Nie wiem jak zacząć,trudno mi pisać o swoich problemach,bo każdy z nas je ma. Mam 28 lat ,trójkę cudownych dzieci,7-letnia Angelika,5 letni Kamili i Justysia która 2.04.2013 skończyła roczek,wspaniałego męża,choć już troszkę zmęczonego-zmęczonego bo choć ciężko pracuje nie starcza nam na wszystko a mimo to gdy zasypiamy wieczorem często powtarzamy sobie "NA ZAWSZE ZRAZEM"

.Maż dzięki pomocy z urzędu pracy załapał się na dofinansowanie i pomoc w założeniu firmy.Ciężką pracą i wytrwałości męża udało się.Zajmuje się usługami typu oczyszczanie dróg z porastających krzewów,drzew itp.sprzedażą opału-drzewa różnego rodzaju.Fajnie to wszystko wygląda ale perspektyw na dogodne życie na razie nie ma.Opłaty Zus,podatki, wszystko nas przerosło,mąż nie może zatrudnić się w żadnej innej pracy i dorobić,skoro założył własną firmę,Jest nam ciężko mamy kredyt do spłacenia,opłaty związane z domem,wiem,że każdy ma opłaty ja tylko piszę jak to u nas jest.Teraz mamy ciężko,jak każdemu zima 2013 roku dała popalić.A męża samego do lasu puścić nie mogę zbyt niebezpiecznie a mamy tylko jego,czasem wybieramy się razem w piątkę.Ja pomagam mężowi znosić drzewo na sterty,układać a dzieci bawią się na kocyku,blisko nas,byśmy mieli ich na oku.Mój mąż to dobry człowiek,ale jak każdy ma chwile zwątpienia w własne siły,a i nawet zauważyłam,że ze zdrowiem,też nie jest dobrze ale on nie przyzna się,że coś go boli. Jeszcze parę dni temu byliśmy razem w lesie z dziećmi,ale niestety mąż jezdzi teraz sam,jest ogromny nawał w lesie meszek i owadów dzieci nie są w stanie poradzić sobie z nimi a nie możemy pozwolić by nam na coś zachorowały. Codziennie czekam w nerwach na powrót męża z lasu,samemu jest zbyt nie bezpieczne,praca ze sprzętem(piły,siekiery)jest bardzo ciężka,w razie jakiegoś wypadku on jest tam sam.Bogu dziękuje,że wraca cały


Mieszkamy na 25m2,malutki pokoik,mała kuchnia gdzie mamy postawiony mały piecyk i maleńki przed pokój,nie mamy łazienki,dzieci nasze kąpiemy w małej wanience plastikowej,potrzeby fizjologiczne załatwiamy w toalecie na dworze,może to wydać się przerażające ale idzie tak żyć.Najważniejsze,że dzieci mamy zdrowe,pełne radości ,one dają nam siłę i chęci by zaczynać kolejny dzień i starać się o lepsze jutro.Jesteśmy młodzi i mamy czas by maleńkimi kroczkami dorobić się większego domu i żyć godnie. Dlaczego do Państwa piszę,szukam dobrych serc

dajemy rade i żyjemy,mamy dla dzieci na jedzenie,oboje z mężem nie palimy i nie pijemy ,każdy grosz który uda nam się zarobić przeznaczamy na to by przetrwać. Niestety brakuje mi by kupić dzieciom odzież,obuwie,bieliznę,zauważyłam nawet,że maja już zmechacona pościel nadająca się do wymiany,łatam ile się da ale materiał się rwie,ciuszki mają już wyblaknięte,przymałe,bardzo mi wstyd

sobie nic z mężem nie kupujemy by czasem kupić coś dzieciom w sklepie z odzieżą używaną . Proszę państwa,może ma ktoś jakieś rzeczy po starszych dzieciach,pościel zalegająca w szafkach,ja nie chce pieniędzy czy nowych ubrań. Dzieci i my ucieszymy się z każdej podarowanej paczki.Nasze dzieci uczymy,że nic łatwo nie przychodzi,ze nie są gorsze od innych dzieci,że kocham i lubimy ich za to jacy są i będą a nie za to jak wyglądają,że tabliczką czekolady można zadowolić całą rodzinę,jest podzielna i tak samo smakuje a nawet lepiej,bo dzielić się to coś wspaniałego. Proszę o pomoc ludzi z dobrym sercem,nam potrzebne jest tylko to,reszta niech będzie dla bardziej potrzebujących. Córka wzrost 125-130cm Angelika,Syn 120-125cm,malutka Justysia 90-100cm Jesteśmy z Wielkopolski,do Poznania mamy 55km. Jeśli ktoś chce nam pomóc,meil-(mimi.ok@interia.pl) lub tel.500-509-241 Z góry bardzo dziękuję