Dodaj do ulubionych

Wiecie co?

01.07.09, 14:43
Tak...laski, nie gniewajcie się, ale gdyby przyszło wam przeżyć
głód, cierpienie z przymusu (chocby Oświęcim), gdybyście w swoim
patrzeniu na czubek wlasnego nosa, dostrzegly, ze są ludzie na
świecie, którzy oddaliby wszytsko za kawałek chleba dla sibie i
swoich dzieci to moze wtedy zauwazylybyscie, ze w swietle takicj
zjawisk, mowienie ( z samolubnego, egocentrycznego punktu
widzenia ); "nie jem bo tak mi sie podoba" jest k...
niemoralne.Czasami jak slucham takich bredzących panienek, to mam
ochotę je zapędzić na rok do roboty kilofem i wtedy zobaczyc czy
nadal nie mają ochoty na jedzenie. Gwarantuje wam ze docenilybyscie
zycie jako wartosc samą w sobie, docenilybyscie to, ze mozecie
obudzic sie i zjesc sniadanie a nastepnie robic to, co chcecie i
mozecie zrobic. Macie za dobrze w tyłkach po prostu z dzisiejszym
swiatem. Dawneij ludzie mniej skupiali sie na sobie i wlasnym
wygladzie i nie bylo czegos takiego jak anoreksja czy inne tego typu
schorzenia zw. z postrzeganiem siebie (PRZEDE WSZYSTKIM, tak?).
Byloby mi wstyd przyznac sie, ze tak bardzo zalezy mi pzrede
wszytskim na sobie ( bron boze na kim innym!) ze az zapadlam na
anoreksje...Wezcie sie w garsc bo nikt Wam innego zycia nie da.
Obserwuj wątek
    • magor_ek Re: Wiecie co? 01.07.09, 15:20
      Trzeci kocie. Nie mam zamiaru się gniewać ani się usprawiedliwiać bo
      w pewnym sensie masz rację. Mam świadomość że inni cierpią i
      cierpieli z głodu i pragnienia ale ta świadomość - i to jest
      najgorsze - nie pomaga mi w nabraniu normalnego stosunku do
      jedzenia. To z kolei sprawia, że czuję nienawiść do samej siebie, że
      pogardzam sobą. Chciałabym się wziąść - jak mówisz - "w garść", ale
      mi nie wychodzi.

      Dla odchudzających się wygląd ma zapewne zasadnicze znaczenie, dla
      osób z zaburzeniami jedzenia w sumie przestaje się liczyć (bo szkody
      jakie wyrządza w ciele ta choroba trudno nazwać dbaniem o wygląd).
      To nie jest tak, że mówisz "nie jem bo mi się nie podoba", lecz
      raczej, że "nie umiem się zmusić by jeść", lub "jedząc nie umiem
      przestać". Tu traci się kontrolę nad samym sobą, własną wolą i
      bardzo trudno jest ją odzyskać.

      Gdy już zachorujesz cierpienie i głód - są przymusem - choć może
      brzmi to dla Ciebie absurdalnie

      Masz również rację, że to choroba w dużym stopniu cywilizacyjna -
      tylko, że nikt z nas nie wybiera ani miejsca ani czasów w których
      przyszło mu żyć. Być może gdybym urodziła się jako dziecko w Afryce,
      nie zachorowałabym na zaburzenia odżywiania, tak jak i żyjąc w XV
      wieku pewnie miałabym już garstkę dzieci, męża i nie wychyliłabym
      nosa dalej niż za sąsiednią wieś. Tylko, że to akurat są czynniki od
      nas niezależne. Jak widać życie w wysokorozwiniętej cywilizacji
      oznacza nie tylko "bycie w czepku urodzonym", ale i życie w
      cierpieniu. Tak jak i w każdej innej epoce.

      Czy tę samą historię o głodujących i Oświęcimiu opowiadasz ludziom
      otyłym, palącym, borykającym się z innymi uzależnieniami? Jeśli nie,
      to powinieneś! I co Ty sam robisz by pomóc tym, "którzy życie by
      oddali za kawałek chleba"? Jeśli robisz tyle co przeciętny
      obywatel - czyli prawie nic - też jesteś niestety egoistą...

