agnieszka3613
25.04.06, 14:30
Kiedyś, chyba w połowie lutego, jak byłam naprawdę w dołku napisałam pare
słów o sobie i swojej sytuacji i to nawet nie w osobnym wątku, tylko tak
gdzieś, przy okazji. Odezwało się parę osób. I.... z tych paru osób dwie
rzeczywiście mi pomogły, z jedną z nich piszę niekiedy na gg. Są to wspaniałe
dziewczyny, które angażują się w pomoc wszędzie tam, gdzie jest ona
potrzebna. I wielkie dzięki im za to. Ale tak przy okazji zastanawiam się po
co te pozostałe dziewczyny ślą maile z pytaniami o wzrost, wage, upodobania
czy styl....po co? Skoro i tak nie mają zamiaru pomóc. Nie, nie, nie mam
żalu, każdy pomaga na tyle na ile go stać, na ile może. Ja i inne dziewczyny
musimy jakoś sobie przecież poradzić czy z pomocą czy bez. Tylko po co te
maile, po co pytania, po co obietnice? Po co ta moja nadzieją na chwilową
chociaż poprawę, po co nadzieja w oczach dzieci? Ile jeszcze jest dziewczyn
w takiej sytuacji, kiedy obiecana jest im pomoc ale nie dostają jej? Nie,
oczywiście, to nie jest żaden mus, żaden obowiązek.. ale skoro już się ktoś
zainteresuje poważnie... Przychodzi mi na myśl, żeby traktować drugą osobę
tak, jakbyśmy chcieli aby nas traktowano.
Sorry za ten wątek ale tak mnie naszło jak Was czytam.
Pozdrawiam serdecznie
Agnieszka