juz nie chcialam jej dodawac dodatkowych stresow, poza tym w ostatnim czasie nie byla dla mnie taka mila i wyrozumiala.. ok zdarza sie, rozumiem to, kazdy tak ma od czasu do czasu. Ale sprawa z ojcem jest inna.. mialam egzaminy poprawkowe w sesji zimowej (mojej pierwszej sesji na studiach).. kiedy sie o tym dowiedzial mialam terror w domu.. nie wolno mi bylo spotykac sie z chlopakiem, pomimo tego ze np caly dzien sie uczylam i wieczorem chcialam odpoczac wychodzac z nim np do kina.. nie bylo mi wolno.. nie bylo nawet nam wolno sie widziec u mnie... i te ciagle klutnie z nim... Zawsze broni sie argumentem,ze jak nie skoncze studiow to bede nikim.. on nie skonczyl studiow z powodu rozwodu jaki wtedy mial.. mial juz dziecko. Ja jestem dzieckiem z drugiego malzenstwa taty. On teraz pracuje fizycznie, bo nie ma ukonczonych studiow. Jego tokiem myslenia, jak ja nie skoncze studiow to skoncze dokladnie tak samo... to jest takie waskie myslenie... przeciez jest tyle roznych mozliwosci na zycie...ojciez jest chyba jeszcze zazdrosny o mojego chlopaka, ktory nie pochodzi z tego samego miasta co ja.. ojciec boi sie ze wyjade, ze rzuce studia i bede nikim... nieprawda.. nie dochodza do niego argumenty ze chce skonczyc studia, ze czy dziennie czy zaocznie to juz najmniejszy problem.. ale nie... on ma juz wszytsko zaplanowane, cala moja kariere.. i mam szczerze mowiac wrazenie ze jesli cos nie pojdzie w tej mojej 'karierze' to on boi sie wstydu jaki mu przyniose.. bo naopowiadal znajomym jakis glupot.. i wyjdzie na glupka, nie wiem . Jest w kazdym razie ciezko.. w ostatniej sesji letniej tez nie zdalam egzaminu... podczas wakacji pracowalam i wtedy nastapil nawrot wymiotow.. bo odczuwalam ogromna presje.. bo powiedzialam ojcu i mamie ze nie zaliczylam 1 przedmiotu, tym czasem byly to 2 przedmioty.. wszytsko bylo dobrze dopoki nie zdobylam zaliczenia z tego przedmiotu o ktorym mu powiedzialam.. czy zdajecie sobie sprawe ze poklocilam sie z nim tak,ze nie odzywal sie do mnie przez tydz do momentu kiedy przyszlam do domu i po drugiej probie zaliczenia zdalam? zwyzywal mnie takimi przezwiskami jakie tylko chyba mial w glowie.. to tak strasznie bolalo...powiedzial ze jak nie zdalam, to on darmozjada nie bedzie utrzymywal i zebym(cytule)"spie...la z domu'... na mame moglam liczyc.. ona zaczela juz nawet ze mna szukac innego kierunku studiow.. uspokajala mnie.. czulam jej wsparcie. dzieki niej bylo mi w tej calej sytuacji lzej.. ciagle myslalam o przeprowadzce, o tym ze nie chce go widziec... ojciec nie szanuje tez matki.. ciagle ja przezywa, nie umieja normalnie rozmawiac, ciagle sie kluca.. ojciec nie potrafi normalnie mowic tylko krzyczy.. ma bezpodstawne agrumenty.. moze jest zazdrosna,ze mama odnosi sukcesy w pracy a on ciagle musi pracowac fizycznie..? teraz kiedy dowiedzial sie, ze moje problemy wrocily jakby sie na mnie obrazil? w kazdym razie malo sie do mnie odzywal.. niby mowi ze mnie kocha, ale ja tego z jego strony nie czuje.. nie tak sie traktuje osobe ktora sie kocha.. osoby.. bo mama tez przeciez jest.. staram sie nie reagowac na jego glupie teksty.. nie zalamywac sie.. ale czasem ten caly stres zwiazany z uczelnia, potem po przyjsciu do domu sie za bardzo kukulowal i wszytsko konczylo sie wymiotami.. wymioty staly sie moim sposobem na rozladowanie stresu.. teraz juz szosty dzien trzymam sie bez wymiotow.. zapisalam sie na terapie, ale najblizszy termin jest 31 marca.. staram sie trzymac, ale nie jest latwo, same wiecie.. chce sie nauczyc walczyc z tym stresem i niereagowac na jego zle slowa i nieakceptacje z jego str odnosnie moich planow zyciowych i tego co chce robic i z kim.. chcialabym zeby on troche we mnie uwierzyl.. dal mi szanse pokazac,ze wyjde na ludzi i bede kims..
              • choraxyz Re: do kat-hie 08.02.09, 11:28
                Cześć! Wiesz Twój tato na pewno Cie kocha i chce aby było Ci w życiu
                lżej niż jemu. Jednak jego zachowanie jest strasznne, szkoda, że
                wybrał taką metodę postępowania, bo ona Cię bardzo krzywdzi.