      I masz też rację że "nam nikt innego życia nie da" - Tak to prawda.
      Tylko że mogę sobie co najwyżej pluć w twarz, że zdarzyło mi się
      zachorować, że przegrałam swoje życie, że zniszczyłam to co za darmo
      dostałam... , ale nie da się zmienić przeszłości, a te przeszłe
      wybory cholernie zawężają ci możliwości działania na przyszłość.
      • trzeci_kot1 Re: Wiecie co? 01.07.09, 15:38
        Bardzo sie cieszę, ze odpowiedzialas w ten sposob bo juz nastawialm
        sie na jakies chamskie wyzwiska a moim zamairem nie bylo absolutnie
        wszczęcie jatki tylko wymiana zdan w cywilizowany sposob.
        zaznaczam, ze wieskoszco tego co pisze, jest uogolnieniem, z ktorego
        zdaje sobie sprawe - koniecznym, niestety, ze wzgledu na forme,
        przy pomocy ktorej sie komunikujemy.
        1)napisalam tak, dlatego, ze uwazam ze zycie jest "utylitarne" :) -
        trzeba umiec je spozytkowac i tezba umiec dac cos w tym zyciu z
        siebie.
        2)znam i rozumiem mechanizmy szeroko pojetych uzaleznien ( to od. 1
        i 2 akapitu)
        3)czynniki niezalezne od nas - zgadza sie - tymbardziej trzeba
        korzystac z tego ze przyszlo nam zyc w prawopodobnie najlepszycym
        miejscu i czasie z mozliwych.
        3)historii o oswiecimiu "nie opowiadam", w taki sposb o jkaim
        zapewne myslisz...ale g d y b y m opowiadala to mysle, ze palenie,
        cpanie i inne rzeczy marnujace (nazwijamy to po imieniu:) zycie
        mozna podciagnac pod argument ( uwazany przeze mnie za sluszny), ze
        jesli juz mamy to zycie, to warto rozejrzec sie co mozna z nim
        zrobic (ogolnie mowiac) niz ciagle uzalac sie, myslec i roztlikwiac
        sie nad soba.
        4)zeby nie byc goloslowna - tez mam za soba rozne doswiadczenia -
        moze dlatego teraz tak bardzo ciesze sie zyciem.

        pozdraiwam serdecznie.
    • watersnakes2 Re: Wiecie co? 01.07.09, 15:23
      OMG, uwielbiam te madrosci z cyklu "po prostu zacznij jesc" czy "jaka depresja?
      po prostu sie usmiechnij".
      Napisz jeszcze trzeci_kocie1 ze wszystkie chcemy byc modelkami:/
      Nic o nas nie wiesz, a jednak piszesz ze za duzo mamy w tylkach i pewnie
      wszystkie jestesmy rozkapryszonymi dziewuchami z za dobrych domow.
      A wyobraz sobie madralo, ze na oddziale mialam dziewczyne z patologicznej
      rodziny, ktora zachorowala po tym jak ja ojciec zaczal gwalcic stwierdzajac ze
      ma juz takie ksztalty ze szkoda zeby sie marnowaly.
      Nie bylo czegos takiego jak anoreksja? Haha dobre sobie, nie bylo pewnie i raka
      i ludzie nie lysieli ? Nie kochana, o tym sie po prostu nie pisalo i tylko tyle.

      >ze są ludzie na
      > świecie, którzy oddaliby wszytsko za kawałek chleba dla sibie i
      > swoich dzieci to moze wtedy zauwazylybyscie, ze w swietle takicj
      > zjawisk, mowienie ( z samolubnego, egocentrycznego punktu
      > widzenia ); "nie jem bo tak mi sie podoba" jest k...
      > niemoralne.

