magddaa.4
15.08.09, 21:58
Witam, zdecydowałam sie opisać moją historię, bo liczę na cenne rady
od mądrych i doświadczonych osób, które przechodzą/przeszły przez to
co ja.A z tego co czytałam jest ich tu kilkoro:).Mam 18 lat, na
bulimię choruję od 3 lat.Przed chwilą przeczytałam wątek
pt."wygrałam z bulimia" i pomyślałam, ze mi tez się może udać.
Tyle,że nie wiem czy jestem w stanie poradzić sobie sama. Boję sie
zgłosić do psychiatry, bo (zdaje sobie sprawe ,że to niezbyt mądre
podejście) przyznanie sie do porazki, a raczej do tego ze nie panuje
nad swoim zyciem jest ponizej mojej godnosci. Boje sie tego ,ze
wtedy calkowicie strace szacunek do siebie.Mam wrazenie ze tylko ja
sama moge sobie pomoc i tylko wtedy bede mogla w pełni cieszyc sie
wyzdrowieniem.Z drugiej strony nie udało mi sie pomoc sobie do tej
pory.Chociaz wiele razy probowalam.Odpycham od siebie bliskie mi
osoby, coraz bardziej odseparowuje sie od ludzi.Ranie siebie i
innych.Trwam w jakiejs beznadziejnej znieczulicy.Nie radze sobie z
emocjami, kazdy problem zajadam i wyrzyguje lub ewentualnie tylko
zajadam.Ostatnio przytyłam 4 kilo w ciagu 10 dni.Nie mam problemow z
niedowaga, wrecz przeciwnie, chcialabym schudnac.Faktem jest ze moja
waga ciagle sie waha.Teraz chcialabym schudnac i wrocic do wagi
sprzed roku.Jednak rok temu tez nie bylam do konca zadowolona ze
swojego wygladu.Ciagle mam takie samo podejscie do siebie,
niezaleznie od wagi.Przez pol roku mialam napady kompulsywnego
jedzenia.Myslalam:duzo jem, ale nie mam atakow bulimii.Teraz wrocila
bulimia i wiem, ze mimo,iz nie wymiotowalam przez to pol roku, wcale
nie bylam zdrowa.Rok temu mialam ataki bulimii praktycznie
codziennie, kilka razy dziennie.Moja rodzina przypadkiem dowiedziala
sie ze mam bulimie.Szukalam u nich pomocy, jednak jej nie znalazlam.
mowili"chcesz byc wariatka , nie miec przyszlosci?Prosze bardzo ,
wyslemy cie do osrodka, zamkna cie i potem wszyscy beda toba
gardzic,w szkole , na studiach" siostra mowila"jak mozesz to robic
mamie, jakie ty mozesz miec problemy"..na wsparcie ze strony rodziny
niestety nie moge liczyc.Zaczeli mnie kontrolowac , gdy kolekjny raz
orientowali sie ze wymiotuje patrzyli sie na mnie z pogarda i mowili
jaka jestem rozpieszczona, znajdowali mi roznego rodzaju "karne
zajecia".I tak po pewnym czasie aby nie widziec tego pogardliwego
wzroku z bulimii przeszlam do kompulsywnego jedzenia, teraz z
powrotem do bulimii.Chcialabym w jakis normalny sposob schudnac, nie
doprowadzajac sie wpadajac w paranoje, ale mam wrazenie ze w mojej
rodzinie chudniecie jest traktowane jako cos zlego, zakazanego.Moze
to z tego powodu ze moja siostra byla kiedys chora na anoreksje.A
byc moze wszystko siedzi w mojej glowie.Kiedy mam "zly okres" unikam
spotkan ze znajomymi, wymyslam roznego rodzaju wymowki, po to tylko
zeby w spokoju sie uzalac nad soba.Czasami doprowadzam sie do
tragicznego stanu, po pewnym czasie wrecz boje sie wyjsc do ludzi.
Ostatnio nie mam w ogole sily, caly czas tyje, czesto nie moge w
nocy spac, gdy przypominam sobie co robe ze swoim zyciem.Codziennie
obiecuje sobie,ze zaczne wszystko od nowa,ale chyba najgorsze jest
to ze nie potrafie sobie radzic z problemami, krytyka, w sytuacjach
stresowych. Wystarczy jedno slowo ze strony rodzicow, siostry i caly
moj idealny plan sie burzy.Kiedy gdzies wyjezdzam , jestem z dala
stad, wszystko sie normuje, potrafie zyc normalnie.Dlatego czekam na
chwile kiedy bede mogla byc niezalezna i zaczne sama decydowac o
swoim zyciu i wyjade na studia, pojde do pracy.Nie radze sobie z
tym , ze zycie nie spelnia moich oczekiwan, a rodzice zabijaja kazde
moje marzenie i plany w zarodku.Mam tyle planow, chcialabym zaczac
je realizowac, zamiast trwac w tej beznadziei. Chcialabym zaczac
normalnie sie odzywiac i moc skupic sie na tym co dla mnie
najwazniejsze.Nie na jedzeniu.. Czym sie zajmujecie aby nie myslec
o jedzeniu?W jaki sposob wypelniacie swoj czas?Co was utrzymuje przy
zyciu?Jakie macie sposoby na wychodzenie ze zlych okresow?Czekam na
rady i serdecznie pozdrawiam:)