tomaxter
09.07.10, 11:45
Witam,
skorzystałem z usług Aaba Sharm i raczej nie polecam tego biura. Jest w miarę tanio, jest terminowo, ale... ale zapraszam do przeczytania opisu moich wrażeń z kontaktów z tym biurem.
Od początku zainteresowanie klientem i jego obsługa "olewacka" (byliśmy osobiście w biurze) - pracownik: "(...) no, mamy takie wycieczki... chyba - zaraz zapytam - tak może być w tym dniu (...), o przepraszam, nie, jednak w tym dniu to niemożliwe...- do współpracownika - zadzwoń tam i się zapytaj..." - normalnie ręce opadają - odniosłem wrażenie, jakby człowiek z biura mówił "jak chcesz, to kup sobie te wycieczki, jak nie to nie kupuj, co ja tu dużo będę mówił - nie chce mi się".
Mimo tego niezbyt miłego pierwszego wrażenia (może człowiek z biura miał zły dzień, może był zmęczony - OK) kupiliśmy 3 wycieczki.
Dwie z nich bardzo w porządku, żadnych zastrzeżeń, ale chyba tylko dlatego, że nie było na nich nikogo z Aaba Sharm... i bardzo dobrze.
Trzecia wycieczka z "przewodnikiem" z Aaba Sharm. Na początku bardzo miło i przyjemnie. U pana "przewodnika" - nazwijmy go Janek - z językiem polskim niespecjalnie, z angielskim także, ale można się jako-tako dogadać, Janek coś tam usiłuje opowiadać, tłumaczyć - jak za takie pieniądze - ostatecznie może być.
Wycieczka zbliża się ku końcowi, samochód się zatrzymuje i dowiadujemy się, że jesteśmy w "bardzo tanim i dobrym" centrum handlowym-domu towarowym i dobrze byłoby, żebyśmy sobie weszli i pooglądali z silnym wskazaniem na "zrobili zakupy".
W planie wycieczki o "centrum handlowym" nie było mowy. No ale cóż, chyba wszyscy przewodnicy na wycieczkach na całym świecie tak robią - możemy wejść, pooglądać i posłuchać pytań pana Janka w stylu: "Niczego nie kupujecie? Dlaczego? Dobra cena, duży wybór... Wejdźcie jeszcze na górę..."
Kolejny punkt programu "obiad w Nuweibie w nadmorskiej knajpce". Co by tu powiedzieć... z Nuweiby zrobił się Dahab, nadmorska knajpka pozostała (do toalety w tym przybytku lepiej nie iść bo: po pierwsze można się zgubić po drodze przechodząc przez kuchnię, zmywak i coś tam jeszcze, po drugie można się przylepić i pozostać na wieki).
Dobra, niech będzie Dahab - siedzimy przy stoliku, przyniesiono obiad, zamówiliśmy płatne napoje (wiedzieliśmy, że płatne, bo to zazwyczaj normalna praktyka) - 2 x puszka Coli.
Siedzimy, rozmawiamy, jemy i pijemy, jest przyjemnie aż do momentu, w którym dowiadujemy się, że za dwie małe puszki Coli mamy do zapłacenia 40 funtów egipskich (trochę nasza wina, bo nie dociekaliśmy przy zamawianiu ile ta Cola kosztuje, kelner coś tam bąkał, że "good price" - człowiek myśli: dobra przecież ileż może kosztować puszka Coli... kupujemy, niech sobie też zarobią).
Rozumiem, że miejscowi chcą zarabiać na turystach i to jest normalne, bo z tego żyją, ale uważam, że istnieje różnica pomiędzy "zarobić", a "zedrzeć z kogoś skórę". Koniec końców po małych przepychankach słownych i stwierdzeniu pana Janka, że "to tyle kosztuje, bo takie są ceny" płacimy 30 funtów.
Czas na powrót do hotelu. Jedziemy, rozmawiamy, aż tu nagle nasz kochany Pan Janek odwraca się do tyłu i stwierdza, że "teraz składamy się po 10 funtów od każdego dla niego", nie "jeżeli jesteśmy zadowoleni, to możemy to wyrazić dając bakszysz...", nie "jeżeli się podobało to możemy tutaj wrzucić pieniążek...", po prostu "teraz składamy się po 10 funtów na głowę".
Pan Janek od całej naszej wycieczki nie dostał nawet jednego funta. Wysiadł wcześniej, nie żegnając się nawet, tylko coś tam burknął. Jedna z uczestniczek stwierdziła, że "każdy uśmiech był obliczony" i chyba coś w tym jest...
Podsumowując te nieco przydługie wywody:
- biuro jest i działa,
- ceny są przystępne,
- moim zdaniem obsługa pozostawia wiele do życzenia (a nie było to moje pierwsze biuro, ani pierwsza wycieczka, ani też pierwszy kraj arabski w którym byłem)
- przewodnicy mówiący po polsku są chyba tylko w ulotce reklamowej (jak dla mnie mogą mówić tylko po angielsku i będzie dobrze, po co pisać, że wszyscy super mówią i rozumieją po polsku, jeżeli ma się to nijak do rzeczywistości),
- w biurze pracują przewodnicy pokroju pana Janka, czyli to co oszczędzisz na cenie wycieczki usiłują wyciągnąć z ciebie w jej trakcie,
- moja końcowa ocena tego biura: neutralna z dużym przesunięciem w kierunku negatywnej (neutralna na minus)