      I pewnie jak kran kapie, ronisz lezke nad kazda kropla bo dzieci w Afryce nie
      maja co pic? Daj pan spokoj...
      • trzeci_kot1 A kol.Watersnake nie za b.skumała o co mi chodzi:) 01.07.09, 15:41
        j.w.
        • anty_pro_ana Re: A kol.Watersnake nie za b.skumała o co mi cho 01.07.09, 16:01
          Obawiam się trzeci kocie, że to ty nie skumałeś.
        • watersnakes2 WatersnakeS2, jak ten obraz Klimta 01.07.09, 17:21
          A o co Ci chodzi jesli nie o pisanie banalow z cyklu "cieszcie sie zyciem"?
          Dodam, ze banalow ktore slyszy sie z kazdej strony.
          I jesli rzeczywiscie znasz mechanizmu uzaleznien, to jak mozesz wypisywac bzdury
          typu: "Macie za dobrze w tyłkach po prostu z dzisiejszym swiatem."?

          Jak zobaczylam link do forum na stronie glownej, to wiedzialam ze przyciagnie
          napewno dwie grupy:
          1. osoby dla ktorych ED jest czyms fascynujacym, pomoca by byc idealnym (czyt.
          szczuplym), wierza ze "motylki" to jakas elita i maja nadzieje ze znajda tu
          wsparcie dla swoich zapedow
          2. osoby dla ktorych ED jest kaprysem i glupota rozwydrzonych dziewuch ktore z
          braku laku stwierdzily ze przestana jesc, i ktore to osoby maja "ochotę je (te
          chore dziewczyny - przy. watersnakes2)zapędzić na rok do roboty kilofem i wtedy
          zobaczyc czy
          nadal nie mają ochoty na jedzenie".

          Popraw mnie jesli nalezysz do jakiejs trzeciej grupy.
    • anima00 Re: Wiecie co? 02.07.09, 10:52
      Trzeci kocie, mogłabym pisać mnóstwo rzeczy na ten temat i robiłam to
      wielokrotnie w swoim życiu, trochę już choruje na te zaburzenia. Jednak wolę
      lepiej spożytkować ten czas :) Inni pewnie wiele napiszą również w moim imieniu.
      Ze swojej strony tylko zaznaczę, że po części masz rację, w tym sensie, że każdy
      człowiek użalający się nad swoim losem w jakiś sposób traci wiele ze swojego
      życia. Ale tak jest z każdym, nie tylko z nami. Jednak nasz stan trwa dłużej,
      dlatego nazywa się go zaburzeniem, chorobą. Dlatego nie jest tak łatwo, "tak po
      prostu" się z tego wyrwać. Nie wiem dlaczego tak Cie frustruje nasze zachowanie.
      Widać, że jesteś mądrą osobą, zainteresuj się więc może mechanizmami tej
      choroby - oczywiście, jeżeli chcesz nas zrozumieć. Bo bez zrozumienia, nie obraź
      się, nie masz prawa nas oceniać. Jest mnóstwo literatury na temat zaburzeń
      jedzenia. Jeżeli nadaj uważasz, że jest to jedynie nasze widzimisię - to znaczy,
      że to Ty masz jakiś problem. Czy nie mam racji?
      • lola.b Re: Wiecie co? 02.07.09, 21:22
        Trzeci kocie, jestem żywym zaprzeczeniem Twojej tezy. Nie urodziłam się w
        zamożnej rodzinie-wręcz przeciwnie. Nie mam zamiaru wywnętrzać się tutaj i
        opisywać historii mojego życia, ale chcę, żebyś wiedział, że to nie jest choroba
        dotykająca "ludzi, którym się w dupach poprzewracało od dobrobytu".
        A co do użalania się nad sobą-jeśli od czasu do czasu nie poużalasz się nad
        sobą, to i nie poużalasz się (w sensie zwykłej empatii) nad kimś innym też.
        Ta choroba nie bierze się z próżności, tylko z nieszczęścia. Czasem się
        zastanawiam, czy w krajach bardzo biednych, gdzie trzeba walczyć o wszystko nie
        jest po prostu tak, że zwyczajnie nie ma czasu, żeby usiąść i pomyśleć, żeby w
        ogóle dostrzec, ze coś jest nie tak, bo cała energia idzie na przetrwanie, ból
        zagłuszany jest pracą a jak ktoś zachoruje to po prostu umiera i nikt się nie
        zastanawia, dlaczego.Ale to nie znaczy, że lekarstwem jest zapędzenie do kilofa,
        bo problem nie leży w bezczynności.
        I kiedyś anoreksja też była-choćby te święte postanawiające zagłodzić się w imię
        wiary.
        • amela Re: Wiecie co? 03.07.09, 11:38
          tak mi sie przypomniało a propos tego kilofa. też mi mówiono, że jakbym
          wyjechała na wies i musiała zasuwac od rana w gospodarstwie, tudzież w stajni
          przy koniach (moje hobby-jeżdziłam na wczasy w siodle), od razu wróciłby mi
          apetyt i przestałabym (cyt.)"dziwaczyć z jedzeniem", ale jadłabym wszystko co
          podają, nawet tłuste i smażone..
          nieprawda. po prostu wczesniej straciłabym siły i znalazła sie w szpitalu, może
          szybciej zauważyłabym swój problem i wczesniej zdecydowała sie na leczenie. ze
          mną w szpitalu była dziewczyna ze wsi - tam po prostu brak sił jest wczesniej
          zauważalny, choc inna sprawa - że brak wiedzy nt. ED, często zasciankowe
          myslenie (przepraszam jesli kogos tym stwierdzeniem uraziłam), brak dostępu do
          lekarzy-specjalistów, wstyd przed wizytą u psychiatry itp.
          gdyby to było takie proste, to wystarczyłoby nas wysłac na wies albo do ciężkiej
          roboty z kilofem i wkrótce byłybysmy zdrowe.