                Rozumiem Cię. Mój tato nie krzyczy i nie wyzywa, ale jego słowa też
                bolą. On tez che abym za wszelką cenę skończyła studia. Tato miał
                różne swoje plany, których nie zrealizował, więc tak jakby na mnie
                przelewa swoje ambicje. W tamtym roku wzięłam dziekankę na ostatni
                semestr studiów ( jestem na trzyletnich) ponieważ bulimia mi się
                nasiliła, a przede wszystkim wpadłam w dużą depresję, wróciłam więc
                do domu. Tato nie mógł tego przeboleć, twierdził że jemu wydaje się
                że to koszmar, straszny sen, którego się nie spodziewał. Tak jakbym
                przyniosła mu wstyd, zawiodła jego oczekiwania. Swoim narzekaniem,
                biadoleniem itp wywołuje u mnie ogromne poczucie winy i czuję się
                nic niewarta. twierdzi, że jestem nieodpowiedzialna i trzeba mnie
                mieć na oku, wię powinnam być w domu. W połowie lutego wracam na
                uczelnie. Tato już nie może się doczekać. A ja się boję, że nie dam
                rady, czuję ogromną presję, że muszę to skończyć. Nie mogę podzielić
                się z rodzicami swoimi obawami, bo przecież znowu nie mogę ich
                zawieść. Wiem, że rodzice chcą jak najlepiej, ale ich zachowanie
                mnie po prostu przytłacza. Dobrze, że chcesz się leczyć i że masz
                chłopaka. To jest Twoje życie i o sobie przede wszystkim powinnaś
                myśleć, słowami czy krytyką taty się nie przejmuj, chociaż doskonale
                wiem, że jest to piekielnie trudne. Pozdrawiam gorąco i trzymaj się
                dzielnie:)
                • kat-hie Re: do kat-hie 08.02.09, 22:29
                  oj dokladnie.. nie jest latwo.. ale wiesz.. ostatnio naprawde starm sie jak tylko moge.. te wszytskie przezycia daly mi starsznego kopa i wlasciwie nie ma chyba juz rzeczy, ktorej bym sie po nim nie spodziewala.. nie moge sie tylko doczekac momentu kiedy sie wyprowadze, a mamy z chlopakiem plany zamieszkac razem za 1,5 roku.. moze wtedy tez bedzie mi latwiej, moze zapomne o tej calej mojej sytuacji.. moze bedzie lepiej sie oderwac od tego wszytskiego..? a moze nawet kontakt z ojcem nabierze jakiegos wygladu jak zobaczy ze robie w zyciu to co chce-ze jestem silna.. obawiam sie tez ze moze miec to odwrotny skutek.. :/ chyba faktycznie nie pozostaje nic innego jak nauczyc sie radzic samemu z tym stresem, bo jego juz nie zmienie.. na terapie rodzinna sie nie zgodzil..
                  • choraxyz Re: do kat-hie 09.02.09, 14:03
                    Szkoda,że Twój tato nie widzi problemu w sobie, bo wiem, że samemu
                    radzić sobie i walczyć jest strasznie trudo. On też powinien chcieć
                    się zmienić. Skoro jednak nie chce to trudno. Ty masz swoje życie i
                    swoje plany i nikt nie powinien się do nich wtrącać. Tato nmiał
                    swoją młodość i skoro nie wyszło mu tak jak chciał to jego sprawa.
                    On nie ma żadnego prawa, aby przelewać swoje niespełnione ambicje na
                    Ciebie. Myślę, że jak wyprowadzisz się z domu to Ci ulży. Nie bierz
                    sobie do serca raniących słów taty, chodż na terapie, wierz w siebie
                    i układaj sobie życie wegług swoich marzeń i planów. Trzymam za
                    Ciebi kciuki i jestem z Tobą duchowo:)
                    • kat-hie Re: do kat-hie 09.02.09, 18:54
                      dziekuje Ci za wsparcie :) Caly czas ucze sie niereagowac na to wszystko i powiem Ci,ze jakos chyba zaczynam nabierac dystansu.. pewnie do kolejnego takiego momentu kiedy cos nie pojdzie jak po jego mysli, ale wtedy mam nadzieje byc odrobine silniejsza.. sa momenty,kiedy ogromnie ciezko jest zacisnac zeby i nie reagowac na to co mowi, czy robi.. ale- jakos dam rade :)
    • watersnakes2 Re: A co z ojcami? 14.02.09, 18:18
      Ojciec zazwyczaj nie wie jak podejsc do tematu choroby, jesli juz sie pojawi.
      Matka bezradnosc okazuje zazwyczaj pogarda czy zloscia, ojciec - wycofaniem. Ale
      to juz gdy choroba sie pojawi.
      A wczesniej? Wczesniej ojciec swoim zachowaniem buduje "kobiecosc" corki,
      odrzucajac ja, krytykujac moze nie rani tak mocno jak robiaca to samo matka, ale
      bez watpienia ma to powazniejsze skutki. Sama po sobie widze ze wybieram
      mezczyzn podobnych do taty i wizualnie i psychicznie, moje kolezanki natomiast
      albo totalne przeciwienstwo (zazwyczaj z rozbitych, patologichnych, nieudanych
      rodzin) albo tez kogos podobnego.
      Mam to szczescie (?) ze moja chorobe (bulimia) nie ma zrodla w stosunkach
      rodzinnych. Mama mimo ze krytyczna, to kochana, tata- artysta z glowa w chmurach
      ale zawsze podkreslajacy jak mnie kocha (co tym wazniejsze ze nie jest
      biologicznym tata i mam siostry - jego biologiczne corki) i jaka piekna jestem.
      Faktem jednak jest, ze wycofal sie na czas choroby, byl blisko, ale tematu nie
      chcial poruszac, czasem zapytal delikatnie o jakas kwestie (jedzenie w akademiku
      etc) ale nigdy bezposrednio. Mama natomiast traktowala moja chorobe jako kaprys,
      i czesto mi o tym mowila.
      Z choroby pomogl mi wyjsc moj chlopak, bardzo podobny do mojego taty, ale
      zaangazowany i niebojacy sie tego ze ze wstydu i zlosci nieraz bylam zlosliwa
      czy wrecz agresywna.
      Tyle o moim tacie.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka