agulka20246
09.11.11, 17:42
Kochane dziewczyny czytam wasze rozmowy już od dawna.podziwiam wasze zaangażowanie w pomoc potrzebującym.Mam mieszane uczucia i gryzę się strasznie czy prosic was o pomoc czy też nie...jeszcze dwa lata temu to ja pomagałam sąsiadce w trudnej sytuacji finansowej skompletowac prezenty dla jej dzieciaków,a dziś sama tej pomocy potrzebuję.Życie jest okrutne i nie uznaje kompromisów...Nawet nie wiecie jak trudno jest przełknąc dumę i prosic o pomoc obcych ludzi...Mój mąż stracił pracę w wyniku choroby gruźliczej i wszystko się posypało... Ja z uwagi na to ,że urodziłam dziecko pracy nie miałam...Robię teraz kurs,który zapewnic ma mi pracę-śmiechu warte-już to słyszałam.Jestem rozżalona i zniechęcona!zawsze radziliśmy sobie sami! w tamtym roku przetrwaliśmy Wigilię na paluszkach rybnych i barszczu z torebki...Nie potrafię powiedziec dzieciom,że w tym roku będzie tak samo...W kwietniu mąż przejął opiekę nad synem z pierwszego małżeństwa,bo matka jest osobą niewydolną wychowawczą.Dzieciak ma 14 lat i całą masę problemów,w tym zdrowotnych-ma uszkodzony kręgosłup,rehabilitację,problemy z nauką.Nasz syn średni ma orzeczenie o niepełnosprawności-astma oskrzelowa-dusi się przy najmniejszym wysiłku,ale to mały naukowiec...Najmłodszy ma trzy lata i Mikołaj przypomina mu dziadka-nie kojarzy go z prezentami -bo niby jak skoro rodzice nie dają rady.Jest mi wstyd z tego powodu!opika Społeczna daje dzieciom obiady i pomoc około 400zł miesięcznie.Dziś była u mnie opikunka społeczna-dowiedziałam się,że nie ma pieniążków na dofinansowanie butów i kurtek zimowych.Dało mi to kopa totalnego!Moje dzieci chodzą w trampkach!Najstarszy ma 14 lat,młodszy 10,a maleństwo 3...Co ja mam zrobic?Mąż dumę schował do kieszonki i zbiera złom na śmietnikach -ja proszę o pomoc na forum,bo człowiek dumny ma różne znaczenie.Przez wiele lat pracowaliśmy na to co mamy,a ostatnie dwa lata pokazały nam jak mało to znaczy.Po co mi lodówka ziejąca pustka?Ile czasu można jeśc pasztet?Co mogłam to sprzedałam.Ale dzieci musza jeśc,miec podręczniki,telewizor...nie mogę sprzedac komputera,który był prezentem na komunię!Może ktoś bardziej potrzebuje pomocy niż my-wierzę w to,bo znam polskie realia,ale czy to umniejsza potrzeby moich dzieciaków?moje mieszane uczucia dotyczą pewnej kwesti:ja pomagałam ludziom-nie byłam bogata,ale co mogłam to dałam...a komu dawałam?Otóż rodzina:mąż,żona i siedmioro dzieci-powiedzcie po co dawałam-on pije,ona też,dzieci to sposób na życie...z samej opieki,alimentów,rodzinnego ma 5 tysiecy,ale dzieci mają guzik z pętelką-dzieciom dawałam!To czego rodzice i tak nie spieniężą.!!!Nie czułam się lepiej,bo znałam ich sytuację na co dzień.Teraz czuję się znacznie gorzej,bo to moje dzieci mają się gorzej,a przecież bez prezentów na święta i tak przeżyją...Pewnie tak...tylko ile można?Poradźcie! Nie wymagam wsparcia materialnego,chociaż każdy prezent spadł by z nieba,ale pocieszcie mnie chociaż!-bo zwariuję-drażniły was kiedyś Święta Bożego Narodzenia?