          aha, dziewczyny, które poznałam podczas pobytów w szpitalach, w większosci nie
          pochodziły z bogatych domów, raczej z rodzin o srednich dochodach lub poniżej.
          • magor_ek Re: Wiecie co? 03.07.09, 11:52
            Tak mela. Masz rację. Teraz kilof by nam guzik dał. Ale jestem
            przekonana że dzieci w Afryce, czy indiach raczej nie chorują na
            anoreksję i bulimię. Jeśli już to cierpią na głębokie niedozywienie,
            sytuacja zewnętrzną a nie wewnętrzną spowodowane.

            A co do zamożności - tak zgadzam się. Sama nie jestem z jakiejś
            bogatej rodziny, a zdarzało mi się już spotykać dziewczyny, które
            pochodziły i żyły w rodzinach bardzo biednych. (Jedna jak nie miała
            czym się objeść, piła litrami wodę z kranu...) Ale to w jakiej
            (bogatej czy biednej) rodzinie żyjemy nie zmienia faktu że jednak
            wpływa na nas kultura w jakiej żyjemy. A ta kultura ma zwyczaj mówić
            że bez odpowiedniego wyglądu jesteś nikim.

            Anoreksja w przeszłości (typu klasztorna asceza) - miała jednak moim
            zdaniem nieco inne podłoże. jedynie efekt był ten sam.

            buzki
            • lola.b Re: Wiecie co? 03.07.09, 12:38
              Magorek-masz rację, w dzisiejszej kulturze bez odpowiedniego wyglądu jesteś
              nikim. Albo możesz być kozłem ofiarnym-do wyboru do koloru. Ja chciałam być
              za.je.bista we wszystkim-nauka, sztuka, jeszcze imprezowa. Na początku było mi
              stosunkowo łatwo, ale jak tylko dorwałam się do "dorosłych" gazet (jakieś 8 lat,
              bo książki w domu się skończyły a te z bibliotek pożerałam w błyskawicznym
              tempie) i dowiedziałam się o braku talii(no a jak ośmiolatka może mieć dużą
              różnicę między biodrami a talią!) jako o wyznaczniku nadwagi i o innych cudach i
              o zdrowym żywieniu i o tym, jak być piękną, zgrabną i powabną, to poważnie
              zaczęłam się obserwować. W dodatku marzyłam o karierze baletnicy. Niby na
              początku nie zachorowałam, ale od tego czasu wręcz obsesyjnie dbałam o sylwetkę,
              wyrzucałam posiłki, nieraz żyłam o 3 kromkach chleba dziennie, no i oczywiście
              codzienne mierzenie się centymetrem. Dopiero dużo później zachorowałam, ale na
              pewno nie bez znaczenia było to, czy nasiąkłam w dzieciństwie.
              • misiaczekmoj Re: Wiecie co? 04.07.09, 16:29
                Kocie chyba nie potrafisz sie postawic w czyjejes sytuacji i tak z Twojej strony wyglada to na takie proste .Otoz gdyby bylo proste to pewnie leczenie z tej choroby trwaloby blyskawicznie.
                Podam Ci przyklad.
                Zostawilas obiad na gazie i wyszlas otworzyc dzwi , masz dzwi zatrzaskowe i przymknels je troche a tu z bloku ktos wchodzil i przeciag zamknal Ci dzrzwi przed nosem.
                Cala w strachu jestes , maz przychodzi wkurza sie bo nie ma jak wejsc do domu a obiadek sie pali.Maz pyta-"no jak moglas nie dopilnowac dzwi?"Masz odpowiedz na to pytanie? wiesz dlacego nie zwrocilas na to uwagi, nie bylas swiadoma ze moze sie tak stac?Podjelas decyzje ze chcesz by sie dzwi zatrzasnely i trzeba bylo wolac strazakow?Wybralas te sytuacje?
                To co opisujesz mogloby byc dobra terapia -wyjazd do afryki do najbiedniejszych rejonow ,gdzie choroby panuja i glod.
                Jednak takie argumentu sa oznaka ze nie pojmujesz.I nikt poki sam sie nie znajdzie w tej sytuacji tego naprade nie pojmie ,ale moglabys chociaz sprobowac.
                Moze powiesz ze nie dopuscilabys do tego zeby sie drzwi zatrzasnely, rzecz jest w tym ze rozne w zyciu sytuacje sie zdarzaja i nie jestesmy w stanie byc przyszykowani na wszytskie i taki jest paradox jak przyslowie-Gdybym wiedzial ze sie przewroce nie przewrocilbym sie
                • kasiaczek181987 Re: Wiecie co? 24.07.09, 21:06
                  twój przykład jest nietrafiony. Wiedząc że mam drzwi zatrzaskowe nie
                  wychodziłabym na klatkę. Zdawałabym sobie sprawę że częśto sa przeciągi i mogę
                  nie wejsć spowrotem do domu. Czyli reasumując: wychodząc na klatkę podjęłam
                  decyzje, ryzyko świadomie
                  • trzeci_kot1 Kasiaczku... 24.07.09, 22:58
                    Kasiaczku...dziękuję za głos rozsądku:)
                  • katha_ko Re: Wiecie co? 25.07.09, 17:44
                    Kocie, zaburzenia odżywiania nie są tak naprawdę w istocie rzeczy problemem z
                    jedzeniem. Jedzenie jest tylko przykrywką. Anoreksja i bulimia to głęboki
                    problem emocjonalny. Dodatkowo problem z uznaniem tego, co cielesne, związane z
                    ciałem - starzenie się, dojrzewanie, macierzyństwo, kobiecość, ciało jako obiekt
                    pożądania przez innych, seksualność, nadmierna agresja, namiastka kontroli i
                    wpływu i samowystarczalności - dziewczyny zaburzeniami odżywiania po pierwsze
                    mają to przez jakiś czas nieuświadomione, a po drugie: poziom nieakceptacji
                    spraw związanych z cielesnością i cierpienie z tym związane jest nie do
                    wyobrażenia dla osoby, która w miarę akceptuje rozwój i funkcje swojego ciała.

                    Poza tym, anoreksja/bulimia są wyrazem NIEŚWIADOMYCH wewnętrznych konfliktów,
                    jej objawy to wyrażają, tak, jak atak paniki u nerwicowca też coś wyraża. To
                    jest UKRYTY SENS i UKRYTA LOGIKA. Te objawy czemuś służą i coś symbolizują -
                    nierzadko to, bez czego cierpienie byłoby gorsze do wytrzymania. Gadanie o
                    moralności tylko nas pognębia, w każdym razie mnie. Nienawidzę siebie za to, że
                    tyle jem, gdy inni głodują - bo objadania się nie można tak po prostu
                    przeskoczyć, dopóki nie uświadomi się i nie rozwiąże tego, co leży u jego
                    podstaw, czyli PRZYCZYNY.

                    Więc nie jest to kwestia silnej woli - aby przestać/zacząć jeść, ale oczywiście
                    jest kwestią woli poddanie się leczeniu :)

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka